piątek, 30 listopada 2012

niekosmetycznie... za to tak troszke elektronicznie ;)

 Zaczelo sie od tego, ze powoli zaluje, ze nie mam osobnego pokoju, w ktorym moglabym  zrobic biblioteke ;) ... pelna regalow, ktore moglabym zastawiac ksiazkami. Kocham ksiazki... kocham je kupowac i czytac... jakbym mogla, to kupowalabym tylko papierowe. Uwielbiam ksiegarnie, ktore teraz sa dostosowane do potrzeb moli ksiazkowych, mozna pasc na wszelkiego rodzaju kanapofotele i podumac, ktora tym razem chcialo by sie przygarnac. Niestety brutalna rzeczywistosc ograniczona jest do jednego regalu. Gatunek, ktory lubie oznacza sie czesto tomiskami, ktore nie ustepuja wielkoscia i ciezkoscia encyklopedii Britannica i powoli zaczynam odczuwac kurczenie sie powierzchni.


I tu wywiazala sie burzliwa dyskusja domowa, bo wyrazilam chec zakupu amazonowego Kindla fire HD, ktory mi wpadl w oko jak przegladalam ksiazki na amazonie. Ja chcialam Kindla, bo chodzilo mi glownie o czytanie, choc spodobal mi sie fakt, ze fire hd potrafi wiecej ale slubny mnie zarzucil "danymi technicznymi" i przewaga jablka nad reszta swiata, wiec co zmialam zrobic ;) ... stwierdzilam, ze za jakis czas kupie sobie prostego, lekkiego i malego dotorebkowego Kindla tylko do czytania a na razie niech ma slubny (i ja w sumie tez) radoche z jablkowym ipadem.

Pojechalismy do Monachium. Nie zeby u mnie w okolicy nie bylo jablek w sprzedazy ale polaczylismy to od razu z wizyta na swiatecznym jarmarku i malym galopku po sklepach.


Sklep Apple wyglada przewaznie jak mrowisko, w ktore ktos wlasnie wetknal kij. Masy ludzi bez wzgledu na pore dnia, roku i warunki atmosferyczne. Z tym, ze obsluga sprawna... po tym jak uszczuplono nam stan konta, dostalismy nasze malenstwo. Zdecydowalismy sie na ipad 4 glownie ze wzgledu na lepszy procesor i retina display.


Cacuszko i faktycznie bardzo przyjemne w obsludze, tym bardziej jak sie jest przyzwyczajonym do iphona, ktory nagle wydaje sie jakby mniejszy... drobniejszy... po prostu kruszynka.


Pierwsze co sciagnelam to byly oczywiscie iBooks i Kindle :)


Oba latwe w obsludze, choc z kindlem mialam maly problem a wlasciwie Kindle mial... techniczny zreszta i wczoraj pierwsza proba kupienia ksiazki nie byla do konca udana ale dzis wszystko dziala i jestem bardzo zadowolona, bo jednak amazon ma o wiele wiekszy wybor ksiazek... do tego podobaja mi sie mozliwosci w ustawieniach, gdzie moge sobie zmienic kolor tla z bialego na sepie albo czarny (do czatania po ciemku) co glownie w przypadku sepii nie meczy oczu az tak bardzo jak biale tlo. 


Z tym, ze musze przyznac... to bardzo fajny gadzet. Pomijajac, ze moge z nim wedrowac po mieszkaniu i nie tylko, musze tylko dokupic druga karte... to w sumie daje wiele mozliwosci przy swoim niewielkim rozmiarze.Na przyklad moge na szybko obrobic zdjecia futer, ktore mnie jak zwylke molestowaly o poranku ;)

http://dwa-brytki.blogspot.de/
W zwiazku z tym, ze dzis w dalszym ciagu szaro, buro i mokro... to moge caly dzien spedzic zawinieta w kocyk z nowymi ksiazkami i natretnymi futrami ;)

czwartek, 29 listopada 2012

Ordnung muss sein... czyli porzadek w kredkach i nie tylko ;)

 Podczas wtorkowej wizyty w DM, wpadl mi w lapki taki cudaczek z plastiku... mamy tu trzy przegrodki o wysokosci ca. 8 cm i tak sobie pomyslalam, ze bedzie to idealne do przywrocenia porzadku w moich kredkach wszelkiego rodzaju... oraz bazach i tuszach. Pojemniczek kosztowal 6,95€


Do tej pory kredki lezaly w jednej z szufladek i poniewaz z czasem troche ich przybylo, bo mam tam tez cienie w kredkach oraz bazy/rozswietlacze/korektory. I ostatnio robiac oko wsciekalam sie, bo szukanie w tym wlasciwiej kredki bylo gorsze jak szukanie czegos w torebce. Wtedy tez pomyslalam, ze czas cos z tym fantem zrobic. 


Teraz wszystko ma swoje miejsce a mi o wiele latwiej znalezc wlasciwy produkt i kolor.


Do tego idealnie pasuje wielkoscia i moze stac na szufladkach razem z czescia moich pedzli a ja mam bezproblemowy dostep. Bardzo mi sie podoba takie rozwiazanie.


A przy okazji to na zdjeciu widac tez kolejne trzy produkty, ktore zostaly wybrane jakis czas temu do zdenkowania :) ... jak mi tak stoja pod reka, to czesciej po nie siegam. Sprawdzilo sie w przypadku pomadek z Guerlain, wiec tym razem tez powinno funkcjonowac.

środa, 28 listopada 2012

ampulki Bioderma Matricium leca do...


Moje drogie robaczki, troche to trwalo... niestety futra nie mialy ochote na wspolprace... zero zainteresownia, Wilbi na mnie spojrzal i przekulal sie na drugi boczek... Wikko nawet nie otworzyl oka, wiec jednak musialam skorzystac bezdusznej maszyny losujacej. I zeby nie przedluzac prosze o kontakt osoby, ktore na kolejnych 5 obrazkach zaznaczone sa na zolto. O ile oczywisice dalej macie ochote na paczuszke z piecioma ampulkami :)






Na wasze adresy czekam do 05.12.2012, jezeli do tego dnia nie otrzymam maila (cosrocewokowpadnie@freenet.de), wylosuje kolejna osobe.

Gratulacje :*

kikowe water eyeshadow w akcji :)

 Wlasciwie to mialam juz dla was szaraka, bo przeciez Mamiszon gniecie mnie jak cytrynke, ze nic nie wstawiam ale pomyslalam sobie, ze jak mi sie juz dzis nic nie chce a za oknem i tak parszywie, to przynajmniej machne cos w kolorze. Zalaczylam stary dobry trance (z lat mlodosci ha ha), bo to mnie zawsze nastraja pozytywnie i prosze bardzo samo sie zmalowalo :)


Poniewaz jeszcze nie prezentowalam cieni Kiko (swatche i numery tutaj) w makijazu, to dzis sie wlasnie na nich skoncentrowalam. Uzylam na sucho, bo faktycznie efekt i tak mi sie spodobal. Cienie daja bardziej satynowe wkonczenie na oku i troche mnie to zdziwilo, bo myslalam, ze bedzie wiecej blink blink. Nie uzylam tez zadnej kolorowej bazy, nakladalam je na zwykla Too FacedWybaczcie niedociagniecia ale wyszlam z wprawy :P


Pozatym uzylam podklad Lancome TI Silky Mat, ktory faktycznie stworzony jest do zdjec, smocze kulki Guerlain, na ustach fever gloss Lancome w kolorze 383. Kreska zrobiona linerem z p2 100% black. Rzesiska Red Cherry # DW. Brwi podkreslone cieniami Inglota, ktore juz pokazywalam. Puder sypki Illamasqua.


Bonusik... zeby nie bylo, ze nie ma z otwartymi okami :P


Soooo... a teraz ide cos zjesc, bo zaraz padne.
 
Milego wieczoru zycze.

:*

wtorek, 27 listopada 2012

sroczy dzien w obrazkach ;)


 Korzystajac z przymusowego urlopu... tak tak, wszystkie urlopy maja byc do konca roku wybrane i koniec, trafilo mi sie 8 dni wolnego. I to nic, ze listopad... ze od trzech tygodni jest tak sino i wstretnie, ze ma sie ochote zapasc w sen zimowy... bo ile mozna na ta obrzydliwa wiszaca mgle patrzec. Chwilowo jestem wyspana, mam przyplyw energii i pozytywne nastawienie do swiata siega powiedzmy 80%  :P 

Dzis mialam przymusowa wycieczke do Regensburga. Powod w sumie oczywisty... zaproszenie z urzedu celnego. Normalnie sie juz za nimi stesknilam albo moze oni za mna. Towarzystwo pracujace bylo dzis o dziwo calkiem żwawe, obslugiwal mnie mily pan... zaplacilam 8,07€ podatku za paczke ze slimakowymi kremami z Mizona. I poszlam w dluga...


... bo jak juz sie przejechalam te 50 km, to nie moglam sobie odmowic galopku po sklepach. A ze DEZ mialam po drodze, to naprawde byloby to marnotrastwo czasu i benzyny gdybym ograniczyla sie tylko do odbioru paczki.


Atmosfera swiateczna zaczyna byc trudna do zignorowania, na kazdym roku cos nas atakuje. Nawet chwile podumalam nad adwentowym stroikiem ale 30,00€ to wole wydac na tusz do rzes (jak pomyslalam tak zrobilam)... stroik zrobie sama :) ... do jest w ogole jedna z niewielu niemieckich tradycji swiatecznych, ktora mi sie naprawde podoba. 


Wiadomo nie samymi zakupami czlowiek zyje, cos tam tez trzeba zjesc a po co samej gotowac, jak mozna dac sobie podstawic pod nos... do tego cos bardzo smacznego. Jak widac moja faza na tofu trwa :P


Limitowanek do wyboru, do koloru... czasami mam wrazenie, ze nastapil przesyt a Essence i Cartice zbyt czesto cos wypuszczaja i powoli limitki zalegaja na polkach, znikaja tylko poszczegolne produkty. Co mnie zdziwilo kolekcja Catrice z paletkami nie ma takiego wziecia jak ta zeszloroczna. Z nowej  LE Essence "Fantasia" fajny jest rozswietlacz i cienie tez sa w porzadku ale sobie darowalam, kupilam za to co innego ale o tym bedzie w innym poscie.


Oczywiscie nie moglam sobie darowac i przejsc obojetnie kolo Depot'a. Kocham ten sklep... tym razem w oko wpadly mi wyjatkowo dzbanuszki na herbate w liliowych sweterkach. Jeszcze troche podumam ale calkiem mozliwe, ze jak przy okazji dorwe, to przytule i zaadoptuje :)

Na koniec czysta rozpusta ale co zrobic... 
tiramisu w kazdej formie przyciaga mnie jak magnes ;)


Reszta wieczoru uplynie na blogim lenistwie... na kanapie, z mruczacymi futrami i kubkiem goracej czekolady. I kto powiedzial, ze tylko w lecie urlop moze byc przyjemny ;)


p2 smokey eye... kredki do smoka z bliska :)


 Przed chwila doszlam do tego, ze tych kredek jeszcze nie pokazywalam. To jest tez jedna z nowosci, jaka p2 zaprezentowalo na jesien. Jak wiadomo ja bardzo lubie kredki jako bazy pod cienie a te do smoka wydaly mi sie szczegolnie interesujace :)


Kupilam dwa dosc bezpieczne kolory, czyli czarny i jasny braz ze zlotem.


 Podoba mi sie opcja wysuwania, nie trzeba temperowac i sane w sobie sa na tyle porzadnie wykonane, ze nie powinny sie lamac... choc wiadomo wszystko jest mozliwe.


 Kredki sie swietenie rozciera. Moze nie wygladaja na szalenie mocne ale do smoka jak najbardziej sie nadaja, bo wiadomo beda tylko czescia makijazu, wazne jest dla mnie zeby sie rownomiernie rozcieraly i byly trwale. Wg producenta maja byc wodoodporne, wiec zobaczymy.


To byloby tak na szybko... teraz czeka mnie wyprawa do urzedu celnego, oczywiscie znowu dostalam zaproszenie do odbioru paczki z Azji... i tak mi sie wydaje, ze w srodku jest moje mizonowe zamowienie, czyli slimaki w kremie nadciagaja ;)

A przy okazji... jak milo... mam centrum handlowe po prodze, 
wiec pewnie sie tam zatrzymam i zrobie maly przelot po sklepach :P 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Wyniki konkursu „Moja Świąteczna Bransoletka PANDORA”


Zeby nie przedluzac...

 otrzymalam przed chwila od Pandora Polska wyniki konkursu.


1. miejsce - Anna Bocheńska


2. miejsce - Paulina Słowińska



Gratuluje serdecznie obu zwyciężczyniom :)


niedziela, 25 listopada 2012

i po raz kolejny... porcja pustych opakowan ;)

 Bedzie post gigant ale w przypadku denka to nic nowego ;)

 

Kolejna porcja, ktora juz powoli nie miescila mi sie  szufladzie... wiec spielam sie jak agrafka i obfocilam towarzystwo a potem wszystko dosc szybko polecialo do smieci. Tym razem tez mam cos z kolorowki co mnie cieszy ale z drugiej strony kto lubi jak mu sie konczy ulubiony produkt :]




  Na poczatek kolorowkowe drobiazgi.

  •  puder Chanel Cristalline, ktory kocham... uwielbiam i jest to dla mnie najlepszy puder transparentny jaki uzywalam ale niestety przestali go produkowac, co mnie strasznie zmartwilo. Puder daje wyjatkowy efekt na twarzy "wewnetrznego rozswietlenia" i bylam bardzo szczesliwa, jak udalo mi sie dorwac na ebayu krysztalka, ktory pojawil sie w limitowance Le Blanc (pisalam o tym tutaj)
  • kolejny produkt, ktory jest moim ulubionym od wielu miesiecy... jak dla mnie najlepszy bebik jaki do tej pory uzywalam i oczywiscie kolejne opakowanie jest juz w drodze. Mowa oczywiscie o BB kremie Missha Signature Wrinkle Filler. Moje wrazenia opisalam tutaj i jak widze post pisalam ponad rok temu i do dzis nic sie nie zmienilo, dalej uwazam go za najlepszy.
  • 8 maja wstawilam post (klik), w ktorym postanowilam zuzyc do konca moje dwa Kiss Kiss'y Guerlain. Jest to wersja Kiss Kiss Baby, wiec ta lzejsza ale prawde mowiac szalenie wydajny produkt i myslalam, ze nigdy mi sie nie skonczy. A jednak... doszlam do plastiku na koncu. Wygrzebywanie resztki sobie darowalam i prawde mowiac po tym dosc intensywnym uzywaniu mam ich obu dosc ;) ... choc bardzo je lubilam, dobrze pielegnuja usta i daja naturalny ladny kolor. 
  • ostatnie dwa produkty to kredki firmy Artdeco, jeszcze troche je pomecze ale postanowilam je wrzucic w ten post, bo nie wiem czy dozyja do nastepnego. Jest to kredka do ust i druga do brwi... obie bardzo lubie, ta druga bardzo czesto przewijala sie w moich makijazowych postach. A inne kolory obu kredek mam i w dalszym ciagu uzywam.
 Pielegnacja... a jest tego troche :)

  •  Skin Food Acai Berry Facial Mask - maseczka, choc wlasciwie byl to bardzo drobny peeling... zuzylam ale jakos mnie do siebie nie przekonala, wiec bez zalu sie z nia pozegnalam
  • Kiehl's Midnight Recovery Eye - czyli uzupelnienie do mojego serum na noc. Wlasnie do mnie dotarlo, ze nigdy nie napisalam recenzji tego kremu. Moze dlatego, ze mimo przyjemnego uzywania to nie zrobil na mnie wiekszego wrazenia. Owszem robil to co mial robic, dobrze pielegnowal okolice oka i nie mam mu nic do zarzucenia ale kremowi Estee Lauder albo temu co teraz mam z Lancome to w moim przypadku nie dorownuje. 
  • Biotherm Biosource Eau Auto Moussante - to juz moje druga butelka i pewnie nie ostatnia. Uwielbiam ta micelarna pianke, swietnie oczyszcza twarz a przy tym jest delikatna i wydajna. Kiedys do niej na pewno wroce.
  • La Roche Posay Effaclar plyn micelarny - o nim tez nie bylo osobnego posta a jest to obok Vichy moj ulubiony micel do twarzy i jak skoncze Vichy, to mam juz w szafce kolejnego LRP. Dla mnie rewelacja, szczegolnie wlasnie ta wersja Effaclar. 
  • dwufazowka Heleny Rubinstein, o ktorej tez juz pisalam... zdecydowanie najlepszy plyn do demakijazu oka, jaki w ostatnim czasie uzywalam. 
  • Missha Night Revolution Serum - uzywalam dosc dlugo i moje uczucia sa prawde mowiac mieszane... w sumie nie jest zle ale tez nie odznaczylo sie niczym szczegolnym a przy tym nie jest tanie i trzeba je sciagac z Azji... wiec mozna sobie darowac i znalezc na naszym rynku lepsze produkty.
  • Skin79 White Reviving Skin Radiance Eye Serum - calkiem przyjemny krem pod slepia, ja go uzywalam na dzien. Aczkolwiek o wiele lepsza jest wersja "The Oriental" ... ma swietny sklad i efekty sa widoczne, wiec z tym sie pozegnalam i kupilam ponownie orientala :)
  • Purebess Snail School Gel - krem o zelowej konsystencji. To przyklad typowej "Hassliebe" ... z jednej strony uwielbiam, bo naprawde jest skuteczny, dzieki niemu moja lwia zmarszczka sie splycila ale z drugiej strony nienawidze bo robi mi kuku i nie moge go uzywac :/ ... przekonana do slimakowych produktow, zakupilam polecanego Mizona, zobaczymy co bedzie.
  •  po raz kolejny suchy szampon Lee Stafford, moj ulubieniec do wlosow ciemnych :)
  • Phytocitrus - rewelacyjny jak dla mnie szampon do wlosow farbowanych, kolejna butelka w szafie :) ... na poczatku mialam obawy co do zapachu ale to bardzo przyjemny i swiezy cytrusek
  • kolejny ulubieniec... czyli szampon gleboko oczyszczajacy Schwarzkopf BC Hair & Scalp Deep Cleansing (seria profesionalna). Co tu duzo mowic, swietnie oczyszcza i nie niszczy wlosow. Jest wydajny i przyjemny w uzyciu. Kolejne opakowanie bedzie kupione, bo juz nie wyobrazam sobie bez takiego szamponu. 
  •  Greenland - Milky - Yoghurt & Cucumber to bardzo przyjemny, drobnoziarnisty i delikanty peeling myjacy. Ladnie pachnie ale w sumie watpie zebym do niego wrocila, jak zdzierac skore to lepiej porzadnie a nie sie myziac ;)
  • Balea Creme-öl Dusche, czyli kremowy olejek pod prysznic... bardzo lubie ta serie ze wzgledu na zapach ale body lotion jest zdecydowanie lepszy
  • Kneipp Gute Laune Pflegedusche, produkt ktory uwielbiam... glownie za zapach marakuja i grejpfrut, pasujacy do plynu do kapieli, ktory tez mam. Zapach po prostu boski... swiezy i naturalny a do tego firma robi produkty pozbawione tych wszystkich chemicznych dodatkow, ktore wiekszosc z was nie lubi ;) ... wiec mozna powiedziec, ze jest firma naturalna. 
  • Nivea Intimo - calkiem przyjemny plyn do higieny intymnej. Myje... nie uczula, wiec co tu wiecej mowic ;)
  • krem do rak Ziaja z kozim mlekiem... nie jest zly ale tez nie jest dla mnie wart sprowadzania z pl lub przeplacania u mnie ;)
  • krem do rak Orly, ktory cudnie pachnial na wanilie... dostalam go w paczuszcze i bardzo przyjemnie mi sie go uzywalo.
  •  Yves Rocher moj absolutnie ulubiony waniliowy balsam do ciala... chyba jedyny produkt tej firmy, ktory naprawde lubie. Lekki i przyjemny... szybko sie wchlania, pielegnacja ok ale dla suchej skory moze byc za mala... i co dla mnie najwazniejsze, boski zapach dla ktorego kupie ten produkt po raz kolejny :)
  • Balea Cell Energy - balsam do ciala chroniacy skore, ktory ma poprawiac jej elastycznosc. Hmmm... kolejny produkt, gdzie nie jestem pewna czy go lubie, bo z jednej strony nie jest to zly balsam, ladnie pachnie ale zeby cos robil to nie zauwazylam :]
  • uzupelnienie do kulki, czyli ulubiony deo... Garnier Mineral Ultra Dry 48h, jak dla mnie jedne z lepszych deo i antyprespirantow dostepnych w drogeriach.
  • Balea krem po odklaczaniu... bardzo lubie, tani i skuteczny... uzywam namietnie
  • najlepsza na swiecie pasta Crest 3D white... i naprawde nie rozumiem, dlaczego jest w Europie niedostepna ale bede ja dalej sciagac ze stanow, po prostu zadna inna tak nie dba o zeby... likwiduje kamien i zapobiega osadzaniu sie nowego a do tego sciaga caly osad i rozjasnia zeby. Pisalam juz o niej... kupuje rozne odmiany i ze wszystkich jestem zadowolona... i nie tylko ja slubny tez sie po pierwszej tubce podlaczyl, bo przekonal go efekt jaki widzial u mnie. 
  • z tylu stoi sobie bubel z Balea, czyli zel do golenia. Nie dosc, ze ma strasznie slaby zapach a jest to LE Summer Time, do tego beznadziejnie sie pieni... w koncu ja sie wpienilam i odstawilam na bok, bo juz nie moglam. Wrocilam do Gillette z aloesem i w koncu jestem zadowolona. 
  • z tego co widze to zapomnialam o peelingu oliwkowym z TBS ale koty ukradly mi opakowanie, wiec na zdjeciu go nie ma... peeling tez wrazenia na mnie nie zorbil... zapach kojarzyl mi sie z biurowym klejem w tubkach, ktorego uzywalam w podstawowce na zajeciach z plastycznych :]

I to byloby na tyle. 

Do nastepnego (denkowego) razu :)

sobota, 24 listopada 2012

pandorkowo... ze sznurkiem :)

 W jednym z ostatnich postow pisalam o nowym projekcie i w koncu udalo mi sie go zrealizowac. Troche to trwalo bo w miedzyczasie pare razy zmienialam koncepcje a wiazanie sznurka to wcale nie taka latwa sprawa, aczkolwiek dosc wciagajaca :)

Pierwszy raz sznurek zobaczylam na warszawskim spotkaniu u Pauli. I bardzo mi sie to spodobalo. Tym bardziej, ze daje to jeszcze wiecej mozliwosci stworzenia czegos indywidualnego. Przykladow jak moga wygladac i jak sie je plecie i wiaze mozna znalezc sporo. Zarowno w specjalnej ksiazeczce, jak i na necie (ostatnio wstawialam linka) a takze na youtubie.


Ja kupilam sobie sznurek o dlugosci 100 cm i od jakiegos czasu zbieralam charmsy, ktore chcialam na nim miec. Z tym, ze efekt koncowy zupelnie odbiega od tego co sobie wymyslilam ale za to bardzo mi sie podoba i lepiej byc nie moglo ;)


Caly wieczor spedzilam na kombinacjach i o ile na poczatku chcialam na sznurku fasetki... tak pozniej stwierdzilam, ze mi sie to nie do konca podoba. One sa za duze i za ciezkie... nie uzylam tez klipsa, ktory z zalozenia mial byc na srodku.

W koncu przyszly tez dwa ostatnie elementy. Sa to separatory z jesienno/zimowej w kolorze lila i szary. Mialy pasowac do fasetek. Glowny problem mialam z dlugoscia sznurka, bo 100 cm nie daje zbyt wielu mozliwosci. Wiadomo to potem trzeba zalozyc na nadgarstek a na roznego rodzaju supelki skracaja go niesamowicie. Chude lapki nie beda mialy takiego problemu, natomiast moj nadgarstek ma swoja grubosc.


 Zrobilam cos bardziej lekkiego i korona najlepiej pasowala do tego pomyslu. Wlasciwie wyglada tu o wiele lepiej jak na bransoletce. Do tego wzielam same separatory, ktore tez sa mniejsze jak zwykle charmsy i tak oto prezentuje sie gotowy sznurek... z dwoma supelkami, ktore trzymaja wszystkie elementy na srodku.


  Tak sie prezentuje na rece. Nawet jezeli charmsy sie troche przesuwaja, to pozostaja na swoim miejscu, wiec nie mam problemu z tym, ze nagle mam zapiecie u gory. Nie ma tez obawy ze mi sie odepnie... jest na tyle ciasna, ze samo z siebie nie ma szans sie otworzyc :)
A co do fasetek... to mam juz kolejny pomysl jak je wykorzystam ale o tym innym razem.

piątek, 23 listopada 2012

Illamasqua Loose Powder... moj nowy ulubieniec :)


O tym sypancu wspomnialam juz raz... bo to bylo szalenstwo zakupowe, jak Illamasqua miala cudne obnizki i wtedy skusilam sie na pare produktow. Puder ten pokazalam ale wtedy jeszcze go nie otwieralam... ani nie moglam nic powiedziec na temat tego jak sobie radzi. Co prawda ja wole pudry bez koloru ale wtedy w ofercie byly tylko kolorowe, wiec nie mialam innego wyjscia jak kupic taki ;)


 W opakowaniu mamy 15g wiec jest to calkiem sporo.

I tak sami jak w przypadku korektora, bo oba maja ten sam odcien... puder pasuje mi idealnie. Slicznie sie stapia ze skora i jest praktycznie niewidoczny. Kolor ktory mam to LP 135


 Jest to jasny bez... w opakowaniu wyglada troche ciemniej jak potem na skorze, co widac na zdjeciu ponizej. Puder jest bardzo drobno zmielony i ja go przewaznie nakladam pedzem RT blush brush ale mozna tez zalaczonym puszkiem wklepac, wtedy powinien lepiej utrwalac makijaz :)


Tak sie prezentuje z korektorem (w celu ukrycia roznych takich).


Ja jestem zadowolona z matownienia, daje naturalny efekt... nie wlazi tam gdzie nie powinien i nie podkresla zadnych skorek i zmarszczek. Bardzo fajny produkt i ciesze sie, ze sie na niego skusilam a polubilam na tyle, ze zdecydowalam sie jeszcze na bezbarwna wersje :)