środa, 17 listopada 2010

sroka w paszczu lwa

Na wstepie chcialam powiedziec, ze sprawa prasowanych pszczolek Guerlaina zdechla w locie :] . Pojechalam dzis do miasta... pojechalam po cos... kupilam zupelnie co innego... ale to nic nowego. W kazdym razie w moje rece wpadly tez pszczolki... i opatrznosc nade mna czuwala, ze mi je w dougim online wykupili. Bo nie powiem sliczne sa... jak sie na nie patrzy ;) ... ale takiego skupiska zlotych drobinek w jednym opakowaniu w sumie pieknego bezu to chyba nie spotkalam. Pomijajac, ze ja nie lubie zlota... to naprawde moglabym niejednej bombce robic konkurencje... az by pobladly z wrazenia pfff...

I tak poszlam do The Body Shopu poprawic sobie humorek :D ... nie pomyslalam, ze wpadne w rece harpii, sympatyczniej co prawda ale harpii. I tak moja ofiara padly trzy produkty z serii Cranberry Joy... chcialam dwa ale byla promocja... trzeci za darmo... pani mnie w ogole promocjami ogluszyla... bo do kremu do rak... nie da sie ukryc z marihuana... dostalam balsam do ust... a do tego rabat w zwiazku ze zblizajacymi sie urodzinami... ze sklepu wyszlam z pelna torba, karta stalego klienta (w TBS bylam drugi raz w zyciu... do tej pory sie zapieralam zadnimi) i w ciezkim szoku...



I tak dalej bedac w szoku wpadlam do YR... choc gdzies mi mignelo w glowie, ze to tez jak ponowne wejscie w paszczu lwa... tam panie sa rownie namolne... i uprzejme do bolu :) ... na szczescie jedyna sprzedawczyni byla zajeta i po moim szybkim zaprzeczeniu poszla w dluga nie wiszac mi na karku. Aczkolwiek... chcialam jeden kawowy zel pod prysznic... ale byla promocja... tiaaa mam dwa... reszte kupilam dobrowolnie... przy okazji zakochujac sie w truskawce (czy ktos moze wie dlaczego nie maja truskawkowego balsamu???) ... i malinie... wiec obawiam sie, ze kiedys tam jeszcze wroce... i juz sie boje...



I tak w zwiazku z tymi ekstremalnymi przezyciami... zapomnialam co to ja w ogole chcialam... wrocilam do domu zjechana jak kon po westernie... i dobrze, ze mam urlop... moge jutro odpoczywac :))

13 komentarzy:

  1. Mój ulubiony krem. Kocham go, jest najlepszy pod slońcem.

    I jak pachnie ta żurawinka? Bo ja jeszcze edycji 2010 nie wąchałam,a le wiem, że wszystkie będa moje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. mojemu mezowi sie seria z listkiem spodobala ;) ... nawet balsam do ust mi zabral hehe... ale to juz slyszalam, ze wlasnie do suchej skory jest rewelacyjny...

    a zurawinka boska... peeling najlepiej pachnie... ale reszta tez cudnie... apetycznie i swiezo...

    OdpowiedzUsuń
  3. ha, następna no! Nie dalej jak dzisiaj na blogu Nei widziałam opowieści o świątecznym TBS-ie i postanowiłam się trzymać od niego z daleka podczas następnych wycieczek po sklepach, a teraz tu widzę kolejne kuszenie ...
    I te małe buteleczki YR... Chyba będę sobie musiała blokadę na czytnik google zrobić jakąś :) Bo kuszą z każdej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cathy,
    zurawinke polecam... pachnie naprawde cudnie :D ... na poczatku wzielam wanilie... fajna ale nie zachwycila... potem powachalam zurawinowy peeling i wpadlam :))) ...

    a malenstwa YR rozkoszne... praktycznie wszystkie rodzaje do potestowania: kokos, jezyna, vanilia, olika, truskawka i zboza :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Maus, litości nie masz :) Teraz jak nic wdepnę do TBS, przynajmniej się zorientować, czy już u nas dostępne... Taaa, zorientować. Zawsze tak mówię, a potem kończę dokładnie tak jak Ty ("bo promocja była, bo mnie pani namówiła" :D)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie ma litosci :))) ... ja tez przewaznie zagladam zeby sie zorientowac... poptrzec... ale jak sie trafi w rece harpii... to zawsze z czyms sie wyjdzie :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Smakowite zakupy a zurawina bardzo kuuusi:D
    Chyba mam coraz mniej silnej woli....

    OdpowiedzUsuń
  8. ja juz w ogole nie mam silnej woli... slaba jestem jak ten listek na wietrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe co a co to jest silna wola? ja jestem tego pozbawiona :)

    Żurawinkę też lubię, choć krem do rąk z tej serii bardziej szampanem mi pachnie :) ale masełko do ciała jest po prostu takie że ślina cieknie po podbródku :)

    zazdroszczę pachnących zakupów!

    OdpowiedzUsuń
  10. w miare wzrostu stazu na wizazu... silna wola maleje az do calkowitego zanikniecia :D

    zurawinki na razie stoja w szafce i czekaja na swoja kolej :) ... ale jak mowisz, ze krem do rak tez fajny to bede musiala go upolowac :D ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Desti zadowolona jestes z kremu z marychą? jakie masz wrazenia zapachowe?
    miałam z TBS o zapachu bursztynu i o ile super pielegnowal to wywoływal bóle glowy :/

    OdpowiedzUsuń
  12. zapach jest... yyy... jak marychy ;))) ... ale na szczescie po jakims czasie znika... bo krem ogolnie jest boski... i rewelacyjnie regeneruje skore dloni :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zakochałam się nie tylko w rocherowej truskawce i malinie, ale też w mandarynce, jeżynie, mango, marakui, kawie, kokosie, etc, etc...

    OdpowiedzUsuń