czwartek, 30 czerwca 2011

BRTC Blemish Recover Balm... moje wrazenia

Blemish Recover Balm to kolejny bb krem, ktory moglam sobie potestowac dzieki probce z Urbankowej paczki. Zdjecia produktu i wrazenia Frau Urbi mozecie poczytac tutaj.



Jest to krem przeznaczony glownie do cery tlustej, podatnej na tradzik, problemami z luszczyca lub innymi problemami dermatologicznymi. Ma kontrolowac wydzielanie sebum, kryc, nawilzac. Ma filtr SPF 28.



Glowne skladniki: Olejek z drzewa herbacianego, lawendy, ekstrakt z aloesu, imbir, grejpfrut, rumianek, i wiele innych skladnikow roslinnych.

Kolor jak napisala Urbi to bez wpadajacy w roz.



Dla przypomnienia ja mam cere mieszana ale to nie przeszkodzilo mi potestowac tego kremu, aczkolwiek w moim przypadku nie nadaje sie on na takie temperatury jak obecnie mamy. Glownie z tego powodu, ze jest bardzo tresciwy ale krycie ma faktycznie rewelacyjne. Chyba jest to jeden z niewielu bb kremow, ktorym przy za duzej ilosci produktu na skorze, mozna zrobic sobie efekt maski. Bo o ile sam krem sie dopasowuje do koloru, bo jego konsystencja niekoniecznie musi z kazda skora wspolgrac. Tak wiec lepiej od mniejszej ilosci zaczac, ja nalozylam go plaskim pedzlem do podkladu a potem rozprowadzilam palcami.



U mnie matowego finishu nie daje ale przypudrowany trzyma sie calkiem dobrze ale to pewnie zasluga tego, ze moja cera jest mieszana. A z drugiej strony jezeli trwalosc (zmatowienie) na tlustej cerze nie jest zbyt dlugie, to pewnie wiekszosc tlustych cer bedzie mimo wszystko srednio zadowolona. Ciekawa jestem jakbysie ten krem sprawdzil zima, przy minusowych temperaturach. Moze to byc dla mnie calkiem dobry krem na zime, przy tym kryciu nie potrzebuje nic innego nakladac, lekko zmatowic i gotowe :)



I bonusik :)

z puderm sypkim Skinfood Peach Sake Silky Powder oraz delikatnym okiem zrobionym paletka Dior 5 Color Eyeshadow - No. 470 Spring Bouquet i tuszem Dior Iconic.




:)

Essence “ballerina backstage” LE ... z bliska :)

Co prawda nigdy nie dostarla do mnie LE Catrice Papagena, co akurat mnie tez w sumie nie martwi, bo niczym mnie nie zachwycila... tak pojawila sie juz pierwsza z obiecanych letnich limitek Essence "Ballerina backstage", jakis czas temu pokazywalam tutaj zdjecia reklamowe. I oczywisice pare rzeczy mi wpadlo do koszyczka :)



Kremowe cienie
  • bezowy - 01 dance the swan lake
  • zloty z polyskiem - 02 pas des copper
  • czarny - grand plie in black
Czarny z tego co widze jest matowy, wiec odbiega od tego co widac na zdjeciu reklamowym, bo tam wydaje sie jakby byl podobny do zlotego. W opakowaniu mamy po 2,8 g produktu.



Roz w kremie
  • 01 prima ballerina
W opakowaniu jest 6,1 g ... roz w sam w sobie ladny ale kolor jest tak subtelny, ze u mnie go na twarzy nie widac.



Blyszczyk (jeden z 3 dostepnych kolorow)
  • 01 wear your little tutu



W moim ulubionym kolorze, czyli delikatnym pastelowym rozu z srebrnymi drobinkami. Aplitator w formie pedzelka. W opakowaniu 9 ml produktu.



Lakiery (dwa z 5 dostepnych kolorow)
  • koralowy - 03 on your gracile tiptoe
  • fioletowy - 04 do a floating pirouette





LE sama w sobie przyjemna, moze nie ma wielkich ochow i achow ale sa to kolory, ktore mozna uzywac na codzien, do delikatnego makijazu. Ja sama jestem tych cieni w kremie ciekawa, jak sie beda sprawowac, wrazeniami sie na pewno z wami podziele :)

środa, 29 czerwca 2011

pierwsze koty za ploty... czyli serum Berrisom Vit. C w akcji

W koncu sie moglam zabrac za testy serum, o ktorym pare slow napisalam tutaj. Mowa jest oczywiscie o Berrisom Vitamin C-10% Whitening Serum. To w sumie moja pierwsza "kwasowa" przygoda, pomijajac przelotny romans z Avene, ktorej produkty zrobily mi w krotkim czasie kuku, wiec je odstawilam i powiedzialam sobie, ze nigdy wiecej.

A poniewaz do azjatyckich produktow mam wiecej zaufania jak do francuskich... to postanowilam sprobowac. Pomijajac, ze glownie (jak zawsze) chodzi mi o rozjasnienie przebarwien i wyrownanie koloru skory. Choc oczywiscie sie nie obraze jak jej ogolny stan tez sie poprawi, w zakresie zaskorniakowo - wypryskowym. Niestety nie ma za wiele informacji na temat tej firmy, przez krzaczki nie jestem w stanie przebrnac ;)



Opakowanie zawiera 30 ml serum, buteleczka zabezpieczona byla naklejka. Zapakowane bylo w kartonik i folie.



Serum zawiera "czysta" 10% witamine C pochodzaca z roznych owocow min. bzu, acai, malin, zurawiny, jagod oraz pomaranczy i cytryny. Ma zadanie rozjasniac przebarwienia, wyrownac koloryt, anti - aging (dzielanie przeciwutleniajce, czyli walczyc z wolnymi rodnikami) i dac skorze witalnosc.





Ciemna buteleczka chroni przed swiatlem, w zakretce mamy pipete, ktora pomaga nam pobrac odpowiednia ilosc serum.



Dla zainteresowanych sklad



To bylo by na tyle, jezeli chodzi o informacje ogolne,
teraz pare slow ode mnie.

Uzywam serum od 3 dni, a wlasciwie nocy, bo jakos nie za bardzo mam ochote stosowac je na dzien, noc wydaje mi sie bardziej bezpieczna. Wrazenia pozytywne, choc pierwsze uzycie bylo dosc niepokojace. Skora sie lekko zdziwila, ze zamiast kremu zostala nagle potraktowana "kwasem" ... zaczerwienila sie i mialam takie uczucie jak po za dlugim przebywaniu na sloncu. Byla lekko napieta i dosc wrazliwa. Mialam obawy co do moich zaczerwienien na policzkach ale na szczescie nie stalo sie nic zlego. Po chwili bylo juz lepiej i teraz nie mam takich efektow przy uzyciu. Przez chwile czuje lekkie cieplo, ktore zaraz znika... skora nie jest juz zaczerwieniona.
Trudno zebym natychmiast widziala efekty ale to co widze jak najbardziej mi sie podoba i na pewno podziele sie z wami wrazeniami za jakies 2 - 3 tygodnie.
Na dzien oczywiscie uzywam filtra, wiec zabralam sie przy okazji za testowanie Vichy Capital Soleil SPF 50+ i jak na razie jestem z niego tez bardzo zadowolona ale o tym bedzie innym razem.

wiesci z lini frontu... jupiiii !!!



Dzis nadeszla chwila prawdy. W zwiazku z tym, ze temperatura za oknem ciagle w okolicy 30 stopni, to nie mialam innego wyjscia jak wytargac z szafy letnie spodnie. I to byl dosc duzy sprawdzian dla mojej akcji "MŻ" ... bo w sumie mialam wrazenie, ze efekty sa mniejsze jak powinny. Na szczescie spodnie o numer mniejsze zalozylam bez problemu, guzik sie spotkal z dziurka a ja spokojnie moge w zapietych oddychac, oczka mi nie wylaza. Siedziec tez w nich moge, wiec mozna powiedziec, ze wielka radosc mnie dzis rozpiera. I musze to wykorzystac jako motywacje do kontynuowania akcji. Moze nawet ja troche zaostrze, tak zebym do jesieni zmiescila sie do tych wszystkich rzeczy, ktore zalegaja mi w szafie i sie tylko kurza. Wiadomo oponka jest najbardziej oporna i nie poddaje sie bez walki ale ja jej nie daruje.

A w zwiazku z temperatura na dworze, zachcialo mi sie czegos w miare lekkiego na obiad. Dzis byla grecka wyzerka ala sroka :D



Czyli gyros z ryzem a do tego grecka salatka i tzatziki. Palce lizac...

wtorek, 28 czerwca 2011

wypiekany podwojny cien Accessorize

Oprocz innych smakolykow, ktore wam juz czesciowo pokazalam, znalazlam jeszcze w paczuszce od Urbi wypiekany cien Accessorize Baked Duo 7 - Rock N Roll, w moich ulubionych kolorach.



Firma ta u mnie jest dostepna ale tylko akcesoria, torebki i inne blyskotki... kolorowki niestety nie ma. Bo oczywiscie beda ostatnio w Norymberdze pognalam do sklepu Accessorize ale wyszlam z niego zawiedziona ehhh... Glownie dlatego, ze cien niesamowicie mi sie spodobal i chcialam sie przyjrzec innym produktom. Opakowanie nie jest moze wyszukane ale porzadne i wytloczonymi motylkami i nazwa firmy.



Zawartosc to 4,5 g cienia, wiec calkiem przyzwoicie.



Cienie maja sliczny kolor i sa dobrze nasycone, z wstepnych testow wiem, ze dobrze sie rozcieraja i lacza, co do trwalosci to nie moge na razie nic powiedziec ale sadze, ze na bazie beda sie dobrze trzymac. Swatch wykonany tym co mam na palcach bez bazy. I w najblizszym ciasie postaram sie je juzywac w makijazu.



Macie jakies produkty tej firmy, znacie ja w ogole ?? Bo z kolorowka to ja sie pierwszy raz spotkalam i gdyby nie Urbi (:*) to dalej bym nie wiedziala, ze cos takiego istnieje :)

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Vichy Capital Soleil filtr do ciała SPF 50+

Oczywiscie jak skonczyl mi sie urlop to wrocila pogoda, zar walil z nieby dzis przeokrutny a ja zeby bylo weselej mialam dzis podwojna zmiane czyli rano (jeszcze do zniesienia) i popoludnie, ktore bylo dosc ciezkie do zniesienia z 30 stopniami w cieniu. A slonko przez szyby w aucie grzeje jak oszalale i prawde mowiac wiem jak czuje sie kurak na roznie. Ale nie o tym chcialam. Jakis czas temu kupilam filtr do twarzy z Vichy SPF 50+ i oczywiscie jeszcze go nie zaczelam uzywac z pewnego powodu, calkiem banalnego i pewnie zaczne go uzywac w tym tygdoniu ale wstepne testy na tyle mnie zachecily, ze siegnelam po nowosc do ciala, nawilzajace mleczko z SPF 50+.



Wg producenta:

Ochronne mleczko nawilżające do ciała. Bez środków zapachowych, bez parabenow, wodoodporne, hipoalergiczne.

Typ skóry :
Do wrażliwej skóry. Szczególnie rekomendowane do jasnej karnacji.

Działanie :
System opatentowanych filtrów z Mexoryl XL - połączenie uzupełniających się filtrów aby uzyskać optymalne spektrum pochłaniania promieni UVA i UVB oraz Technologię szczelnej ochrony.

Rezultat :
Bardzo wysoka ochrona. Zapobiega uszkodzeniom skóry podczas przebywania na słońcu. Chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania UVB + UVA. Zapobiega tworzeniu wolnych rodników. Przeciwdziała starzeniu się skóry.

Moje wrazenia:

Od pierwszego uzycia pokochalam :) Swietne, lekkie, szybko sie wchlania i nie pozostawia klejacego sie filmu (wiec nie sluze jako depilator dla kotow) ale po nalozeniu gdy przejedziemy po skorze reka to jest roznica w porownaniu do nieposmarowanej skory. Dobrze nawilza i moja skora je ogolnie polubila. Dolaczylam sklad dla zainteresowanych, co prawda boki sa nieostre ale niestety nie udalo mi sie zrobic lepszego zdjecia ani znalezc skadu w necie.



Opakowanie zawiera 300 ml, koszt cos kolo 14 €. I przy tej wydajnosci spokojnie wystarczy mi na cale lato. I w tym miejscu moge chyba zakonczych chwilowo poszukiwanie filtrow, o ile ten do twarzy tez sie rownie dobrze sprawdzi. W kazdym razie ulubienca do ciala juz znalazlam i przy nim pozostane.

!! Na koniec pytanie do was. Bo nie wiem na ile orientujecie sie w filtrach, ja prawde mowiac do tej pory bylam srednio zorientowana, dopoki jedna z czytelniczek nie podrzucila mi ciekawej lektury (jeszcze raz dziekuje :*) ... a spytac was chcialam czy byloby zainteresowanie postem na temat filtrow. Krotkim i zwiezlym postem z nazwami tego co powinno sie znalezc w dobrym kremie z filtrem. Co chroni przed UVA a co przed UVB.

Tigi Bed Head Manipulator... moje wrazenia

Pare slow wstepu dotyczace pelnowymiarowki z czerwcowego Box of Beauty napisalam tutaj. I jak juz wiadomo jest to produkt do stylizacji wlosow, wg producenta do kazdej dlugosci. Sama z siebie pewnie bym nigdy po cos takiego nie siegnela, bo w sumie nie znajduje duzo zastosowan przy dlugich wlosach ale przy krotkich, moglby sie faktycznie sprawdzic. Jakbym miala wybrac to naprawde wolalabym produkt z poprzedniego miesiaca do kitek (klik), bo bardzo go polubilam i swietnie sobie radzi z koncowkami, bez efektu smetnego zwisania.



Ale wracajac do Manipulatora. W opakowaniu mamy 57 ml a sam produkt jest dosc wydajny wiec pewnie na dlugo wystarczy. Cos co mi sie niesamowicie spodobalo to zapach. Co prawda znowu kokos ale ten pachnie latem i drinkiem z palemka... albo olejkami do opalania w solarium, bo kiedys tez taki mialam, w czasach korzystania ze sztucznego slonca. W kazdym razie opakowanie ma w srodku dodatkowe zabezpieczenie plastikiem.



Ale produkt sam w sobie przypominajacy gesta paste i tak raczej nie powinien miec tendencji do wyciekania.



Taka ilosc wystarcza, zeby ujarzmic moje koncowki. Produkt faktycznie nie obciaza mi wlosow i nie skleja, ja uzylam na wilgotne wlosy ale mozna tez na suche. Glownie w celu nadania objetosci i struktury. Dodatkowo daje moim wlosom lekki polysk. Lubie w nim jeszcze to, ze po nalozeniu na wlosy staje sie niewyczuwalny.



Bo prawde mowiac w pierwszym momencie mialam watpliwosci, szczegolnie ze jak widac na zdjeciu krem ten sam w sobie jest dosc "gumowy" ale po tym jak sie go rozsmaruje na dloniach i przy tym torche rozgrzeje, to bardzo wygodnie mozna go nalozyc nawet na dlugie wlosy.



Watpie czy bym go kupila ale nie dlatego, ze jest to zly produkt, tylko ze dla mnie nie jest czyms bez czego nie moge sie objesc, mam wiele innych produktow, ktore daja podobny efekt.

niedziela, 26 czerwca 2011

Skin79 korektory... The Oriental vs. The Oriental plus

Skin79 The Oriental Line Cover BB Cream Plus w zlotym opakowaniu uzywam juz od paru miesiecy, post z recenzja mozecie jest tutaj. Aktualnie mam drugie opakowanie i pewnie pozniej dokupie kolejne, bo ciagle jest to dla mnie jeden z lepszych korektorow a do tego swietnie wspolgra z bb kremami. Skin79 The Oriental Perfect Cover BB Cream to korektor nalezacy do fioletowej serii, ktora byla wypuszczona przed zlota. Zawartosc tubki w obu przypadkach 10 g. Ja moj dostalam w Urbanowej paczce i tak sobie pomyslalam, ze poniewaz pojawia sie wiele pytan o oba, to ja je dla was porownam.



Porownam glownie kolorystycznie, bo ogolnie w przypadku krycia i trwalosci sa bardzo zblizone a to tez zalezy w duzym stopniu od cery. Konsystencja tez bardzo podobna, fioletowy jest moze minimalnie bardziej rzadki.



Jak widac juz na pierwszym zdjeciu fioletowy The Oriental jest ciemniejszy. Oba maja zolte tony z tym ze zloty jest chlodnym jasnym bezem.



W ogole podczas tego testu mialam wrazenie, ze fioletowy natychmiast po wycisnieciu z tubki troche sie utlenia i ciemnieje. Widac to na zdjeciu powyzej. Po lekkim roztarciu korektory przez chwile wygladaly jakby mialy ten sam odcien, w przypadku The Oriental widac po bokach ciemniejsze plamki, ktore pozostaly po roztarciu. Po chwili kolor sie wyrownal i fioletowy znowu byl ciemniejszy.



Co tez widac na kolejnym zdjeciu, gdy oba roztarlam na calej dloni i pare minut poczekalam. The Oriental jest widocznie ciemniejszy jak jego mlodszy brat. Oba przetstowalam na mojej ranie dziabanej ze strupkiem i jak dla mnie The Oriental plus ma lepsze wlasciwosci "nawilzajace", nie podkreslil strupka i skorek dookola.

Podsumowujac oba sa dobre i wybrac mozna sobie odpowiedni do koloru skory. Ja ten fioletowy spokojnie moge uzywac latem ale zima na pewno wroce do zlotego.

wiesci z lini frontu... co wlasciwie jest dobre



Dzis ogladalam w tv bardzo interesujacy program, ktory ogolnie mowiac uswiadamial, ze jakbysmy nie probowali to w czasach obecnej globalizacji naprawde trudno jest zdrowo sie odzywiac. I wcale nie dlatego, ze my nie chcemy ale cala produkcja nastawiona jest na zwiekszenie ilosci produkowanych rzeczy, niestety brutalnie kosztem jakosci... czego oczywiscie nikt nam nie prezentuje na opakowaniu. Ogladajac ten program przypomnial mi sie dosc stary juz film z Louis de Funès, gdzie jedzenie bylo produkowane w wielkiej fabryce i ogolnie to z czego zywnosc byla produkowana bylo dosc obrzydliwe.

Chyba wiekszosc z nas zdaje sobie sprawe z tego jak trzymane sa zwierzeta hodowlane i to, ze dostaja w pokarmie antybiotyki i rozne inne lekarstwa, na rozne choroby... wynikajace glownie z tego, ze warunki w ktorych sa trzymane odbiegaja od tego jakie powinny byc. Pokazywali tam wiele produktow ekspotrowych, takich ja np. krewetki. Lubicie krewetki ??? Ja na szczescie nie i pewnie w zyciu juz zadnej nie zjem. Farmy krewetek znajduja sie miedzy innymi w Tajlandii, gdzie male krewetki wpuszczane sa to malych sztucznie zrobionych stawow i w tej wodzie przebywaja, dopoki nie sa gotowe do sprzedarzy. W wodzie, ktora nie jest zmieniana... wiec krewetki plywaja w tym co wydala... a do tego, zeby szybciej rosly i nie chorowaly dostaja min. antybiotyki i "witaminy" wymieszane z taka chemia, ze proba wpuszczenia do tej wody po krewetkach rybek, skonczyla sie tym, ze te po paru godzinach zeszly.

I tak sie zastanawiam jak mam sie prawidlowo odzywiac. Producenci nas oszukuja jak tylko sie da i przy dokladnym przyjrzeniu sie zawartosci tego co kupujemy, to rzadko w srodku jest to co na obrazku. Ja od paru lat czesciej studiuje sklad tego co kupuje do jedzenia jak tego co jest w kosmetykach. Czesto mi sie wlosy jeza, bo to co jemy wlasciwie bardziej nam szkodzi jak sluzy. Powodujac, ze przez lata spoleczenstwo ma coraz wieksze problemy z nadwaga, pomijajac nasze "male wykroczenia" zywieniowe :]

Wiecie za czym tesknie... za warzywniakiami, w ktorych produkty byly od rolnikow z okolicy... gdzie marchewki byly krzywe, jablka tez pieknoscia czasami nie grzeszyly a ogorki nie musialy spelniach wymagan UE, za prawdziwym chlebem na zakwasie, ktory kupowalam wieczorem o 22... "z tylu" piekarni, ktora mialam po drugiej stronie ulicy. Za mlekiem w butelkach z kapselkiem, ktore mialo wieksza zawartosc mleka w mleku jak obecne i z ktorego mozna bylo zrobic najlepsze na swiecie kwasne mleko.

W Niemczech odkad pamietam istnialy sklepy ze zdrowa zywnoscia (Reformhaus), co w sumie jest straszne, ze takiej nie mozna kupic wszedzie, bo kto z nas kupuje swiadomie. Zastanawiajac sie w supermarkecie skad dane warzywo pochodzi i co w nim wlasciwie siedzi. Teraz powstaje coraz wiecej "Bio marketow" i czesto robie w takich zakupy, choc ceny sa wyzsze.

gabeczki Ebelin plus male co nieco Alverde

W zwiazku z tym, ze postanowilam systematycznie uzywac maseczek i peelingow do twarzy (klik), musialam dokupic cos bez czego przy niektorych maseczkach nie potrafie sie juz obejsc. Bo jest to dla mnie najwygodniejsza opcja usuniecia maseczki z twarzy.

Chodzi oczywiscie o gabeczki do demakijazu, ktorych ja uzywam wlasnie do zmycia maseczek lub peelingow. Sa one wykonane z wlokien roslinnych i swietnie sobie radza. Z tym, ze przy czestym uzywaniu dosc szybko trzeba zmienic ale to tez nie jest problemem, na szczescie kosztuja gorsze. Moje sa z firmy Ebelin ale w sumie jest to obojetne gdzie kupimy i jaki maja ksztalt.



Te lubie bo dodatkowo kazda jest osobno zapakowana i moze spokojnie czekac na swoja kolej ;)



A skoro juz bylam w DM... to tym razem obwachalam wiekszosc produktow i na szczescie nie wszystko ma ten dosc intensywny i specyficzny zapach. W zwiazku z tym wzielam trzy rzeczy na testy.
  • Camouflage 002 Beige... czyli kremowy korektor
  • wypiekany cien 09 Nude Rose
  • anti - aging Duo Highlighter... ktory oczarowal mnie glownie ta sypka czescia, glownie z tego powodu, ze ma srebrny odcien i bardzo jestem ciekawa jak bedzie sie prezentowal. Kremowa czesc jest w tej samej tonacji, choc ja akurat nie jestem fanka kremowych rozswietlaczy. Cos co mnie rozbawilo to to ani - aging, bo nie za bardzo wierze w "przeciwzmarszczkowe" dzialanie rozswietlacza. Nawet jak zawiera jagody Goji.



I za to wszystko zaplacilam niecale 5 €

sobota, 25 czerwca 2011

Missha Time Revolution Delicate Ideal Cream

Pare razy juz wspominalam, ze bardzo lubie pielegnacje Missha. Glownie serie Time Revolution choc Near Skin tez wydaje mi sie ciekawa i krem pod oczy o ktorym pisalam tutaj, tez jest swietny. Moj obecny krem na dzien a uzywam go juz od dluzszego czasu to wlasnie jeden z produktow Time Revolution a dokladnie Delicate Ideal Cream.



Wg producenta: skoncentrowany krem anti - aging z wieloma aktywnymi skladnikami, ktore odzywiaja skore doglebnie, zapobiegajac objawom starzenia sie skory... czyli zmarszczkom i utracie elastycznosci. Krem szybko wchlania sie w skore czyniac ja jedwabista w dotyku i nawilzona.
  • DN-Aid , skladniki DNA powstaja we wspolpracy z Sero biologiques we Francji.
  • Trylagen , aktywne skladniki kolagenu, ktory zwieksza jakosc i ilosc kolagenu w komorkach skory.
  • Extramel-C ™, mocny anty utleniacz pochodzacych z melona.
Moje wrazenia: jak dla mnie ten krem jest swietny, jedynym minusem to brak filtra ale i to da sie zalatwic. Bardzo dobrze sprawuje sie jako krem pod makijaz, pomimo moich poczatkowych obawach bo krem zalicza sie do tych bardziej tresciwych. Swietnie nawilzna skore i pozostawia ja gladka i wypoczeta. Swietny krem na chlodniejsze pory roku ale i teraz latem po niego siegam, gdy chce odzywic skore. Jedyne na co musze uwazac to to, ze nie za bardzo lubi sie z peelingami i maseczkami. Wtedy jego w sumie bardzo delikatny zapach potrafi sie zmienic a do tego staje sie dosc intensywny i za nic nie chce zniknac, wiec teraz juz wiem i po innych zabiegach pielegnacyjnych wybieram inny krem albo serum. Ogolnie bardzo dobrze sluzy mojej mieszanej cerze, krzywdy mi do tej pory nie zrobil, wiec teraz tez juz sie nie musze obawiac. Ciekawa jestem innych produktow z tej serii. Mozna je zobaczyc na oficjalnej stronie Missha. Ja jak zwykle kupilam na ebayu, gdzie ceny sa nizsze.



Sklad: Water, Butylene Glycol, Polymethyl Methacrylate, Cyclopentasiloxane, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Alcohol Denat, Cetearyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cetyl Ethylhexanoate, Arachidyl Alcohol, Cyclohexasiloxane, Cetearyl Glucoside, Behenyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Arachidyl Glucoside, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Dimethicone, Glycerin, Isohexadecane, Phenoxyethanol, Fragrance, Methylparaben, Carbome,r Triethanolamine, Allantoin, Propylparaben, Caramel, Adenosine, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Saccharide Isomerate, Saccharomyces Polypeptides, Dimethiconol, Cassia Alata Leaf Extract, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Polysorbate 80 Hydrolyzed Wheat Protein, Vitex Agnus Castus Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Lecithin Hydroxypropyltrimonium Maltodextrin Crosspolymer, Caprylyl Glycol, Red 4, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Red 33, Tocopherol, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Cyclodextrin, Tripeptide-10 Citrulline Adansonia Digitata Pulp Extract, Tripeptide-1

srocza edukacja na emigracji

Post z gatunku "troche prywaty" na zyczenie ;) ...
mam nadzieje, ze was nie zanudze.

Przyjechalam do Niemiec majac 26 lat. I zanim nauczylam sie jezyka, zrobilam prawko to mialam sporo czasu na zastanowienie sie co to ja wlasciwie chce robic, bo nie moglam sobie wyobrazic tylko i wylacznie siedzenia w domu. W Polsce pracowalam glownie w biurach, typowe zwierze biurowe na roznych stanowiskach sekretarsko - asystenckich. Co jednak bylo dla mnie delikatnie mowiac nudne, meczy mnie siedzenie tyle godzin w jednym miejscu.



I tak w wieku 28 lat stwierdzilam, ze pojde sobie do szkoly. Na wstepie chcialam zaznaczyc, ze Niemcy maja zupelnie inny system szkolnictwa jak reszta swiata, wiec czasami trudno to do czegokolwiek porownac.
Ja po dlugim dumaniu stwierdzilam, ze chce isc do szkoly pielegniarskiej. Tutaj jest to wyzsza szkola zawodowa i te pielegniarskie sa glownie przy szpitalach. Nie udalo mi sie dostac do zadnej w okolicy, mimo ze Polska nalezala juz w tym czasie do EU. Moze gdybym miala tak z 10 lat mniej to bylo by latwiej, pomijajac ze obcokrajowcowi i tak w takich przypadkach nie jest latwo. To bylo dosc dolujace, te wracajace koperty z odmowami ale sie uparlam i w sumie od nastepnego semestru zabralam sie ze szkoly prywatne, z tym ze profil jest tu dosc okrojony i nastawiony na starszych pacjentow. Tu bym musiala napisac elaborat na temat calego systemu domow dla seniorow ale mozna to pominac, w kazdym razie po takiej prywatnej szkole ma sie mniejsze mozliwosci i jest to w sumie zawod uznawany tylko w Niemczech. Z tym, ze szkola, ktora sobie wybralam ma podwojny system... po jednych egzaminach panstwowych mam dwa zawody. I moze tez by mi sie praktyk nie udalo znalezc gdyby nie cudowna dyrektorka, ktora mi bardzo pomogla. Do tego jest to cos w rodzaju proby wprowadzonej i nadzorowanej przez rzad bawarski, w celu stworzenia jednego zawodu i pozniej mozliwosci studiowania (jak to jest w wiekosci unii) i dlatego tez miesieczne czesne bylo zwracane przez Bawarie, co bylo dodatkowym plusem, bo szkola kosztowala miesiecznie 266 €.

I tak przez trzy lata siedzialam w szkolnej lawce wsrod bawarczykow, jako jedyna "obca". Choc na szczescie nikt w klasie nie dawal mi odczuc, ze do nich nie naleze i bardzo milo wspominam ten czas. Cos co mnie na poczatku przerazalo to mimo wszystko moja dosc srednia znajomosc jezyka (ktorego nauczylam sie sama) a tu nagle musialam przerabiac np. anatomie po niemiecku z ta cala lacina, ktora do tego nalezy. I tak robilam projekty, pisalam kolokwia i pozniej robilam calkiem normalnie notatki na zajeciach. Najlepsze bylo zawsze gdy dziewczyny ode mnie sciaglay i czasami zdazalo sie z bledem w pisowni. U mnie przymykali na to oko, u nich byly adnotacje, zeby patrzyly co pisza :]

Po trzech latach czekaly mnie panstwowe egzaminy. Jako pierwszy egzamin praktyczny (koszmar), pozniej 4 pisemne (prawo, anatomia, nauka o zawodzie, i ostatni ze wszystkim co dotyczylo przeroznych chorob z ich objawami itd) a pozniej 4 ustne, ktore zeby bylo weselej odbywaja sie w jednym dniu, w jednej sali. Tylko sie zmienia stoliki i nauczycieli. To byl dla mnie horror ale jakos przez to przebrnelam i ukonczylam szkole z dwoma zawodami. I tak moge pracowac w szpitalach, klinikach rehabilitacyjnych, centrach dializy, domach seniorow albo to co robie czyli ambulatoryjnie, w wolnym tlumaczeniu pielegniarka na kolkach ;) ... dla tych pacjentow, ktorzy mimo roznych problemow zdrowotnych sa dalej we wlasnym domu.

Po tym jak dostalam moje dwa "swiadectwa" uprawniajace mnie do wykonywania zawodu, obiecalam sobie jedno. Nigdy wiecej szkoly !!!

piątek, 24 czerwca 2011

kokosowy peeling pod prysznic Alverde

Wczoraj uzylam peelingu z DM, o ktorym wam ostatnio pisalam. Uwielbiam... po prostu uwielbiam go za zapach kokos z lekka nuta kwiatu lotosu, choc na skorze sie on nie utrzymuje ale podczas mycia czuc go dosc dobrze. To, ze nie jest pozniej wyczuwlany na skorze to chyba tez nic dziwnego przy naturalnym kosmetyku, ktory nie ma sztucznych substancji zapachowych.



Peeling sam w sobie jest delikanty ale jest to ez napisane na opakowaniu, wiec na mocny efekt scierania nie na co liczyc. Wiorki kokosowe to tez raczej ozdoba, bo peeling oprocz tego ma drobinki. Jedynie co sie obawiam, ze nie bedzie on zbyt wydajny, bo jednak sporo potrzebowalam. Opakowanie zawiera 150 ml i plusem jest to, ze jest tani... wiec nawet jakby nie byl wydajny to plakac nie bede, tylko kupie kolejny.



Jak widac jest to taka galaretka, bo to okreslenie bardziej pasuje to tego peelingu jak zel. Pod wplywem ciepla staja sie coraz bardziej plynny ale jest bardzo przyjemny w uzyciu. Z tym, ze sie w sumie nie pieni. Pewnie z braku substancji pieniacych w skladzie. Co tez nie powinno byc dziwne, bo jest to w koncu produkt naturalny. I na opakowaniu podane jest, ze nie zawiera sztucznych perfum, barwnikow ani konserwantow. Nie ma w nim olejow mineralnych. Produkt jest vegan i skladniki podstawowe pochodza z kontrolowanych biologicznych upraw.



Dlugo nie zwracalam uwagi na kosmetyki tej firmy, moze tez dlatego, ze DM nie do konca mi po drodze ale ten peeling swietnie sprawuje sie pod prysznicem i pewnie kupie kolejne opakowania tylko dla tego cudownego naturalnego zapachu :)

look... cieplo i delikatnie

W zwiazku z tym, ze mam troche czasu to przetestowalam paletke MAC, ktora byla LE "Packet To Go", o ktorej pisalam tutaj. To jest ta moja pomylkowa paletka, ciepla ale mimo wszystko mi sie spodobala, wiec sobie ja zostawilam.



Packed To Go: 6 Warm Smoky Eye Shadows sklada sie z 6 cieni.
  • Shroom (S)
  • Naked Lunch (F)
  • Tempting (L)
  • Greensmoke (L)
  • Stormy Love (F)
  • Showstopper (M)


Nie moge powiedziec zeby paletka byla gorszej jakosci jezeli chodzi o cienie ale naprawde mogliby bardziej popracowac nad dokladnoscia umieszczenia cieni w paletce, bo to wyglada troche tak jakby ktos sie spieszyl. Same cienie jak to przewaznie w MACu bywa sa lepsze lub gorsze w zaleznosci od tego jakie maja wykonczenie.



Oczywiscie najbardziej zadowolona jestem z obu srodkowych cieni, maja moje ulubione wykonczenie Frost. Najgorszy cien w paletce to ten najjasniejszy w lewym gornym rogu. Co prawda jest to Satin ale jest tak niesamowicie twardy, ze nie da sie go nieczym porzadnie nalozyc. Gdy przejade po nim palcem, praktycznie nic na nim nie zostaje, na pedzlu zreszta tez nie. Oba Lustre sypia drobinkami jak szalone, glownie przy nakladaniu, na oku o dziwo calkiem dobrze sie trzymaja ale miloscia wielka do nich nie zapalam. Mat jak mat, ten o dziwo daje sie calkiem dobrze rozcierac.



W tym makijazu uzylam: Naked Lunch, Greensmoke, Stormy Love.




Paletka mozna wykonac "wieczorowy" makijkaz ale to juz nastepnym razem

:)