niedziela, 26 czerwca 2011

wiesci z lini frontu... co wlasciwie jest dobre



Dzis ogladalam w tv bardzo interesujacy program, ktory ogolnie mowiac uswiadamial, ze jakbysmy nie probowali to w czasach obecnej globalizacji naprawde trudno jest zdrowo sie odzywiac. I wcale nie dlatego, ze my nie chcemy ale cala produkcja nastawiona jest na zwiekszenie ilosci produkowanych rzeczy, niestety brutalnie kosztem jakosci... czego oczywiscie nikt nam nie prezentuje na opakowaniu. Ogladajac ten program przypomnial mi sie dosc stary juz film z Louis de Funès, gdzie jedzenie bylo produkowane w wielkiej fabryce i ogolnie to z czego zywnosc byla produkowana bylo dosc obrzydliwe.

Chyba wiekszosc z nas zdaje sobie sprawe z tego jak trzymane sa zwierzeta hodowlane i to, ze dostaja w pokarmie antybiotyki i rozne inne lekarstwa, na rozne choroby... wynikajace glownie z tego, ze warunki w ktorych sa trzymane odbiegaja od tego jakie powinny byc. Pokazywali tam wiele produktow ekspotrowych, takich ja np. krewetki. Lubicie krewetki ??? Ja na szczescie nie i pewnie w zyciu juz zadnej nie zjem. Farmy krewetek znajduja sie miedzy innymi w Tajlandii, gdzie male krewetki wpuszczane sa to malych sztucznie zrobionych stawow i w tej wodzie przebywaja, dopoki nie sa gotowe do sprzedarzy. W wodzie, ktora nie jest zmieniana... wiec krewetki plywaja w tym co wydala... a do tego, zeby szybciej rosly i nie chorowaly dostaja min. antybiotyki i "witaminy" wymieszane z taka chemia, ze proba wpuszczenia do tej wody po krewetkach rybek, skonczyla sie tym, ze te po paru godzinach zeszly.

I tak sie zastanawiam jak mam sie prawidlowo odzywiac. Producenci nas oszukuja jak tylko sie da i przy dokladnym przyjrzeniu sie zawartosci tego co kupujemy, to rzadko w srodku jest to co na obrazku. Ja od paru lat czesciej studiuje sklad tego co kupuje do jedzenia jak tego co jest w kosmetykach. Czesto mi sie wlosy jeza, bo to co jemy wlasciwie bardziej nam szkodzi jak sluzy. Powodujac, ze przez lata spoleczenstwo ma coraz wieksze problemy z nadwaga, pomijajac nasze "male wykroczenia" zywieniowe :]

Wiecie za czym tesknie... za warzywniakiami, w ktorych produkty byly od rolnikow z okolicy... gdzie marchewki byly krzywe, jablka tez pieknoscia czasami nie grzeszyly a ogorki nie musialy spelniach wymagan UE, za prawdziwym chlebem na zakwasie, ktory kupowalam wieczorem o 22... "z tylu" piekarni, ktora mialam po drugiej stronie ulicy. Za mlekiem w butelkach z kapselkiem, ktore mialo wieksza zawartosc mleka w mleku jak obecne i z ktorego mozna bylo zrobic najlepsze na swiecie kwasne mleko.

W Niemczech odkad pamietam istnialy sklepy ze zdrowa zywnoscia (Reformhaus), co w sumie jest straszne, ze takiej nie mozna kupic wszedzie, bo kto z nas kupuje swiadomie. Zastanawiajac sie w supermarkecie skad dane warzywo pochodzi i co w nim wlasciwie siedzi. Teraz powstaje coraz wiecej "Bio marketow" i czesto robie w takich zakupy, choc ceny sa wyzsze.

29 komentarzy:

  1. Od nie-ekologicznego jedzenia nie uciekniemy. Ale mi nie tyle zawsze przeszkadzało w takiej żywności to, że jest nie zdrowa. Ile to, że tak naprawde nie smakuje tak jak powinna.
    Dlatego, jeśli mam taką możliwość zawsze kupuje, zwłaszcza warzywa,produkty mleczne, sery w takich miejscach, gdzie wiem, że są one "czyste". A ile sie da zabieram z działki rodziców;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pamietam jak byłam mała babcia doiła krowę i piło sie takie ciepłe mleko z pianką ojjjjj ten smak do końca życia będę pamiętac:) Obecnie u mojej babci na wsi z 40 gospodarstw 4 tylko uprawiają ziemię i hodują zwierzeta.Niestety jesteśmy skazani na chemię, barwniki. Dwa lata temu pracowałam na szklarni gdzie się uprawiało paparykę ! Masakra ile oni chemii walą ! Jak tylko się zdjęło rękawiczki to nie można było nigdzie dotknąc bo odrazu uczulenie się miało! To nie do opisania:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Niemczech na pewno jest gorzej dostac coś prawdziwie ekologiczne z pewnego źródła bo jak wiemy w dzisiejszych czasach wszystko można podorbic bo teraz tylko produkują wszystko by opchnąc w ludzi:) Np ta afera z niewinnymi ogórkami. Ja pochodzę z Podlasia z małej miejscowości, gdzie ludzie się wystraszyli i nikt nie kupował warzyw. A ogórek był niewinny:)Tv ma duży wpływ na ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. tumblingcurls,
    o ekologicznym jedzeniu dla wszystkich faktycznie mozna juz tylko pomarzyc ale prawde mowiac to co producenci robia z tym, co trafia na polki w sklepach to jest przesada. Choc prawde mowiac najbardziej przeraz mnie to co robia ze zwierzetami hodowlanymi.

    A ten brak smaku tez mnie dobija, teraz trudno kupic pomidora co na pomidor smakuje, przewaznie sa one bezsmakowe... wszystkie jednakowe ehhh... dzialka to bylo by dobre rozwiazenie, tylko u mnie takich nie ma.

    Kobiecewariacje,
    wcale nie jest trudniej ale przede wszystkim drozej i to sporo... bo mozna kupic glownie tak jak pisalam w Bio sklepach. Ta cala historia z EHEC dotyczyla w sumie tylko Niemiec, bo tu ludzie zaczeli chorowac... i to nie tylko ogorki ale i pomidory i salata byly niewskazane. A na koncu wyszlo, ze to kielki byly winne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez mam obsesje czytania skladow produktow, ktore kupuje do jedzenia - juz od lat to robie, w rezultacie czego wiekszosc wraca na polke a ja ograniczam sie do minimum... staram sie jesc zdrowo i kupowac zywnosc organiczna, omijam szerokim lukiem produkty wielkich koncernow (np. zajmujace sie produkcja mies, mleka, serow), na szczescie mamy tutaj niedaleko swietny supermarket (ktory notabene jest cala filozofia a nie tylko sklepem ;) - Trader Joe's (jego wspolzalozycielem byl jeden z zalozycieli niemieckiego Aldi ;) ... ale tak na dobra sprawe NIGDY nie bedziemy wiedzieli co tak naprawde jemy pod warunkiem, ze sami to sobie wyhodujemy :/ A tymi krewetkami to mnie zalamalas - nie wiedzialam :/

    OdpowiedzUsuń
  6. I tak, tez odczuwam tesknote za "normalnym" jedzeniem, jablkami, ktore gnija, swiezym mlekiem i chyba przede wszystkim pomidorami o smaku ... pomidorowym :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypomniało mi sie, jak mój brat mieszkający w stanach też narzekał na nie smaczne pomidory. Wiec zakupił sadzonki pomidorów( koktajlowych chyba;)) zamówił urzadzenie które nazywa sie Topsy Turvy i przywiesił do sufitu balkonu:D Potem zakupił też wersje na tuskawki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. @tumblingcurls: oooo, az poszukam! Dzieki za cynk! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Urbi ja o pomidorach też marze! Te ze sklepów nie mają już takiego zapachu jak powinny albo pachną wodą....

    Na szczęście mam kawałek ogródka i tzw. foliak i co roku mam ogórki, pomidorki, sałate, buraki, marchew ... i parę innych warzyw wyhodowanych na końskim nawozie naturalnym =]

    Ale co do produktów ze sklepów nie patrze na skład, bo mnie on nie przekona, że mój ulubiony serek to sama chemia, chociaż z mięs jem tylko kurczaki i ryby, więc trochę chemii mnie omija =]

    OdpowiedzUsuń
  10. urban,
    urządzenie bardzo polecam;) U nas w bloku także sie sprawdziło;) Zarówno na pomidory jak i na truskawski wypróbowałam;)
    Kupił za kilka $ w Home Depot o ile sie nie myle;)

    OdpowiedzUsuń
  11. tutaj widzialam sklepy Alnatura i dla Jagi tam staram sie kupowac zywnosc, problem w tym, ze mala gardzi moimi zupami wiec musze kupowac te sloikowe. Boje sie ich, tak samo jak boje sie kupowac kuraka dla niej ( i ja i narzecozny jestesmy wege od wielu lat)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bym dziecku(nie mam dzieci mówię teoretycznie) gerberków i tych innych potrawek nie kupiła... pamiętam jak na 18-ste urodziny koleżance kupiłyśmy zestaw gerberek, łyżeczki i śliniaczek, to po odkręceniu słoika każda z nas nosem kręciła, a solenizantka jak gotowej papki spróbowała to pluła potem dobre pół godziny =[

    OdpowiedzUsuń
  13. Urbi,
    za pomidorami tez tesknie bo ja bardzo lubie pomidory ale to co teraz jest w sprzedazy rzadko mi smakuje. A to z krewetkami mnie zaszokowalo, bleee... jak to wygladalo. Z tym, ze to nie tylko krewetki a bardzo wiele innych hodowli tak wyglada.

    Natasza,
    kurczak to czesto najbardziej nafaszerowane chemia mieso :] ... a czytanie skladow jest dobre... wtedy wiadomo, w ktorym jogurcie w sumie nie ma owocow albo gdzie zamiast wanili jest wanilin, produkowany z drewna albo gdzie sa wspomagacze smaku, odpowiedzialne za to, ze mamy wiekszy apetyt i wiecej jemy.

    Co do gotowych produktow dla dzieci, sa tez BIO produkty... nawet od firmy Hipp ale tu tez trzeba uwazac, bo nie wszystkie firmy produkuja jadalne rzeczy i takiego gerberka tez bym dzieku nie dala.

    Agata Ma Nosa,
    popatrz po tych BIO, oprocz Alnatury na pewno masz tez w okolicy wiekszy BIO market a w nim wiecej firm do wyboru. A kurczaka lepiej sobie daruj i kupuj jak juz indyka... z kurczakami sa tu ciagle jakies cyrki i jak nie jakies bakterie to inne paskudztwa w nich znajduja. Jajka tez najlepiej BIO i oczywiscie mleko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Maus jezeli to byl program niemiecki to juz ogladalam jakis czas temu wlasnie taki programik i bylam zszokowana,ogolnie jak ryny sie hodujeee masakra,ja na szczescie mam 2 razy w tygodniu targ i kupuje warzywa i owoce tylko od rolnikow i wlasnie zastanawiam sie czy miesa tez nie kupowac od nich bo jeden rolnik raz w miesiacu sprzedaje drob,ogolnie tez zawsze patrze na etykiety co kupuje ale wiadomo ze czlowiek zawsze jakas chemie zje tak czy siak nie uchronimy sie od tego chyba ze czlowiek wyprowadzi sie na wies i sam zacznie chodowac zwierzaki i uprawiac warzywo

    OdpowiedzUsuń
  15. Agawcia,
    to byl program na VOX, wypawiadali sie tez ci rozni co gotuja w roznych programach... ogolnie co jakis czas tego typu program sie pojawia i po kazdym mam ochote rzucic jedzenie ;))

    O rybach tez kiedys widzialam, zdaje ze to byly sztucznie pedzone lososie, ktorym podawali barwnik, zeby mialy odpowiedni kolor a karmione byly maczka rybna... a w koncu ryba sama z siebie w naturze przewaznie sie czym innym zywi, pomijajac te rybozerne ;]

    OdpowiedzUsuń
  16. O kurczakach to wiem, ale nic mnie nie zniechęci =]

    Hmm chyba jednak zacznę czytać etykietki przez was =] Choć mam to szczęście, że nie muszę jeść gotowych potraw z puszki czy słoika do podgrzania, bo w tym to dopiero jest arsenał chemikaliów i polepszaczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Natasza,
    pewnie, ze nie kazdy kurczak to zlo wcielone ;) ale ja i tak ograniczylam kure w mojej kuchni.

    Co do etykietek to wcale nie chodzi o gotowe potrawy do podgrzania, bo o takich w ogole nie bylo mowy... tylko etykiety od jogurtow, serkow, serow, wedlin i ogolnie szerokopojetej garmazerki. Bo np. w wielu jogurtach truskawka wcale nie jest truskawka, a w wyrobach z drobiu czesto wieksza czesc zawartosci to mieso ze swinki.

    I np. takie pesto z Barilla... z czego sklada sie porzadne pesto wiadomo i takie robie sama, bo w tym co mam zamiast oleju z oliwek jest slonecznikowy, zamiast orzeszkow piniowych sa nerkowce, zamiast parmezanu jakis inny ser. Cale szczescie, ze jest bazylia a nie jakies inne zielsko ;D

    Abo rozne platki sniadaniowe i musli. Zaraz na poczatku cukier i wiekszosc z tych oferowanych w sklepach ma w 100g ponad 300 kalorii :]

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiem, wiem, ale tak mi się nasunęły te gotowce jako samo zło właśnie =] U mnie najczęściej są piersi z kurczaka używane reszty nie lubię =]

    Hm jednak wolę nie wiedzieć co jem.... chociaż kiedyś poszliśmy na kebab z moim chłopakiem i mięsko było takie dziwne, nie była to baranina, nie był to kurczak a schabem też nie smakowało. Natomiast inny rodzaj kebaba w tej samej knajpie zawierał kurczaka =]

    OdpowiedzUsuń
  19. Podzielam Wasze zdanie... Też staram się uważać na to, co jem, choć czasem pozwalam sobie na świadome mega-grzechy... I jeszcze jedno: dzięki Bogu, że nie lubię krewetek!

    OdpowiedzUsuń
  20. Natasza,
    wybor nalezy do nas... ja tam wole wiedziec, choc czesciowo, bo nad caloscia i tak nie jestesmy w stanie zapanowac :D

    Viollet,
    ja jak widzialam ta farme to to samo pomyslalam :] za to wlasnie przed chwila dostalam na Twoim blogu slinotoku :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Maus Urbi i reszta dziewczyn z zza granicy...
    Ja Was chyba muszę do siebie zaprosić, nie wiem jak się pomieścimy, ale mniejsza :D
    Pod nosem mam targ, a na nim wszystko od chłopa - (z wyjątkiem jaj, te są kurze... :P)
    Ale na poważnie, pomidory, ziemniaki, cebule, truskawki, jabłka, kalafiory, rabarbar, fasolek 10 rodzajów, sałaty, ogórki - wszystko za grosze i przywożą hodowcy w gumofilcach takie z pola zrywane hodowane własnymi rękoma. Nie dam głowy że to nie sypane bo nie udowodnię przecież, ale kształty na pewno nie są od linijki i co najważniejsze ma smak! Są pyszne, to z marketów to smakuje jak papier - fuj.
    A na dodatek to na targu mam połowę tańsze, nigdy nie zrezygnuję z kupowania tam, tak samo mam mięsny w którym kobieta ma mięso z prywatnych ubojni i nie ma mowy o żadnym faszerowanym antybolami mięsie - z resztą markety tak jej nie lubią że co drugi dzień ma kobieta sanepid, więc można się zorientować o co chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Veloute,
    zazdroszcze... u mnie co prawda jest chyba co sobota taki targ, tzn. nie tyle u mnie co w miasteczku gdzie pracuje... z tym, ze to 25 km w jedna strone...
    Na szczescie mieso mam tez w miare ok, w prywatnym miesnym a zwierzyna lata tu dookola po tych lakach.

    OdpowiedzUsuń
  23. U mnie jest 3 razy w tygodniu :)
    Ale Ty mówisz że ceny są zabójcze, a ja za pomidory płacę 3 pln, a np. za kilo kurczaka 5,49 ;) Byłam parę razy w DE i już przygraniczne ceny zwalały z nóg, ale no w sumie podług zarobków to nie ma co porównywać...

    I jednak też (chwała Bogu) mieszkasz na "wsi" - więc masz lepiej niż ci co w tych wielkich (brrr...) miastach mieszkają.
    A 25 km to sporo się najeździsz codziennie...

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. masakra z tym jedzeniem, z każdej strony namawiają nas do zdrowego odzywiania tylko o zdrowe jedzenie trudno..

    OdpowiedzUsuń
  26. Chyba każdy za tym tęskni. Ja tęsknie również za czasami, gdy dostawałam 5 zł i kupowałam bułki mleko i jeszcze coś słodkiego. Teraz kupię tylko jedną ew. 2 z tych rzeczy. Ceny rosną, pensje nie. Tak to wygląda:/ jakość za to idzie zupełnie w dół.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kocham moją mamę =] dzisiaj przerywała marchewkę i mam w domu całą miskę świeżych młodych marchewek =] Słodkie, kruche i soczyste, a nie to drewno z marketu =] Opłaca się mieć własny ogród. Zapomniałam uprzednio wspomnieć, że rodzice nad kurami się zastanawiają, a u sąsiadów dwie owce się pasą chociaż mieszkam w cywilizowanym małym miasteczku, nie na wsi =]

    OdpowiedzUsuń
  28. Veloute,
    w sumie ja co drugi weekend pracuje, w ten zreszta tez... bede musialam rzucic okiem co oni tam maja :D

    ja z moimi 25 km to jeszcze nic, to w sumie u mnie zalicza sie do niedlugiej drogi do pracy ;) ... slubny ma 50 km w jedna strone a sa osoby, co jeszcze dalej musza jezdzic :]

    Na Krawędzi,
    dokladnie :]

    GoodForYouDP,
    ja bym mogla nawet i placic ceny takie jakie sa ale zeby to mialo jakosc ehhh...

    Natasza,
    hmmm... takie swieze marchewki sa pyszne :D

    OdpowiedzUsuń
  29. b. ładnie :)


    http://paticee.blogspot.com/
    odwiedź i mnie :)

    OdpowiedzUsuń