wtorek, 30 listopada 2010

Dior Spring 2011 Makeup Collection


  • Dior 5-Colour Designer Eye Palette 018
  • Dior 5-Colour Eyeshadow 034

  • Dior Cannage Palette #1 and #2

  • Addict Ultra Gloss 654(pink) and 707(grey)

  • Serum de Rouge Lip Treatment 240 and 460

  • Mascara Diorshow 360 No. o90
  • Dior Eyeliner Pencil 077 in deep dark grey

  • Dior One-Colour Eyeshadow 053 grey
  • Colour moist powder SPF 8 in 001, 002, 003

  • Dior Vernis Nail Enamel 108 and 707, grey and soft pink

W kolekcji dominuje roz i szarosci... mi sie podoba... te nowe czworki wygladaja ciekawie... i piateczki 034... choc podejrzewam, ze jak pomacam to pozostanie tylko na piatkach... no ewentualnie szary lakier... na otarcie lez ;)

Biotherm Skin Ergetic


GENERATION 30-40

Nowa seria anti - aging firmy Biotherm. Wg producenta ca. 97% skaldnikow jest pochodzenia naturalnego, kosmetyki nie zawieraja parbenow, olei mineralnych i sa bez sztucznych barwnikow.

SKIN·ERGETIC Serum

Ma w skladzie brokuly (bogate w sulforaphan do walki z wolnymi rodnikami), bialko sojowe i macierzyste komorki jablka (stymuluja metabolizm komorki), kwas AHA z cytryny i trzciny cukrowej maja dac skorze rozswietlenie.
Cena 50 ml - 49,50€


SKIN·ERGETIC krem na dzien

Krem nawilzajacy zapobiegajacy zmeczeniu skory z 5 aktywnymi wyciagami z owocow i warzyw (jablka,owoc granatu, winogrona, pomidorow, pomaranczy... do ochrony komorek i walki z wolnymi rodnikami)
Cena 50 ml - 46 €

SKIN·ERGETIC krem na noc

Krem nawilzajacy z gleboka regeneracja (Detox) ... z aktywnymi wyciagami z herbaty i ziarn.
Cena 50 ml - 46 €

----------------------------------

Jak zwykle wg producenta wyglada to bardzo obiecujaco. Ja mam mile wspomninia dotyczace firmy Biotherm... te produkty, ktore uzywalam byly dobre, nie zapchaly ani mnie nie uczulily... jedynym minusem bylo ich znikniecie z rynku... za co sie z firma pogniewalam ;) ... z tego co pamietam testowalam ich serie Vivo ale zupelnie mnie nie przekonala... wiec dalam sobie spokoj i poszukalam czegos innego. I jakos do mnie nie przemawiaja te jajowate sloiczki :]

UD - The Black Palette (Black Dog & Libertine)

Kolejny z makijazy zrobiony moja ulubiona paletka Urban Decay... tym razem uzylam dwoch kolorow Black Dog i Libertine... swatche paletki mozna obejrzec tutaj :) ... na bazie z kompletu... uzylam tez kredke "zero"... i choc o ile swietnie mi sie nia maluje... jest miekka a kolor mocny... to u mnie dziwnie szybko znika... szczegolnie na dolna powieke w ogole sie nie nadaje :]




nie da sie ukryc mamy zime

W koncu jest fajnie jak sie wyjrzy przez okno... tak to dzis u mnie wyglada :) ... co prawda pokrzyzowalo mi to lekko plany... i przy tej dosc gwaltownej zmianie pogody zakonczylo sie migrena... ale coz... na pewne rzeczy nie ma sie wplywu. Choc chcialam zrobic "wizualny" napad na pare sklepow, pare rzeczy po mnie chodzi i musze sie przekonac, ze w zadnym wypadku nie sa mi potrzebne do szczescia ;) ... za to dzis przetestuje szampon Essensity... bo kupilam na probe ... i pacne sobie jakas maseczke na twarz :] . A reszte dnia spedze na blogim lenistwie :D




A tak w ogole to powoli trace nadzieje, ze jedna z moich azjatyckich paczuszek w koncu dojdzie :( ... nie pozostanie mi nic innego jak napisac do sprzedawcy, ze gdzies ja po prodze wcielo... i szkoda bo chodzi o moj krem pod oczy z BRTC ... a tak na niego czekalam... ehhh... 11.11 wyslane... wiec juz ponad dwa tygodnie idzie.

poniedziałek, 29 listopada 2010

ARTDECO Fixer Powder


Puder ten kupilam zanim wpadlam na krysztalka Chanel... to byl moj pierwszy bezbarwny sypaniec... cena u mnie wynosi okolo 10 ojro, wiec nie jest to duzy wydatek. Uzywam go do tej pory... czesto do pracy na ktorys z BB kremow. I wtedy sie sprawdza. Lekko matuje bo o to mi przede wszystkim chodzi. W pracy nie lubie sie blyszczec ;). Mam cere mieszana i calkiem dobrze go znosze... nie mam zadnych problemow z zapychaniem.

Nakladam go przy pomocy zalaczonego puszka... jak widac puder ma bialy kolor ale jest to taki maczny bialy, wiec nie uzyska sie nim zadnego rozswietlenia. I jako taki puder do poprawek gdy nie mamy wiekszych wymagan to jest calkiem dobry... ale jak puder fixujacy... ktory ma zrobic nasz makijaz wodoodpornym... hmmm... troche naciagniete. Jak ktos z potrzeba porzadnego utrwalenia kupi ten produkt to moze sie zawiesc, bo takiej sily to on nie ma w zadnym wypadku... na to, zeby np. przetrwac calonocna impreze ;P . Czy kupie go ponownie... chyba nie... w miedzyczasie znalazlam pare innych produktow, ktore mi bardziej odpowiadaja.

Lash Dip - zamiast tuszu i sztucznych rzes

Lash Dip to propozycja Jessici Harley i Giny Mondragon dla kazdej kobiety, ktora nie chce spedzac czasu na tuszowaniu lub przyklejaniu sztucznych rzes. Pomysl polega na aplikowaniu na rzesy cienkiej warstwy substancji o konsystencji galaretki, ktora wysycha w strumieniu zimnego powietrza. Jak na razie wykonanie tylko w salonach przez profesionalistow ale moze kiedys pojawi sie w sprzedazy detalicznej.

Koszt nalozenia Lash Dip oraz wizyta odswiezajaca wyglad rzes po 3 tygodniach to 200 dolarow.
Tak wiec tez nie na kazdy portfel, nawet gdy efekt utrzymuje sie na rzesach przez 6 tygodni.


Wszystko fajne ale produkt ma jeszcze pare innych minusow oprocz ceny ;) . Zmywajac oczy nie wolno ich trzec i dotykac (?!!), co przy niektorych makijazach moze byc mimo wszystko skomplikowane. Przez pierwsze 24h trzeba unikac wody (odpada plywanie i rozpaczliwy placz) ... pozniej, po tych 24h LashDip staje sie wodoodporny. O saunie i tak mozna zapomniec. Malowanie dodatkowo tuszem albo uzywanie zalotki tez nalezy do DONT's :]

I co Wy na to... bo ja mam mieszane odczucia... i mimo zapewnien tworcow... jak dla mnie te zdjecia (after) zostaly obrobione w fotoszopie... ale pomysl sam w sobie ciekawy...

foto i info: http://www.lashdip.com

CHI Silk Infusion



Wg producenta: Silnie regenerująca odżywka bez spłukiwania, ułatwia modelowanie włosów, bez zbędnego ich obciążania. Formuła CHI Silk Infusion dodaje włosom miękkości oraz połysku. Kosmetyk zawiera naturalny jedwab, który wzmacnia i wygładza strukturę włosa. W skład kosmetyku wchodzi również keratyna, proteiny pszenicy oraz soi. Wzbogacony jest dodatkowo o aminokwasy budujące i wzmacniające strukturę włosa. Odżywka doskonale chroni strukturę włosów przed wysoką temperaturą, promieniami UV i zniszczeniami, jakie powoduje codzienne stosowanie suszarek oraz prostownicy.


Wg sroki: Do tej pory uzywalam jedwabiu Biosilk... i przez dluzszy czas bylam nawet zadowolona z efektu. Przede wszystkim pomagal mi rozczesac wlosy i o to glownie chodzilo. Gdzies mi w miedzyczasie obilo sie o uszy, ze CHI jest o wiele lepszy... choc w sumie oba produkty sa z tej samej firmy (Farouk). I tak kliknelam na ebayu 50 ml... pare euro kosztowalo... stwierdzilam, ze jak mi nie podjedzie to pojdzie w swiat ;)

Po tych paru uzyciach moge stwierdzic, ze jest o niebo lepszy... to jest najlepszy produkt tego typu jaki mi wpadl w rece. I wiem, ze jedwab jest tylko jednym ze skladnikow... a wiekszosc to silikony ale w koncu w innych produktach bylo to samo. W kazdym razie bardzo lubie jego zapach i bez problemu moge rozczesac wlosy... a do tego pozostawia je blyszczace... i co najwazniejsze... nie pusza mi sie na koncach. Za to pokochalam go bardzo mocno ;) . Wlosy sa miekkie... nieobciazone... wygladaja tak jak powinny. I wiem teraz, ze przy CHI jedwabiu na pewno pozostane dluzej :)

Clinique Chubby Stick


Nowosc firmy Clinique "Moisturizing Lip Colour Balm" dostepna od stycznia 2011 :) ... cos dla nieszminkowej sroki... i nie chce sie napalac, zeby potem sie z tego nie zrobil zonk... ale przyznaje, ze bardzo mi sie podobaja. Kredki z olejkiem jojoba, maslem shea i mango... maja pielegnowac i chronic usta.

Nie trzeba ich temperowac... wystarczy srebrna koncowke przekrecic w prawo :)

  • Mega Melon
  • Wopping Watermelon
  • Super Strawberry
  • Chunk Cherry
  • Graped-Up
  • Whole Lotta Honey
Cena: 19 Euro

niedziela, 28 listopada 2010

Artdeco cienie mineralne sypkie

Jakis czas temu... mniej wiecej wtedy jak Artdeco zaczelo wypuszczac swoje pierwsze mineralki wpadly mi w rece sypkie cienie. I musze przyznac, ze w pierwszym momencie mnie oczarowaly. Maja piekne kolory, dobre nasycenie i nietrudno je sie naklada... choc ja ogolnie nie jestem zwolenniczka tego typu produktow.

Wybralam sobie takie kolorki... roz, jasny braz, ciemna czekolade i jasny perlowy bez... i wszystko byloby cacy gdyby nie jeden problem, ktory pojawil sie w trakcie uzytkowania. Bardzo slaba trwalosc... bez bazy nie maja u mnie szans... na UD bazie troche lepiej ale i tak szalu nie ma. I tak wlasciwie nie wiem co z nimi zrobic... wyrzucic szkoda... bo mimo wszystko mi sie podobaja ale w sumie w ogole ich nie uzywam bo zdecydowanie wole trwalsze cienie... a z wiekiem i tak moje powieki robia sie coraz bardziej wredne :]



Dior Skinflash Primer


Ta baza to taki blyszczacy bajer z gatunku... w sumie nie potrzebne ale sroke zauroczylo ;) . Mialam podobny produkt z YSL "Top Secrets" i bardzo ta baze lubilam... tez z pedzlekiem bo to mi akurat nie przeszkadza. Na ta baze sie napalilam... byla czescia wiosennej kolekcji... pomyslalam, ze na lato bedzie jak znalazl. Zauroczyla mnie zapachem... cudnym i delikatnym.
Kolor to 001 revelateur d'eclat/sheer glow... dla niewtajemniczonych... po prostu bardzo delikatny pastelowy roz ;) ... ktory i tak nie daje koloru na skorze... wiec moze dlatego tak go skomplikowanie nazwali :]

Wg producenta: baza rozświetla i usuwa oznaki zmęczenia. Skinflash Primer został wzbogacony w Photo-smart Pigments, opatentowane pigmenty, które dostosowują się do wszystkich rodzajów światła i delikatnie je odbijają.

I wszystko fajnie... tylko ogolnie produkt nie nadaje sie do samodzielnego noszenia... bo nie kryje... rozswietla owszem... szczegolnie ladnie potrafi rozswietlic mieszanca ;) ... a jak naloze na nia podklad to tyle bylo po efekcie... bo podklad robi swoje :] ... dodatkowo nie z kazdym podkladem sie lubi i zamiast przedluzyc jego dzilanie robi cos dokladnie odwrotnego... i tu wracamy do swiecenia... tego malo przyjemnego... wspomniana wyzej baza YSL byla o wiele lepsza a do tego miala skladniki pielegnacyjne...




Skin79 The Prestige Beblesh Balm BB Cream


Tak mi sie ostatnio skojarzylo, ze z tych wszystkich BB co mialam firmy Skin79... to ten jeden jakos mi zupelnie umknal. To byl dosc krotki test zwiazany z tym, ze kremy tej firmy mnie lekko zapychaja. A moze dlatego, ze szalu tez zadnego nie ma ;)

The Prestige nalezy do Diamond Collection... w zwiazku z tym ma w sobie troche blink blink... ale rozswietlenie jest bardzo delikatne i ten produkt mozna uzywac na cala twarz. Krycie jak dla mnie typowe dla tej firmy, czyli nie za duze... sam w sobie produkt moze byc fajny na lato... gdy skora dobrze wyglada i ma troche koloru... tak zeby delikatnie rozswietlic. Krem ma filtr SPF 25 PA ++ ... uzywany moze byc do wszystkich typow skory... jednak jak dla mnie nie dla kazdego mieszanca bedzie dobry...


Dorzucam porownanie The Prestige z rozswietlaczem Luminous Peral

podsumowanie tygodnia... czyli takie tam rozne...



  • to, ze Diorskin Cristal Nude Puder okazal sie niewypalem to juz wiadomo... no coz...
  • przyszla paczuszka z Zoeva, a takze dwie z Azji... z dwoma BB kremami... Hanskin na noc... i leczniczy Cell Fusion C... wiec do pisania mam wiele tylko aparatu brak :]
  • dalej walcze z pozostalosciami zapchania po testach kremu Clarins pfff...
  • zaciecie w walce ze sztucznymi rzesami tez troche zdechlo... glownie z braku czasu...
  • zamowilam Kerium La Roche - Posay... zobaczymy ile to warte i czy cos pomoze na moje slabe wlosy...
  • moje male opakowanie Legere B12 kremu dobiega konca i rozwazam ponowny zakup... tym razem 30 ml...
  • dolaczylam do grona milosnikow kremu do rak The Body Shop "Hemp"... jedyny minus to dosc specyficzny zapach... ale trudno zeby marihuana na fiolki pachniala ;)
  • tusz YSL Effet Faux Cils No.9 Plum... na razie nie dogonil mojego Singuliera... jak bedzie dalej zobaczymy... w kazdym badz razie polubilam kolorowe tusze... i ewentualnie pozostanie mi kupienie Singuliera z kolekcji wiosennej... bedzie w kolorze Dark Plum :D

sobota, 27 listopada 2010

Chanel Les 4 Ombres - No. 51 Stage Lights


Od jakiegos czasu przerzucilam sie z naszych okraglych wypiekanych czworek na amerykanska wersje... co prawda dorwanie ich graniczy z cudem... dostepne glownie na amikowym ebayu... gdzie wiekszosc sprzedawcow nie wysyla do Niemiec. Ale przy odrobinie uporu i zaciecia... udalo mi sie pare paletek zdobyc. Miedzy innymi Stage Light... i od nich zaczela sie moja mania fioletow wszelkiego rodzaju ;)

Lubie te czworki za konsystnecje cieni... ktore o wiele latwiej i przyjemniej sie naklada... trwalosc jak dla mnie taka sama jak naszych... z tym, ze mam wrazenie, ze ze wzgledu na sposob produkcji... cienie o tych samych kolorach troche sie roznia, te maja leopsze nasycenie... nasze czesto sa twarde i sie osypuja. Tego problemu nie ma w kwadraciakach. To byl moj pierwszy, probmy makijaz tymi cieniami... taki dosc delikatny... ale wystarczy dodac troche czarnego i oko zupelnie inaczej wyglada :P

Kneipp - plyny do kapieli


Te dwa plyny do kapieli to moje faworyty jezeli chodzi o pachnaca kapiel z piana... w zimowy wieczor :)) ... to byly tez dlugie i bolesne poszukiwania plynu, ktory by pachnial jak najbardziej naturalnie... do tego mial naturalne skladniki... plynu, ktory po powachaniu zawartosci butelki natychmiast robi ochote na goraca kapiel :)
I tak trafilam na firme Kneipp... do kupienia u mnie w kazdej drogerii i wiekszosci duzych marketow... wiec nie ma najmniejszego problemu. Pierwszy byl "Seelentröster"... na zdjeciu ten po lewej... o niesamowitym zapachu czekolady... ale takiej prawdziwej, bardziej idacy w kierunku pestek kakaowca... zadna tam mdla czekoladka mleczna. Fakt, ze barwi wode na ciemno czerwony kolor ale to drobnostka... bo zapach ma jak dla mnie niesamowity. Pozniej dokupilam cudny swiezy i owocowy plyn o nazwie "Gute Laune" ... laczacy zapach maracui i grejpfruta. Oba zawieraja naturalne olejki... dosc wydajne. Nie zawieraja parabenow, silikonow, parafiny ani olei mineralnych... sa calkowicie roslinne bez dodatkow pochodzenia zwierzecego. Sama przyjemnosc z kapieli a przy okazji pielegnuja skore :))

diorowy krysztalek.... wrazenia


Jakis czas temu pisalam o nowosci Diora "Diorskin Cristal Nude Puder" ... i jak tylko go zobaczylam to przypomnialo mi sie, ze mialam przetestowac. Odczucia mam bardzo mieszane i z gory powiem, ze w zyciu tego nie kupie... bo zupelnie nie widzialabym kiedy go uzywac... i pewnie nie osiagnelabym efektu jaki sobie producent wymyslil ;)

Przede wszystkim na konsystnecje wazeliny, takiej troche twardej wazeliny :] ... i naklada sie go gabeczka tak jak podklady w kompakcie. Wszystko fajnie tylko jaki to puder ?? ... na podklad a potem reszta ?? ... hmmm... jak go rozsmarowalam to przypominal mi baze pod makijaz... matujaca np. YSL Matt Touch... albo Diorowy Iconic 01. Na pewno nie jest to odpowiednik chanelowego krysztalka... owszem daje wrazenie matu ale to nie jest to czego ja bym oczekiwala. Pacnac cos takiego na podklad... to lepiej kupic podklad matujacy i omiesc to potem sypancem. Na pewno ten produkt ten znajdzie wielbicielki... dla mnie to jednak calkowicie zbedna rzecz... z nie do konca wyjasnionym przeznaczeniem ;P


foto: beaut.ie

MACzki na policzki :)


Wczoraj przyszly moje trzy pierwsze roze MACa... z wizazowej wymianki :) ... wszystkie w idealnym dla mnie odcieniu... chlodne... ale w sumie kazdy inny. Od lewej: True Romantic, Summer Rose i mineralny Gentle. Ogolnie MACowe roze sa chwalone... ja nigdy zadnego nie mialam... wybor w sklepie mnie przytlaczal a zreszta przy tym sztucznym oswietleniu wyglada to zupelnie inaczej. Testy juz wkrotce... swache jak mi aparat z serwisu wroci.

piątek, 26 listopada 2010

YSL Effet Faux Cils - Volumen Mascara


Obiecalam, ze wstawie nowy tusz ze swiatecznej kolekcji nr.9 Plum... i oto on :) ... na razie moje zachwyty trzymaja sie w granicach... bo przy Singulierze to ten wypada jak dla mnie zdecydowanie slabiej... ale moj ulubieniec potrzebowal czasu... wiec z tym tez troche poczekam. Poniewaz jest to przede wszystkim tusz, ktory ma dawac objetosc to tego od niego oczekuje... z tym, ze na razie idzie mu to tak sobie ;)

Na zdjeciach mam jedna warstwe. Jak tak sobie porownalam z czarnym to doszlam do wniosku, ze ten slabszy efekt wywolany jest tym, ze tusz jest kolorowy a przez to jasniejszy... nie daje takiego mocnego efektu na oku. I tak jak juz slyszalam kolorowe tusze YSL nie zmieniaja mocno koloru... bo tez sie zastanawialam jak bedzie ta sliwka na oku wygladac... a wyglada calkiem fajnie, podkreslajac kolor oczu i makijaz. Z tym, ze trzeba sie przyjrzec zeby sliwke zobaczyc... choc w rzeczywistosci widac ja troche lepiej jak na zdjeciach. Zobaczymy jak bedzie w trakcie uzywania...


Givenchy Doctor White


Doctor White (Light & Glow White Prismissime) jest czyms miedzy pudrem a powiedzialabym korektorem... lekko fotoszopuje ale bez drobinek. Jest to produkt, ktory byl czescia calej serii o tej samej nazwie i chyba nie trzeba wspominac, ze dostepny na rynku azjatyckim... jak wszystko co ma white w nazwie ;) ... nie wiem czy byly dostepne inne odcienie ale moj ma napisane "white magic".

W uroczym nieduzym pudeleczku ca. 5 x 5 cm... jest 9 kwadracikow o roznych pastelowych odcieniach (9 x 0,4 g) ... a pod nimi peczelek do nakladania, ktory ja niespecjalnie lubie bo jest za szorstki i troche nieporeczny.

Jak sie dobrze przypatrzec to srodkowy poziomy pasek jest lekko perlowy... a mikroskopijne (srebrne) drobinki znajduja sie w lewym dolnym kwadraciku) ... reszta to maty... i mozna kolory mieszac wg uzania i potrzeb...

Trudno na rece uzyskac jakis widoczny efekt... szczegolnie poszczegolnych kolorow bo sa one bardzo delikatne... jak przejade po calosci to mam cos na podobienstwo prasowanego Guerlaina Voyage Mythic... czesto uzywam go jako wykonczania bo wbrew temu jak wyglada na palcach to nie daje bialego efektu na twarzy... raczej dopasowuje sie do skory... wygladzajac optycznie... ale najczesciej to stosuje mniejszym pedzelkiem pod oczy... jako rozswietlacz... bo dla mnie jest w tym najlepszy... i fajne jest to, ze mozna sobie wybrac jakie kolory chce sie wymieszac... czasami biore jeden albo dwa... czasami caly pasek.

Dior Addict Ultra Gloss - 247 Rose Coquette


Rose Coquette pochodzi z tej najnowszej serii podzielonej na trzy grupy... Glow, Pearl, Flash... w zaleznosci od zawartosci dorbinek. Glow sa bezdrobinkowe. Ma troche wieksza pojemnosc (6,3 ml) jak stare Ultra Glossy (6 ml) ... opakowanie jest tez wieksze, zeby dodatkowo wzmocnic wrazenie wiekszej ilosci w srodku ;) . Bardz ladny, delikatny roz... lubie go bo sie nie klei... trwalosc wiadomo i tak zalezy od predkosci zjadania. Jedynym minusem dla mnie to jest pedzelek... zdecydowanie wole jak blyszczyki maja typowa kudlata pacynke ;D ... ale to w sumie drobnostka.