niedziela, 27 grudnia 2015

Smashbox 24 Hour CC Spot Concealer

Jakis czas temu kupilam pare produktow Smashbox i miedzy innymi korektor. Szukalam wtedy czegos porzadnego, trwalego co wytrzyma urlopowe upaly. 


 Smashbox 24 Hour CC Spot Concealer jest wodoodporny, wedlug producenta trwaly i dobrze kryjacy. Ma sobie radzic z przebarwieniami i niedoskonalosciami... nawet do 24 godzin, aczkolwiek (nie-)wiadomo jak to jest z dlugotrwalymi produktami. Nie zdaza mi sie, zebym miala makijaz przez cala dobe na twarzy, wiec trudno to stwiedzic, czy faktycznie tak jest.


 Musze przyznac, ze jest to malenstwo... 2,5ml ale za to dostepny w 8 roznych odcieniach, wiec kazda znajdzie cos dla siebie. Ja zdecydowalam sie na odcien Light/Neutral.


 Korektor sam w sobie jest dosc gesty i faktycznie swietnie kryje ale tez dosc szybko wysycha, wiec trzeba go szybko nalozyc i rozprowadzic tam gdzie chcemy. Zalaczony pedzelek swietnie sobie radzi ale ja korzystam z niego tylko do nakladania, rozprowadzam innym pedzlem. Kolor ktory wybralam jest dosc jasny i teraz pasuje mi idealnie ale jest to tez dosc ciezki produkt, wiec tak mi sie wydaje, ze nie powino sie go stosowac po oczy, bo odlozy sie wszedzie, gdzie tylko bedzie mogl. Natomiast na twarzy swietnie sie stapia i ukrywa wszystko co jest do ukrycia a do tego jest trwaly... i calkiem wydajny.


Kolor to taki neutralny bezyk. Na zdjeciu ponizej widac krycie. 
Mozna by powiedziec, ze to bardziej kamuflaz jak korektor. 


Podsumowujac jest to bardzo fajny produkt jezeli ktos szuka czegos kryjacego, bo wiadomo lepiej ukrywac niedoskonalosci pod korektorem niz siegac po mocno kryjace podklady, ktore robia z twarzy maske. Ten swietnie sprawdzic sie na urlopie... pot i woda mu nie sa straszne a teraz zima tez chetnie po niego siegam jak mam cos do ukrycia.


środa, 23 grudnia 2015

niekosmetycznie w obrazkach... wyspa tysiaca swiatyn oczami sroki cz.1

Wiem, ze pare osob czeka na te posty i bardzo mi przykro, ze tak dlugo kazalam wam czekac ale ciagle mi bylo nie po drodze a nie chcialam tez zrobic tego na odpiernicz. Bali jest tak niesamowity miejscem, ze nie daloby sie tego opisac w jednym poscie. To zupelnie inny swiat i chcialabym go wam przyblizyc najlepiej jak sie da, takze z tej praktycznej strony.

Na wstepie chcialam jeszcze zaznaczyc, ze wybierajac sie w takie miejsce nalezy zapomniec o europejskich standardach i nie porownywac... bo jest to po prostu bez sensu. Najlepiej sie otworzyc i chlonnac ta innosc, w ten sposob pozostana nam wspaniale wspomnienia i zaoszczedzimy sobie rozczarowan. Ja w ogole sie nie nastawiam i w sumie jest to dosc irytujace jak ktos wybiera sie w takie miejsce z glowa napakowana wyobrazen jak to powinno wygladac. Duzy blad. 


Moja wiedza na temat Bali byla przed wyjazdem dosc ograniczona. Co prawda zaopatrzona w przewodnik, znalam pare faktow i obrazkow ale wydawalo mi sie, ze bedzie to mniej wiecej tak jak w Tajlandii. Nic bardziej mylnego... Bali zaskoczyla mnie niesamowicie i bardzo pozytywnie, faktycznie w tej wyspie mozna sie zakochac. Nie oznacza to oczywiscie, ze wszystko jest piekne i cukierkowe... rzeczywistosc mieszkancow bywa dosc ciezka ale prawde mowiac jeszcze nigdy nie spotkalam tak pozytywnie zakreconych ludzi. 
 Jezeli chodzi o planowanie to wszystko zalezy od tego co chcemy i jakie mamy mozliwosci finansowe. Ja ze wzgledu na roznice w czasie z wygody wybralam oferte biura podrozy. Po raz kolejny skorzystalam z holidaycheck.de i moj urlop zamowilam w Neckermann Austria. Warto porownac oferty bo niemiecki Neckermann mial ten sam hotel, w tym samym czasie ale w wyzszej cenie. Jezeli chodzi o przeloty to jestem dosc fanaberyjna i wybieram z maksymalnie jedna przesiadka i do tego zalezy mi zeby przyleciec w miare wczesnie a wyleciec jak najpozniej. Niestety przeloty licza sie do naszego pobytu, wiec szkoda mi tracic czas. Oczywiscie wiaze sie ta z troche wyzsza cena ale jak dla mnie warto. Lecialam z Singapore Airlines do Singapuru i tam mialam drugi lot do Denpasar. Z lini lotniczych jestem bardzo zadowolona. Koce, poduszki i zestaw od Givenchy: skarpety i pasta do zebow ze szczoteczka. Do tego swietne jedzenie, smialam sie ze tucza nas przez te 10 godzin jak swinki przed ubojem. Karta z wyborem trzech dan na obiad i dwoch w przypadku sniadania/kolacji a do tego ciagle cos w miedzyczasie. Obsluga przesympatyczna... naprawde niczego mi nie brakowalo. No moze oprocz wiekszej ilosci miejsca na racice, choc i tak bylo w porzadku. Z tym, ze moje kolano bywa niemozliwe. Starosc nie radosc :P

Hotel to wiadomo indywidualna sprawa, w zaleznosci co kto lubi. Aczkolwiek zwracam uwage nie tylko na gwiazdki ale tez na inne rzeczy. W przypadku Bali nie chcialam hotelu przy plazy. I to nie tylko ze wzgledu na to, ze jest to rejon o duzej aktywnosci sejsmicznej a co za tym idzie mozliwoscia wystapienia tsunami. Przy plazy mamy glownie olbrzymie resorty z milionem ludzi, baseny z lezakami na ktore nastepuje atak bladym switem i tak owszem plaza aleee... nie nalezy zapominac, ze oceany maja dosc mocne przyplywy i odplywy. W zwiazku z tym moze sie potem okazac, ze owszem mozemy lezec na plazy ale jezeli chodzi o wode, to dwa kilometry w glab... mamy tak po kolana. 
Zalezy tez na jakie miasto lub region sie zdecydujemy. Kuta to typowe imprezowe miasto... glosne i pelne surferow oraz malolatow nastawionych na 24h party. Nusa Dua to luksusowe resorty, ogolnie okreslana jako miejsce dla snobow :P ... dla mnie nie wchodzilo w gre glownie dlatego, ze jest najbardziej na poludniu a ja chcialam bardziej po srodku, zeby mi latwiej bylo ustawic moje wyprawy. Zdecydowalam sie na Sanur i to byl strzal w 10. Moj hotel to The Oasis Lagoon 4* i to co mnie do niego przekonalo to pokoj z dostepnem do basenu, cos wspanialego. Polozony przy glownej ulicy ale budynki z pokojami byly w glebi, wiec ulicy nie bylo slychac. Pokoje urzadzone surowo i w drewnie... mi bardzo sie podobaly aczkowiek mialy sporo nie dociagniec. I tu wracamy do tego co napisalam wyzej... nie ma co oczekiwac, ze wszystko bedzie mialo nasze standardy. Balijczycy maja bardzo luzne podjescie co do wykonczenia i optycznego ladu. Tak samo jak nie potrafia myc wielkich powierzchni szklanych, to znaczy owszem umyc jak najbardziej ale ze pozostaja tu i tam smugi... shit happens. Nikt sie takimi drobiazgami nie przejmuje. Dla mnie bylo wazne, ze bylo czysto... a pokoj mimo tego, ze byl przy wodzie nie mial problemow z wilgocia. Lozko bylo ogromne i wygodne, koldra tak wielka, ze bez problemu nam wystarczala i kazdy mogl sie zawinac. Codziennie miala dwie buteli z woda oraz kawe i herbate. Lodowka i klima dzialay bez problemu. Pod prysznicem miejscily sie spokojnie dwie osoby i jak widac byl to prysznic z widokiem na basen. Jedzenie bylo dobre, swieze i spory wybor. Hotel nalezy do muzelmanina, wiec nie bylo wieprzowiny. Becon z krowy to jakas pomylka... tak samo szynka ale na szczescie mozna sobie darowac. Ja zawsze biore pokoj ze tylko sniadaniem... zywimy sie w setkach roznych knajp i restauracji. Tyle pysznosci bylo do sprobowania, ze naprawde szkoda inaczej. A ogolnie jedzenie nie jest drogie ale o tym bedzie innym razem.

Do samej plazy mialam 5 minut spacerkiem a do tego moj hotel mial swoj kawalek plazy z lezakami, bez problemu moglam korzystac ale prawde mowiac ani razu nam sie to nie udalo... jakos nie bylo czasu albo wody ;)

Patrzac na zdjecia w necie... glownie te reklamowe, to wszystko zawsze jest podane w takiej wyprasowanej i naciagnietej formie. Typowa ulica wyglada tak jak na zdjeciu ponizej. Ma to swoj urok... waskie chodniki, krzywe krawezniki i pierdyliard zasad, ktorych nikt nie rozumie hehe...

Taksowkarze, ktorzy doprowadzaja do szalu bo trabia za kazdym razem jak cie mijaja, czyli co pare sekund. Najlepiej jak juz korzystac z oficjalnych taksowek Blue Bird (samochody sa w jasnym niebieskim kolorze), te jezdza wg taksometru, aczkolwiek lepiej od razu sie upewnic. Bo mnie chcial taki mlody naciagnac i to niezle, wkurzylismy sie i wysiedlismy po parunastu metrach. Wynajecie auta lepiej sobie darowac, na drogach chaos i malo szyldow, wiec czasami nie wiadomo gdzie jechac i calkiem latwo sie zgubic. Slubny potrafi wszedzie jezdzic, nie straszna mu kierownica z prawej strony ale tam stwierdzil, ze pewnie by go szlag trafil, wiec lepiej sobie darowac ten stres.

Tak jak na ponizszym zdjeciu potrafia wygladac drogi gdzies w glebi wyspy. Nagle konczy sie asfalt, bo pewnie ktos sie z kims poklocil albo jakis burmistrz nie dostal wsparcia i koniec nie ma. Co do samodzielnego podrozowania, wiele razy widzialam budki gdzies przy ulicy, gdzie nasz przewodnik cos placil. Do tej pory nie wiem tak dokladnie za co i dlaczego. Placi sie tez za praktycznie wszystkie parkingi i za wiele innych rzeczy. Ja bylam szczesliwa, ze ktos to zalatwia za mnie i nie musze sobie tym glowy zawracac. 


Rzeczywistosc balijczykow nie jest taka kolorowa jak oferty urlopowe, ktore my mamy w katalogach. Takie obrazki tez sa typowe. Zreszta podjescie do wielu rzeczy jest zupelnie inne i to co dla nich jest calkiem normalne, nas moze bardzo dziwic. Na przyklad dlaczego przystanki autobusowe to metalowe konstrukcje z wieloma stopniami. Wyjasnilo sie dopiero jak zobaczylam autobus, ktory na drzwi na wysokosci metra nad ziemia (klik). Na moje pytanie dlaczego, dostalam odpowiedz... " zeby nie bylo schodow w autobusie". Yyyy... no nasze niskopodwoziowe tez nie maja, naszemu balijczykowi nie miescilo sie to w glowie, ze taki niski autobus moze jezdzic... LOL. 
 

Balijczycy produkuja bardzo duzo roznych produktow. Cale wsie maja rozne specjalizacje i kazda robi cos innego. I wszystko to odbywa sie przy ulicach, tam tez nastepowala prezentacja wyrobow. To ogolnie bardzo pracowity narod albo inaczej mowiac obrotny... bo z ta pracowitoscia to tez troche inaczej funkcjnuje jak u nas ale jakby nie bylo funkcjonuje. Wielu balijczykow pracuje na polach ryzowych jak jest czas zbiorow ale pozatym maja rozne inne zajecia i sa w tym naprawde pomyslowi.

***

To byloby tyle slowem wstepu :) ... kolejne balijskie posty juz w trakcie przygotowywania, 
wiec jakis na pewno pojawi sie jeszcze w tym roku ;). 


niedziela, 13 grudnia 2015

Chanel Hydra Beauty Gel Creme... moje wrazenia :)

 Powoli beda sie pojawiac posty o mojej aktualnej pielegnacji. Jakis czas temu przedstawilam tylko tak bardzo ogolnie, teraz po paru miesiacach uzywania moge napisac cos wiecej na ich temat. Po dlugich poszukiwaniach postanowilam po raz ostatni sprobowac wysokopolkowej pielegnacji a poniewaz Chanel chodzila po mnie od jakiegos czasu, to zaufalam intuicji... i to byl strzal w 10.


Na poczatek chcialam napisac pare slow o kremie, ktory dokupilam troche pozniej ale ktory bardzo polubilam i namietnie uzywam. Z tego co widze opinie ma rozne ale wiadomo ile rodzajow skor, tyle roznych wrazen. Kupilam go, bo potrzebowalam na balijski urlop czegos lekkiego a zarazem porzadnie nawilzajacego. Hydra Beauty Gel Creme wydal mi sie idealnym kandydatem. 


Co prawda podczas urlopu uzywalam go glownie na noc ale teraz czesto siegam po niego rano... wtedy gdy mam dzien bez makijazu ale sprawdzilam i pod makijaz u mnie tez sie sprawdza. 

Jesto to lzejsza wersja dostepnego kremu o tej samej nazwie. Ma on nawilzac i otulac nasza skore a przy tym chronic przed wolnymi rodnikami. Jednym ze skladnikow jest wyciag z kamelii, ktora odswieza skore i reguluje wydzielanie sebum... uspokaja i przywraca rownowage.


 Prostota opakowan Chanel jak zwykle na plus, tu dodatkowo poniewaz opakowanie jest plastikowe. Co w podrozy jest bardzo mile widziane. Zawartosc to standardowo 50g. Krem byl zabezpieczony, co daje nam gwaracje swiezosci produktu a do tego zalaczona jest praktyczna szpatulka, nie musimy wtedy grzebac palcami w kremie.


Konsystencja jest na pewno lzejsza niz kremu ale nie jest tez to typowy zel... tylko cos pomiedzy. Na pewno nie wszystkim osobom to odpowiada, bo jednak krem nie wchlania sie natychmiast... chwile potrzebuje. Dla mnie logiczne, wiec nie widze problemu. Nie kazda skora chlonie takie produkty jak gabka. Dlatego jak dla mnie jest to swietny krem na noc na lato. A jak komus pasuje to moze na dzien i na noc uzywac. Z tym, ze dla mnie teraz to nie jest wystarczajacy produkt i zdecydowanie wole serie Le Lift.


Krem jest przeznaczony do wszystkich typow skory... na mojej mieszanej sprawdza sie swietnie ale jak juz pisalam, na szczescie milosc jest obustrona i wiekszosc pielegnacyjnych produktow Chanel spelnia moje oczekiwania. Na pewno kupie kolejne opakowanie, z tym ze poczekam do wiosny. Ten wystarczy mi na jakis czas, jest bardzo wydajny i niewielka ilosc wystarcza mi na cala twarz.


sobota, 5 grudnia 2015

John Masters Organics deep scalp follicle treatment and volumizer...


Czy macie tez czasami cos takiego, ze wlasciwie bardzo trudno sie ustosunkowac do jakiegos kosmetyku. Ja mam tak wlasnie w przypadku tego produktu do wlosow... a wlasciwie skory glowy i wlosow. Opinie w sieci tez rozne, czesc jest zadowolona, inne osoby raczej zawiedzione. A ja tak prawde mowiac nie wiem. Mam tez cos takiego, ze jak nie widze jakiegos efektu albo cos mnie naprawde nie wciagnie... to dosc szybko zapominam o regularnym uzywaniu, wiec wychodziloby na to, ze w sumie nie mam co oczekiwac efektow... i tak mamy kosmetyczne bledne kolo a ja dalej wiem, ze nic nie wiem ;)


 John Masters Organics deep scalp follicle treatment and volumizer ... ach te nieskomplikowane i wpadajace w ucho nazwy. Trafilam na produkty tej firmy jakis czas w drogerii Müller. Zrobili tam caly "BIO/ECO" dzial i miedzy roznymi innymi wpadly mi w oko te opakowania. Mam slabosc do prostego, nieprzekombinowanego wizerunku. Akurat skonczyl mi sie spray do cienkich wlosow z Bumble&Bumble (i z tego co widze, to przestali go produkowac... zastepujac innym o koszmarnej cenie ale o tym innym razem). Ja... dziecie chemii powinnam wlasciwie wiedziec, ze cos co jest naturalne, to u mnie sie nie sprawdzi, przynajmniej nie tak jak ja bym chciala.


 Spray (nazwijmy go tak w skrocie) przeznaczony jest do fanaberyjnej skory glowy, takiej podraznionej i z problemami. Do tego przeznaczony jest tez do cienkich wlosow, czyli takich jak moje... trzy w pieciu rzedach. 

Zawarte w nim skladniki... polaczenie ziol i olejkow eterycznych maja wspomagac/stymuowac wzrost, dezynfekowac, odzywiac, wzmacniac, poprawiac ukrwienie, pogrubiac, uspokajac i zrownowazyc stan skory na glowie... ogolnie szal cial i orgia uprzezy. Nie moglam sobie odmowic. W koncu krzywdy nie powienien zrobic... i nie robi :). Sklad podalam nizej i faktycznie jest swietny, same przyjazne skladniki, oczywiscie ECO i Vegan.

Glowne skladniki:
- tymianek (antyseptyczny, pomaga stymulowac skore glowy),
- mech irlandzki (naturalnie usuwa toksyny),
- arnika (nawilza skore glowy, stymuluje porost wlosow),
- che qian zi (redukuje zapalenia),
- gotu kola (dziala przeciwzapalnie oraz przeciw podraznieniom).


W plastikowym opakowaniu z pompka mamy 125 ml, cena to okolo 30,00€. Zapach ma na szczescie delikatny i nie utrzymuje sie na wlosach. Plyn sam w sobie lekki i nie obciaza wlosow, bo nawet jezeli uzywamy na skore glowy, to tez mozna sobie zrobic kuku i zamiast podniesionej czupryny, mozna nabawic sie krowiego placka. Spray uzywamy po myciu, na wilgotne wlosy... nie splukujemy.

Sklad: Aqua (water), glycerin, sorbitol, panthenol (vitamin B), centillica asiatica (gotu kola) extract,* chondrus crispus (irish moss) extract,* plantago asiatica (chegian zi) extract,* arctium lappa (burdock root) extract,* hydrolyzed wheat protein, urticia dioica (nettle) extract,* yucca schidigera (yucca) extract,* hamamelis virginiana (witch hazel) distillate, arnica montana (arnica) extract,* anthemis nobilis (chamomile) extract,* hyaluronic acid, camellia sinensis (white tea) extract,* lavandula angustifolia (lavender) extract,* calendula officinalis (calendula) extract,* tocopherol acetate (vitamin E), carica papaya (papaya) extract, cucumis sativa (cucumber) extract,* soy protein, sodium benzoate, potassium sorbate, simmondsia chinensis (jojoba) oil,* triticum vulgare (wheat germ) oil,* thymus vulgaris (thyme) oil,* linum usitatissimum (flax seed) oil,* rosmarinus officinalus (rosemary) oil* -* Certified Organic 

***

  I tak jak napisalam wyzej. Krzywdy mi nie robi ale tez jakos nie widze zadnych efektow a moj skalp jest wyjatkowo wredny i o ile nie wymagam tego zeby jakos szalenie pogrubil ale myslalam, ze moze wzmocni. Wiadomo, ze jak firma obiecuje tyle efektow w trakcie uzywania, to jest to praktycznie niemozliwe. Moze sama jestem sobie winna, bo z systematycznoscia roznie bywa. Najlepiej jak teraz postawie sobie go w lazience na wysokosci oczu i bede uzywac. Jak skoncze to wtedy powinnam miec w koncu o nim jakies zdanie. Jedno co wiem, to ze nie siegne po inne produkty... zbyt ryzykowne. Pouzywam tego cudaka i zobaczymy. Milo by bylo gdyby faktycznie regulowal wydzielanie sebum, bo moja skora zima przetluszcza sie jeszcze szybciej. 

 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Grecka pianka do kapieli z Organique... moje wrazenia :)

 
 O ile dobrze pamietam to pianke dostalam od Marti (:*) ... i zaraz po tym jak otworzylam karton, to zapach mnie powalil. Intensywny, intrygujacy i szalenie apetyczny. Ogolnie jak wiadomo ja jestem wybredna jezeli chodzi o zapachy ale ten mi wyjatkowo przypadl do gustu.


To bylo moje pierwsze spotkanie z pianka do mycia ciala z Organique. Pianki sa dobra alternatywa dla zeli, szczegolnie pod prysznic... sa o wiele wygodniejsze w uzyciu. Pianka zawiera gliceryne organiczna, ktora pielegnuje skore podczas kapieli. Do tego mamy pare wersji zapachowych, tak ze kazdy znajdzie cos dla siebie. Moja pianka do Grecka.


Opakowanie typowe dla Organique... lekkie i praktyczne, nie zrobimy nim sobie kuku jak nam sie wysliznie z rak pod prysznicem. Zawartosc mojego opakowania to 100ml.


Nie wiedzialam czego sie spodziewac, to znaczy ogolnie wiadomo pianka to pianka ale firmie udalo sie stworzyc cos bardzo ciekawego. W opakowaniu jest to bardzo gesta, kremowa pianka... ktora dopiero pod wplywem wody zamienia sie w delikatna pianke myjaca. Dobrze oczyszcza skora i pozostawia ja pachnaca ale nie ta intensywnie i zapach nie utrzymuje sie bardzo dlugo. Jakby nie bylo w uzyciu jest bardzo przyjemna.


Choc przyznam, ze w pierwszym momencie bylam troche sceptycznie nastawiona. Nie jest to kosmetyk niezbedny w naszej lazience ale jako umilacz kapieli warto po niego siegnac. Pianka jest wydajna, co tez mnie zaskoczylo. 

Nastepna czeka juz na swoja kolej :)

 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Dolce&Gabbana Perfect Matte Liquid Foundation... moje wrazenia :)


Pourlopowa opalenizna staje sie coraz jasniejsza, wracam do oryginalnego koloru... i choc lubie byc blada, to jednak dobrze sie czulam w lekkim brazie. No coz... przynajmniej w koncu moge uzywac plynne podklady. Przed caly czas skazana bylam na moj urlopowy kompakt. Podklady, ktore do tej pory uzywalam mimo wszystko sa jeszcze za jasne ale przypomnialo mi sie, ze na swoja kolej czeka Perfect Matte Liquid Foundation Dolce&Gabbana. Kolor pasuje idealnie, wiec zabralam sie za testowanie.


Opakowanie... prostota i klasyka. Szklana butelka i zlote wykonczenia. Jakosciowo dokladnie to czego sie po D&G spodziewalam ale o tym bedzie nizej. Standardowo 30 ml pojemnosci.

Cos co lubimy czyli pompka, ktora dozuje nam podklad i dba o higiene. Dla mnie to podstawa... jestem jeszcze w stanie zniesc pipete ale jakby nie bylo, pompka jest najlepszym rozwiazaniem.


Duzy plus za spory wybor kolorow i z drugiej strony... tak dla rownowagi minus, dostepnosc tylko online i niestety wysokie ceny. Wiadomo wysoka polka ale mimo wszystko, ceny sa niehumanitarne.
Ja zdecydowalam sie na taki dosc bezpieczny dla mnie odcien... nie za jasny ale tez nie jest ciemny. Taki dosc uniwersalny bez o nazwie Caramel 110.


Na zdjeciu wyglada dosc jasno, tak jak pisalam jest takim sredniakiem... nie za jasny i nie za ciemny. Konsystencja bardzo przyjemna aczkolwiek jest to podklad z zalozenia matujacy, wiec nie ma tego typowego poslizgu i latwosci nakladania jak przy wiekszosci rozswietlajacych. W pierwszym momencie nie bylam pewna czy bedzie mi sie to podobalo, nakladalam pedzlem ale na szczescie pod wplywem ciepla skory ladnie dopasowal sie do skory i po chwili stanowily jednosc ;)

Wydaje mi sie, ze kazda z nas znalazlaby cos dla siebie wsrod kolorow jakie D&G maja w ofercie. Krycie jak dla mnie calkowicie wystarczajace, w koncu to podklad a nie korektor. Wykonczenie faktycznie matowe ale daje bardzo przyjemny mat. Nie jest taki plaski... wyglada bardzo naturalnie.


Bonusik ;) ... musze przyznac, ze jest to jeden z tych podkladow, ktory rewelacyjnie wyglada na zdjeciach.


Podsumowujac wstepnie bardzo dobry produkt i ciesze sie, ze go kupilam. Mi sie udalo i dorwalam go prawie o polowe taniej... dlatego w ogole zdecydowalam sie na zakup w ciemno. Czy kupie ponownie hmmm... nie wiem, jest tyle innych swietnych podkladow ktore mi sluza a przy tym sa odrobine tansze. Zobaczymy jak bedzie z wydajnoscia. Trwalosc po nalozeniu ok ale po kilku godzinach musze uzyc bibulki dla poprawienia wlasnego samopoczucia. Moja strefa T ma do siebie, ze czasami lubi sie przetluscic.

piątek, 13 listopada 2015

niekosmetycznie w obrazkach... alpejska jesien :)

 Patrzac na zdjecia az trudno uwierzyc, ze byly robione w listopadzie. No moze ewentualnie te lyse drzewka ale to rownie dobrze moglaby byc wiosna. Trafilo nam sie jak slepej kurze ziarno... pogoda marzenie. Blekitne niebo i temperatura na tyle wysoka, ze wystarczyl lekki sweterek. To by w sumie taki bardzo spontaniczny wypad. Jakby nie bylo nie jest to strasznie daleko a  szkoda caly urlop przesiedziec w domu. Mi nie trzeba dwa razy powtarzac. Na slowo "jedziemy" juz stoje pod drzwiami.


 Zdecydowanym plusem wyprawy w listopadzie byl w sumie brak turystow... oczywiscie z pominieciem Azjatow ale i tak to bylo nic w porownaniu z tym co sie dzieje w sezonie. Z czystym sumieniem moge polecic koncowke sezonu ale jak ktos w tym rejonie nie byl i chcialby wszystko zobaczyc, to jednak lepiej wybrac pazdziernik. Przewaznie tez jest piekny a nie musimy sie obawiac, ze cos bedzie zamkniete.


Co prawda oba zamki bez problemu mozna bylo zwiedzic ale mostek za zamkiem Neuschwanstein jest w remoncie, wiele hoteli i knajp na teraz urlop. Kiedys musza miec a w grudniu rusza sezon zimowy. To samo dotyczy tez wyciagow. Ja chcialam wjechac na Tegelberg (Tegelbergbahn), czyli ta gorke po lewej stronie na ponizszym zdjeciu i zejsc do Neuschwanstein ale nie dosc, ze kolejka jest do 19.12. zamknieta... kiedys musza zrobic serwis, to i tak do konca maja 2016 zamknieta jest Marienbrücke.


 Sam zamkek jak juz pisalam jest otwarty ale to wszystko mozna zawsze znalezc na stronach internetowych, bo to w sumie nigdy nie wiadomo kiedy zrobia sobie przerwe. Mozna albo wdrapac sie na piechote albo wygodnie podjechac autobusem (1,80€ od osoby).


 Zalezalo mi wlasnie na wjechaniu na gore, bo z tamtej strony mozna zrobic piekne zdjecia... to jest wlasnie to najbardziej znane ujecie (oprocz widoku z mostku), ktore mozna spotkac na kartkach i puzzlach. No coz... bede musiala sie tam wybrac zima, przy duzej ilosci sniegu wyglada to jeszcze bardziej bajkowo :)


 W okolicy Schwangau jst pare jezior, te najladniejsze znajduje sie w miasteczku. Jest to Alpsee o krystalicznie czystej wodzie.


Alpsee ma niesamowicie czysta wode o pieknym kolorze, typowym dla alpejskich jezior... i mozna je obejsc dookola. Stad tez mozna zrobic cudne ujecia drugiego z Ludwikowych zamkow, odbijajacego sie w idealnie gladkiej tafli wody.


 Oczywiscie labedzie tez musza byc ;) ... ogolnie jest to idealne miejsce na spacer. Wiosna i latem mozna wypozyczyc lodki i rowery wodne.


 Ale nie da sie ukryc, ze wlasnie jesienia takie miejsca maja wyjatkowy urok.


 Hohenschwangau tez jest warty odwiedzenia. Dla tych co szukaja ciekawych motywow to zdjec i dla tych co kochaja zamki albo interesuja sie historia. Zamki Ludwika Bawarskiego sa zachowane w swietnym stanie i dopieszczone go granic mozliwosci.


 Przy tej niewielkiej ilosc ludzi, ktora tam teraz byla... to naprawde zwiedzanie jest przyjemnoscia. Bez tloku, kolejek po prostu bajka. Przez to, ze oba zamki sa obowiazkowym punktem programu wiekszosci wycieczek, to w sezonie omijam to miejsce szerokim lukiem.


 Widok z tarasu zamku na Schwangau. Jezeli ktos planuje przyjazd z noclegiem to tez lepiej sie zorientowac. Spora czesc jak juz pisalam ma zamkniete ale w sumie jakby ktos chcial spontanicznie zostac dzien albo dwa dluzej, to tez nie bedzie mial problemu ze znalezieniem noclegu. Pomijajac informacje turystyczna, to wystarczy nawet spytac w knajpie. Hotele 4* nawet poza sezonem albo wlasciwie miedzy sezonami, maja spore ceny okolo 70 - 100 € za osobe.


 Z glodu tez nie padniemy, wybor otwartych restauracji jest spora, choc wiadomo najlepiej isc do takiej z lokalna kuchnia... ceny przystepne, porcje wielkie. Ja standardowo wszedzie wcinam Apfelstrudel :)


 Wlasciwie naszym glownym celem nie byly zamki, te po prostu byly po drodze a nam sie nie spieszylo... przy tej pogodzie, to po prostu szkoda bylo nie zatrzymac sie chwile. 

To co chcielismy zobaczyc, to najdluzszy most wiszacy, ktory znajduje sie po austriackiej stronie w okolicy Reutte a dokladnie miedzy dwoma wzgorzami nas droga 179... stad tez jego nazwa Highline179.


 Ogolnie wszystko jest bardzo fajnie pomyslane. Mamy muzeum, restauracje... u gory ruiny zamku i po drugiej stronie fortu a miedzy tym most wiszacy. Z tym, ze tez aktualnie maja urlop. Na szczescie ruiny sa bezplatne a za most mozna zaplacic w automacie. Koszt przejscia w ta i z powrotem to 8€ od osoby. Bilet nalezy zachowac, bramki sa z obu stron.


 Highline179 widziany z dolu wyglada niesamowicie i mozna juz sobie wyobrazic co nas czeka na gorze. Most metalowy... pod nogami mamy kratke a po bokach siatke. Nic dla osob z lekiem wysokosci lub o slabych nerwach. Dlugosc to 406 metrow, wysokosc 113 m a szerokosc 1,2 m ... i oczywiscie most sie "rusza" jak na porzadny wiszacy przystalo hehe...


 Za to widoki po prostu niesamowite. Jesienia najlepiej przyjechac tak jak ja bylam... okolo 14. Wtedy tez mozna porobic fajne zdjecia, slonce powoli chowa sie za gorami i daje nam piekne swiatlo. Most otwarty jest co prawda do 22 ale w lesie nie ma latarni a droga dosc stroma... szeroka i porzadnej jakosci ale wdrapanie sie na gore kosztowalo mnie sporo sily, nadwyrezonej walka z bakcylami. Wiadomo wszystko zalezy od kondycji ;)


 Jest to idealne miejsce dla tych co lubia wedrowac po gorach. Noclegi to tez zaden problem, Reutte znajduje sie pare km dalej i jest bardzo uroczym miasteczkiem z tego co widzialam. Na ponizszym zdjeciu mamy widok na Reutte z rium zamku Ehrenberg.


 Ja na szczescie uwielbiam gory i wszelkie tego typu atrakcje, leku wysokosci nie mam. Aczkolwiek zrobienie jaskolki nie bylo takie proste hehe... tak mi sie wydaje, ze podczas mocniejszego wiatru wchodzenie na ten most nie jest najlepszym rozwiazaniem. 


 Dla mnie bylo to miejsce, ktore jak najbardziej warto odwiedzic. Jesienia nie mozna sobie pozwolic na dlugie wedrowki z tego powodu, ze kolo 17 slonce zachodzi i potem dosc szybko robi sie ciemno ale w sezonie... latem na pewno wiecej mozna zobaczyc.