poniedziałek, 31 grudnia 2012

niedziela, 30 grudnia 2012

ostatni weekend w roku...

 ... mialam wolny i spedzilam mniej lub bardziej intensywnie i rodzinnie :)


W sobote wybralismy sie do Norymbergii... my i pare tysiecy Niemcow, po prostu szal cial i orgia uprzezy. Ja nie lubie takich dzikich tlumow, nie lubie sie przeciskac w sklepach... te ciuchowe omijalam szerokim lukiem, kosmetyczne przelecialam dosc szybko i lapalam tylko to co chcialam. Nie wiem... dusze sie jak nie mam przestrzeni. A do tego sprzedawcy mutowali wczoraj do mega sepow i ze skelpu Fossil'a slubny mnie wciagnal, bo juz warczalam... bylam jak ta mala chiwawa, krotko przed amok faza (wygladalam mniej wiecej tak -> klik). Nienawidze natrectwa sklepowego.


A swoja droga... naprawde juz bardzo dawno nie widzialam pustych polek w sklepach. Do wczoraj. W wielu takich gadzeciarsko - wystrojeniowych tak bylo a ja chcialam kupic pare pierdolek do domu. No coz. Za to pogoda dopisala, niebieskie niebo i slonko... cos kolo 10 stopni. Ja po prostu kocham to miasto i nawet jak sie moge powloczyc po starowce, to sprawia mi to frajde. 


W DM zlapalam tylko pare rzeczy do rozdania... i oko me na chwile zawislo na jakies nowej LE Essence ale pogalopowalam dalej niesiona tlumem :/


Na stoisku MAC na szczescie panowal spokoj. Nabylam droga kupna dwa Paint Poty, w celu przetestowania ich pod katem uzytecznosci jako baza pod cienie. 


W Butlers znalazlam slodkiego misia, ktory jest wypelniony ziarnami, czyli jak dla mnie najlepsze na swiecie termofory. Ja co prawda najbardziej lubie z pestkami czeresni, bo te bosko pachna ale misia chyba przy okazji adoptuje, bo szalenie mi sie podoba. Cena ca. 10,00€


Na szczescie udalo mi sie kupic choc czesc tego co chcialam, z pozostalymi zakupami musze poczekac az uzupelnia pustki sklepowe. W koncu zagospodarowalam parapet kucheny, ku niezadowoleniu futerkowych, bo nie maja sie teraz gdzie kulac ale doprawdy i tak polowa parapetow w mieszkaniu nalezy do nich :]


Wiadomo cos trzeba bylo wrzucic do brzuszka. Tym razem nie byla to kuchnia azjatycka a hmm... amerykanska, ja mam sentyment do Pizza Hut.


Jak wracalismy do domu... to towarzyszyl nam niesamowity zachod slonca.

 ***

Niedziela byla bardziej spokojna. Zamiast stworzyc makijaz, bo takie mialam plany. Zabralam sie za robienie tiramisu, po raz pierwszy zreszta. Baileys trafil nie tylko do ciasta ;)


Efekt koncowy tak sie prezentuje i teraz odpoczywa w lodowce. Co z tego wyszlo... to sie okaze jutro :)


A  reszte dnia spedzialam na kanapie z ksiazka, slubnym i kotami. Wieczorem w planach film i jeszcze troche lenistwa. Takie weekendy lubie najbardziej :)


sobota, 29 grudnia 2012

pandorkowo... klips :)


Klips Logo (nr 791015) kupilam juz jakis czas temu, na poczatku myslalam, ze wyladuje na moim sznurku ale potem zmienilam plany... co juz zreszta wiecie, bo gotowy sznurek juz pokazalam. 

I tak klips dolaczyl do jednej z moim bransoletek, gdzie bardzo dobrze sie czuje i swietnie pasuje do reszty. Bardzo mi sie podoba, glownie ze wzgledu na prostote.


:)


macie ochote...

... na noworoczne rozdanie ??

:)


Pare produktow juz mam i wydaje mi sie, ze sa calkiem ciekawe.

Jezeli macie ochote to...
  • wolicie dwa duze zestawy czy np. cztery mniejsze ??
  • jezeli masz jakis produkt z Alverde, Balea lub p2, ktory po tobie chodzi od dawna a nie masz mozliwosci kupic... to napisz... moze dorzuce jeszcze 2 lub 3 kosmetyki z waszych zyczen.

Buziam :*

Milego weekendu zycze :)

***
 
ps. maly update z dzisiejszych zakupow ;)


piątek, 28 grudnia 2012

Khadi po raz kolejny... czyli mini zakupy :)

Co prawda kupowanie produktow Khadi w ciemno, to taka kosmetyczna rosyjska ruletka... bo mozna trafic na przyklad na koszmarny olejek, o ktorym pisalam jakis czas temu. Z tym, ze ogolnie firme lubie... po mimo zapaszkow, ktore mi srednio podchodza ale jezeli chodzi o dzialanie, to jestem jak najbardziej na tak. Uwielbiam oba olejki do wlosow i szampon z Alma tez byl swietny... lubie maseczke z drzewa sandalowego ale wode rozana toleruje tylko do rozrabiania maseczki. 

Tym razem sa to znowu trzy produkty do wlosow.


 Delikatny Szampon z Hibiskusem

Posiada certyfikat BDIH, czyli jest w 100% kosmetykiem naturalnym i oznacza, ze w produkcji wykorzystano roślinne surowce z kontrolowanych upraw ekologicznych oraz certyfikowanych dzikich zbiorów (w przypadku Khadi zawierają minimum 20% świeżych ajurwedyjskich ziół), oraz produktu nie testowano na zwierzętach w całym cyklu produkcji kosmetyku, nie stosowano surowców pochodzących od martwych zwierząt (tj. olej żółwi, olej z norki, tłuszcz z świstaka, kolagen zwierzęcy).

Hibiskus i kwiaty azjatyckiego drzewa Palash skutecznie zapobiegają powstawaniu zmian zapalnych. Olejek lawendowy reguluje wydzielanie sebum a Amla, Shikakai i Reetha skutecznie i jednocześnie bardzo delikatne oczyszczą włosy, jak i skórę głowy. Jatropha łagodzi podrażnienia i pomaga w utrzymaniu przyjemnego poczucia chłodu u nasady włosów. Szampony Khadi doskonale nadają się do zmywania olejów z włosów. Szampon aromatyzowany esencjonalnymi olejkiem z lawendy.

Sklad:  woda, gliceryna, poliglukozyd kwasów oleju kokosowego, poliglukozyd laurowy, sodium PCA, hibiskus, butea Monosperma, obwojnik indyjski, kwas cytrynowy, aloe vera, lawenda wąstkolistna, indyjska żywica, ratanjot, sodium cocoyl glutamate, amla, shikakai, sapindus mukurossi, olejek z ryżu siewnego, guma ksantanowa, hydrolizat protein pszenicy, hydrolizat protein słodkich migdałów, Zinc PCA, benzoesan sodu, sorbinian potasu, neem, składowe naturalnego olejku eterycznego: geraniol, linalool, limonen.

Szampon Owocowy

Czysty koncentrat jabłkowy i olejek jojoba w naturalny sposób wzmacniają strukturę włosa i dostarczają cennych składników mineralnych oraz witaminy. Włosy zyskują na objętości i gęstości. Dodatkowo olejek jojoba nadaje włosom jedwabisty połysk.

Sklad: Aqua, Cocamidopropyl Betain, Prunus Persica Extract (Peach), Glycerin, Citric Acid, Acetum (Vinegar), Lanolin, Methylparaben


Organiczna Odżywka do Włosów z Amli 

Puder amla doskonale nadaje się pielęgnacji włosów zniszczonych. Pogrubi i wzmocni je, jednocześnie nadając im blasku. Używając puder Amla możesz stworzyć niespotykane efekty kolorystyczne na twoich włosach. Puder Amla możesz stosować jako odżywkę lub szampon do włosów, ponieważ intensywnie czyści i doskonale odżywia. Proszek Amla jest naturalnym źródłem witaminy C i jest bardzo skuteczny w ochronie przed wolnymi rodnikami. Odżywia cebulki włosów niezbędnymi składnikami odżywczymi. Pomaga zapobiec wypadaniu włosów i siwieniu włosów. Sprawia, że skóra staje się elastyczna. Amla Khadi utrzymuje włosy i skórę świeże i zdrowe.

Sposob uzycia: Wymieszać proszek Amla Khadi z gorącą wodą aż do uzyskania gęstej pasty. Odstawić na noc lub co najmniej 2 godziny w szklanej miseczce lub słoiku.Dla średniej długości włosów należy użyć 4 łyżki proszku. Papkę nałóż równomiernie na włosy i skórę głowy. Pozostaw  na co najmniej 10 minut, na włosach tłustych co najmniej 20 minut. Papkę dokładnie zmyć wodą. Można również użyć pastę na twarz i pozostawić na 10 minut. Następnie przemyć obficie  wodą i spryskać wodą różaną. Amle można również zastosować na całe ciało, które po jej zastosowaniu staje się odświeżone, elastyczne i odżywione.

Sklad: Emblica Officinalis (Organic Amla Powder)

***

To byloby slowem wstepu. O ile pierwszy szampon jest w 100% naturalny, tak drugi jest juz "zwyklym" szamponem... ciekawa jestem jak zareaguje na niego moj fanaberyjny skalpik. Ale na pierwszy rzut pojdzie odzywka do wlosow, bo szalenie mnie interesuje. Na razie bede amle w proszku tylko na wlosy i skore glowy uzywac, bo mam jeszcze dwie inne maseczki tej firmy... jedna uzywam, druga czeka w kolejce. Wydaje mi sie, ze to wystarczy. 

czwartek, 27 grudnia 2012

look... w zieleniach po raz drugi :)


 Troche mnie zdziwila wasza niechec do zieleni na oku, bo uwazam, ze takie ciemne butelkowe naprawde pieknie sie prezentuja. Oczywiscie musi to byc odpowiednia zielen ale laczyc ja mozna z wieloma kolorami i bardzo fajnie wygladaja i mozna machnac na oku na specjalne okazje :)

Dzis mam dla was wczorajsze oko... czyli makijaz na drugi dzien swiat i to juz ostatni z tej serii, bo jak wiadomo swieta za nami... nastepny moze bedzie sylwestrowy.

Tym razem jest mniej blyszczaco, bo glownie korzystalam z matowego cienia Fern z paletki Sleek Ultra Mattes V2 Darks, w zewnetrznym kaciku mamy ciemna zielen Libertine z paletki Urban Decay The Black Palette a w wewnetrznym kaciku perlowy cien Inglot P 395. Delikatna kreseczka, ktora sluzyla mi glowie lepszej przyczepnosci rzes. Tym razem siegnelam po polowki Ardell 318.


Bonusik ;)


A pozatym
  • Guerlain Parure de Lumiere 02
  • Guerlain powder Radiant Butterfly 
  • sypaniec Illamasqua
  • lakier do ust Shiseido
  • brwi kredka Artdeco 4
  • tusz HR pytonek

niekosmetycznie... drugi dzien swiat w wersji niemieckiej ;)

 Jak juz wam ostatnio tyle teorii napisalam, to tak na szybko... swiateczny dzien spedzony po niemiecku. Bo uwierzcie mi w obu miejscach bylo pelno ludzi i miejsca trzeba bylo sobie zamowic z odpowiednim wyprzedzeniem... zarowno te obiadowe jak i kinowe ;)


Na zdjeciu powyzej to typowy bawarski Gasthof, czyli tak sobie mysle, ze najbardziej trafna byla by tu nazwa zajazd. I takie sa w kazdej miescinie i wiekszej wsi... bo nalezy to rowniez do niemieckiej tradycji. To typowe miejsca spotkan, gdzie wszyscy sie znaja... gdzie w niedziele chodzi sie z cala rodzina na obiad... a w tygodniu wpada sie na piwko. Wiele z takich zajazdow ma naprawde dobra kuchnie, bo jest to kuchnia typowo domowa, tego typu lokale prowadzone sa przez rodziny, czesto z pokolenia na pokolenie. Wystroj jest tez przewaznie standardowy i nie ma co liczy na wspolczesne wnetrza... w tych miejscach czas sie zatrzymal i to dosc dawno temu. 


Za to kuchnia bardzo dobra, przynajmniej w tym moim... w mojej wsi. Co prawda jak juz pisalam, niemiecka kuchnia tylka nie urywa ale nikt nie robi takich schabowych i czasami w weekendy widac rejstracje, ktore mozna spotkac w promieniu 150 km a to cos znaczy. Kazdy taki Gasthof ma swoja specjalnosc. I nie mogloby byc inaczej, obiad w drugi dzien swiat zaliczylismy w naszym Gasthofie. Zamowiona byla kaczka dla mnie z krokietami, bo ja tych ogromnych knedli nie lubie i zamiast niebieskiej kapusty mialam zwykla surowke. Bylo jak zawsze smaczne :)


O pogodzie to juz naprawde nie trzeba nic pisac... bylo 10 stopni na plusie, wialo przeokrutnie i nie moglo sie zdecydowac czy ma padac... czy swiecic slonce, czego efektem byly dosc czeste tego dnia tecze.  A pojechalismy oczywiscie do regensburskiego kina. Gdzie dla leniwych co nie lubia schodow, zamontowano slizgawke ;)


Uzbrojona w kolejne porcje kalorii i zaopatrzona w patrzalki 3D...


... zasiadam w fotelu i przepadlam w basniowej krainie. Uwielbiam "Wladce pierscieni", wiec w sumie to bylo oczywiste, ze na "Hobbita" tez musze isc. Tym bardziej, ze strasznie ciekawila mnie roznica miedzy normalnym filmem a tym w nakreconym w HFR. I faktycznie jakosc i ostrosc jest po prostu powalajaca. Cos niesamowitego. Tak jakby trojwymiar sam w sobie bylo malo... to teraz jeszcze dochodzi ten ostry jak zletka obraz. Tak przy okazji wspomne, ze filmy w Niemczech sa dubbingowane, co mi osobiscie kompletnie nie przeszkadza, bo Niemcy robia to dosc dobrze. Ja wiem, ze zaraz sie pojawia glosy, ze jak to... wazny jest glos aktora... ja prawde mowiac wole dubbing jak dretwych lektorow czytajacych w polskiej tv i pomijajacych czesci dialogow... ale pozostawmy to kazdemu z osobna... to sprawa indywidualna :)

 
 Prawde mowiac moglabym tam spedzic nastepne pare dni. Niestety  to byla tylko pierwsza czesc... a do tego sala byla wypelniona po brzegi, wiec w ktorym momencie zatesknilam za swiezym powietrzem ;)

To byl bardzo przyjemny dzien, niestety ostatni wolny. Swieta minely... jak zwykle z predkoscia swiatla. Na szczescie tylko dwa dni pracyi wolny weekend. W Sylwestra pracuje... i pierwszego tez, co mnie akurat nie martwi, bo fanka sylwestrowa nie jestem i nigdy nie bylam.


środa, 26 grudnia 2012

big foch... czyli rozczarowanie roku :/

 Jestem bardzo ale to naprawde bardzo zawiedziona, ze musze sie pozegnac z produktami, ktore uwazalam za najlepsze z dostepnych i przez jakis czas naprawde dobrze mi sluzyly. Fakt cienie na nich trzymaja sie u mnie najdluzej i najlepiej. Tak do konca nie rozumiem co sie z nimi stalo. Co prawda do bazy Too Faced od poczatku nie bylam tak do konca przekonana ale baza z Urban Decay towarzyszyla mi bardzo dlugo i wszystko bylo fajnie dopoki nie zmienili opakowania z tej koszmarnie nieporecznej butelczyny na tubke ale to ja juz naprawde wolalam tamta wersje, bo ta to dla mnie katastrofa :/


Nie wiem co jest nie tak... bo obie ogolnie swieze. Miniaturke UD mialam dolaczona do smoczej paletki. TF mam od jakiegos czasu ale negatywne wrazenia poglebialy sie z kazdym kolejnym uzyciem i juz mi sie wydawalo, ze moze przesadzam ale jakis czas po nia nie siegalam, wczoraj uzylam i no tak... upewnilam sie, ze ze mna wszystko w porzadku ale baza jest do dupy.


Too Faced ehhh... nie dosc, ze na poczatku nadzialam sie na podrobe, na szczescie zostalam w pore uswiadomiona i nabylam oryginal. Jezeli pamietacie ten post, to juz wtedy pisalam, ze na pierwszy rzut oka podroba miala lepsza jakosc, jednak watpliwy sklad... bo to nigdy nie wiadomo... spowodowal, ze natychmiast wyladowala w koszu. Z tym, ze ta nowa... oryginalna, jakos nie potrafila mnie przekonac. Owszem cienie sie na niej trzymaja ale jak naciskam tubke, to wylatuje mi tlusta woda, pozatym baza brzydko chemicznie pacznie i do tego robi mi od jakiegos czasu kuku. Jak naloze na powieke, to natychmiast czuje sie jakbym trzy dni z rzedu mialla makijaz na oku a do tego nie spala. Powieki mniee pieka i mam uczucie jakbym miala pod nimi piasek.Bardzo nieprzyjemne, do tego watpliwe... baza choc jest w niej wiecej jak polowa leci do kosza.


 Nie wiem czy Urban Decay przypadkiem czegos nie zmienil w skladzie, bo z poprzednimi bazami mi sie tak nie robilo i bez wzgledu czy bylo to pelnowymiarowe opakowanie czy miniaturka. Do tego zauwazylam, ze ta baza na poczatku radzi sobie swietnie a z czasem traci niesamowicie na jakosci i na koniec potrafi zrujnowac makijaz, zanim sie go porzadnie nalozy. W jej przypadku najwiekszym problemem jest to, ze jak naloze, to ona mi zasycha... dosc szybko i pozostawia nierowna strukture... a juz pozamiatane jest jak trafi na jakies zalamania w skorze lub zmarszczki. Pozostawia "osad", ktory do tego jasnieje i jest niesamowicie widoczny. Cienie ani sie nie dadza na to dobrze nalozyc ani rozetrzec. Niestety w momencie nakladania tego nie widac i czesto mi sie wydywalo, ze dobrze rozprowadzialm a potem dopiero zauwazam te slady i pozbyc sie ich to nie takie proste. Probowalam to uchwycic na zdjeciu, mam nadzieje, ze cos widac.


Jestem zla i rozzalona, bo nie sa to tanie produkty i prawde mowiac nie wiem co mam uzywac a ja niestety musze miec baze pod cienie. Na razie testuje baze z Benefit, ktora mialam w zestawie i ogolnie jest fajna ale matowe cienie Sleek po ponad 8 godzinach zaczynaly miec dzis problemy. Nie wiem jak bedzie z innymi, na pewno potestuje jeszcze i wtedy napisze. Idzie tez do mnie inna baza z TooFaced... lemon cos tam... i zobaczymy, czy to moja byla jednak jakas felerna, czy jednak firma zeszla z bazami na psy. Na razie dodatkowo bede uzywac mojej kikowej i tej z Guerlain, bo nawet jak nie sa tak trwale, to przynajmniej nie robia takich numerow. A do tego bede siegac po moje kremowe cienie, bo te sobie tez niezle radza :)


wtorek, 25 grudnia 2012

niekosmetycznie... z zycia wziete, czyli niemieckie tradycje swiateczne :)

 Tak sobie pomyslalam, ze skoro ostatnie posty sa utrzymane w swiatecznym klimacie, to moge stworzyc post, w ktorym przyblize wam troche niemieckie tradycje swiateczne. Bo mimo tego, ze nie sa to duze roznice... to jednak troszke to inaczej wyglada. Wspomoglam sie zdjeciami z internetu, poniewaz akurat moje swieta sa polsko-slaskie a tych nie trzeba nikomu pokazwac :)


Dla wiekszosc Niemcow i powiedzmy, ze ogranicze sie do mojego regionu (czyli Bawarii) okres swiateczny zaczyna sie w pierwsza niedziele adwentu. Wtedy to zaczyna sie wielkie odliczanie i swiateczne szalenstwo wzrasta z kazdym kolejnym dniem. Obowiazkowo... praktycznie w kazdym domu mamy Adventskranz, czyli przystrojony wieniec adwentowy. Moze bym okragly, lub taki gdzie swieczki stoja w rzadku ale zawsze mamy 4 swieczki i kazda kolejna zapalamy w kolejne adwentowe niedziele. Ten zwyczaj bardzo mi sie spodobal, adoptowalam i u mnie tez co roku na stole jest taki wieniec, choc od paru lat nie kupuje gotowych tylko sama "tworze". Tegoroczny pojawil sie na zdjeciach, ktore wrzucilam na instagramie.


Cos co dla wielu osob, jest turystyczna atrakcja... dla wiekszosci Niemcow jest bardzo stara tradycja. Mowa tu oczywiscie o Christkindlesmarkt... czyli jarmarkach swiatecznych. Tu na zdjeciu jeden z najladniejszych i najbardziej znanych, czyli jarmark w Norymberdze. Uwielbiam i staram sie co roku odwiedzac... choc tym razem bylismy w Monachium, ktory temu do piet nie dorownuje. Oprocz tego, ze mozna tam znalezc inspiracje i prezenty na swieta... to jest to tez punkt spotkan i wspolnego swietowania.


 Gdzie oczywiscie nie moze zabraknac Glühwein, czyli grzanego wina. Niestety w wielu przypadkach nie jest to wino dobre gatunkowo ale mozna trafic na porzadne. Ja nie za bardzo przepadam za tymi z budy ale za to bardzo lubie zrobiona w domu Weihnachtsbowle (na zdjeciu po prawej). To zdecydowanie mocnejszy napoj i najlepiej jak sie go przyrzadza w odpowiednim kociolku. Jest to grzane czerwone wino (tu sami decydujemy jakie), do ktorego wrzucamy pomarancze w kawalkach i typowe korzenne przyprawy typu cynamon, gozdziki, kardamon, anyz gwiazdkowy... stozek cukru polewamy wysokoprocentowym rumem i podpalamy... cukier sie topi i spada do kociolka. Mhmm... idealny napoj na swiateczne mrozy (o ile takie mamy). 


Nie mozna tez zapomniec o swiatecznych ciasteczkach wszelkiego rodzaju. Bo tu musze przyznac ilosc a wlasciwie rodzaje... wybor jest niesamowity. Pokazywalam na instagramie moje ulubione Vanillekipferl, czyli rozki waniliowo-orzechowe... dla zainteresowanych przepis jest -> tu. Jezeli kogos interesuja niemieckie wypieki swiateczne, to polecam stone Marions Kochbuch.  


Oczywiscie nie ma swiat bez choinki. Przewaznie w sprzedazy mamy Nordmanntanne, czyli jodle kaukaska... te sa dosc geste, maja ladny ciemnozielony kolor i przede wszystkim nie sa klujace. Strojenie choinki wg uznania ale glownie kroluja bombki.


Prezenty... przynosi oczywiscie Mikolaj i tak jak u nas uklada sie pod choinka i rozdaje w wigilijny wieczor. Mimo, ze jest to tradycja... to mnie troche razi te cale zakupowe szalensto. Na zasadzie prezent musi byc a jak sie nie spodoba, to zawsze mozna oddac. Troche sie to mija z celem i zamast radosnych min, mamy skwaszone... bo kto lubi kompletnie nietrafione prezenty. Czasami mam wrazenie, ze calosc kreci sie tylko wokol prezentow, tak jakby to byl najwazniejszy punkt programu. Ja wole dawac prezenty bez okazji...


Koledy te miedzynarodowe i typowo niemieckie. W okresie przedswiatecznym slychac je wszedzie, czy tego chcemy, czy nie. Oczywiscie jedna z bardziej znanych "Stille Nacht"... ma tez swoj odpowiednik po polsku "Cicha Noc".

***

Chyba jedna z najwiekszych roznic, to potrawy swiateczne. Ja ogolnie nie przepadam za niemiecka kuchnia, nie ma w niej nic porywajacego... ogolnie zieje nuda i tak samo jest w przypadku tego co Niemcy jedza w wigilijny wieczor i pierwszy dzien swiat. 

 Wigilijny wieczor spedza sie w rodzinnym gronie ale takim okrojonym, gdyz gosci zaprasza sie 25.12.


Tak... to co widzicie na powyzszym zdjeciu to typowe/tradycyjne danie wigilijne Würstchen mit Kartoffelsalat. Wystepuje w roznych odmianach jezeli chodzi o kielbaski ale czesto jest to po prostu dobrze nam znana parowka z salatka ziemniaczana. Ogolnie nawet na bardzo katolickiej Bawarii, nie ma 24.12 postu... bo jest to "narzucone" przez kosciol w danym kraju. I tak oto ten kulinarny koszmarek laduje na niemieckich stolach. Prawde mowiac chyba bym sie zaplakala jakby mi ktos co takiego przed nosem postawil. Choc jeszcze gorsza odmiana jest  Saure (Blaue) Zipfel, czyli podawana czesto na Bawarii biala kielbaska gotowana w wodzie z octem i cebula serwowana z chlebem lub bulka. Przez to, ze kielbaski gotowane sa w wodzie z octem, to dostaja takiego niebiesko-sinego koloru. No coz O.o ...


Pierwszy dzien swiat spedza sie takze w gronie rodziny lub przyjaciol... i tu mamy juz troche wieksza impreze.

 
 Choc kulinarnie tez szalu nie robi, bo jest to tradycyjnie ges (jest to biala ges, specjalnie hodowana na swieta), rzadziej kaczka... z knedlem ziemniaczanym (co ja sie przed chwila naglowilam, jak jest Knödel po polsku ehhh...) i czerwona kapusta. Ja ogolnie lubie czerwona kapuche ale ta w niemieckim wydaniu na cieplo to nic dla mnie.

***

To byloby na tyle. Mam nadzieje, ze post bedzie interesujacy i, ze was nie zanudzilam.


:)


look... swiateczny :)


Tak sobie pomyslalam, ze nie moze zabraknac swiatecznego makijazu. Jak pomyslalam, tak zrobilam... usiadlam i cos dla was zmalowalam. Podobny mialam wczoraj na oku ale poniewaz malowalam sie chwile przed kolacja to na zadne tam gibanie sie przed apratem (w celu zlapania korzystanego swiatla) czasu nie mialam... dlatego dzis zrobilam powtorke z rozrywki. Mialo byc delikatnie ale widocznie.


Oko zrobilam na linerze YSL - 6 Noir Jade... po prostu go uwielbiam, kreseczke tez sobie nim machnelam. Rzesiska Red Cherry #600 ... cienie jak widac z Inglota P418, P419 i P433.


Tak sie sie prezentuje calosc.


Bonusik :)


A pozatym: 
  •  The Face Shop BB cream Quick&Clean
  • Illamasqua Powder Fundation PF 210
  • MAC Skinfinish - Whisper of Gilt
  • na brwiach cienie Inglot 390 i 342
  •  Shiseido Lacquer Rouge 203
  • Sleek Suede 921

poniedziałek, 24 grudnia 2012

...


Wiary co góry przenosi,
nadziei, która nie gaśnie,
miłości w każdej ilości, 
więcej wyrozumiałości...


Wesołych świąt bez zmartwień
z barszczem, z grzybami i z karpiem.



Życzę Wam radosnych świąt pełnych ciepła. 
By w chwilach refleksji choć na chwilę zatrzymać się 
i spostrzec to, czego nie widać w ciągłym biegu... 
prostych radosci.

Wasza sroczi 
xoxo