piątek, 31 sierpnia 2012

inglotowe zakupy... odslona pierwsza

 Na poczatek cos innego jak cienie, bo ile mozna o cieniach ;) ... choc te oczywiscie byly glownym punktem mojej wizyty albo wlasciwie wizyt w Inglocie.


 W miedzyczasie jak pani wygrzebywala z szafek to co sobie wybralam, porozgladalam sie po sklepie, co to tam jeszcze ciekawego ma Inglot w ofercie. I dwie rzeczy wpadly mi w oko, wiec wzielam zeby potestowac. W sumie oba to pudry... jeden prasowany a drugi sypki.


Pierwszy to prasowana mozajka. Spodobala mi sie kolorystyka, pudry fajnie wygladaja na skorze albo nie tyle wygladaja co sie w nia wtapiaja i daja naturalne wykonczenie. Ja lubie takie bardzo mocno zmielone pudry. Jak sie bedzie sprawdzal w roznych warunkach na mojej mieszanej cerze, to wyjdzie w praniu ale bardzo jestem ciekawa. W opakowaniu mamy 8 g.


Kolor ktory mam to 21. Jest dosc jasny, wiec bedzie idealny na zime. 


 Drugim puderem jest znany wam na pewno bananek.


Czyli matujacy sypaniec w bananowym kolorze. 


Zamkniety w typowym dla takich produktow opakowaniu. Tego pudru tez jestem ciekawa, choc musze przyznac nie za bardzo rozumiem tez wielkosci. Lekko mi szczeka opadla jak zobaczylam to malenstwo. Co prawda produkty tego typu sa dosc wydajne ale bez przesady 1,5 g O_o ... no coz, mi na testy wystarczy ale mogli by zrobic wieksze opakowania, tym bardziej, ze korzystanie z takiego malego tez nie jest proste. Dobrze, ze mam odpowiedni pedzel, ktory idealnie pasuje w ten maly sloiczek. Na razie go nie otwieralam, wiec wiecej na jego temat nie powiem, testy w sklepie byly na tyle ciekawe, ze postanowilam go kupic. Jak mi nie podejdzie, to przynejmniej nie bede sie musiala z nim latami meczyc, przy tej pojemnosci :P


***

Na koniec dosc nieprzyjemna sprawa. Niestety w ktoryms z tych dwoch sklepow... albo w Zlotych Tarasach albo w Arkadii sprzedano mi cien, ktory nie dosc, ze byl otwarty to na dodatek macany !!! Ja nie pamietam, ktore cienie gdzie kupowalam ale cos mi sie wydaje, ze byla to Arkadia... pomijajac, ze i tak mi to nic nie da, bo przeciez nie pojade 1000 km zeby zrobic jazde. Jakby nie bylo to przesada i mam nauczke na przyszlosc, jak bede cos kupowac w Inglocie, wywleke zaraz pod sklepem wszystko z opakowan i sprawdze, bo dziekuje za takie zonki :/ ... witki mi opadly i pewnie gdyby nie to, ze w sumie nie potrafie tego udowodnic, to pewnie jednak cos bym zrobila, bo czegos takiego bardzo nie lubie.


Giorgio Armani... Eye Duo (Manta Ray Collection)


Jakis miesiac temu wpadl mi w lapki cien Armaniego z starszej juz kolekcji Manta Ray. Ja pisalam juz o pojedynczym cieniu tej firmy, poczytac mozna tutaj. I prawde mowiac od tego czasu nie potrafie przekonac sie do cieni tej firmy. Ten akurat trafil sie okazyjnie, pewnie z racji wieku ;) ... ale nawet jak ostatnio w Warszawie macalam paletki, to jakos nie do konca do mnie przemawiaja. Z drugiej strony UD i Inglot lekko mnie rozbestwily :P 


Te cienie sa ladne i dopieszczone, maja fajne zestawienia kolorystyczne i co rzadko bywa wsrod wysokiem polki czesto zdazaja sie maty. Tak tez jest z ta dwojka. Polaczenie jak dla mnie idealnie. No 3  Pale Lilac Grey/Luminous Fuchsia to sliczne odcienie, ktorych jedynym minusem jest to, ze niestety nikna na oku. Moze spodobaly sie komus poczatkujacemu bo krzywdy to sie raczej nie da nimi zrobic ale mocniejszego oka tez nie za bardzo. Tak juz sobie pomyslalam, ze przetestuje je na fioletowym cieniu Tattoo Maybelline i zobaczymy co z tego wyjdzie, bo testy na bazie na zywo wygladaly bardzo delikatnie, natomiast na zdjciu nie bylo za wiele widac.


Jak widac na swatchu nie wygladaja za mocno a jak sie rozetrze, to nawet jak dodam wiecej cienia... zamierzonego efektu nie udaje mi sie uzyskac. A w sumie szkoda...


Macie jakies doswiadczenie ze cieniami tej firmy ??


czwartek, 30 sierpnia 2012

niekosmetycznie w obrazkach... sroka w wielkim miescie ;)

 Miala byc relacja w obrazkach to bedzie... co prawa gignat z tego wyszedl i niezle sie nameczylam, zeby to jakos sensownie polaczyc, bo nikomu do szczescia nie sa potrzebne dziesiatki zdjec w jednym poscie. Myslalam nad wieksza iloscia postow ale zeby was nie zanudzac upchnelam w jeden :)

 ***

Wszystko fajnie, wydawaloby sie, ze dla mnie wyjazd do pl to pikus... no w koncu rzut beretem, ze wszystkich emigrantek mam najblizej ale ma to tez swoje minusy, bo skazana jestem na auto albo autobus, co jest rownoznaczne z 10 albo 15 godzinami jazdy. Pomijajac Szczecin, bo to na szczescie tylko 6-7 ale jak sie chce do Warszawy to jednak jest to prawie tysiac kilometow. Dotarlam do stolicy po 10 godzinach, kolo 20 a ze w ten dzien pracowalam i wstalam o 6 rano, to nie da sie ukryc, bylam padnieta.

Jechalismy przez Frankfurt nad Odra, tak zeby nie blakac sie po bocznych drozkach, tylko jak juz to autostrada. Przejaz trasy Swieco - Warszawa to 500 km pelnych wraznien ale tez wielu rzeczy nie do konca rozumiem ale coz... wielkopolska autostrada jest swietna, naprawde dopieszczona i nawet jak widoczne na prawym zdjeciu przejscie dla zwierzat wystepuje w takiej ilosci, ze w zyciu czegos takiego nie widzialam, to wnioskuje, ze albo mieli za duzo pieniedzy albo w lasach zyja ogromne stada dziczyzny niespotykane nigdzie wiecej w Europie. Kretynskim rozwiazaniem jak dla mnie sa tez bramki, przy tym ruchu jest ok ale przy takim ruchu jaki jest u mnie, to bylaby porazka. Zobaczymy jak to sie rozwinie ale w przyszlosci cienko to widze. Do tego nie jest to tania impeza. Przejazd w obie strony to 160 zl jak na razie, bo bedzie wiecej, jak skoncza. Najwiekszym idiotyzmem i cos czego za nic nie potrafie sobie wytlumaczyc to ciagnace sie przez caly odcinek warszawski i lodzki sciany dzwiekochlonne. Nie wiem na jaka cholere to stawjaja tam gdzie sa pola i laki, przez co ma sie wrazenie, ze jedzie sie przez jaka strefe ochronna... koszmar !!! Ostatnia rzecz jest dla mnie zagadka... dlaczego zaraz za Warszawa w obu kierunkach brakuje ca. 30 km ??? Jest pierwszy znak pokazujacy, ze do Swiecka jest 498 km i wlasnie po tych okolo 30 km... mamy dokladnie to samo... Swiecko 498. He? Ktos przepil, czy jest w tym jakies przeslanie, ktorego ja nie rozumiem :P


Troche sie rozpisalam ale autosdrada w pl to dla mnie cos nowego, 
wiec chlonelam wrazenia jak gabka ;) .. reszta bedzie juz w telegraficznym skrocie.

Pokoj w hotelu byl duzy, nawet bardzo jak na standardowy pokoj. Z wielkim lozkiem niach niach... i niestety z jedna koldra ale jakos sie udalo. Ja jestem z gatunku zawijakow, ja musze miec swoja koldre, w ktora moge sie porzadnie zawinac. W lazience wanna i ogromna kabina, w ktorej spokojnie mieszcza sie dwie osoby... czyli szal cial i orgia uprzezy. Ogolnie chcialam polecic (glownie osobom mieszkajacym w Niemczech) strone, ktorej reklama juz od dluzszego czasu leci w tv. Ja wlasnie zamowilam noclegi przez trivago.de i zgadza sie, ceny maja bardzo korzystne i wszystko super funkcjonuje. Zabila mnie tylko cena parkingu w hotelu ale coz... wyjscia nie mialam, trudno auto schowac do kieszeni. Z hotelu bylam bardzo zadowolona, choc zdazaly sie potkniecia, ktore tej klasy hotel nie powinien miec ale... nobody is perfect. 


Jak pierwszy raz podeszlam do okna... to pomyslalam tylko... OMG !!! Na zdjeciu nie widac tego ruchu, bo cale miasto wieczorem po prostu pulsuje. Cos niesamowitego. Pomimo tego, ze bylam zjechana jak kon po westernie, to od razu zrobilo mi sie lepiej.


Tego typu hotel nie jest wskazany dla osob z lekiem wysokosci. Dla mnie akurat im wyzej, tym fajniej. W piatek obudzila mnie jakas psychodeliczna bajka na polsacie. Potem przelaczylam na "rozmowy w toku"... tez nie lepiej ;). Widok Warszawy otulonej w poranna mgle bezcenny, prawde mowiac czesto blakajac sie po pokoju przystawalam i jopilam sie na okolice. Nie zebym znowu chciala mieszkac w takim miescie... co to to nie... ja lubie moja wies ale takie widoki maja w sobie cos przyciagajacego.


 Moglabym sie przyzwyczaic do takich sniadan. Wybor niesamowity, wszystko swieze i smaczne. Pan ktory robi omlety na zamowicie... i te ich nalesniki. A do tego o poranku kawa, bo w pokojach sa ekspresy Nespresso, co najbardziej uszczesliwilo slubnego. Bo on zawsze cierpi na niedobor kawy na wyjazdach ;)


 Centra handlowe... tak, bez nich sie nie obeszlo. Zaliczylam Zlote Tarasy bo te mialam pod nosem i Arkadie, z czystej ciekawosci. Wcale polskie CH nie ustepuja tym u mnie, swietne sklepy... duzy wybor. Jedyne co mnie zawiodlo to Sephora i juz mi nie jest smutno, ze u mnie nie ma ;). Nie wiem, jakos tak mialam inny obraz w pamieci a te dwa sklepy w sumie dosc male byly i pare sephorowych pedzelkow na krzyz a pozatym tez nic ciekawego. Douglasy za to swietnie zaopatrzone, z duza iloscia firm. Nie kupilam nic... bo po co przeplacac, jakby nie bylo u mnie jest troche taniej. Po Inglocie przelecialam jak dzika ale to juz wiecie, post tez kiedys bedzie. W SP ale ogolnie to mnie przytloczyla ilosc produktow i zapachow tych mazidel do ciala, ze w koncu wzielam pare rzeczy. Ogolnie nie mialabym nic przeciwko takim wypadom co jakis czas ale nastepnym razem jade do Szczecina, bo jak nie zjem w koncu pasztecika, ktory chodzi po mnie od ponad roku... to cos mnie trafi :P. A przy okazji moje typowe "polskie" zakupy hehe... czyli sliwki w czekoladzie, grzeski bez czekolady, majonez kielecki, kabanosy i paszteciki... oscypkowate serki, herbata Lipton, krowki, ptasie waniliowe i plyn do higieny intymniej.


Piatkowy obiad w "Zlotej kaczce" w ZT. Dla mnie obowiazkowo pierozek... ruski oczywiscie plus salatka, dla slubnego tez obowiazkowo stek w grzybkach. Musze przyznac, ze bardzo mnie cieszy obecnosc kuchni polskiej w tak wielu miejscach. Bo polska kuchnia jest najlepsza na swiecie i nawet jak lubie wloska i azjatycka, to nic nie powoduje u mnie takiego slinotoku jak polskie potrawy. Bylo bardzo smacznie ale tez musze przyznac drogo. Nie tyle, ze dla mnie (bo jak sobie przelicze na €, to miesci sie to w normie) ale na polskie warunki... skromny obiad dla dwojga za 170 zl. Ja wiem, ze pewnie mozna znalezc taniej i rownie smacznie... wizualnie atakowaly mnie te wszystkie pierogarnie i myslalam, ze cos mnie trafi. Raz zrobilam ten blad, ze przystanelam i poczytalam co tam daja. To byl czysty sadyzm... albo masochizm, bo po jaka cholere sie gapilam, sama sobie winna. W kazdym razie w Bazyliszku w sobote zaplacilismy 45 zl i wyszlismy najedzeni, wiec wszystko to kwestia lokalu :)


Znalazla sie tez chwila na rekals, bo nie moglam sobie odmowic skorzystania z najwyzej polozonego basenu w Warszawie, widok z okiem zapieral dech (na zdjeciu widac tez te wszechobecne drzwi do nikad, tudziez na zewnatrz ale to tylko dla tych co potrafia latac). Nie ukrywam, ze basen tez zawazyl przy wyborze hotelu. Co tu duzo mowic, jak dla mni bajka. Oprocz nas byla w ten dzien jeszcze jakas dziewczyna ale pozatym to pusto i przyjemnie. Na tym samym pietrze, bo ono takie podwojne... znajduje sie tez silownia, calkiem przyjemnie wyposazona ale na to nie mialam czasu ani sily. 


Moj zestaw sprawdzil sie idealnie i wszystko fajnie gdyby nie ten brak lustra przy oknie. Ja nie potrafie sie malowac korzystajac z tych malych lusterek w paletkach. W lazience swiatlo zupelnie mi nie odpowiadalo, pozostawalo rozplaszczyc sie na podlodze przy drzwiach... razem z calym dobytkiem ale to tez nie bylo to, bo z jedej strony mialam okno, nawet jezeli daleko... a z drugiej byla ciemnosc pfff... wiec ogolnie ograniczalam sie do lekkich dzienniakow, tylko na spotkanie machnalm sobie oko troche mocniej. Oczywiscie do Warszawy pojechaly ze mna wszystkie Pandorki, letnia wersja na skorce swietnie sie pasuje na rece z zegarkiem. Bo zwykle bransoletki wole miec na drugiej rece, gdzie moga sobie swobodnie latac ;)


Sobota uplynela spokojniej ale prawde mowiac jak wrocilismy do hotelu, to myslalam, ze mi nogi odpadna. Po sniadaniu zaliczylismy Arkadie a po tym jak lupy zdeponowalismy w aucie, ruszylismy na spacer. Kolo palacu w kierunku Nowy Swiat, gdzie zrobilismy sobie mala przerwe w Starbucks i gdzie jak stwierdzil moj maz, pil najgorsza kawe w Warszawie, rozrzedzona do granic mozliwosci, moj napoj byl na szczescie chlodny i smaczny... a potem Krakowskim Przedmiesciem do starowki, ktora zdeptalismy wzdluz i wszez, z mala przerwa w Bazyliszku na barszcz z koldunami/zurek z jajkiem i polskie piwo, zeby potem wrocic inna strona przez ogrod Saski z powrotem do hotelu.

***

A na koniec ulubiona ostatnio zabawa Marti... czyli "pokaz kotku co masz w srodku" :)
Wiem, ze pare z was interesuja moje skarby z pandorowego spotkania, wiec jak znajde chwile czasu, to post sie oczywiscie pojawi.


Dziekuje osobom, ktore wytrwaly do konca i do nastepnego :)

środa, 29 sierpnia 2012

Urban Decay... smokowa paletka z bliska ;)


Te paletki chyba nie musze przedstawiac. Pisalam juz o niej jakis czas temu i wtedy tez obiecalam swatche i pare slow... troche czasu minelo ale jakos mi ciagle nie bylo po drodze ;)


Pierwsze co mi sie spodobalo to oczywiscie opakowanie. Proste, praktyczne i na zamek :) ... bardzo praktyczne i paletka okazala sie idealna na podroz. Praktycznie moge sie ograniczyc tylko do niej, bo ma takze dwa jasne kolory i mozna nia zrobic zarowno mocny makijaz jak i dziennego nudziaka :)


Do zestawu oprocz kredki w pelnym wymiarze o nazwie "Perversion" heh... (tak przy okazji wlasnie zazgrzytalam zebami... tak samo jak Illamasqua firma Urban Decay tez robi swoje kosmetyki w Niemczech, wiec czy ktos mi moze powiedziec, dlaczego nie mozna tu ich kupic) ... to mamy tu rowniez  mini baze pod cienie w tubce i ksiazke z propozycjami makijazy. Kiedys sie moze zaglebie i cos z niej zmaluje. 


Same cienie... no co ja tu moge duzo czarowac. Wiekszosc z was je zna a te nowe sa po prostu oblednej jakosci, to te typowe kremowo - pudrowe cienie, ktore sa bajeczne w uzyciu, aczkolwiek maja tendencje do sypania sie jak sie za duzo nabierze na pedzel. Na bazie trwalosc szalona. 


Mamy 4 matowe cienie i 6 hmmm... polaczenia perly z satyna. Czesto mam problemy z okresleniem wykonczenia cieni UD, bo one sa jednak dosc specyficzne. Najwazniejsze, ze sa ciemne i takie tez pozostaja na oku. To co mi sie wlasnie podoba, to to, ze tak jak na swatchach sie prezentuja, tak tez potem widac je w makijazu ale to w sumie nic nowego w przypadku UD.


Na pewno przy okazji albo wlasciwie przy wiekszej ilosci wolnego czasu pobawie sie ta paletka. Wstepne testy w Warszawie wypadly dobrze, makijaz nia wykonany mam na zdjeciu, ktore wstawilam w poprzednim poscie. Kredka sie dziabnelam w oko i potem bolalo ale z kredkami tej firmy to ja sie za bardzo nie lubie, nie chca sie u mnie trzymac. Cienie sa ciekawe... i warte blizszego poznania ale musze na spokojnie sobie potestowac, bo warszawski makijaz mnie praktycznie do szalu doprowadzil, glownie z powodu braku lustra, w miejscu w ktorym chcialabym je miec :P


wtorek, 28 sierpnia 2012

pandorkowo... spotkanie w Warszawie :)

Moze moja relacje zaczne od sprawcy zamieszania ;) ... moj nagly wyjazd do Warszawy powiazany byl z zaproszeniem, ktore dostalam od Pandora Polska. Jak wiecie moja milosc do swiecidelek tej firmy jest wielka, ze wszystkie inne okoliczosci pasowaly... to nie zastanawialam sie dlugo, tylko pojechalam. 


 I tak to niestety jest jak sie dziewcze ze wsi ruszy do miasta, zupelnie zapomnialam, ze Warszawa o 17 jest zatkana na wszystkie mozliwe sposoby a na mapie to wszystko ladnie wyglada i mimo skorzystania z taksowki dotarlam jako ostania (skrucha). Przegapilam harce w showroom ale dzieki temu wyszlam ze spotkania tylko z lekkim obledem w oczach... inaczej bym calkowicie przepadla.

Bo wyobrazcie sobie mozliwosc swobodnego ogladania wszystkiego co bylo tam wystawione a prezentuje sie to jak calkiem normalny sklep. Nikt nam nie wywierca spojrzeniem pelnym oczekiwania dziury w glowie i mozna naprawde na luzie delektowac sie kazdym drobiazgiem.


Jak wiadomo Pandora to nie tylko bransoletki... to tez wszelkiego rodzaju lancuszki i mi wyjatkowo wpadl w oko ten ze zdjecia powyzej... a takze pierscionki, ktore daja nam tak samo wiele mozliwosci i radosci "ze skladania" jak charmsy. Kolczyki i zegarki tez mozna znalezc w ofercie.


 Dalsza czesc spotkania przyblizyla nam jeszcze bardziej firme i musze przyzac, ze bylo to calkiem ciekawe. Tak samo jak film pokazujacy dlaczego dla wielu osob ta bizuteria jest wyjatkowa. Bo ona ma cos w sobie... i tak wiem, nie kazdemu sie musi podobac ale jednak przyciaga swoja magia bardzo wiele osob. Podoba mi sie to, ze produkty nie sa klepane przez maszyne, tylko wiekszosc pracy w dalszym ciagu jest w rekach czlowieka. I ta milosc do szczegolow, to dopracowanie i porzadna jakosc czynia ta bizuterie jedyna w swoim rodzaju.


Moglysmy tez zapoznac sie z kolekcja jesienna i nowosciami, ktore niedlugo pojawia sie w sklepach. A zeby bylo ciekawiej to dostalysmy charmsy w nasze lapki i moglysmy tworzyc bransoletki wg uznania... w tym czasie temperatura w pokoju podniosla sie o kilka stopni :)

Nasze dziela zostaly sfotografowane i znajduja sie na fejsbukowej stronie Pandory (klik) ... jest to konkurs, gdzie wybrana bedzie najciekawsza propozycja. Nie bede ukrwac, bardzo bedzie wdzieczna za lajki, o ile moj pomysl na bransoletke wam sie spodoba :)

Charmsy te sa czescia nowej kolekcji... a na zdjeciu po prawej Marti, ja i Paula w szale tworzenia :)

Bardzo serdecznie chcialam podziekowac pani Magdzie za zaproszenie mnie na to spotkanie  a takze pozostalym dziewczynom z Pandora Polska, ktore przygotowaly rewelacyjna impreze i poswiecily swoj wolny czas (po pracy) na ugoszczenie nas i danie nam mozliwosci poglebienia swojej milosci do Pandory, przez co tylko wishlista mi sie wydluzyla ;)

Marti, Paula sciskam wirtualnie :* ... i do nastepnego spotkania :P


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

i po szalonym weekendzie :)


Jak juz wiekszosc z was wie, miniony weekend bylam w Warszawie. I strasznie zaluje, ze tak malo czasu mialam, bo niestety nie udalo mi sie spotkac z nikim, oprocz Marti i Pauliny, ktore tez byly na pandorkowym spotkaniu, z czego sie szalenie ciesze i bardzo zaluje, ze obie nie mieszkacie blizej. Kochane wariatki :****

Dwa dni minely nie wiadomo kiedy. Latanie po sklepach, w piatek spotkanie... sobota spedzona ze slubnym, bo tez mi sie cos nalezalo :P ... jakby nie bylo to wlasnie w wawie spotkalismy sie po raz pierwszy (prawie 9 lat temu), wiec mamy sentyment do tego miasta.


O Pandorze i tych wszystkich smakolykach, nie tylko babeczkach... bedzie w osobnym poscie. W kazdym razie bardzo sie ciesze, ze wzielam udzial... naprawde bylo warto, bo naprawde rzadko kiedy ma sie nieograniczony dostep do tych skarbow i mozna przebierac, przymierzec i ogladac bez sepiego oka na plecach ;D

***

Tak... pare rzeczy nabylam droga kupna. Z tym, ze wybor mnie przytloczyl i zeby nie dostac amoku, to sie ograniczylam do krotkiej wizyty w SP. Zlapalam pare rzeczy z Ziaji i Tolpy plus moj ukochany produkt z Joanny. Krem do stop Neutrogeny byl niejako zakupem z przymusu, bo zapomnialam zabrac ten co uzywam.


 Ekhmmm... i maly nalot (a wlasciwie trzy) na Inglota tez byl :P


 O Empik tez zahaczylam... musialam nadrobic braki w moim ksiegozbiorze Chmielewskiej. Tych trzech pozycji jeszcze nie znam i najbardziej ciesze sie na "Byczki", z moim ulubionym inspektorem dunskiej policji :)


 A w domu czekaly na mnie dwie paczuszki. Jedna z Khadi z szamponem do wlosow do skory wrazliwej i maseczki do skor normalnej i tlustej. Druga z dougiego z helenkowymi zakupami. Nowym tuszem Lash Queen Mascara Celebration (Alissku szczoteczka nie jest silikonowa, choc na taka wygladala) ale jak bedzie taka jak mi sie wydaje, to juz ja kocham :P ... do tego dwufazowy plyn do demakijazu, krem dostalam gratis. Z tylu chowa sie podklad ale on nie dla mnie tylko dla Urbi, wiec sie nie bede zaglebiac w temat ;)

Na razie jestem zakrecona jak swinski ogon ale powoli sie prostuje i wracam do rzeczywistosci, wiec jak ogarne koty, siebie i bloga, to wpisy znowu beda sie pokazywac regularnie.

Buziam :*

 

środa, 22 sierpnia 2012

na wyjazd... i mala zapowiedz :)

 Takiego posta jeszcze u mnie nie bylo ale pomyslalam sobie, ze moge pokazac sroczy kuferek wypadowy, czyli co zabieram ze soba i to bez wzgledu czy sa to dwa dni, czy dwa tygodnie...  z tym, ze oczywiscie zawartosc zmienia sie w zaleznosci na co tam mam faze i co aktualnie uzywam albo zuzywam.


 Wszystko to (oprocz paletek) miesci sie w dwoch niewielkich kosmetyczkach.


Tak troche rozowo to wyglada ale to naprawde przypadek ;)


Mam podklad, korektor... puder w kamieniu, roz i rozswietlacz. Dwie paletki... Sleek maty i nowa Urban Decay ale prawde mowiac moglabym sie ograniczyc do jednej. Na szczescie jade a nie lece, wiec nie musze sie martwic o nadbagaz. Do tego pare kredek (do ust, brwi i oka) ... uniwersalny ciemny eyeliner, baze pod cienie, tusz i dwa blyszczyki. Plus pare pedzli i polowki Ardell, tak na wszelki wypadek. I to byloby wszystko :)

***

A przy okazji zapowiedz cudaka, ktory juz po mnie chodzil od jakiegos czasu. Kupilam na ebayu i dzis przyszla w paczuszce... moja "elektryczna" zalotka. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie, bo ogolnie zwykle zalotki nic u mnie nie daja. Zobaczymy jak ta sobie poradzi. Moze macie doswiadczenia z czyms takim, to chetnie poczytam.


Zycze milego weekendu 
i jak cos to wiadomo gdzie mozna mnie wirtualnie znalezc.
(twitt, fejsbuk albo mail)

Buziaki 
:*

wtorek, 21 sierpnia 2012

kosmetycznie... co i gdzie kupic w Niemczech ;)

 Ten post tworze juz od bardzo dawna i jakos nie do konca mi to wychodzi ale postanowilam sie spiac i w koncu go dokonczyc. Glownie chodzi o mozliwosc kupowania kosmetykow na terenie Niemiec, czyli male vademecum co, gdzie i jak :) ... ogolnie moje informacje znowu beda bardziej dotyczyc Bawarii, bo w tym przypadku tez wystepuja roznice miedzy poczszegolnymi landami i wiem, ze w Berlinie albo Hamburgu bywaja sklepy, ktorych gdzie indziej sie nie znajdzie.


Perfumy... te mozna kupic najlatwiej. Bo oprocz przeroznych perfumierii/drogerii takze prywatnych (w innych landach min. perfumerie Piper) ... i tych najbardziej znanych Douglas, Müller a takze domach towarowch Karstadt, Kaufhof i u mnie Breuninger... najlepiej kupowac perfumy online. Dla osob mieszkajacych w de polecam perfumsclub.de z rewelacyjnymi cenami. Strona te tez ma troche kolorowki wysokopolkowej. Nowosci pojawiaja sie w miare szybko i ogolnie nie ma problemu z dostaniem.


Kolorowka... wybor na terenie Niemiec jest dosc spory ale niestety tez wiele firm jest niedostepnych i trzeba kupowac online na zagraniczych stronach. Ogolnie szafy sa dobrze zapelnione, nie ma straszenia pustymi polkami bez wzgledu czy sa to firmy drogeryjne czy wysoka polka. Z tej drugiej nie wszystkie limitki do mnie docieraja. Przewaznie dotyczy to Lancome, Clarins ale takze swiatecznej Diora, ktorej nigdy nie widzialam. Wszelkie limitowanki pokazuja sie nieregularnie, w kazdym skepie inaczej ale powiedzmy, ze pokazuja sie w miare wczesnie. Daleko za swiatowa premiera ale tez nie na samym koncu. Nie ma takich firm jak Illasasqua, MUFE, NARS, Urban Decay,  Rouge Bunny Rouge, pedzli Sigma, Real Techniques i wiele... wiele innych. Z tym, ze czasami produkty tych firm mozna kupic w prywatnych sklepach, wiem ze w Berlinie dostepnych jest wiele marek, ktorych nie mozna kupic nigdzie indziej. I jeszcze pare slow na temat Kiko... produkty tej firmy mozna znalezc wylacznie w ich sklepach albo na stronie online, ktora wysyla tylko tam gdzie maja sklepy stacjonarne. Produkty MAC mozna kupic w sklepach stacjonarnych albo sklepie online.

W niemieckich sklepach nie robia "probaskow" ... niestety, wiec albo trzeba ryzykowac i robic sobie samej albo ograniczac sie do testow sklepowych. Co do tego co dostajemy przy zakupach, to tez roznie bywa ale przewaznie jest to jakis tam zapaszek. Chyba, ze robimy zakupy z sepem, ktory nam usiluje wcisnac milion niepotrzebych rzeczy ale od takiego mozna dostac probki, jak SIE POPROSI... co w ogole jest jakas paranoja, bo czasami mam wrazenie, ze wszelkie miniaturki i probki to najbardziej strzezony towar w sklepach. Oczywiscie cudownego systemu zwracania kosmetykow jaki jest w stanach u mnie tez nie ma.


Pielegnacja... szerokopojeta bo tu wybor jest ogromy i kazdy zajdzie cos dla siebie. Sklepy The Body Shop, YR i wszelkiego rodzaju drogerie jak DM, Rosssman, Müller (bez czesci perfumeryjnej).

 Najwieksza niemiecka sieciowa perfumeria, ktora trzyma rynek i nie pozwala za bardzo na rozprzestrzenianie sie innych firm. Jak juz nie raz pisalam w Niemczech "kroluja" lokalne firmy dlatego nie ma tutaj ani Sephory ani Marionnaud, co mnie osobiscie lekko irytuje... czasami mam wrazenie, ze konkurencja w postaci jednej z tych sieciowek dobrze by zrobila. Douglas ma wylacznosc na produkty BeYu.



Drogiera/perfumiera tez zreszta sieciowka, w ktorej mamy wszystko chemie, zabawki, slodycze i do tego czesc z perfumami, kolorowka zarowno srednia i wysoka polka. Z tym, ze w malych miasteczkach spotkalam sie z Müllerami, ktore nie mialy wysokiej polki. W Müllerach mozna tez kupic Makeup Factory.

Chyba najbardziej znana drogeria, ktorej produkty sa goraco porzadane. Glownie wlasnie wlasne marki, ktore sa swietnej jakosci i przy tym tanie. Jest to oczywiscie Balea i naturalna pielegnacja Alverde oraz kolorowka p2 i Alverde. Przy czym kolorowka p2 jest dostepna tylko na terenie Niemiec. DM w innych krajach maja inne firmy. Ja tez najczesciej kupuje w DM, glownie ze wzgledu na wybor ale tez po prostu podoba mi sie w ich sklepach, mpge tam dostac wszystko co potrzebuje. 

Znany wam bardziej jak mi, poniewaz u mnie w poblizu nie ma za wielu Rossmann'ow ani ja tez jakos specjalnie za tym sklepem nie przepadam, wiec po prostu omijam. W ogole te drogerie pojawily sie w okolicy jakis dwa lata temu, wczesniej nie bylo ich w ogole.

***

A teraz pare przydatnych linkow dla osob mieszkajacych w Niemczech i lubiacych produkty, ktore sa niedostepne stacjonarnie, czyli gdzie mozna kupic... 


 ASOS (Illamasqua, Jemma Kidd, Nails Inc,  Bourjois, Paul & Joe, Stila, Too Faced)
Zuenta (Rouge Bunny Rouge, BECCA, Edward Bess, Hourglass, Clarisonic)
Beautybay (Urban Decay, DuWop, Nubar, Too Faced, Stila, RMK)

azjatyckie kosmetyki (Skin79, Missha, Lioele itp.)

Takze brytyjski House of Fraser wysyla do Niemiec.