wtorek, 31 lipca 2012

pandorkowo... z zawieszka :)


Tak juz po mnie od jakiegos czasu chodzil jakis element z zawieszka. Chcialam bikolor i poniekad mam... bo kwiatek ma zlote kropeczki i to mi calkowicie wystarczy :)


Poniewaz na jednej z bransoletek mam pare charmsow z kwiatowym wzorem,
 to ten bardzo ladnie sie z reszta komponuje.Tym razem tez kupiony na ebayu ale nie na aukcji, mam dwoch sprzedawcow od, ktorych co jakis czas cos kupie... szczegolnie wtedy gdy w moim ulubionym sklepie online dany charms nie jest dostepny albo jak mi cos wpadnie w oko.


:)

poniedziałek, 30 lipca 2012

look... z granatowa kreseczka :)

 Zeby nie bylo, ze tylko fiolety... to dzis mamy szarosci z granatowym akcentem :)


 Dla mnie jest to jak najbardziej dzienny makijaz, na poczatku wahalam sie miedzy moja maczkowa czworka ale w koncu wybralam piatke Dior 5 Couleurs - 140 Twilight. Kreske zrobilam linerem Catrice w kolorze Nautica, ktory ostatnio pokazywalam tutaj.


 Tak sie prezentuje calosc. Oczywiscie nie moglo zabraknac polowek Ardell 301. Z paletki uzylam glownie granatu i obu szarosci, ktore znajduja sie na gorze. Chcialam zeby mimo wszystko makijaz nie wyszedl za mocno.


Bonusik :)


Liner zauroczyl mnie juz jak robilam swatche do posta ale na oku podoba mi sie jeszcze bardziej. Sliczny, bezdrobinkowy granat... dokladnie taki jak powinien byc :)

co sroce w oko... czyli poszukiwany poszukiwana cz.III :)

 czyli kolejna wersja absurdow rodem z google :)


Ostatnio co prawa sie troche zaniedbalam ale pare rzeczy przy okazji mi wpadlo w oko.


 Na przyklad to, ze znowu ktos chce mi zrobic krzywde, ostatnio byla lapa w przekroju teraz co innego, do konca nie sprecyzowanego ale przyjemnie to sie jakos nie zapowiada.


Ale jak widac wujek google kieruje tez na mojego bloga niespelnionych artystow tudziez chuliganow, co calkiem mozliwe na jedno wychodzi... niestety Big Benem nie dysponuje, wiec nie pomoge.


 Mamy tez milosniczke szpachlowania twarzy... i to jak widac nie jedna. Widocznie nikt im nie powiedzial, ze co za duzo to niezdrowo.


Kibicow tez mamy... tak sie zastanawiam czy to kibic minionych mistrzostw europy czy obecnej olimpiady. Zwazywszy, ze to wyszukiwanie sprzed dobrego tygodnia, to wydaje mi sie... ze to zblakana duszyczka ale wazne, ze kibicuje :) ... bo ja nie :P

Tu daloby sie cos zalatwic, elementy oswietlenia miasta sa mi blizsze (geograficznie) jak wieze z zegarem, aczkolwiek nie wiem czy to tez nie jakis chuligan i potem beda tylko problemy.


Milosnik rogacizny... tak sie zastanawiam czy ta koza miala miec makijaz z Kiko, czy moze maja takie w ofercie, doprawdy prosilabym o wieksza precyzje w formulowaniu, wtedy mozne google naprawde by trafily i przekierowaly na odpowiednia strone, bo ja kozy na stanie nie mam. Za to mam osla i dwa koty ;)


 Brrrr... czasami mam za bujna wyobraznie... chyba, ze ten nalot na oczach to makijaz ale nalot na calych paletkach, to juz troche podpada...


jane... bo wszystko musi powalac, urywac tylek, robic szal i miec unikane pigmenty... ja nie wiem co to za fanaberie... pamietam czasy gdzie hologram byl unikatem samym w sobie a teraz jak nie ma wyskoku z kapci to zaraz sie towarzystwo krzywi...


do tego chyba potrzebne sa % ... intus, znaczy sie "do wewnetrznie" :P


nic dodac.. nic ujac... 


swoja droga sama bym chetnie kupila... te wlosy, najchetniej od razu ze skalpem, bo ten tez mam fanaberyjny ;)


niedziela, 29 lipca 2012

jakis czas temu...

... a dokladnie pod koniec marca, zostalam otagowana. To byl tag "wish list", z produktami, ktore chcialoby sie w najblizszym czasie kupic. Zobaczyc go mozna tutaj.


Przez przypadek szukajac czegos na wlasnym blogu, trafilam wlasnie na ten post i dotarlo do mnie, ze praktycznie wszystkie rzeczy w koncu kupilam... perfumy Illamasqua "Freak", kulki Guerlain Meteorites Perles d'Azur, produkty do wlosow Phyto :) ... i jestem bardzo zadowolona z zakupow, jedynie tuszu Helena Rubinstein Lash Queen Fatal Blacks, ktory kupilam w zestawie jeszcze nie otworzylam, bo mam inne do zuzycia.


 Jedyne czego jeszcze nie kupilam to podklad. Tylko dlatego, ze na pierwsze miescie wybil sie inny, na ktorego pojawienie sie w sklepach czekam z niecierpliwoscia. Jest to nowosc Guerlain... Parure de Lumière. Czyli sadzac po nazwie, dobry kochany parurek w wersji rozswietlajacej. Po prostu marzenie.


:)

bezpieczenstwo skladnikow i moje trzy grosze na temat...

Dzis bedzie troche inaczej. Zaczne od moich trzech groszy. Chcialam sie z wami podzielic pewna strona, ktora nie dosc, ze jest zrodlem wiedzy o skladnikach w kosmetykach, to w koncu ktos wypowiedzial sie konkretnie na temat, ktory mnie juz dosc dawno meczy. A wlasciwie nie temat mnie meczy, tylko nagonka na pare skladnikow kosmetyczych, ktore nie sa mile, potrafia zrobic kuku i mozna ich unikac ale jakby nie bylo, nie taki diabel straszny jak go maluja. Wiadomo chodzi o SLS, parabeny, oleje mineralne i tym podobne kwiatki (link do artykulu znajduje sie nizej). W sumie do tej pory po prostu przymykalam oko, bo kazdy uzywa na co ma ochote i przede wszystkim co mu sluzy !!!. Ostanio szalenie rozbawily mnie pasty do zebow bez SLS'ow i rozne produkty bez parabenow, ktore az sie prosza o wrzucenie pod szklo i przygladniecie sie jakie bakcyle wioda w nich szczesliwe i niczym niezagrozone zycie, pozwalajace im na dowolne roznazanie sie. A my sobie spokojnie to smarujemy na twarz, z czystym sumieniem bo bez "zlego" skladnika. Ale powiedzmy wolnoc Tomku w swoim domku, kazdy ma swoj rozum... z tym, ze czasami mozna sie troche zastanowic i pokopac glebiej.

To wszystko wzielo mi sie z tego, ze nie moge po prostu patrzec na rozprzestrzenianie sie preparatu pewnej firmy... nazwanej przez nia "odzywka", ktora w sumie nie ma z tym okresleniem nic wspolnego. I nagle bojowniczkom "walczacym" o produkty wolne od SLS, parabenow, silikonow, parafiny itp. wcale to nie przeszkadza... smaruja sobie namietnie paznokcie formaldehydem a to, ze to ogolnie substancja zraca, szkodliwa i rakotworcza to drobnostka, bo ma male stezenie. He? ... A producent zapewnia, ze z kazda warstwa produktu wnika glebiej w plytke... po prostu miodzio. Bo stezenie owszem dopuszczalne w kosmetyce ale czy to znaczy, ze bezpieczne. Szczegolnie gdy uzywa sie czesto i dlugo. Przeciez to tak samo przenika przez nasza skore. I efekt, ktory widzimy to nie odzywienie ale paznokiec, ktory traktowany jest wyjatkowym paskudztwem, wiec musi sie bronic... w zwiazku z tym robi sie twardy, tyle na temat magii tego produktu. Wiadomo wszystko dla ludzi ale ten produkt z wasnej woli bede omijac szerokim lukiem.

zrodlo: net

A teraz do rzeczy... polecam goraco zapoznanie sie ze strona www.kosmopedia.org, ja na nia trafilam jakis czas temu gdy poszukiwalam jednego skladnika i uwazam, ze moze troche to wyjasni. Encyklopedia skladnikow, ktora maja na stronie ma 738 hasel. Wiadomo zawsze sie ktos znajdzie, kogo ten lub inny skladnik uczuli... i calkiem mozliwe, ze bedzie to sporo osob, bo niestety coraz czesciej reagujemy na wiele rzeczy alergicznie ale nie dajmy sie zwariowac... nasze mamy i babcie czesto uzywaly gorsze paskudztwa i nikomu od tego nos nie odpadl.





 
Wiadomosci na tej stronie nie wyssal sobie ktos z palca, jest to wiedza osob,
 ktore jak najbardziej znaja sie na rzeczy.



A przy okazji ciekawy jest tez artykul na tej stronie dotyczacy nie testowania na zwierzetach. I o ile produktow (koncowych) nie mozna w EU na zwierzetach testowac, tak substancje chemiczne, ktore potem w tych "nietestowanych produktach" laduja owszem. 

"Dlatego praktycznie nie istnieją substancje chemiczne, 
które ani razu w historii nie były badane na zwierzętach." 

Hmmmm...

Milej lektury.


sobota, 28 lipca 2012

Khadi woda rozana... z bliska :)

 Jednym z ostatnich "indyjskich" zakupow byla miedzy innymi woda rozana. Naczytalam sie o jej wlasciwosciach i stwierdzilam, ze cos takiego tez moglabym nabyc. Wszystko byloby fajnie ale niestety zapach mnie drazni. Woda rozana jest produktem ubocznym produkcji olejku rozanego... i tak tez wlasnie mi smierdzi, jak lekko zgnite popluczyny po rozanych platkach. I nie wiem jak jest w przypadku innych firm ale ta ma niezbyt zachecajacy zapach, co pewnie nie ujmuje jej wlasciwosci. No coz... ja jestem dziwadlo zapachowe i mnie ten zapach po prostu odrzuca a do tego jest szalenie trwaly i trzyma sie na skorze jak szalony. W opakowaniu mamy 210 ml.


Wg producenta:  Woda różana znana i ceniona jest ze swych pielęgnacyjnych właściwości: odświeża, tonizuje, nawilża skórę przywracając jej naturalną równowagę. Skóra staje się elastyczna, promienna i jedwabiście gładka. 
  • Woda różana polecana jest zwłaszcza do cery zmęczonej, szarej, bez wyrazu, dotkniętej pierwszymi oznakami starzenia, gdyż dzięki swemu odmładzającemu działaniu przywraca jej witalność, świeżość i naturalny blask. 
  • Polecana zarówno do cery suchej jak i nadmiernie przetłuszczonej. Reguluje nieprawidłowości wydzielania sebum. Dzięki niej cera sucha stanie się doskonale nawilżona, elastyczna. 
  • Posiada również właściwości ściągające i przeciwzapalne – idealne rozwiązanie dla cery tłustej i mieszanej.
Woda różana dba o dobrą kondycję naszej skóry przez cały rok. Latem pomaga złagodzić podrażnienia wywołane zbyt intensywnym opalaniem, a zimą wspiera odbudowę struktury naskórka naruszonego niskimi temperaturami. Woda różana jest idealnym uzupełnieniem maseczek do twarzy z naturalnych składników.

Sklad: woda, Rosa Damascena


Wode ta mozna tez stosowac do pielegnacji wlosow ale nawet nie mam zamiaru probowac, bo jak na wlosach zapach bedzie sie rownie dobrze trzymal, to chyba mnie cos trafi ;) 

Ogolnie z dzialania jestem zadowolona, moja skora ta wode lubi... na pewno robi jej dobrze. Sprobuje tez uzyc ja razem z maseczka, ktora zakupilam. Na razie przemywam skore wacikiem nasaczonym hydrolatem i to przewaznie rano, przed myciem buzi... daje jej jakis czas ale potem myje, bo nie mam ochoty zeby ten zapaszek snul sie za mna przez nastepne godziny. Dolaczony byl takze atomizator ale prawde mowiac lepsza bylaby normalna pompka, bo ta woda w formie sprayu jest mi zbedna a poniewaz jest wydajna, wiec nakladanie wacikiem najbardziej mi odpowiada. Wiadomo trudno stwierdzic jakies szczegolne wlasciwosci, gdyz woda ta jest czescia mojego "programu pielegnacyjnego" ale caloksztalt tego co aktualnie ze soba robie dziala, bo moja cera jest w wyjatkowo dobrym stanie :)


piątek, 27 lipca 2012

o rzesiskach slow kilka :)


Ostatnio pisalam o moim sprzecie do przyklejania i o tym jak przyklejam, poczytac o tym mozna tutaj. Dzis chcialam tak tylko wspomniec, ze niepowodzenia z montowaniem rzesisk na oku moga rownie dobrze wynikac z tego, ze najzwyczajniej w swiecie rzesy sa do kitu. Wiadomo z tym jest jak ze wszystkim innym, kazda z nas musi znalezc takie co jej beda najbardzej odpowiadac ale naprawde pomijajac sprzet, jest spora roznica w jakosci rzesisk, co ma duzy wpyw na komfort noszenia i latwosc przyklejania. 

W zakladce o rzesach mozna popatrzeci poczytac jak wygladala moja droga przez meki, bo z rzesami walcze juz od jakiegos czasu i byl moment jak mi sie odechcialo, dopoki nie trafilam na te odpowiednie... plus sprzet i to, ze coraz czesciej zakladalam, sprawilo, ze w koncu mam z tym mniejsze problemy ale to oczywiscie nie znaczy, ze przyklejam prawie, ze przez sen ;)

Ponizej mam dosc ekstremalne przyklady ale sa to w sumie bubelki i nie wiem czy kiedykolwiek z nich skorzystam. Oba zestawy pochodza z firmy Red Cherry. Te rzesy sa tanie ale nie zawsze dobrej jakosci. Kupilam je glownie z mysla o jakis specjalnych makijazach na bloga, bo nie sa to rzesy, w ktorych mozna wyjsc do ludzi.


 Te rzesy pieknie sie prentowaly na stronie sklepu i ogolnie ladnie wygladaly, dopoki nie wzielam ich do reki i nie przygladnelam sie im blizej. Co spowodowalo, ze popekaly i niestety niezbyt fajnie to wyglada. Pozatym maja gruby i twardy pasek, co zdecydowanie utrudnia przyklejenie. I jak sie przyjrzy temu paskowi to widac gluty kleju, przez co mam obawy, ze w ogole nie beda sie chcialy dobrze trzymac powieki.


 Druga wpadka byly polowki Red Cherry, na stronie wygladaly "normalnie" i nie przypuszczalam, ze sa tak wielkie. 


 Do tego niezbyt starannie wykonane i takze na grubym, sztywnym pasku.


Dla porownania z polowkami Ardell, ktore tu wydaja sie drobniutkie i niewidoczne a dobrze wiecie jak fajnie i naturalnie prezentuja sie na oku. Bardzo czesto przyklejam sobie polowki Ardell, po chwili zapominam, ze w ogole cos mam przyklejonego ale jak tylko spojrze w lustro to widze efekt, ktory bardzo mi sie podoba. I takie wlasnie powinny byc rzesy. Lekkie i naturalne. 


Dlatego wszystkim osobom, ktore chcialyby sie z rzesami pobawic polecam wlasnie takie na przezroczystym pasku, oczywiscie mozna przyciac wg wlasnego uznania. 


Tu roznica jest juz o wiele mniejsza, obie firmy maja fajne rzesy tego typu. Czarne paski sa przewaznie bardziej sztywne, te lepiej dopasowuja sie do powieki. Nie sa to drogie rzesy. Ja przewaznie kupuje na ebayu amerykanskim albo brytyjskim. Ostatnio kupilam rzesy Ardell w kolorze brazowym, wiec nie musza to byc czarne :)


Jak juz sie chcemy pobawic z rzesami, to warto kupic z naturalnego wlosia i najlepiej te co sa polecane. Ja za opakowanie rzed Ardell, bo te sa moim zdecydowanym faworytem place przewaznie ca. 2,00€ i spokojnie mozna jest przez jakis czas uzywac. Ewentualnie moga to byc rzesy Red Cherry albo ostatnio odkrylam Eylure ale o tych nie moge na razie za duzo powiedziec, moze tylko tyle, ze sa bardzo porzadnie wykonane ale o nich bedzie wiecej w osobnym poscie.

Uzywalam i ciagle jeszcze po nie siegam rzesiska z MAC'a ale te sa drogie i prawde mowiac troche zajelo zanim je oswoilam, do tego trzeba je koniecznie przyciac na dlugosci. Probowalam tez na samym poczatku rzesy Zoeva ale te byly dosc slabe, ja bylam niewprawiona... i nic z tego nie wyszlo. Przygladalam sie rzesom Artdeco, Essence i paru innym firmom ale prawde mowiac zadne z nich nie rownaja sie tym trzem firmom, ktore polecilam. Wiadomo wiaze sie to czesto z zakupem w ciemno ale w tej chwili mozna praktycznie kazdy produkt wpisac w google i dostaniemy spora ilosc zdjec do porownania i na tej podstawie wybrac sobie jakie sie nam spodobaja. 


pan ladny sie zepsul...

... no moze nie tyle zepsul bo zostal szczerbaty. I prawde mowiac mam nadzieje, ze kiedys ja albo futra nie wbije sobie tego zeba w konczyne.


Oczywiscie dalej go mozna uzywac ale nie podoba mi sie fakt, ze w takim tempie gubi zeby :/ ... a ja go tylko czyscilam i to calkiem delikatnie. Zaczelam go uzywac kolo 10.06 ... jak bedzie dalej w takim tempie gubil uzebienie to ja dziekuje pfff... a szkoda, bo calkiem przyjemny w uzyciu. Na szczescie mam moj z Tweezermana i tamten ma porzadnie przymocowane zabki. Tak w ogole to chcialam ten co wypadl wcisnac na swoje miejsce, niestety nic z tego nie wyszlo a "igielka" gdzies mi strzelila i tyle ja widzialam. Nie oczekiwalam po Real Techniques bardzo wiele ale mimo wszystko, mialam nadzieje, ze te produkty maja lepsza wytrzymalosc. Albo mialam pecha i trafil mi sie taki egzemplarz, zobaczymy co bedzie dalej, bo czyscic go musze i nie mam zamiaru obchodzic sie jak ze smierdzacym jajkiem :]

czwartek, 26 lipca 2012

Dior 5 Couleurs Eyeshadow Palette

 Jest to post na zyczenie :) ... wiec bedzie malo tekstu a duzo zdjec. 

Diorowe piatki kocham od dawna, byly to jedne z pierwszych cieni jakie zaczelam kupowac i choc od dluzszego czasu nic mi nie przybylo, to te co mam uzywam w sumie najczesciej. Nie mozna tych cieni porownywac do UD, MAC czy Inglot... bo to zupelnie inna bajka. Dior ma cienie o dobrej jakosci, fajnych kolorach i dobrym nasyceniu dla osob, ktore szukaja gotowych glownie dziennych rozwiazan ale wieloma tymi cieniami mozna spokonie zrobic wieczorowe makijaze. Ja po nie siegam na codzien, kierujac sie mniej wiecej tym co bym chciala na oku osiagnac, bez szukania cieni po kolorach. Wiem, ze tym paletkom moge zaufac, makijaz zawsze swietnie wyglada i dobrze sie trzyma.


Wiekszosc paletek kupilam ale sa tu tez wymiankowe. I nawet jak na zdjeciach tego specjalnie nie widac, to wiele cieni ma juz wglebienia, choc na pewno jeszcze troche potrwa zanim zuzycie bedzie faktycznie widoczne.

  •  844 Misty Mauve (LE)
  • 029 Moonlight (LE)
  •  004 Mystic Smokys (LE)
  • 470 Spring Bouquet
  •  173 Night Butterfly (LE)
  • 140 Twilight
  •  970 Stylish Move
  • 743 Coquette (LE)
  •  169 Purple Crystal (LE)
  • 909 Pink May
  •  790 Night Dust
  • 060 Silver Goddess
  • 370 Secret Charm
 Paletki te w wiekszosci zawieraja perle, lub ewentualanie satyne... matow sie tu nie znajdzie. Wieszosc juz pokazalam na swatchach i w makijazach, wszystko mozna znalezc w zakladce Dior.

 ***
A przy okazji... jakis czas temu do regularnej sprzedazy weszly 4 nowe paletki i musze przyzac, ze dla kogos kto lubi te cienie i chcialby jakies sobie kupic to te 4 sa o wiele bardziej udane jak wiekszosc limitowanych kolekcji, co nam Dior w ostatnim czasie prezentowal. Mi sie bardzo podoba 254... takich niebieskosci w sumie nie mam :P


To byloby na tyle, na wszelkie pytania jak zawsze odpowiem.

PS. na wszelki wypadek, bo zawsze sie ktos znajdzie, wiec odpowiem z gory. Nie wiem kiedy to wszystko zuzyje, jak mi sie nie uda, to dam sie z tym pochowac... krotko mowiac, moja sprawa na co wydaje zarobione przeze mnie pieniadze.

plynny metal od Illamasqua... i moje wrazenia :)


 Liquid Metal byl kolejna czescia mojego "freakowego" zestawu, bardzo bylam ciekawa tego produktu choc wiem, ze do latwych nie nalezy i niestety bywa kaprysny. Z tym, ze jak to czesto bywa, chcialam przekonac sie o tym sama. Kiedys pokazywalam makijaz wykonany kremowym pigmentem tej firmy, dostalam probke od Swirruska i cien ten trzymal sie calkiem dobrze. Z tym, ze ten ma mimo wszystko troche inna konsystencje, co nie ulatwia sprawy.
 Kolor, ktory dostalam to Phenomena. W opakowaniu mamy 1,5g.


 Najlepiej naklada sie go pedzelkiem ze sztucznego wlosia. Przy nakladaniu palcami mamy ryzyko, ze cien znajdzie sie wszedzie dookola a nie tam gdzie powinien, chyba ze wklepujemy go w ruchoma powieke jako cien bazowy ale tu tez lepiej uwazac :)
 Jak widac na skorze jest to zywe srebro. Ten cien ma dosc ciekawa konsystencje, bo jest ona troszke inna jak cieni w kremie... bardziej przypomina mi macowego PaintPota "For Effect".


Tak sie prezentuje na slepiach jako jeden z elementow, tym razem nalozylam go na cienie... ostatnio uzylam jako baze. Nie wiem jak inne kolory, na pewno te ciemne moga byc interesujace ale nie jest to prosty produkt w oblsudze. I tak... niestety ma ta nieszczesna przypadlosc, nakladac trzeba z umiarem i tak sobie mysle, ze na kredce albo na cieniu nalozonym na mokro trzymalby sie lepiej, w przeciwnym razie zaczyna sie dosc szybko, moze nie tyle zbierac, co robia sie w zalamaniu przeswity. Tak jakby zjadal ten cien, na ktory zostal nalozony. Ale ogolnie efekt daje ciekawy, to produkt bardziej na imprezy, bo efekt daje mimo wszystko mocny.


Makijaz i to co jeszcze w nim uzylam pokaze/opisze wkrotce :)