wtorek, 31 stycznia 2012

paczki... paczuszki ;)

Handel wymienny kwitnie :)

Wczoraj musialam znowu jechac do Regensburga, poniewaz dostalam zaproszenie do urzedu celnego, po odbior Urbankowej paczki. Frau Urbi przeslala taki monster karton, ze ten niestety wpadl jakiemus celnikowi w oko. Strasznie mnie ten caly proceder zawsze bawi. Jeden pracownik UC wypisuje przez 20 minut wielka plachte papieru, oblicza... wylicza... bardzo skomplikowane operacje matematyczne wkonuje a potem dostaje ta plachte i pare mniejszych do niej przyczepionych i z tym musze isc do kasy. Gdzie kolejny pracownik to ode mnie odbiera i wypisuje kolejne papierki i pokwitowania. Tyle zamieszania o szalona kwote do zaplaty... czyli 5,53€. Reszta pracownikow blaka sie jak upiory po zamku, szukajac miejsca do zdechniecia. Po prostu szal cial i orgia uprzezy. Jakbym tak miala przez 8 godzin udawac, ze pracuje... to jak nic popadlabym w depresje ;)

W kazdym badz razie, wymaszerowalam z UC po 40 minutach z moja olbrzymia paczka a jak tylko dojechalam do domu to ja rozprulam, zeby dorwac sie do skarbow w srodku.



I to wszystko ukazalo sie moim oczom. Duzo smakolykow i pare rzeczy, ktore bardzo chetnie potestuje.



Ale najwazniejsze... wlasciwie serce tej paczki, ukryte bylo na dnie. Moje dwie cudne paletki, na ktore czekalam i czekalam... i w koncu mam :)



A przy okazji dzis przyszlo moje zamowienie z dougiego i jak otworzylam paczke, to przez chwile nie wiedzialam co widze. Nie z powodu zamowienia... bo sa to raptem te 4 produkty po prawej ale bylam dosc zdziwiona tymi wszystkimi dodatkami, ktore tam znalazlam. I po raz kolejny cos we mnie zgrzytnelo... bo skoro maja takie fajne miniaturki to dlaczego nie znajda sie one w Box of Beauty, bylyby zdecydowanie bardziej na miejscu, jak niektore rzeczy z ostatnich boxow.



I moje paczuszki gotowe do wyslania.
Dla Urbi, xbebe... i tak tak dla Swirruska tez jest paczuszka :D



***

A przy okazji chcialam cos jeszcze napisac. Moje drogie... ja nie prowadze sprzedazy wysylkowej i nie jestem w stanie spelniac waszych prosb, dotyczacych zakupow. Nie mam na to czasu ani mozliwosci. Dostaje wiele takich maili i odpowiadam na nie zawsze tak samo. Pomijajac, ze nie lubie wysylac do Polski, bo pracownicy Poczty Polskiej w dalszym ciagu bezkarnie kradna, przez co przesylki dodatkowo sa drozsze. Posiadam tylko niemieckie konto a przelewy z pl bywaja kosztowne i prawde mowiac nie mam ochoty na prawo i lewo rozdawac moich danych. Pomijajac, ze nikt mi nie zwroci kosztow benzyny i calego opakowania paczki. Dlatego prosze o zrozumienie faktu, ze nie zajmuje sie posrednictwem w zakupach.

Handel wymienny to co innego. I jest to w sumie kolko wzajemnej wymiany (i adoracji :P) , gdzie tez sie w jakims stopniu trzeba poznac, wiec nie jest to takie "hop" ;)

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez....

Otagowana zostalam przez Marti, za co serdecznie dziekuje... a ze TAG prosty, przyjemny i kosmetyczny to chetnie odpowiem :)



Zasady:
  • Podaj 5 produktów kosmetycznych łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcie).
  • Utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował.
  • Przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom.
***

Nie widze sensu podawania firmy, bo nie uzywam codziennie tego samego produktu, a firmy jakie uzywam wymienialam juz tyle razy... zreszta widac je tez na zdjeciach :)

1. Podklad albo BB krem

W zaleznosci od mojego "widzimisie" ;) ... ale jakby nie bylo, zawsze ktorys z tych produktow laduje na mojej twarzy. Obowiazkowo. Nawet jak jestem rano nieprzytomna, to tego nigdy nie pomijam.


2. Puder... przewaznie sypki.

Po podkladzie musze twarz potraktowac pudrem, najlepiej transparentnym albo o bardzo neutralnym kolorze. Mimo, ze nie musze miec calkowitego matu na twarzy... to jako latarnia tez nie musze robic.



3. Tusz do rzes

Glownie z tego powodu, ze moje rzesy sa od polowy jasne i bez tuszu wygladam lyso :)



4. Kredki/paletka do brwi

Oko wyglada ladniej gdy brwi sa lekko podkreslone, tym bardziej w przypadku osob o jasnych brwiach... posiadaczki gestych i ciemnych maja sie latwiej ;)



5. Blyszczyk

Oczywiscie nie moglo ich zabraknac. Uwielbiam blyszczyki od wielu lat i sa moim obowiazkowym elementem makijazu, nawet takiego minimalistycznego. A poniewaz w moim kuferku sa glownie jasne beze i roze, to pasuja one do wszystkiego.



Do dalszej zabawy zapraszam:

poniedziałek, 30 stycznia 2012

SKINFOOD Eggplant Plumping Volume Mascara

Jakis czas temu kupilam na ebayu tusz Skinfood. Glownie z ciekawosci ale pomyslalam tez sobie, ze skoro Skinfood robi "naturalne" produkty, to taka mascara tez powinna byc bardziej przyjazna rzesom i na codzien powinna byc dobra :)

SKINFOOD Eggplant Plumping Volume Mascara



Za 10 ml zaplacilam cos ca. 10 €, wiec nie jest to majatek. Jakby mi miala nie pasowac, to po prostu puscilabym ja w swiat. Tusz jest w kolorze czarnym. Ogolnie ma ona wg producenta wzmacniac rzesy i zwiekszac ich objetosc, zawiera wyciag z baklazana.



Szczoteczka jest taka jak lubie. Zwykla, prosta... nie za gesta ale tez nie rzadka. Dobrze rozdziela i rozczesuje rzesy. Tusz sam w sobie tez ma dobra konsystencje, na szczoteczce mamy odpowiednia ilosc, wiec nie ma obawy, ze bedziemy miec grudki albo ze nam sklei rzesy. Swietny tusz na codzien ale tez bez jakiegos wielkiego efektu. Dobry dla osob, lubiocych podkreslone rzesy ale naturalnie. Tusz ma dobra trwalosc, nie sypie sie i nie robi pandy.

A tak sie prezentuje na slepiach.



:)

Illamasqua Skin Base Foundation... moje wrazenia :)

Na ten podklad cieszylam sie jak dziecko, bardzo mnie on interesowal i pokladalam w nim spore nadzieje. Niestety rzyczywistosc sprowadzila mnie dosc szybko na ziemie. I chcialabym zaznaczyc, ze nie jest to zly podklad ale po prostu nie jest to podklad dla mnie i na pewno znajda sie osoby, ktore beda zachwycone... bo do tej pory znajdowalam same pozytywne recenzje.



Illamasqua Skin Base Foundation to wg producenta podklad inspirowany azjatyckimi bb kremami i jest nowoscia, jakiej na rynku (brytyjskim) jeszcze nie bylo i wiadomo skoro na bb kremach wzorowany to ma fotoszopowac, wygladzac i stapiac sie ze skora. Nadaje sie do wszystkich cer. Do wyboru jest 18 odcieni. Cena 25 £ za 30 ml.



Opakowanie to pastikowa tubka, choc mi by sie bardziej podobalo opakowanie z pompka, bo podklad jest dosc gesty. I o ile wydobycie go z tubki w momencie jak jest pelna nie stanowi problemu, to im mniej w niej bedzie podkladu tym bedzie trudniej. Glownie z tego powodu, ze tubka jest dosc twarda.



Kolor, ktory wzielam to o4 (Yellow / Pink Undertone). Jest to jasny... naprawde jasny bez, jak dla mnie bardziej zolty ale pewnie z rozowego tez cos ma. Dla porownania 03 jest zolta, 05 rozowa, wiec ten jest czyms po srodku. Jest to jeden z jasniejszych kolorow i chwilowo jeszcze mi pasuje ale ogolnie lepszy bylyby chyba jakis ciut ciemniejszy.



Ogolnie to mam bardzo skrajne wrazenia, jezeli chodzi o ten podklad. Z bb kremami za wiele wspolnego to on nie ma ale faktem jest, ze potem sie stapia ze skora i jak dotkne pozniej twarzy to mam takie samo uczucie jak przy bb kremach. Trudno tu powiedziec o dopasowaniu sie do koloru skory, bo mamy calkiem spory wybor kolorow i zdecydowac to musimy same, ktory bedzie nam pasowal ale faktycznie nalozony bardzo ladnie wyglada i o ile mamy dobrze dobrany kolor, to on reszte wyrowna, dajac skorze zdrowy i wypoczety wyglad. Wszystko fajnie tylko nie uwazam, zeby to byl podklad do kazdej cery. Suche i mieszane w kierunku suchej moga miec problemy. Bo ja mimo mieszanej mam problem przy nosie. Nagle mi sie pojawil suche skorki, ktorych nigdy do tej pory nie bylo widac a pozniej nos mi sie zaczal lekko swiecic. I akurat ten obszar jest u mnie troche bardziej suchy ale tez nie jakos bardzo, zeby zaraz cos takiego sie robilo. Krycie ogolnie ma w porzadku, tu jest podobny do bebikow i pewnie na kazdej skorze bedzie kryl inaczej. I w przypadku wiekszych rzeczy do ukrycia potrzeby jest korektor ale tez nigdzie nie jest napisane, ze to podklad szalenie krycjacy, wiec nie ma co oczekiwac cudow.

Pomijajac problemy okolonosowe to ja mam jeszcze jeden problem. Nie cierpie tepych podkladow a ten jest dla mnie jednym z bardziej opornych w nakladaniu, z jakimi sie do tej pory spotkalam. Po prostu koszmar. Probowalam jajem i pedzlem... palcami takze... bez bazy, na bazie i nic. Ciagle to samo, co ja sie musze nameczyc, zeby go ladnie rozprowadzic. I nie rozumiem tego, bo ostatnio ogladalam filmik siostr pixiwoo i tam Nicole uzywala wlasnie tego podkladu i smigala pedzelkiem a podklad sie slicznie i rownomiernie nakladal. U mnie to niestety nie funkcjonuje i to jest to, co mnie glownie do tego podkladu zniechecilo... pewnie ku radosci Frau Urbi, ktora siedzi i zaciera lapki :D



Podsumowujac: nie jest to latwy podklad ale jak trafi na wlasciwa skore, to pieknie sie potrafi prezentowac. Daje nam ta naturalnosc i swiezosc na twarzy. Wyrownuje koloryt... kryje mniejsze przebarwienia w kolorze i zaczerwienienia. Trwalosc ma tez calkiem przyzwoita o ile nie trafi na sucha skore, wiec tluste powinny byc jak najbardziej zadowolone. Ma spory wybor odcieni zarowno dla zoltych jak i rozowych. Mimo wszystko jest to podklad, z paroma cechami bb kremu ale do oryginalu, to mu sporo brakuje.

***

Na stronie Illamasqua (klik) mozemy dobrac sobie kolor Skin Base, w oparciu o inne podklady (YSL, MAC, NARS, Bobbi Brown, Illamasqua) co jest dosc pomocne, w przypadku kupowania bez macania.

niedziela, 29 stycznia 2012

kikowy Double Glam Eyeliner

Jest to druga z moich kredek z zimowej LE i to jest ta co chcialam kupic :) ...
pierwsza pokazywalam wam tutaj.



Double Glam Eyeliner jest bardzo miekka kredka a wlasciwie mamy tu dwa rozne kolory, ktore sa na tyle dopasowane, ze mozna obu odcieniu uzyc w jednym makijazu. Kolor, ktory mam to 09 Plum and Wood, czyli jak latwo sie domyslic sliwke i braz. Lubie te kredki bo latwo sie nimi maluje kreski ale przez to, ze sa miekkie... to nie jest czasami latwo zachowac precyzje. Ale za to kolory maja sliczne i intensywne a kredki bardzo dobrze trzymaja sie na oku.



Tak sie prezentuje na oku. Tu uzylam sliwki i udalo mi sie juz je oswoic, tak wiec nie mam problemu z namalowaniem takiej kreski jak chce.



Aktualna cena to 3,90€ choc musze przyznac, ze kredka dosc szybko sie zuzywa ale to tez nic nowego przy "zelowych" kredkach a ta jest to nich bardzo zblizona.



:)

sobota, 28 stycznia 2012

inglotowa paczuszka od Swirruska :)

Glownie Inglot :) Bo Swirrusek nie bylaby Swirruskiem, gdyby nie zapakowala czegos jeszcze w paczuszke. Jakbym mogla, to bym bardzo mocno wysciskala. Dziekuje Ci kochana i musze przyznac, ze jak zaczelam rozpakowywac paczke, to sobie pomyslalam, ze potrzebuje teraz dlugi urlop, zeby moc spokojnie potestowac ;) ... i ciezko mi sie teraz bedzie ruszyc do pracy. Pomijajac, ze w ogole mi sie dzis nie chce pracowac :P



A oto moje skarby. 15 cieni... glownie perlowych (nic nowego) i 2 palety, ta duza zdazylam juz sobie przytrzasnac palca ale nie bylo czasu na marudzenie, trzeba bylo wklady zapakowac do palet.



A tak sie obie paletki prezentuja zapelnione.
Oczywiscie swatche tez beda, jak bede miala czas obrobic zdjecia, bo troche tego jest ;)




Plus dodatkowa niespodzianka. Clinique Chubby Stick, do ktorego podchodzilam juz chyba, ze sto razy ale jakos nigdy nie kupilam. Kredka L'oreal HIP... bardzo mnie zainteresowala, u mnie tej serii w ogole nie ma a szkoda. A do tego wszystkiego paletka MAC z jednym cieniem w srodku :D ... ale o tym bedzie nastepnym razem.



:)

piątek, 27 stycznia 2012

tea time... czyli sroka robi sobie dobrze ;)

Poniewaz padam na ryjek... to dzis dla odmiany bedzie niekosmetycznie :)

Nie wiem czym kiedys juz o tym pisalam ale jestem milosniczka herbaty... z tym, ze glownie czarnej herbaty i ta moze byc w roznych odmianach, takze mieszana z innymi gatunkami ale to nie jest tez tak, ze wszystkie herbaty lubie. W kazdym badz razie herbata to dla mnie podstawa, zima to juz w ogole ale tak samo latem, w koncu wcale nie trzeba jej pic goracej. Nie lubie i jest to bardzo delikatnie powiedziane, herbat ktore zawieraja hibiskus... czyli wszelkie przeurocze herbatki "owocowe" oraz paskudztwa typu rumianki i miety, przegonic mozna mnie serwujac Rooibos i wszelkie inne czerwone herbaty a jasmin toleruje tylko w perfumach.



Ostatnio wpadla mi gdzies w oko albo w ucho nazwa Oolong i wlasciwosci tej herbaty tez mnie dosc mocno zainteresowaly. Troche mnie zaniepokoil fakt, ze ogolnie zaliczana jest do herbat czerwonych, choc wcale nia nie jest. Herbata ta jest idelanym wspomagaczem przy odchudzaniu. I zapwniam was to wcale nie jest bajka, bo kiedys przy pomocy i wsparciu takiej herbaty (Pu-erh) schudlam ja, moja kolezanka i jej mama. Ale o ile tych tam wyzej wymienionych herbat nie lubie, tak Pu-erh jest dla mnie koszmarem w czystej postaci, pomijajac ze ona czerwona to wypic moglam ja tylko chlodna i duszkiem. Dla mnie to zgnila ziemia zaprawiona psem wytarzanym w zdechlej rybie. Bleee... i o ile skuteczna jest to moja nienawisc do niej jest przeogromna i z wlasnej woli nigdy wiecej nie wypije. To tyle slowem wstepu a teraz wracam do Oolonga.

Oolong zwana takze niebieska herbata lub „czarnym smokiem”. Herbata niebieska cechuje sie mocnym drzewnym aromatem i lagodnym owocowym smakiem. Produkowana jest w Chinach i Tajwanie. Okresla sie ja mianem polfermentowanej lub niedofermentowanej. Smak moze byc rozny – slodki i owocowy o miodowym aromacie, drzewny, lub swiezy z calym bukietem zapachow. Zawiera mniej kofeiny jak zwykla herbata. Istotnym faktem jest to, ze herbata oolong zawsze jest w postaci calych lisci.

Wlasciwosci: Regularne picie wspomaga proces odchudzania poprzez przyspieszanie procesu spalania tluszczu, reguluje przemiane materii oraz przeciwdziala niewydolnosci nerek i wszelakim zmianom skornym. Wspomaga rowniez prace serca, poprzez redukcje troj glicerydow i cholesterolu. Zalecana jest dla osob cierpiacych na cukrzyce oraz nadcisnienie.

***

Zachecona tymi wlasciwosciami zakupilam herbate z firmy Solaris. Jest to Bio herbata, wiec mozna miec nadzieje, ze faktycznie nie ma zadnych szkodliwych "dodatkow". Solaris Bio Tee Oolong (Shui Xian) ... bardzo przyjemna dla oka kartonowa puszka zawiera 75 g herbaty.



Liscie faktycznie sa w calosci i maja ten typowy drzewny zapach, ten sam aromat unosi sie gdy herbate zaparzymy. Powinno sie ja parzyc w duzym dzbanku, zeby liscie mogly rozwinac swoje wlasciwosci. Aczkolwiek ja nie lubie paletajacych mi sie po dzbanku fusow i zaparzylam w jaju do herbaty... i wcale nie przeszkodzilo to herbacie sie rozwinac ;)



Po tym jak przeczytalam o tym zakwalifikowaniu jej do czerwonych i powachaniu po zaparzeniu, mialam lekkie obawy co do smaku. A zostalam mile zaskoczona. Herbate moge pic nieslodzona, bo sama w sobie ma dosc delikatny smak i wcale nie jest gorzka. Moja milosc do niej zakorzenila sie na stale i jestem happy. Spokojnie moge ja pic w dowolnej ilosci i mam nadzieje, ze pojawia sie u mnie pozytywne efekty. Poczekamy... zobaczymy a jak nie to zawsze moge zrobic sobie dobrze i zrelaksowac sie popijajac pyszna herbatke.



Macie jakies ulubione herbaty ??
Czy jestescie milosniczkami kawy ??

:)

czwartek, 26 stycznia 2012

double sparkle... czyli inglotowej fascynacji ciag dalszy :)

Do moich paru inglotkow od Swirruski dolaczyly dwa od Nulki :)



Dla mnie kolejna calkowita nowosc. W ogole nie wiedzialam, ze Inglot w ogole takie cienie ma w ofercie. A poniewaz ostatnio ingloty mnie bardzo ciekawia, to zabralam sie za testowanie.



Cienie Double Sparkle sa matowe z drobinkami i musze przyznac, ze mi sie podobaja... mimo, ze sama z siebie pewnie bym takich nie kupila. Wiadomo z moim zamilowaniem do perly :D



Szaraczek to 497 a fioletowy 494. I jak juz je pomacalam, to musialam sprawdzic jak sie sprawuja.
A tak sie prezentuja na slepiach.





Bardzo fajne cienie i swietne kolory o porzadnym nasyceniu. Na bazie trzymaja sie bardzo dobrze i malowanie nimi oka to sama przyjemnosc. I teraz czekam z jeszcze wieksza niecierpliwoscia na Swirruskowa paczuszke :D

środa, 25 stycznia 2012

roziskrzone swiatlo... czyli blyszczyk Lancome :)

Jakis czas temu mialam inny odcien z tej serii i byl to moj ulubiony blyszczyk przez dluzszy czas. Niestety coraz trudniej je dostac i tamten odcien jest praktycznie nie do znalezienia. Ostatnio trafilam na inny i nie moglam sie oprzec. Jest to oczywiscie moj kochany feverek, czyli Lancôme Color Fever Gloss L.U.C.I LE.



Juz wiele razy pisalam, ze lubie feverki za jakosc, trwalosc i za to, ze sie nie kleja. Uzywam ich czesto i jest to moja milosc od paru lat, ktora jak na razie nie ma zamiaru przeminac :)



Tym razem jest to odcien 021 Sparkling Light. Praktycznie przezroczysty blyszczyk z milionem niewyczuwalnych drobinek, ktre sa w sumie potem niewidoczne na ustach ale daja cudny taflowy blask. Na zdjeciu powyzej i na swatchu uzylam flesza, zeby lepiej bylo widac polysk.



Tak sie prezentuje na ustach.



Lubie go solo albo w polaczeniu ze szminka.

w obrazkach...

... czyli wtorek widziany przez przednia szybe w aucie ;)

Tak jak pisalam, w tym tygodniu bedzie mnie troche mniej. To dosc ciezki i dlugi tydzien, rowne 7 dni bo wolne bede miala dopiero w poniedzialek. A do tego jeszcze dosc meczace warunki atmosferyczne, wczoraj zrobilam ca. 80 km i nawet jak snieg juz przestal padac a ja bylam w domu, to zamykajac oczy widzialam to co na zdjeciu ponizej. Bo wczoraj nagle (w ciagu 30 min) zmienila sie pogoda i pojawila sie zima. Do jednej z pacjentek w ogole nie moglam dojechac, zbyt duze bylo ryzyko, ze utkne i bedzie pozamiatane.



7.45 droga powiedzmy tranzytowa, 20 min pozniej byla na dlugosci paru km i w obu kierunkach, zapchana ciezarowymi autami i zamknieta na pare godzin. Ja musialam sie tam dwa razy przemknac. Ten snieg zamienil sie pozniej w lod i bylo jeszcze weselej :/



Glownie wybieralam polne drozki, waskie ale mozna bylo przejechac.



Tak sie prezentowala okolica kolo 10.00 jak w koncu przestalo sypac.



I o ile to bardzo malowniczo wyglada, to jest srednio przyjemne do jazdy i wrocilam do domu padnieta. Nic mi sie nie chcialo i w sumie dalej mi sie nic nie chce. Bo dodatkowo wyjatkowo meczy mnie wscieklizna, wiec jak wracam do domu, to grzeje w mikrofalowce moje pestki bo sa lepsze jak termofor, robie sobie herbatke i wskakuje pod kocyk.

Dlatego tez mam zaleglosci w odpowiedziach na komentarze i w odwiedzinach waszych blogow ale pozniej to nadrobie. Chwilowo brak mi sily i inwencji tworczej.

Buziaki :*

wtorek, 24 stycznia 2012

Dior Les Vernis Violets Hypnotiques Nail Polish Collection



W lutym wejdzie do sprzedazy nowa LE lakierow Dior "Les Vernis Violets Hypnotiques", tym razem sa to fiolety... czyli cos co bardzo lubie. I musze przyznac, wszystki trzy kolory do mnie przemawiaja. I ja ogolnie bardzo lubie lakiery tej firmy, u mnie sie bardzo dobrze sprawuja. I tak sobie je podziwiam na obrazku i na tym sie pewnie skonczy, bo odkad polubilam sie z Essie, to jakos srednio mam ochote wydawac tyle na lakier. Za ta cene beda miala 3 Essie ale kolory mi sie mimo wszystko bardzo podobaja :)


  • Shadow No. 783
  • Orchid No. 981
  • Poison No. 996

poniedziałek, 23 stycznia 2012

moj absolutnie ulubiony cielaczek... czyli Illamasqua Medium Pencil

Cielakowe kredki na linie wodna to tez temat rzeka. Kiedys uzywalam kredki Stila i caly czas ja mam ale nie do wszystkich makijazy pasuje, bo ma w sobie troche za duzo lososia. Pozniej kupilam drogeryjna z MaxFactor i uzywam ja do tej pory. Trwala i ma ladny kolor. O obu pisalam na blogu, wiec nie ma sie co powtarzac, tym bardziej ze nie o nich mialo byc.

Aktualnie na pierwsze miejsce wybila sie kredka z Illamasqua. Kupilam w ciemno, jak zreszta cale zakupy ale ta kredka to byl strzal w 10. Mowa oczywisice o Medium Pencil w kolorze Vow.



Kredka jak kredka, nad wygladem nie ma sie co rozwodzic. W opakowaniu mamy 1 g.



Nie za twarda i nie za miekka, naklada sie ja rowomiernie. Jest trwala i wyglada bardzo naturalnie. Jest to cudny chlodny bez, czyli kolor ktorego szukalam. Nie mam jej nic do zarzucenia. A do tego cudnie sie prezentuje na oku.




:)