sobota, 8 stycznia 2011

TBS update... czyli wisnia z gandzia ;)

Jedyne w sumie co dzis nabylam... to maslo do ciala z serii Japanese Cherry Blossom, ktore juz podczas ostatniego pobytu w Norymberdze bardzo mi sie spodobalo :) ... pisalam o tej serii tutaj...

i krem do stop Hemp Food Protector... z tej samej serii co mam do rak a pisalam o nim tutaj... mam nadzieje, ze bedzie rownie skuteczny... ma ten sam hmmm... zapach... ale wydaje mi sie, ze przy stopach bedzie to mnie uciazliwe jak przy rekach :]

14 komentarzy:

  1. Ehh szkoda, że są tak drogie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja dopiero wchodze w TBS ale na razie jestem zachwycona, naprawde mają świetnie produkty, muszę koniecznie też czegoś z ich kolorówki spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dominika,
    to fakt przeliczajac na zlotowki to do najtanszych nie naleza...

    Lady,
    ja raczej pozostane przy pielegnacji...

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile sam krem do rąk z TBS uwielbiam, o tyle zapach po kilku tubach jest dla mnie nie do zniesienia. Mój drugi najczęściej kupowany krem z L'occitane z kolei ceną nie zachwyca (a ja kremy nałogowo kupuję i zużywam w tempie błyskawicznym).
    Na szczęście znalazłam fajny zamiennik (choć pachnie cytrusami, a ja z takimi zapachami nie bardzo, to jednak i tak 100 razy bardziej mi odpowiada niż ten z TBS ;) )

    Czekam na recenzje kremu do stóp, bo czaję się na niego i czaję, a i tak zawsze ostatecznie wybieram ten z L'occitane :)A może warto się skusić jednak na ten z TBS? ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Masło Cherry blossom zużyłam, ale raczej do niego nie wrócę. Zostaję jednak przy Pink Grapefruit ;)

    I nie będę paluchem pokazywać, przez kogo masło Cranberry u mnie w kolejce czeka na otwarcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cathy,
    ja cytrusow w kosmetykach nie lubie jeszcze bardziej jak tego zapachu... ale jak napisalam do stop moze bedzie mi latwiej przezyc ;)

    Pink Grapefruit podoba mi sie niesamowicie w opakowaniu ale na mojej skorze nie za bardzo... a moje Cranberry tez ciagle czeka :] ... jakos mi szkoda ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja cytrusowych zapachów też nie cierpię (a zimą szczególnie), a jeszcze bardziej nie przepadam za osobą Pani Rusin, której krem dla mnie okazał się być numerem jeden :) A jednak czasem warto się przełamać :)
    moja skóra na szczęście lubi PG, a Cranberry jestem ciekawa (bo też mi szkoda otwierać, gdy tyle pozaczynanych pudeł stoi ;) ). Myślałam, ze moze Ty już coś więcej powiesz na jego temat (bo waniliowy ze świątecznej limitowanki kupiony razem z cranberry to porażka, powędrował natychmiast w inne ręce ;/ A w sklepie taki ładny się wydawał)
    No nic, czekam cierpliwie na recenzję kremu do stóp ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. haha uśmiałam się z tego tytułu :)

    Dla mnie dzisiaj kochana Shpilka zakupiła we Wrocku trzy zapasowe masełka: Żurawinkę, Passion Fruit i Jagódkę :) Uwielbiam te zapachy :) ale ja to w ogóle jestem świr, aktualnie używam Jagodowe na przemian z Orzechem Brazylijskim, a w kolejce czeka jeszcze Kokosowe :) Dla mnie to jedne z lepszych nawilżaczy na rynku a jak się jeszcze zdarza okazja za 33zł... no to nie można przepuścić :)
    Cathy - ja zużywam mini żurawinowe i powiem Ci że zapach jest fajny, lekko kwaskowy wiec nie mdli, ale zarazem ciepły, otulający... Mniej leci szampanem niż krem do rąk z tej samej linii ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cathy,
    o widzisz tez sie nad tym waniliowym zastanawialam chwile... ale zajezdzal mi troche klejem do papieru jaki pamietam z dziecinstwa... wiec sobie darowalam :]
    Cranberry jest tak sliczny, ze tylko sie na niego co jakis czas pogapie ;) ... ale jak skoncze truskawke i wisnie to sie moze za nie zabiore...

    Kasia,
    u mnie zurawinka juz w sumie nie do dostania... chyba, ze na ich stronie online... jagody nie wachalam... bede musiala przy okazji nadrobic ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja lubię zapach "gandzi". Nie mogę napisać, że jest ładny, ale bywa interesujący. Szczególnie zapach świeżych, zielonych konopi. W perfumach się zdarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sabbath,
    podziwiam za umiejetnosc wychwycenia tych wszystkich nut zapachowych w parfumach... Twojego bloga czyta sie jak bajke :)) ... ja niestety nigdy nie mialam mozliwosci pocwiczenia nosa bo od nadmiaru (co u mnie nastepuje dosc szybko) dostaje migreny...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. hehe gandzia :D a efekty uboczne jakieś są? ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pilar,
    jak na razie nie stwierdzilam ;))

    OdpowiedzUsuń