wtorek, 29 listopada 2011

grzebyczek Tweezerman w akcji :)

Po tym jak pokazalam wam grzebyczek tutaj, to pojawily sie prosby o zaprezentowanie dzialania na rzesach. I musze przyznac, ze to wcale nie bylo takie latwe, z tego powodu, ze nie posiadam tuszy, ktory by tak kleily rzesy, zeby na zdjeciach efekt byl dobrze widoczny.

Bo na zywo to widac po kazdym uzyciu i grzebyczek, pomimo tego, ze juz sie pare razy nim dziabnelam... to bardzo lubie i uwazam, ze byl to udany zakup. Najlepsze co do tej pory uzywalam do przeczesywania rzes i przede wszystkim skuteczne.



Tusze na zdjeciu sa zupelnie przypadkowe, poniewaz zaden nie skleja na tyle, zebym go mogla uzyc do prezentacji, przetestowalam z tym, ze efekt na zdjeciu byl dla mnie za slabo widoczny, nawez jezeli ja widzialam roznice ale w koncu znalazlam kandydata. Tusz nowy, dosc mokry i jak kazdy tusz z YSL potrzebuje on czasu. Jak dojrzeje to bedzie cacy, na razie jest ok ale w zadnym wypadku nie jest to tusz na szybkie malowanie oka, bo trzeba mu poswiecic troche czasu... ale w koncu nie o tuszu mialo byc. Ponizej mamy efekt przed i na drugim zdjeciu po przejechaniu grzebyczkiem.




Mam nadzieje, ze widac roznice :) ... wszystkie rzesy sa porozdzielane, nie ma sklejkow i nadmiaru tuszu a takze zadnych efektow ubocznych.

18 komentarzy:

  1. Różnicę widać :) Ja do rozczesywania rzęs używam szczoteczki z tuszu Wonder Lash z Oriflame. Radzi sobie nad wyraz dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a potem czym czyscisz ten grzebyk ? zwykłym plynem do demakijażu ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać różnicę :)
    p.s. piękny, zimowy makijaż ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, ze widać różnicę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać różnicę, widac. :D
    A makijaż jest cudny, szkoda, że ja tak nei umiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co jakiś czas wraca do mnie myśl o zakupie takiego grzebyczka, hmmm

    OdpowiedzUsuń
  7. ja jestem ślepawa, a różnicę widzę :) czyli wniosek jest jeden - działa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Inglot ma podobny grzebyczek z metalowymi "zębami". Ciekawi mnie ich ewentualne podobieństwo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ten inglotowy tez jest super, mam i chwalę sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widać różnicę, ładne rozdzielone rzęsy :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Oszz taki magiczny ten grzebyczek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Różnicę naprawdę widać . Piękne rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. TheRedRibbon,
    ja do tej pory tez uzywalam szczoteczki, ktra byla w tuszu, ktory lubilam a niestety go wycofali, w kazdym razie mial swietna szczoteczke i dobrze czesze rzesy ale grzebyczek jest troche lepszy :) chociaz zostawiam go na porzadne makijaze, gdzie sie troche przykladam, bo rano to przeczesuja szczoteczka, tak tez bezpieczniej jak sie w oko dziabne ;)

    Abscysynka,
    zwyklym mydlem i szczoteczka :D

    Wyznania Kosmetykoholiczki,
    niestety nie pomoge... do Inglota nie mam dostepu, wiec grzebyczka tez nie mam :)
    ale prawde mowiac nie wydaje mi sie, zeby byla jakas specjalna roznica...

    Dezemka,
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. oj widać dzialanie grzebyczka... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Grzebyczek grzebyczkiem, ale jaki makijaz cudny! Zdolna bestia z Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślałam, że ten grzebyk to zbędny gadżet, ale faktycznie różnica jest widoczna!

    OdpowiedzUsuń
  17. Też jestem szczęśliwą posiadaczką tego grzebyczka. Dla mnie to już teraz niezbędny gadżet.

    OdpowiedzUsuń