niedziela, 30 września 2012

wpadlo mi w oko... jesienne nowosci p2

p2 wprowadzilo na jesien wiele nowosci i pare z nich wpadlo mi w oko. Wychodzi na to, ze bede musiala sie wybrac do DM'a i przyjrzec sie paru rzeczom z bliska. Wypatruje tych nowosci juz od jakiegos czasu ale jak na razie ciagle nie udalo mi sie ich spotkac, podobno maja sie pokazac pod koniec pazdziernika ale przewaznie i tak pojawia sie to wszystko w zaleznosci od regionu i sklepu.



Seria 100% black 
  • 100% black mascara 10ml – € 3,95 
  • 100% black eyeliner pen waterproof 2,5ml – € 3,95 
  • 100% black gel eyeliner waterproof 3ml – € 3,95 
  • 100% black khol kajal 6g – € 2,95 
  • 100% black spitzer – € 0,95


 smokey eye stylist 2,5g – € 2,95 (8 kolorow)



 metal eyes eye shadow 3,5g – € 2,95 (6 kolorow)


 fantastic chrome kajal 1,1g – € 2,75 (5 kolorow)



 Perfektes Augen-Make-up 
  • open up your eyes! illuminator  4,2g – € 2,25
  • open up your eyes! brightener  4,2g – € 2,25
  • refresh your eyes! brightener 8ml – € 2,75


  • perfect eyes! base 5ml – € 2,65
  • perfect eyes! make up correcting pen 3ml + 3 koncowki na wymiane – € 3,25

Plus oczywiscie wiele innych produktow ale te wymienione zainteresowaly mnie najbardziej. W scislej czolowce jest oczywiscie ten sztyft do poprawek makijazu, bo komu sie nie zdazylo dziabnac podczas malowania rzes  oko i spowodowac mala katastrofe w postaci tuszu odbitego na dolnej powiece :P ... ale bazy tez jestem ciekawa i kredek. Produkty te maja byc w stalym asortymencie, wiec przez jakis czas beda dostepne bez wiekszego problemu ;)
 

sobota, 29 września 2012

nudziakowa inglotowa paletka (freedom system)

Paletka ta byla ze mna w uk i musze przyznac, ze praktycznie codziennie z niej korzystalam. To byl dobry wybor... idealna do lekkich dziennych makijazy. Calkiem ladny zestaw mi wyszedl :P


Paletka sklada sie tylko z jasnych kolorow...
od bialego, przez beze po brazy i glownie sa to maty.


Te dwa zaznaczone cienie pochodza z mojej starszej palety, bo jak juz pisalam... postanowilam wszystko poukladac od nowa i w tej dziesiatce oprocz tych dwoch cieni, wyladowaly same nowe.


Tak sie prezentuja :) ... oprocz jednej perly mamy same maty, co tez jesz u mnie nie za czesto spotykane ale po tym jak polubilam sie z matowa paletka Sleek, to zachcialo mi sie wiecej matow i tak oto mam. Na swatchach sa tylko nowe cienie, te dwa strasze juz pokazywalam i sa na zbiorowym zdjeciu ponizej. Kolejnosc swatchy jest taka sama jak cieni w paletce.

O nasyceniu, trwalosci itp. nie ma sie co rozpisywac, bo nie dosc, ze Inglot jest praktycznie kazdemu znany... to do tego tyle razy juz pisalam, ze uwielbiam ich pigmentacje. A co do trwalosci to tez jestem zadowolona ale oczywiscie uzywam na bazie.


Do pokazania pozostala mi jeszcze duza paletka, ktora jest dosc kolorowa ale prawde mowiac nawet jeszcze nie mialam czasu sie pobawic tymi cieniami... ale paletke i swatche wkrotce pokaze a jak czas pozwoli i checi sie znajda, to moze cos zmaluje :)

piątek, 28 września 2012

niekosmetycznie w obrazkach cz. XI

 Wyprawa do uk obudzila moje wspomnienia z wyprawy do Szkocji. Dzis dla odmiany mam dla was pare obrazkow z tego urlopu. Co prawda mialam wtedy slabszy sprzet ale widoki i tak mowia same za siebie :) ... planowanie tej podrozy zajelo mi wtedy prawie 6 miesiecy, tak zeby byla dopieta na ostatni guzik ale faktycznie sie oplacilo.


Szkocja to niesamowite przestrzenie, zielen tak intensywna, ze nigdzie takiej nie widzialam. To przepiekne jeziora i zatoki bez wody (wiadomo odplw) ... i snujaca sie rano mgla.


To cudne i przeogromne, spokojne plaze nad oceanem...


... ale takze strome klify, gdzie wiatr wial calkiem porzadnie 
a rzut okiem w dol zapieral dech w piersiach.


Zamki... ktorych ilosc po prostu powala. Wiele z nich, tak jak te cztery na zdjeciach... znajduja sie w prywatnych rekach, przez co sa w bardzo dobrym stanie. Ceny za zwiedzanie sa przewaznie wyzsze, niz te np. z National Trust for Scotland ale z drugiej strony jakos musza wlasciciele te obiekty utrzymac. Do tego naprawde warto zaplacic, bo w srodku mamy kawal historii. 


Ale to nie tylko zamki, w tej wiezy (Wallace Monument) mozna zobaczyc miecz, ktorego wlascicielem byl William Wallace, oraz mozemy sie wiele dowiedziec na temat walki o niepodleglosc. Historia historia ale "Braveheart" i tak na tyle zakorzenil sie w moim umysle, ze patrze troche na ta i inne postacie przez pryzmat filmu :P


Zapomniane opactwa, z wielkimi... naprawde wielkimi katedrami,
 po ktorych przewaznie pozostaly tylko czesci murow.


 Urocze i zadbane miasteczka. To mi wyjatkowo zapadlo w pamieci, glownie przez to, ze wszystkie domy w centrum pomalowane byly na bialo. Wiadomo zdazaly sie i male, brzydkie miasteczka... szczegolnie typowo portowo - przemyslowe ale na szczescie wiekszosc mi sie podobala.


A w miasteczkach urocze wiktorianskie domki, ten akurat to byl jeden z naszych B&B. Pamietam, ze mielismy lozko z baldachimem w krateczke i wielki kominek... w wielu oknach byly witraze a na scianach w calym domu wisialy zdjecia wykonane przez wlasciciela, nie dalo sie ukryc, ze byl z niego swietny fotograf.


I oczywiscie Highland Cattle... najbardziej urocza przestawicielka gatunku ;) ... ktora w Szkocji mozna wyjatkowo czesto spotkac.


Za kazdym razem jak ogladam te zdjecia, to mam ochote spakowac sie i natychmiast wyruszyc do Szkocji. Jak juz pisalam na pewno jeszcze tam wroce... do zobaczenia pozostala mi daleka polnosc i wyspy Shetland i Orkney... i poludnie ponizej Edinburgh i Glasgow.


czwartek, 27 września 2012

Skin79 Crystal C Mist Toner... moje wrazenia :)


To jest moj ulubieniec lata ale nie tylko lata... do pozostanie ze mna jesienia, az sie skonczy a wtedy zastanowie sie nad ponownym zakupem. Crystal C to mgielka z witamina C firmy Skin79, ktora ma za zadanie odswiezac i przynosic ulge zmeczonej, wrazliwej skorze. Witamina C ma tez rozjasniac ale nie wiem czy jest jej na tyle, zeby cos w tym temacie zdzialac. Natomiast mgielka jest faktycznie swietna i spryskana nia skora wyglada swiezej i zdrowiej. Oczywiscie przy regularnym stosowaniu. Zawartosc to 60 ml... zawiera wyciag z owocu granata i witamine E, ktore maja nawilzac... wyciag z winorgon, ktory ma chronic... wyciag z cytryny, ktory ma nasza skore napinac i wyciag z papai, ktory ma kontrolowac wydzielanie sebum.


Moze czesc z was pamieta, kiedys mialam serum Berissom, pisalam o nim tutaj. No coz... nie do konca sie polubilismy i po takim produkcie spodziewalam sie czegos wiecej. To juz naprawde bardziej podoba mi sie dzialanie tej mielki, ktora jest slabsza jak serum ale przynajmniej cos daje. Serum Berissom glownie brudzilo mi pidzame i poduszke... do tego mialo dosc specyfinczy zapach, ktory sie potem dlugo utrzymywal. I w ktorym momencie przestalam je uzywac az w koncu wyladowalo w koszu.

Opakowanie zebezpieczone jest naklejka, druga gwarantujaca oryginalnosc,
znajduje sie na buteleczce.

Dzieki temu, ze jest to spray to jest bardzo wydajne. Stosuje przewaznie wieczorem ale zdaza mi sie tez rano albo w ciagu dnia jak mam warazenie, ze moja skora potrzebuje nawilzenia.

Skin79 ma jeszcze z tej serii mgielke rozana i z zielonej herbaty, moze sie na ktoras z nich skusze, bo ta mi wyjatkowo dobrze sluzy.

Sklad: Water, Alcohol Denat., Butylene Glycol, Glycereth-26, Sodium Hyaluronate, Methylparaben, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodim Citrate, Phenoxyethanol, Citric Acid, Benzophenone-5, Fragrance, Disodium UVEFb Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Punica Granatum Extract, Ascorbic Acid, Hialuronic Acid, Chitosan, Tyrosine, Sodium PCA, CI 15985, CI 19140, CI 17200.  


środa, 26 września 2012

pandorkowo... skorkowa aktualizacja :)

 Musze przyznac, ze bardzo polubilam skorke... na lato jest idealna. Aktualnie mam na niej dwa murano z kolekcji Animal Print i dwa zwierzakowe charmsy. W planach mam dokupienie jeszcze jakiegos zwierzaka to bedzie chyba koniec jezeli chodzi o skorke. Na niej nie powinno byc za duzo elementow.

Leoparda 790943 pokazywalam wam juz tutaj ale jakos przegapilam zeberke 790938
ktora kupilam w miedzy czasie.


Najczesciej nosilam ja w polaczeniu z tym zegarkiem ale samodzielnie tez mi sie podoba. 


Teraz jesienia i pewnie zima bede czesciej siegac po srebrne bransoletki... a na razie tworze nowe "dzielo" ale o tym bedzie innym razem.

wtorek, 25 września 2012

Essiak, ktory zawladnal moim sercem :P

 Nie pamietam u kogo na blogu zobaczylam ten lakier ale jak go tylko zobaczylam to zalaczylo mi sie "haben wollen" ... i polecialam na ebay. Poszukiwania zakonczyly sie sukcesem i tak oto stalam sie posiadaczka kolejnego essiaka :)


Jest to lakier z jakiejs starszej kolekcji. Dlatego ma jeszcze cienki pedzelek. W ogole kupilam go i zapomnialam, zapomniala tez sprzedawczyni, ktora jakis taki dosc dlugi czas pozniej napisala z przeprosinami, ze chyba dala ciala. Ano dala... ale za to wyslala mi dwa essiaki :) ... z tym, ze ten drugi (sexy divide) juz mam, wiec pewnie ten pojdzie do ludzi. 


Hmmm... kolor tego lakieru jest jak dla mnie dosc trudny do zdefinowania. Bo w zaleznosci od swiatla jest to brudny roz... po roz z fioletem a czasami z czerwonym zabarwieniem. I dlatego tez tak mi sie spodobal, uwielbiam takie kolory.


Jak widac na zdjeciu jest to 700 Angora Cardi.


Ma swietne krycie i dobra trwalosc. Pojechal ze mna do uk i wytrzylam wiekszosc mojego pobytu, z tym, ze moje pazurki rosna w niesamowitym tempie i pozniej starly mi sie koncowki... wtedy przestalo to dobrze wygladac.


 Jak widac do pelni szczescia brakuje jednego essiaka i koleczko bedzie zapelnione... a wlasciwie brakowalo, bo Essie z najnowszej kolekcji jest juz w drodze do mnie.


:)

niedziela, 23 września 2012

niekosmetycznie w obrazkach... urlopowe wrazenia... i dlaczego wlasnie uk :)

Czyli z gory uprzedzam, ze jest to post gigant :P

Wiele osob jak slyszalo, z wybieram sie na urlop do uk, patrzylo na mnie dosc dziwnie. No coz... moze nalezaloby dodac, ze wiekszosc to Niemcy a dla nich urlop to plaza w Trucji/Egipcie/Tunezji albo ewentualnie Majorka/Ibiza. Czego ja z drugiej strony nie rozumiem, bo dla mnie bylaby to kara i to dosc okrutna... nie dosc, ze koszmarnie goraco to jeszcze bezczynnosc urlopowa, ktora mnie zabija. Moja szefowa byla 9 dni w Turcji i zachwycona opowiadala jaki to byl wielki hotel i mial tyle atrakcji, ze go w sumie przez caly podbyt ani razu nie opuscili ale no coz... kazdy spedza wolny czas wg uznania. Ja lubie ruch :) ... a do tego brytyjska pogoda mnie lubi, w ciagu tego tygodnia raz musielismy zmienic plany bo tak troszke padalo. Jak na druga polowe wrzenia bylo duzo slonca i calkiem przyjemne temparatury w ciagu dnia, wystarczyl mi lekki sweterek a pod spodem krotki rekawek. I juz pomijajac Szkocje, ktora uwielbiam... to ogolnie do UK strasznie mnie ciagnie, po prostu mnie ten kraj fascynuje :)

Zaczynajac od lewostronnego ruchu, z ktorym zmagal sie slubny ale jak juz pisalam szlo mu to super i po dwoch dniach ja tez sie przyzwyczailam. Na szczescie mielismy navi, ktora co prawda czasami pokazywala prawo a kazala skrecac w lewo i miala dosc irytujacy glos, to jednak ulatwila nam zwiedzanie okolicy, bo jak juz pisalam w Wali nie tak latwo niektore miejsca znalezc... sa calkiem dobrze ukryte. I te ich ronda. Ja co prawda szczecinianka, wiec ronda wszelkiej masci to dla mnie nic nowego ale te angielskie sa po prostu obledne. Z paroma faktycznymi zjazdami i paroma, ktore wlasciwie nie wiadomo czym byly... i przejscia jednego ronda w drugie. Praktycznie kazdy zjazd z drogi zakonczony byl rondem.


Miasta... tez jedyne w swoim rodzaju. W wiekszosci wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia, 
historia na kazdym rogu.

Bath - miasto, ktore zdecydowanie warto odwiedzic.
Uwielbiam brytyjskie ulice, gdzie na drzwiach kroluja kolatki, drzwi maja rozne kolory i domki stoja w rzadkach. Ja rozumiem, ze to moze byc irytujace dla osob miejszkajacych w uk... pomijajac, ze metraz wiekszosci domkow poprostu powala, sa takie maciupkie. Ale ja turystka, wiec pozostane przy kwestii wizualnej a to co widzialam, bardzo do mnie przemawialo. Choc z drugiej strony dziwilo mnie czesto jak wiele domow jest zaniedbanych, z balaganem przed wejsciem i dziwnymi szmatami wiszacymi w oknach. I wcale nie byly to jakies podejrzane dzielnice, tylko domy praktycznie w centrum Cardiff.

Bath
To, ze uwielbiam sie snuc po ulicach to juz wiecie. To najlepszy sposob na odkrywanie miasta... zadne tam wycieczki organizowane i latanie za parasolka. Z tego tez powodu darowalismy sobie Londyn, doszlismy do wniosku, ze przez pare godzin nie zobaczymy za wiele i po prostu przy okazji wybiezemy sie na pare dni tylko do Londynu, taki weekendowy wypad ale z tym poczekamy do przyszlego roku.

Cardiff
Centrum Cardiff warte jest odwiedzenia. Jakby nie bylo to stolica Walii i mozna tu znalezc poukrywane perelki. Tak jak np. Cardiff Market, miejsce niesamowicie urocze, majace swoj klimat... gdzie mozna bylo dostac doslownie wszystko. Ale nawet lazenie miedzy stoiskami dostarczalo wrazen. W centrum znajdziemy tez pare "starych" pasazy ale o nich tez bedzie innym razem.

Cardiff
Zamki... moja milosc. Bez wzgledu na to w jakim stanie, po prostu uwielbiam.

Cardiff
W wiekszosci mozna robic zdjecia w srodku, nalezy tylko pamietac, ze bez lampy wiec dobrze miec wieksze ISO w aparacie. I naprawde odradzam robienie zdjec z lampa, w pokojach znajduja sie czujniki, ktore reaguja na blysk... wiec lepiej uniknac nieprzyjemnej sytuacji. Natomiast pracownicy tego typu obiektow, to przewaznie jednostki bardzo sympatyczne i chetnie wdajace sie w pogawedki. 
 

Dla mnie sam kraj jest piekny, ma niesamowite miejsca i wszystko to co lubie. Czyli pelna dzicz, gory, lasy, zamki... juz nie wspominajac o oceanie. Jednym z takich miejsc jest Brecon Beacons National Park. Idealne dla osob lubiacych wedrowki i gorzyste tereny, dodatkowa atrakcja jest Elan Valley, czyli ponad stuletni kompleks tam i zalewow... cos niesamowitego ale o tym kiedys jeszcze napisze.


Wiewiorki... te tez sa wszedzie. Ogolnie uwazane za szkodniki ale jak dla mnie sa przeurocze i lubie je w kazdym wydaniu kolorystycznym.


I owce... te tez byly wszedzie ale to akurat nic nowego, w Szkocji pare razy musialam wysiadac z auta, zeby pogonic towarzystwo lezakujace na srodku drogi. Te walijskie nie byly tak bezczelne ale za to potrafily sie nagle pojawic w kadrze, tak jak ta na zdjeciu ponizej. Podrozujac po uk nalezy pamietac, ze wiele drog nie jest publicznych a sa to wlasnie drogi prowadzace przez rozlegle pastwistka i tam mozna spotkac wszelka zwierzyne blakajaca sie po drodze, wiec lepiej zachowac ostroznosc. Krowy na przyklad sa srednio chetne do wspolpracy i czesto posiadaja rogi :P


Znalazlam tez pare nowych przysmakow :) ... ja co prawde ostrozna jestem jezeli chodzi o "nowosci" ale z drugiej strony lubie tez sprobowac cos innego. Szczegolnie jak sprawdze, ze skladniki sa jak najbardziej bezpieczne ( bo ja wybredne stworzenie jestem) 
 ;)


Dzemy, konfitury, marmdelady... jak zwal tak zwal ale w wielu przypadkach po prostu bajka. Szczegolnie te z manufaktur i lokalne produkcje. Ze soba przywiozlam rabarbar z wanilia. Do nalesnikow bedzie swietnie pasowal :D


Najprostsze ciastko swiata, ktore po raz pierwszy sprobowalam w markecie, ktory wam wyzej pokazywalam. Tam tez byly robione na miejscu, wiec dostawalo sie jeszcze cieple. Raj w paszczy. Te akurat byly z rodzynkami ale z tego co widzialam wystepowaly w roznych wariacjach i sa to wlasnie typowo walijskie ciasteczka. Najlepiej smakuja jak sa cieple z malsem albo dzemem ale w pojemniku mozna je przechowywac wiele dni i nie traca na smaku ani jakosci. Poniewaz u mnie niedostepne, to wyszukalam przepis w internecie i musze przyznac, ze sa tak banalnie proste do zrobienia ale zobaczcie same.


To jest co prawda przysmak od sasiadow i jest to produkt "zastrzezony regionalnie" ale mozna go dostac praktycznie wszedzie. Tak wiec nie wszystko co tak wyglada, bedzie sie nazywalo Cornish Pasty ale jakby nie bylo smakowalo mi to niesamowicie, podstawa zeby "pierog" byl cieply. Jak juz fastfood to przynajmniej taki ;)
"Pasty" to tradycyjne nadziewane ciasto zapiekane na kształt dużego, 
pękatego pieroga z obowiązkowym karbowaniem.
I jak sie okazuje zrobienie takiego pieroga tez wcale nie jest skomplikowane a nafaszerowac mozna go wszystkim co nam przyjdzie do glowy, w zaleznosci od tego co lubimy.


Na koniec moj ulubiony sok jablkowy. Jak dla mnie ideal i juz za nim tesknie ;)


Brytyjska kuchnia wcale nie jest taka zla i ma wiele ciekawych potraw... to nie tylko fish & chips i prawde mowiac dla mnie osobiscie jest ona o wiele ciekawsza jak kuchnia niemiecka.

Jest jeszcze wiele miejsc a UK, ktore chce zobaczyc, wiec pewnie jeszcze nie raz tak wroce. Dawno tak dobrze nie odpoczelam jak na tym wyjezdzie, mimo ze nie bylo czasu na lenistwo i wykorzystalismy kazda minute. A poniewaz juz pisalam, ze bede was meczyc brytyjskimi postami, to jeszcze pare sie pojawi... wkrotce.

***

A od jutra czeka mnie powrot do pracy i wstawanie o 6... tym razem przychodzi mi to wyjatkowo ciezko i mimo, ze lubie moja prace to mam lenia giganta i wcale mi sie nie chce.

:P

Ombré Hair... czyli Préférence Wild Ombré od L'Oréal

 Wczoraj wpadla mi w oko nowosc, ktora ma sie wktorce pojawic w sklepach, na razie znalazlam ja tylko na amazonie. Jest to zestaw z L'oreal do samodzielnego wykonania "ombre hair". Ostatnio efekt ombre pojawia sie coraz czesciej, glownie na paznokciach ale widzialam tez sciany z takim efektem... teraz przyszedl czas na wlosy.


Ja wiem, ze pewnie czesci bedzie sie to podobac... innym nie, bo w koncu nie musi. Mnie zainteresowalo z jednego powodu. Natychmist stanela mi przed slepami wizja rozjasnionych koncowek wlosow... bo problem roznicy w kolorze gdy farbuje sie na ciemny kolor, jest pewnie wielu osobom znany i ogolnie dosc trudno cos samej zrobic. A zestawy do pasemek bywaja podstepne i tez nie daja tego co by sie chcialo osiagnac. 


Ciekawa jestem jak sobie ten produkt poradzi na wlosach, ktore sa od lat farbowane i to w sumie bez roznicy czy farba ma amoniak czy nie. Z drugiej strony "gwiazdy" tez ciagle zmieniaja kolor, wiec naturalne to one nie sa. Pozostaje pytanie, czy da sie taki efekt uzyskac w domu, czy trzeba isc do fryzjera.


Bardzo mi sie podoba ombre u mojej ulubienicy Kate. I efekt na zdjeciach, ktore znajduja sie ponizej podoba mi sie o wiele bardziej jak ten z reklamowych zdjec firmowych, gdzie jak dla mnie roznica miedzy gora a dolem jest troche za duza.


Jak widac "ombre" jest dosc popularne i to juz od jakiegos czasu. Przesadzic mozna zawsze ale na przyklad Jessica Biel swietnie wyglada i efekt jest dosc naturalny. Wlosy cmokniete przez slonce :)


Co prawda obiecalam sobie, ze nie bede wiecej eksperymentowac na moich kudelkach ale nie powiem ta farba mnie kusi i moze jej sie blizej przyjrze. Znalazlam filmik L'oreal, ktory pokazuje zastosowanie... podoba mi sie jak wyglada modelka na koncu filmiku ale na ile jest to efekt farby "Wild Ombre" a na ile obrobki, lub innych zabiegow fryzjera, ktore mialy miejsce poza kadrem :P ... aczkolwiek na YT bedzie pojawiac sie z czasem coraz wiecej filmikow, wiec bedzie mozna zobaczyc cos obiektywnego.


:)