piątek, 29 listopada 2013

kultowy korektor Lasting Perfection Collection

 Produkt ktorego nie trzeba przedstawiac. Slyszeli o nim juz chyba wszyscy, choc jak wiadomo dostepnosc kiepska... kosmetyki Collection dostepne sa w uk.


 Zdecydowalam sie na dwa odcienie. Jeden na lato, drugi na zime a w miedzyczasie moge sobie oba mieszac wg potrzeb. Wyprodukowany w Chinach, na opakowaniu nie ma informacji ile produktu mamy w opakowaniu. Wazny 12 miesiecy po otwarciu.


Korektor jest dosc gesty, kremowy ale bardzo przyjemny w uzyciu. Do tego swietnie kryje, dobrze zlewa sie ze skora i jest trwaly. Po paru uzyciach zrozumialam skad taka wielka popularnosc tego produktu. Za niewielka cene mamy faktycznie swietny korektor a te jak wiadomo sa na wage zlota ;) ... z tym, ze nie wiem jak sprawdza sie pod oczami przy problemach typu cienie, poniewaz takich nie posiadam.


 Odcienie jak dla mnie idealne. Fair potrafi ladnie rozjasnic. Wiem, ze sa osoby, ktore uzywaja tego korektora jako bazy pod cienie... ja na razie nie probowalam czy makijaz na takiej bazie bedzie sie u mnie trzymal ale jak bede miala wiecej wolnego i natchnienie to sprobuje. Z czystej ciekawosci :)


Jak dla mnie warto w nie zainwestowac, nawet jezeli laczy sie to ze sciaganiem go z uk. 
Jest wydajny, wiec na dosc dlugo wystarczy. Jedyne co mnie lekko irytuje... to to, ze jedno z opakowan brudzo mi palce. Napisy sa juz praktycznie niewidoczne, za to na mojej skorze trzymaly sie swietnie :P



wtorek, 26 listopada 2013

srocze blyszczydla... top 5 :)


 Lu mnie ostatnio spytala, czy moglabym pokazac moje ulubione blyszczyki. Nie ma problemu... choc akurat w przypadku blyszczykow jestem dosc monotematyczna kolorystycznie i trzymam sie ulubionych firm.

Ogolnie wiadomo, ze ja jestem blyszczykowa choc moja "kolekcja" jak na razie bardziej sie kurczy jak rozrasta. Zuzywam i na razie nic nowego nie otwieram... ani nie kupuje.


To jest moja piateczka. Wszystkie bardzo lubie i czesto po nie siegam.

  •  Dior Addict Lip Polish 004 ten byl akurat z LE ale mialam wszystkie trzy z regularnej sprzedazy... uwielbiam aplikator i sam blyszczyk dajacy cudna bezdrobinkowa tafle. Jest wyjatkowo trwaly i swietnie pielegnuje moje usta.  
  •  Lancome Fever Gloss nr 324 ... w sumie wlasnie od feverkow zaczela sie moja milosc do blyszczykow. Sa po prostu rewelacyjne i bardzo duzy smuteczek, ze Lancome porzucilo ta linie. Cala reszta do piet im nie siega.
  •  Dior Addict Crystal Gloss 087 to kolejny blyszczyk tej firmy ktory uwielbiam. Ogolnie lubie takie zleki, swietnie wygladaja na ustach a do tego mozna je uzywac wg uznania na pomadkach w celu nadania im blasku :)
  •  Chanel Levres Scintillantes 437 to moj pierwszy i jedyny blyszczyk z tej firmy. Jakos do tej pory mnie nie ciagnely, choc pare pary testowalam. Tak ten bedacy czescia LE od razu rzucil mi sie w oko i jak to w przypadku limitowanych produktow bywa, lepiej od razu lapac bo potem mozna wiecej nie spotkac. Dlatego po tym jak sie nim pomyzialam i pokochalam... tak nabylam droga kupna. Cudny malinowy zelek... idealny na lato :)
  • Givenchy Le Gloss Revelateur De Liv 34 to dosc wyjatkowy produkt. Zalicza sie do tej grupy kosmetykow, ktora dopasowuje sie na naszej skory, w tym przypadku do naszych ust. Bezbarwny w opakowaniu z intensywnie rozowym pedzelkiem na ustach nabiera delikatnego koloru a wlasciwie podkresla nasze usta. U mnie daje delikatny roz. Bardzo lubie... cudnie pachnie i jedyne co moglabym mu zarzucic,  to ze wylazi z opakowania. Co prawda upackane jest tylko szyjka i zakretka w srodku ale ja nie lubie takiego czegos. Diorowe blyszczyki tez maja czasami ta przypadlosc. 
 ***

Wszystkie blyszczydla pokazywalam juz na blogu, lacznie ze swatchami... 
zawsze mozna przekopac archiwum i poczytac wiecej na ich temat. 

 

niedziela, 24 listopada 2013

TAG: Kierowcą Być

Dzis mam cos zupelnie innego. Czyli kolejny TAG i tym razem nie ma nic wspolnego z kosmetykami ale w koncu od czasu do czasu mozna cos innego poczytac, w koncu nie samymi kosmetykami czlowiek zyje ;)

Autorem tego TAGa jest Operator czyli druga polowa Aggie81irl :) ... filmik mozecie zobaczyc tutaj.


1. Za którym razem zdałaś/eś prawo jazdy?

Za pierwszym razem. Zdawalam tutaj w Niemczech. Testy mialam po polsku. A jazda... no coz, tu to wyglada o wiele bardziej normalnie. Egzamin zdaje sie na aucie, na ktorym uczylo sie jezdzic. Instruktor siedzi obok, egzaminator z tylu. Nie ma idiotycznego placu, po prostu w trakcie jezdy trzeba wykonac podany manewr (sztuk 1) np. ruszyc pod gorke, albo zaparkowac.

2. Ile lat masz już prawo jazdy?

9 lat

3. Jakie kategorie prawa jazdy posiadasz?

B

4. Jakim samochodem odbyłaś/eś swoją pierwszą samodzielną jazdę?

O ile dobrze pamietam to byl Renaut Clio.

5. Za co dastałeś/aś pierwszy mandat?

Przekroczenie szybkosci... wtedy tez dostalam moj pierwszy i jedyny punkt.

6. Twój ulubiony zapach do samochodu.

Nie cierpie zapachow w samochodach :P ... za to kocham zapach nowych aut.

7. Jaki rodzaj muzyki suchasz jeżdząc autem?

Przewaznie radia. Jezeli chodzi o CD to jest to glownie Trance i House, aczkolwiek wiekszym sentymentem darze starszych wykonawcow, z czasow mojej szalonej mlodosci heh...

8. Co jest dla ciebie "Must Have" w twoim aucie?

Okulary sloneczne. Bez nich jestem jak kret, bez wzgledu na to czy to lato czy zima. 
Jedne mam zawsze w aucie.

9. Jak często sprzątasz swoje auto?

Coraz rzadziej. Z roznych powodow ale u mnie w aucie ogolnie jest porzadek, zagracone auta dzialaja mi na nerwy. Tylko kurz sie zbiera ;)

10. Jaka była twoja najdalsza podróż samochodem jako kierowca?

Hmmm... z Holandii do Polski... w poprzek przez cale Niemcy. Noca. Bez prawka :O ... rano trzeba bylo do pracy a jedyna "kierownica" sie czyms strula i zoladek jej wysiadal. Z tym, ze jezdzic juz potrafilam :P

11. Czy zdarzyo ci się kiedyś złapać gume i zmieniać przebitą oponę?

I tak i nie... mam opony, ktore nawet jak sie je przebije to mozna jechac dalej. Gwozdzia pieknego juz kiedys wyhaczylam, auto mnie poninformowalo, ze spadlo mi cisnienie w oponie... moje sie za to dzwignelo. Wyrwalam bladym switem slubnego ze snu ale jak sie okazalo dojechalam do pracy, wrocilam do domu bez dodatkowych problemow.

12. Mapa papierowa czy nawigacja?

Nawigacja.

13. Czy lubisz podróżować jako pasażer?

Pod warunkiem, ze za kierownica siedzi slubny. Potrafi jezdzic wszystkim i wszedzie.

14. Preferujesz spokojna czy szybką jazdę autem?

Powiedzialabym inaczej. Dynamiczna. Nie musze na autostradzie jechac 250 km/h ... wystarczy mi 160 - 180 km/h :D ... to samo dotyczny innych drog, choc oczywiscie dopasowuje predkosc do drogi hehe...

15. Czy zawsze zwracasz uwagę na znaki? 

Z tym bywa roznie. Jak chyba wiekszosc kierowcow jezdze na pamiec ale jak nie znam drogi to patrze dokladnie co tam na poboczu stoi.

16. Co najbardziej denerwuje cie u innych kierowców?

Oooo... bezmyslnosc i bezdenna glupota. I zwiazane z tym narazanie zycia innych. 
Z tym, ze cos czego nienawidze to jak ktos wymusza na mnie pierszenstwo i idiotow, ktorzy zapominaja, ze lewy pas na autostradzie sluzy tylko do wymijania.
No i slimakow... do szalu mnie doprowadzaja :P

17. Jaką porą roku najbardziej lubisz jeździć autem i dlaczego?

Kazda. Po prostu kocham jezdzic autem, dlatego tez tak lubie moja prace ;)

18. Jazda w dzień, czy w nocy?

Ogolnie wole w dzien. W nocy tez moge jest tylko jedno ale... naprawde czlowiek mieszkajacy w miescie nie zdaje siebie sprawy ile zwierzyny paleta sie po drogach, majac to do siebie, ze przed autem pojawiaja sie nagle. Od jeleni, saren, dzikow... poprzez lisy, borsuki, zajace, jeze, wiewiorki... do mysz i zab. Ptactwo tez sie zdaza... sowy, bazanty, labedzie, dzikie gesi plus te wszystkie male, ktore moglabym wyliczac do jutra. Kiedys czapla mi przebiegla po masce, bo nie udalo jej sie tak szybko wzbic w powietrze jakby chciala. A to jest dla mnie chyba najwiekszy horror, jakby zwierzak mial stracic zycie pod kolami mojego auta. Zmierzch, polnoc i blady swit to sa pory gdzie oczy trzeba miec dookola glowy.

19. W czasie upału otwarta szyba czy klimatyzacja?

Klimatyzacja... tylko i wylacznie. Prawde mowiac czasami sie zastanawiam jak sie to wczesniej dawalo wytrzymac z otwartymi oknami. Lep urywa i ten halas... okropnosc. Choc czasami wietrze auto otwierajac wszystkie okna ale wtedy jade przez miasto i to przewaznie wieczorem, no i powoli.

20. Jaki jest twój wymarzony samochód?

Jak to typowa kobieta... co tydzien chcialabym inny, 
aczkolwiek jak zwykle ciagnie mnie do wysokiej polki ;) 
np. Maserati Quattroporte, Porsche Panamera, Ford Mustang GT 500, Audi R8, BMW X4


sobota, 23 listopada 2013

mydelko peelingujace Mythos :)

 Od jakiegos czasu wpadlam w manie peelingowania. Musze przyznac, ze ogolnie podchidzilam do tego po macoszemu i nie moglam jakos zmusisc sie do regularnego uzywania. Na pewno przyczyna byl tez brak porzadnych produktow, bo jak juz wam pisalam u mnie jest dosc mizerny wybor, szczegolnie jezeli chodzi o takie bardziej naturalne produkty oraz peelingi solne czy cukrowe. Teraz to sie zmienilo. Oprocz tych wszystkich smakowitych rzeczy z Polski mam tez produkt, ktory dostalam od firmy Flax.


Wsrod tego co sobie wybralam znalazlo sie tez mydelko z blonnikiem. Oprocz kokosowego jest to jedyne mydlo w kostce jakie uzywam. I siegam po nie nawet dosc czesto. Szczegolnie wtedy jak nie mam czasu na rytual z pachnacym apetycznym peelingiem a chcialabym sie troche pozdzierac pod prysznicem, to to mydlo jest dla mnie dobra alternatywa. 


Kostka ma zatopione wlokna gabczaste, ktore powoduja, ze mydelko calkiem dobrze zdziera, pubudza i oczyszcza skore. Wg producenta poprawia krazenie (jak sie wymasujemy to logiczne) ... dziala przeciwko rozstepom, antycelulitowo. Nadaje sie do wszystkich rodzajow skory.


Na powyzszym zdjeciu sklad dla zainteresowanych. Mydelko wazy 100g ... przyjemne w uzyciu, choc wiadomo jak to mydlo, tez potrafi sie wyslizgnac z reki. Nie wiem jak bedzie z wydajnoscia, na razie uzylam pare razy i nie za bardzo go ubylo, wiec wyglada to calkiem dobrze. Zapach ma hmmm... jak to mydlo, kojarzy mi sie troche z pewnym mydelkiem sprzed lat, aczkolwiek jest to przyjemny i nienachalny zapach.


Wlokna funkcjonuja juz od pierwszego mycia i jest ich calkiem sporo, dlatego tez jak juz pisalam, dla mnie calkiem dobrze zdziera. Skora po umyciu az piszczy ale nie dlatego, ze jest taka sucha ;) ... tylko ma sie wrazenie, ze jest dobrze oczyszczona.


Jedyne co musze zrobic to uzyc masla lub basamu do ciala. Bez niego niestety nie przejdzie ale to tez wina twardej wody i ja sie ogolnie lepiej czuje jak jestem nasmarowana, wtedy nie trzeszcze. 


czwartek, 21 listopada 2013

MAC Superslick Liquid Eye Liner... z bliska :)


 Ogolnie nie jestem fanka takich linerow. Glownie dlatego, ze po prostu nie potrafie ich oblsugiwac. Zawsze mam roznice miedzy prawym i lewym okiem, co doprowadza mnie do szalu. Do tego zasycha z predkoscia swiatla i wcale nie jest tak latwo zrobic poprawki. Potem wyglada to wszystko coraz gorzej ;)

Kiedys MAC mial taki liner z pedzelkiem. Pisalam o nim... to tez byla dla mnie porazka. Takie pedzelkowe kompletnie sie dla mnie nie nadaja. Ten dostalam w paczuszcze niespodziance od Marti. Podumalam nad nim troche a poniewaz mialam wtedy urlop, to moglam sobie potestowac. Stwierdzilam, ze jak mi nie wyjdzie to po prostu zmyje.


Tu mamy spiczate zakonczenie... nie mam pojecia z czeko jest to wykonane ale w uzyciu jest to o wiele przyjemniejsze jak pedzelek. I choc sie namachalam i nameczylam... to wydaje mi sie, ze jakbym sie uwziela i pocwiczyla, to moze bym go opanowala. Problemy mam jak zawsze z zewnetrznymi kacikami. 


Kolor jest czarny ale to bardzo intensywna czern. Tego typu linery widac na oku, daja zuplenie inny efekt jak zelowe albo gdy kreske namaluje czarnym cieniem. 


 Trwalosc rewelacyjna. Trzyma sie jak przyklejony ale porzadna dwofazowka potrafi sobie z nim poradzic. Moglabym sie z nim polubic... bo takie lekkie oko z kreseczka bardzo mi sie podoba.


 Bonusik ;)


***

Uuuuu... prawde mowiac nie wiem gdzie mi ostatnie dni przelecialy. Pourlopowy powrot do pracy byl tym razem ciezszy jak ostatnio. Padam na ryjek... chodze i ziewam tak, ze moglabym slonia polknac. Wolne mam gdzies na horyzoncie, trzy dni musze jeszcze przezyc ;)



niedziela, 17 listopada 2013

korektor w pisaku YSL Touche Eclat

 Produkt juz chyba kultowy, nie trzeba go za bardzo przedstawiac. Ja kiedys... dosc dawno temu kupilam pisaczek z YSL ale wtedy kompletnie mi nie podszedl. Nie pamietam juz co bylo nie tak ale cos bylo. I tak na dluzszy czas zupelnie o nim zapomnialam. Z tym, ze jakis czas temu musialam pomyslec o nastepcy mojego ukochanego pisaka z RBR. Co prawda teraz mam sklep online ale jak kupowalam YSL to jeszcze nie bylo. Obmacalam wszystkie mozliwe co mi sie pod palce nawinely i tak w ktoryms momencie stanelam przed szafa YSL. No coz... jak widac wygral ;)


2,5 ml produktu zamkniete w zlotym opakowaniu. 


Wybralam dosc jasny odcien - 2,5 Vanille Lumiere ... i to co mnie przekonalo, 
to jego lekka forma i bez jakichkolwiek drobinek.


Opisywac dzialania chyba naprawde nie trzeba, aktualnie prawie kazda firma bez wzgledu na polke ma cos takiego w ofercie. 


Jak  widac jest to cudny jasny bez. Dokladnie takie kolor jak chcialam i bardzo podobny do RBR. Ja nie mam nic specjalnego do zakrycia i ktos kt bedzie szukal porzadnego krycia, na pewno sie w tym przypadku zawiedzie. Natura oszczedzila mi workow i cieni pod oczami ale wiadomo jak sie ta okolice rozjasni to oko od razu lepiej wyglada.I tak tez uzywam ten korektor... w calu nadanie swiezosci :)


Drugie podejscie jest jak najbardziej udane. Z tym, ze nie wiem co zrobie jak bedzie sie zblizal do konca. Czy przekona mnie na tyle, zebym kupila go po raz kolejny... czy wroce do RBR, ktory w dalszym ciagu jest moim fawortem. 


czwartek, 14 listopada 2013

czekoladowa rozkosz z pazurem ;))

 Ostatnio otworzylam szufladke ze smakolykami na jesien, ktore zdobylam dzieki Marti (:*) ... i dlugo zastanawialam sie od czego by tu zaczac. Poniewaz firma Organique szalenie mnie interesuje o czym wam juz pisalam to postanowilam, ze bedzie to produkt od nich. I coz pasuje lepiej na jesienne wieczory domowego spa jak nie czekolada :)


 wg producetna: wygładzający peeling cukrowy z aromatyczną czekoladą. Doskonale przygotowuje skórę do zabiegów relaksująco-ujędrniających. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza i odświeża skórę. Dzięki zastosowaniu wyciągu z kakaowca, kompleksu STIMU-TEX® oraz masła Shea i olejów naturalnych działa odżywczo, wzmacniająco i ujędrniająco. Pozostawia skórę aksamitnie gładką i pięknie pachnącą.


W plastikowym sloiku mamy 200 ml cukrowego peelingu. Nie wiedzialam jak sie bedzie sprawowal ale zapach oczarowal mnie od pierwszego nichniecia. Nie jest za mocny, przede wszystkim naturalny... pachnie dla mnie jak goraca czekolada ale w koncu w skladzie mamy kakao. Jezeli chodzi o nakladanie i ogolnie uzywanie, to stwierdzilam ze lepiej bedzie mi sie sprawowal pod prysznicem, gdzie siedze w akwarium... w przypadku wanny upackalam radosnie aczkolwiek nie bylo to czynem zamierzonym, praktycznie wszystko dookola. Wanne, sciany, podloge i chodniczek (jasno kremowy) ktoremu raczej nie sluzy tlusta czekolada.


Ogolnie produkt bardzo przyjemny w uzycie, choc zdaje sobie sprawe, ze nie kazda bedzie sie lubila z ta tlustawa konsystencja. W koncu zaraz na poczatku skladu mamy olej sojowy. Ja go uwielbiam i wcale mi to nie przeszkadza a wrecz przeciwnie. W koncu nie musze po wyjsciu z wanny smarowac sie dodatkowo balsamem/maslem. W zwiazku z tym, ze wode mam bardzo twarda o czym juz pare razy wspominalam, wymazanie sie czyms nawilzajacym to podstawa. Nie cierpie uczucia napietej i suchej skory, wtedy trzeszcze i mam wrazenie, ze pekam w szwach ;)


Krysztalki cukru maja jak dla mnie odpowiednia wielkosc, peeling zdziera porzadnie ale mimo wszystko nie jest brutalem. No i oczwiscie wrazenia zapachowe dopelniaja calosc.Nie wiem jak bedzie z wydajnoscia ale wydaje mi sie, ze calkiem ok... uzylam go na razie dwa razy i jeszcze na pare przyjemnych spotkan mi wystarczy.

Szalenie zazdroszcze wam bezproblemowego dostepu do tak dobrych i ciekawych kosmetykow.
 Ja juz sie nie moge doczekac az bede mogla pouzywac reszte. 

A na razie uciekam pod prysznic... z moim pilindzkiem (Digg :*)
 ;)


wtorek, 12 listopada 2013

L'oreal Skin Perfection Serum... i dwie inne propozycje z tej samej stajni ;)

 Pielegnacja drogeryjna to u mnie rzadkosc ale jak zobaczylam kiedys przypadkiem nowosc L'oreala, to przystanelam... pomacalam, powachalam i doszlam do wniosku, ze moze warto to przetestowac. Skin Perfection to cala seria, mnie wpadlo w oko tylko serum, bo ja ogolnie lubie sera.


 Wg producenta: Serum odżywia zmęczoną skórę.  Przywraca jej elastyczność i zdrowy wygląd.  Redukuje powstałe zmarszki i oznaki zmęczenia.  Zmniejsza widoczne pory, poprawia teksturę i wyrównuje koloryt skóry.  Serum idelanie nadaje się do stosowania na twarz, szyję oraz dekolt. Produkt zwiększa napięcie skóry w tych miejscach.


 Pojemnosc to 30 ml w opakowaniu z praktyczna pompka. Cena to cos kolo 12€. 

Serum jest lekkie o typowej dla tego produktow konsystencji. Ma lekki perlowy polysk i delikatny zapach. Przyjemnie rozprowadza sie po skorze i szybko sie wchlania, pozostawiajac twarz napieta i gladka a przy tym mila w dotyku. Oczywiscie serum ma w skladzie silikony ale przy dluzszym uzywaniu twarz naprawde zyskuje na wygladzie. Ja to serum stosuje rano jako baze pod podklad. Swietnie sie do tego nadaje. Lekko rozswietla i podklady dobrze z nia wspolpracuja. 

 Sklad wiadomo nie jest jakis porywajacy ale osoby, ktore nie przywiazuja duzej wagi do skladnikow a reczej do tego czy serum sie do skory nadaje... to moga wyprobowac. Ja je chwilowo odstawilam ale z zupelnie innego powodu, natomiast uwazam, ze wsrod drogeryjnych produktow to jest to jeden z tych, ktorym warto sie przyjrzec.

water, cyclohexasiloxane, glycerin, alcohol denat., sodium tetrahydrojasmonate, ppg-15 stearylether, dimethicone, bis-peg/ppg-16/16 dimethicone, polysilicone- 11, dipropylene glycol, polymethyl methacrylate, ammonium polyacryldimethyltauramide/ ammonium polyacryloyldimethyl taurate, hydroxyethylpiperazine ethane sulfonic acid, eperua falcata bark extract, dimethiconol, sodium hyaluronate, inulin lauryl carbamate, adenosine, poloxamer 338, disodium edta, hydroxyethylcellulose, caprylic/capric triglyceride, lens esculenta seed extract, lentil seed extract, xanthan gum, dextrin, phenoxyethanol, ci 77891/ titanium dioxide, mica, linalool, alpha-isomethyl ionone, limonene, citral, citronellol, parfum

 Mnie zainteresowalo co innego. A chodzi mi dokladnie o te dwa wymienione skladniki, ktore powtarzaja sie w dwoch innych produktach. Jednym wysokopolkowym i aptecznym. Dlatego wydaje mi sie, ze warto o tym wspomniec, w ten sposob kazda z nas moze znalezc takie ktore bedzie jej odpowiadalo. Do tego jakby nie bylo wszystkie trzy firmy naleza do jednego koncernu.
  
Lancôme Visionnaire Correcteur Fondamental LR 2412 4% to pierwszy kompleksowy korektor cery. Kosmetyk zawiera innowacyjną molekułę LR2421, która potrafi przemieszczać się do wszystkich warstw skóry, wywołując przemiany tkankowe - stymuluje tym samym produkcję podstawowych składników skóry. Lancôme odtwarza strukturę skóry, spłyca zmarszczki, zmniejsza widoczność porów i ujednolica cerę. Ma jedwabistą konsystencję, przyjemny, lekko różany zapach i nadaje się do każdego rodzaju cery.Może być używane jako serum na noc, na dzień, jako baza pod makijaż albo samodzielny kosmetyk pielęgnujący. 

 Water, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Alcohol Denat., C12-15 Alkyl Benzoate, Sodium Tetrahydrojasmonate, Dipropylene Glycol, Polysilicone-11, Dimethicone, Bis-PEG/PPG-16/16 PEG/PPG-16/16 Dimethicone, Polymethyl Methacrylate, Ammonium Polyacryldimethyltauramide/Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Titanium Dioxide, Mica, Sodium Hyaluronate, Hydroxycellulose, Phenoxyethanol, Adenosine, Argilla/Magnesium Aluminum Silicate, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Disodium EDTA, Tetrahydrojasmonic Acid, Citronellol, Inulin Lauryl Carbamate, Fragrance

To bylo pierwsze serum tego typu (zawierajace molekułę LR 2421 - Sodium Tetrahydrojasmonate) oraz adenozyne, ktora utrzymuje ksztalt wlokien kolagenowych i jest zaangazowana w tworzenie czyli pomaga skorze zatrzymac elastycznosc, uzywana regulanie czyni czyni skore zrelaksowana i gladsza. Wszystkie zawieraja kwas hialuronowy.

Hmmm... z tym produktem mialam juz stycznosci. I wtedy bylam wdzieczna, ze posiadam miniaturke glownie dlatego, ze mi to serum robi krzywde. Pisalam o nim tutaj. Zwazywszy na to, ze serum kosztuje ca. 80€ to naprawde lepiej zaczac od miniaturki. Oba sera to od L'oreal i od Lancome sa na bazie alkoholu i maja substancje zapachowe. Co moze wysuszac i podrazniac wrazliwe i suche skory. Dlatego naprawde lepiej przetestowac, choc w przypadku drogeryjnej wersji jak nie podejdzie to nie ma az takiego bolu (finansowego).

Njanowszym produktem na rynku jest apteczna wersja od Vichy czyli dosc popularne ostatnio Idealia Life Serum. Zadania ma takie same jak dwa poprzednie. Z tym, ze nie mamy to alkoholu ani niechcianych a mogacych podrazniach substancji zapachowych. Wiadomo wersja apteczna ma sluzyc takze osobom, ktore maja problematyczne cery. Dodatkowo serum Vichy zawiera (choc z tego co widac gdzies na szarym koncu)
lipohydroksykwas (LHA) czyli pochodna kwasu salicylowego, ktory stymuluje odnowe komorkowa skory, delikatnie zluszcza naskorek, przez co redukuje nieregularny koloryt skory i ulatwia przenikanie skladnikow aktywnych (LHA to skladnik ktory znajduje sie min. w produktach LRP Effaclar K i Duo).

 Aqua, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Isopropy Isostearate, Octyldodecanol, Dicaprylyl Ether, Sodium Tetrahydrojasmonate, Dimethicone, Dipropylene Glycol, Polymethyl Methacrylate, CI 17200/ Red 33, CI15985/ Yellow 6, CI 77891 / Titaniumdioxide, Mica, Carbomer, Sodium Hyaloronate, Sodium Hydroxide, Silica, Phenoxyethanol, Adenosine, Poloxamer 338, Ammonium polyacryldimethyltauramide / Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Disodium EDTA, Capryloyl Salicylic Acid, Polysilicone-11, Parfum

 W zwiazku z tym, ze moja skora ostatnio sprawia mi troche problemow, cos co ciagnie sie od powrotu z urlopu... stawiam chwilowo na apteczna pielegnacje, dlatego tez kupilam serum Vichy i co o nim mysle, napisze za jakis czas jak pouzywam. Wiem tylko, ze krzywdy mi nie robi... zaczelam od probek, ktore mozna dostac w aptece. 
 
 

niedziela, 10 listopada 2013

niekosmetycznie w obrazkach... ksiezycowy krajobraz ;)

 Poniewaz dzis za oknem bylo wyjatkowo paskudnie i ogolnie mialam dzis dzien lenia... to postanowilam sobie torche powspominac i kontynuowac teneryfowa serie.  Moze komus sie pare informacji przyda albo kogos zachece i spedzi nastepne wakacje na Teneryfie :)


Dzis mam dla was zdjecia z jednej z wycieczek. Z tym, ze ja nienawidze biegania za parasolka, wiec u mnie wszystkie wyprawy sa na wlasna reke. Mam gleboko zakorzeniana niechec do wypraw cala banda, autokarem... i niecierpie jak mi ktos mowi gdzie mam isc i co moge zobaczyc i jeszcze czasami co mam jesc. Dla mnie to bylby najwieszy koszmar... toleruje grupy do 6 osob, bo czasami w roznych krajach (np. Tajlandia) nie dalo sie inaczej. Tu na szczescie jest to mozliwe i naprawde za cene takiej wycieczki ca. 30 - 40€ za glowe mozna sobie wynajac auto, tym bardziej jak sie ma hotel w wiekszym miescie... to mozna dostac w korzystnej cenie. Mozna zamowic sobie wczesniej online na roznych stronach, wtedy tez wychodzi taniej. My zdecydowalismy na miejscu, w hotelu byl tylko Avis a nie chcialo nam sie szukac poza hotelem w miasteczku. Po raz kolejny wzielismy najmniejsze auto jakie bylo w ofercie czyli VW UP!, ktorego oczywiscie nie bylo (co nas wcale nie zdziwilo) i dostalismy VW Polo w cenie UP'a... i piec dni z pelnym ubezpieczniem (za takie trzeba doplacic) bez wlasnego udzialu kosztowalo nas ca. 220€. Auto dostalismy i oddalismy z pelnym bakiem... ilosc kilometrow byla nieograniczona i w ten sposob zrobilismy ca. 600 km objezdzajac Tenerfe na wszystkie mozliwe sposoby.


Pelne ubezpiecznie na samochod jest jak najbardziej wskazane... gorskie drogi sa krete, waskie i zdaza sie, ze zza zakretu wykakuje nam autobus liniowy albo inna ciezarowa. A celem naszej wycieczki byl wulkan Pico del Teide. Sama podroz byla pelna wraznien... widoki niesamowite, male miasteczka, ktore z daleka wygladaja na urocze z bliska troche mniej. Tu tez wychodzi luzne podejscie mieszkancow do urody otoczenia. Czesto przy drodze lezaly smieci a budynki mialy odrapana farbe i ogolnie brakowalo jakiegos polaczenia w calosc ale tak tam po prostu jest i nie ma sie nad tym co rozwodzic.
 Wiekszosc drog jest w dobrym stanie aczkolwiek trzeba uwazac i jak sie chce zatrzymac w celu zrobienia zdjec, to warto wyjrzec przez okno jak wyglada pobocze. Na zdjeciu ponizej ktos wlasnie walczyl z roznica wysokosci miedzy droga a poboczem i najzwyczajniej nie potrafil wjechac na jezdnie bez zrujnowania podwozia. Na szczescie w bardzo wielu miejscach sa oznaczone punkty widokowe gdzie mozna wygodnie stanac i podziwiac okolice.


 A jest co podziwiac. W trakcie podrozy w strone wulkanu przejezdzamy przez rozne strefy klimatyczne. Na zdjeciu powyzej to bylo jakos na wysokosci 1200 m wisialy chmury, te chmury o ktorych juz pare razy wspominalam. Otaczaja one przewaznie caly park narodowy wokol wulkanu i miejscami kropi a temperatura spada o 10 stopni. Natomiast troche wyzej... tak na 1500 m mamy znowu piekne niebieskie niebo i bezlitosne slonce.
Zmienia sie tez krajobraz. Robi sie bardziej pustynnie, przypominalo mi to czasami scenerie z amerykanskich westernow. Na ponizszych zdjeciach widac, ze bylam juz powyzej lini chmur. 
 Pico del Teide jest wulkanem czynnym o wysokosci 3718 m n.p.m. ... najwyzszy szyt niemieckich Alp Zugspitze ma 2962 m a Giewnot z 1895 m jest prawie o polowe nizszy. 

Ponizej mamy widok na wulkan z rowniny (cañadas) na wysokosci ca. 2000m. Jak sie patrzy na cala okolice ze szczytu, to wyglada wlasciwie jak olbrzymi krater... wrazenie jest niesamowite. 


Kolejka wjezdza na 3555 m i dla wielu hiszpanow byla to niesamowita frajda, co tez oznajmiali radosnymi okrzykami przy kazdym przejezdzie przy slupach bo wtedy mocniej bujalo ;) ... widok z gory bajeczny i ksiezycowy. Cos niesamowitego i prwde mowiac zdjecia tylko w pewnym stopniu potrafia to oddac. Na gorze bylo +3 stopnie ale w ogole sie tego nie odczuwalo i po zwawym spacerku zdjelam lekki sweterek bo bylo mi goraco. Uwazac tez musza osoby z problemami z sercem i krazeniem, powietrze na takiej wysokosci jest juz rozrzedzone i moze sprawiac problemy. Cena takiej przejazdzki to 25€ za osobe. 


 Bardziej ksiezycowo to juz sie nie da. Mozna sie wdrapac na sama gore ale zapewniam was, ze przy tym powietrzu to wcale nie jest takie proste i czlowiek jest tam zrabany jak kon po westernie... no chyba, ze ma szalona kondycje. Ja takowej nie posiadam, przyciaganie ziemskie mnie pokonalo ;)
Pohasalam dookola po tych sciezkach, ktorymi tam mozna chodzic i to mi wystarczylo. Przede wszystkim my tam za pozno przyjechalismy. Na wspinaczke na szczyt trzeba przyjechac wczesnie, pomijajac czas drapania sie na gore... latwiej wtedy znalezc miejsce do zaparkowania na dole :P
 Po poludniu chmury powoli wciskaja sie na rownine, tworzac klimaty z filmu SF.
 Drogi wydawaloby sie donikad... na wysokosci ca. 2000 m
 Jak juz pisalam wyzej, jest to aktywny wulkan. Ostatni wybuch mial miejsce w 1909 roku. Ostatnia erupcja jak widac na ponizszym zdjeciu z 1798, wtedy tez wulkan wyplul z siebie niesamowite ilosci czarnej lawy.
 A tak wyglada las ;) ... tam bylo calkiem sporo szlakow turystycznych, bo wcale nie trzeba wjezdzac na wulkan kolejka, mozna wejsc. Aczkolwiek to nie sa wyprawy dla kazdego. Piasek wulkaniczny jest lekki i bardzi mialki. Wedrowki po nim sa dosc meczace, zwazywszy na to, ze ciagle znajdujemy sie dosc wysoko.


Mam nadzieje, ze was nie zanudzilam. Ja zdecydowanie bardziej wole takie atrakcje, jak latanie na urlopie po sklepach. Dlatego tez nic stamtad nie przywiozlam* za to mam duzo wspomnien i niesamowita ilosc zdjec :P 

*oprocz okularkow :P

sobota, 9 listopada 2013

co dla kota jest dobre... nadaje sie tez do czyszczenia pedzli ;)

 O rekawicy Sigmy slyszeli juz chyba wszyscy. Owszem fajny bajer aczkolwiek dla mnie jest to gadzet, ktory moze byc przydatny ale zyc bez tego tez mozna, w koncu do tej pory tez pralysmy nasze pedzle. Owszem z tymi do podkladu, korektora i innych kremowych produktow czasami nie jest latwo ale to nie znaczy, ze trzeba koniecznie kupowac kawalek gumy za ponad 40,00€.

Zawsze mozna poszukac gdzie indziej, bo ogolnie pomysl jest zacny, tylko cena niehumanitarna.

 Widzialam, ze wiele dziewczyn korzysta z rekawic do masazu... tez mozna. Z tym, ze ja takiej u mnie nie widzialam ale za to znalazlam na ebayu cos innego, co swietnie sprawuje sie w roli pomocnika. Rekawica o ile w ogole to mozna nazwac rekawica... do czysczenia kotow/psow. Z miekkiej gumy, wygodne w uzyciu i przeliczajac z funta na euro... wyszlo mnie to ca. 5€


Do wyboru mamy dwa kolory... rozowy i niebieski. Banalnie proste a przy tym praktycznie, bo moge ja zsunac z palcow podczas mycia, jak potrzebuje drugiej reki. Dolaczony mamy tez pasek, ktory mozna sobie zalozyc zeby sie lepiej trzymala ale poniewaz pedzle nie gryza i nie uciekaja podczas mycia, to mozna to sobie darowac.


Bardzo dobrze lezy na dloni i ja korzystam glownie z tej duzej powierzchni przy wiekszych pedzlach... mniejsze pedzle mozna czyscic na palcach.
 Taka mini prezentacja. Wiadomo przewaznie myje pedzle w lazience ale tam przy sztucznym swietle nie wygladalo by to za dobrze a nie chcialo mi sie tam wszystkich lamp targac ;)

 Faktycznie przypspiesza to i w jakims tam stopniu ulatwia mycie. U mnie sprawdzilo sie zarowno w przypadku pedzla z RT do podkladu, jak i dosc gestego i wiekowego pedzla z Sephory 43 do bronzera.


Milej reszty weekendu :*