Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam rozne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam rozne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lutego 2016

niekosmetycznie w obrazkach... balijskie plaze :)

Dzis mam dla was temat moze srednio ekscytujacy ale za to bardzo malowniczy. Plaze na Bali sa dosc specyficzne ale kazda jest na swoj sposob piekna. Te na poludniu sa dlugie, szerokie i z zoltym piaskiem. Polnocne maja tez czarny piasek ale o tych niestety nie moge wam wiecej powiedziec. Nie nalezy zapominac, ze ocean ma to do siebie, ze przyplywy i odplywy decyduja o tym czy mamy plaze i jak szeroka. To samo dotyczy gebokosci. Dlatego warto sie zasnanowic, czy chcemy resort przy plazy. Owszem pieknie to wszystko wyglada ale przez dwa tygodnie mozna miec w ciagu dni plytka sadzawke.
Pierwsza z plaz, ktore odwiedzilam, znajdowala sie w Sanur. Ta moglam obserwowac najczesciej. Woda byla czysta... dno piaszczyste i przyjazne z tym, ze sporo bylo miejsc trawa morska. Plywac i tak sie nie dalo. Plaza w Sanur jest chroniona przez falochron, przez co na ma fal ale z drugiej stronie przy odplywie, ktory trwa wiekszosc dnia woda cofa sie i stracila ponad metr na wysokosci. Dla rodzin z dziecmi idealna sprawa... lagodny brzeg i plytka ciepla woda.
Na powyzszym zdjeciu z lewej strony mamy przyplyw, jedyny moment gdzie wygladalo to jak moze a nie spokojne jezioro. Plaza byla piekna, szeroka i przewaznie pusta.
A tak wygladal odplyw, piasek jest jeszcze mokry. Tu widac tez roznice w wysokosci. W poblizu drzew/palm staly lezaki z parasolami. Czesc nalezala do hoteli, czesc do knajp... ale wszedzie mozna bylo sie ulozyc, czasami za oplata a czasami wystarczylo kupic cos do picia lub jedzenia... dodatkowo mamy wtedy dostep do internetu.
Niska woda sprzyjala wedrowkom. Przewaznie siegala tak do kolan i mozna bylo bez butow chodzic, w morskiej trawie, ktora jest dosc ostra, sa porobione sciezki. Oprocz roznego rodzaju rybek, ktore byly dosc szybkie, mozna bylo spotkac przerozne rozgwiazdy. Niestety tam gdzie sa skalki sa tez jezowce a na te lepiej uwazac. Male kolorowe krabiki pojawialy sie przy odplywie.


Crystal Bay to jedna z najpiekniejszych plaz ale nie znajdziemy jej na Bali a na nieduzej wyspie Nusa Penida lezacej w poblizu, okolo godziny katamaranem. Tu mamy to czego wiele osob oczekuje po Bali ale zapomina, ze to wulkaniczna wyspa a te maja specyficzne plaze. Takie z bardzo jasnym prawie bialym, drobniutkim piaseczkiem mamy tam gdzie w wodzie sa rafy koralowe.
Na szczescie nie ma na Crystal Bay hoteli, dzieki temu naprawde ma sie wrazenie, ze jest sie w raju. Oprocz osob z mojej wycieczki, paru miejscowych i kilku lodek z nurkami... nie bylo nikogo. Na plazy wsrod palm czekaly na nas lezaki, zadaszone miejsca w cieniu... duzo miejsca i spokoj.


Plaza bajkowa ale ocean nieobliczalny. Jak juz pisalam, fale zalamuja sie tam gdzie dno "nabiera" glebokosci i potrafia przewrocic a przy tym pociagnac po pokruszonych koralach, co jest srednio przyjemne. Do tego mocny prad ciagnie na otwarta wode. Nie powiedzialabym, ze sa to plaze przyjazne dzieciom.


Do tego nalezy pamietac, ze rafy koralowe sa pod ochrona i nie wszedzie mozna wejsc do wody. Zdecydowanie idealne miejsce dla tych, ktorzy lubia spedzac czas na cieplym piasku w cieniu palm.

Ja spedzilam tam cudowny dzien, do tego 13 rocznice slubu. Wrazenia niezapomniane... tam naprawde mozna naladowac baterie i oddac sie blogiemu nierobstwu ale oprocz tego mozemy poplywac z maska i rurka i podziwiac podwodny swiat albo wybrac sie w glab wyspy na spacer. Niedaleko plazy znajduje sie tradycjna wioska.
Snoorkowanie (co to za slowo hehe...) to bylo cos dla mnie, na nurkowanie nie mam odwagi. Maski, rurki i pletwy byly przygotowane przez organizatora. Warto wyplynac lodka pare metrow w morze, to tez zapewnil organizator, przy brzegu fale na tyle mieszaja wode, ze jest dosc metna i widocznosc jest slaba. Natomiat kawalek dalej mamy juz piekne widoki, takze dla tych nienurkujacych. Przy okazji moglam przetestowac mojego wodoodpornego Canona, jak na moje potrzeby jest super.


I jeszcze pare podwodnych obrazkow.
Ostatnia plaza, ktora chcialam wam pokazac jest ta w Kucie. Mniej wiecej na tej samej wysokosci co Sanur ale po drugiej stronie. Kuta to jak juz pisalam w poprzednim poscie raj dla surferow. Plaza sama w sobie niesamowicie szeroka, dluga i na swoj sposob piekna. Z tym, ze z masowa iloscia roznego rodzaju handlarzy, ktorzy potrafia byc dosc upierdliwi. Do tego Kuta jest dosc spora a to oznacza duza ilosc turystow. Na szczescie plaza jest na tyle orgomna, ze to nie przeszkadza.


Brzeg jest plaski, nieplywajace osoby moga sie spokojnie pomoczyc ale plywajace tez nie poplywaja... chyba, ze na desce.


Wieczory na plazy bywaja chlodne. Czesto wieje dosc zimy wiatr, ktory tez ma wplyw na fale. Wtedy sa jeszcze piekniejsze.


Najbardziej znane sa zachody slonca na plazy w Kucie. Wtedy zbieraja sie jeszcze wieksze ilosci ludzi jak w ciagu dnia. I faktycznie sa to niesamowite widoki, cos pieknego. Spektakl kolorow...
... pomarancz, plynne zloto, szarosci. A gdy slonce schowalo sie za horyzontem...
... pozostawialo bajkowa aure w przeroznych odcieniach rozu. Tak... dla tego zachodu zdecydowanie warto odwiedzic plaze w Kucie. 


wtorek, 5 maja 2015

niekosmetycznie w obrazkach... majowka w Amsterdamie cz.I

Juz myslalam, ze nic dzis z tego nie bedzie. Blogger nie chcial mi zaladowac zdjec, tzn. na picasa wrzucil ale na blogu sie nie pojawialy. Z tym, ze sie uparlam hehe... od jutra koniec laby, czas wrocic do pracy. Dlatego chcialam ten post wrzucic dzis, bo nie wiem kiedy bede miala czas a nie da sie ukryc takie posty tez sa czasochlonne. Aleee... nie ma co przeciagac. Zapraszam na Amsterdam w pigulce :)

Rijksmuseum
Tak za bardzo to nie wiem od czego zaczac. Mam w glowie tyle informacji, ktore chcialabym wam napisac, ze nie wiem co jest wazniejsze i ciagle sie boje, ze o czyms zapomne. Zaczne moze od tego, ze na wycieczke do Amsterdamu potrzebujemy conajmniej trzy dni i to jest wersja dla normalos... bez odwiedzania wszystkich muzeow, ktorych w Amsterdamie pod dostatkiem. Do tego nie jest to tanie miasto, co mnie prawde mowiac troche zdziwilo. Nie zebym oczekiwala taniochy, bo niby dlaczego ale mimo wszystko ceny mnie czasami zaskakiwaly.


Wiadomo gdzies trzeba spac, wiec informacja o hotelach na pewno sie przyda. W moim przewodniku o Amsterdamie zaraz pod haslem noclegi byl tekst "ze hotele w tym miescie nie sa najwyzszych lotow ale za to ceny maja kosmiczne". I tak faktycznie jest. W sezonie hotele w centrum zycza sobie za noc od np. 200€ za dwuosobowy pokoj w 3* i powyzej 300€ za 4* ... w gore nie ma granicy. Do tego mozna poczytac w sieci, ze wiele ma slabe opinie. Nie nalezy sie zdziwic, ze na miejscu trzeba zaplacic "oplate od korzystania z powietrza" ... ja to tak zawsze nazywam, bo nie wiem za co wlasciwie sie placi, w koncu to nie kurort a miasto ale jak trzeba to sie nie przeskoczy a jest to urocze okolo 30€ za osobe. W przypadku rezerwacji hotelu tez nalezy uwazac. Musze przyznac, ze jeszcze sie z takimi rozwiazaniami jak w Amsterdamie nie spotkalam. Tam z zasady mamy pokoj i nic wiecej. Sniadania, parking, internet itp. za wszystko trzeba dodatkowo placic. Przez co atrakcyjna cena hotelu szybko moze sie zmienic. U mnie tez tak bylo. Na szczescie WLAN mialam darmowy ale sniadanie to bylo dodatkowe 19€ za dzien od osoby... plus parking hotelowy 17€ za dzien. 
B&B tez mozna spotkac... ceny maja rownie zawrotne.

Ja wybralam sie na majowke autem, wiec u mnie z gory odpadaly hotele w centrum. Nie polecam osobom nie znajacym miasta jechac do centrum autem. Pomiajac totalny chaos na drogach, to oczywiscie miejsca parkingowe sa ograniczone i drogie. Za godzine postoju tak juz troche z boku nie w samym centrum zyczyli sobie 4€ za godzine... wielopoziomowe parkingi to rozkoszne 50€ za dzien. Wiele hoteli w centum nie ma wlasnych parkingow, trzeba szukac miejsca na ulicy.

Zdjecia hotelowe ale dosc dokladnie oddaja stan rzeczywisty.
Ja zdecydowalam sie na Mercury Airport 4*, ktory polozony jest niecale 7 km od centrum ale tez spory kawalek od lotniska, wiec samolotow w ogole nie slychac. Za to po drugiej stronie ulicy jest jezioro, w kotrym mozna sie latem kapac, obok hotelu jest stacja benzynowa a w niej Marks & Spencer Market gdzie mozna kupic pyszne kanapki, jogurty, owoce, salatki... wybor byl spory. Do centrum mialam 10 minut autobusem, przystanek jest zaraz obok hotelu. Linia 197 kursuje czesto i punktualnie, cena biletu to 2,50€ za osobe w jedna strone. Bilet kupujemy u kierowcy. Doszlam do tego, ze miejskie autobusy nie maja zadnych dodatkowych mozliwosci. Co prawda na ich stronie podaja opcje biletu na 24h, w autobusach niestety nie mozna go kupic ale prawde mowiac potrzeba bilet zeby dojechaci wrocic i to wychodzi taniej jak ten dobowy. Sa tez autobusy hop on - hop off i tam mozna kupic bilet na caly dzien. Spotkac je mozna glowie w centrum i jest to linia turystyczna. Nocne autobusy tez sa, wiec jak sie ktos zabawi dluzej w centrum... to bez problemu wroci do hotelu w srodku nocy ;)



W hotelu warto sie rozejrzec, gdzies na ktorejs sciane powinna wisiec taka tablica z duza iloscia karteczek. Warto sie przyjrzec, ja skorzystalam z paru. Sa to rabaty na przerozne rzeczy i atrakcje. Miedzy innymi rowery, wycieczki statkami po kanalach, upominki, knajpy, ogrod botaniczny, muzea itd.

Udalo mi sie, bo akurat w tym czasie co bylam w samym centrum bylo wesole miasteczko ze spora karuzela. I tak moglam sobie poogladac miasto z wysokosci 55 metrow. Amsterdam jest wiekszy niz by sie to moglo wydawac. Tam tez znajduje sie amsterdamski Madame Tussauds.


Przejdzmy teraz do poruszania sie po centrum. Ja polecam na piechote. Aczkolwiek jako pieszy trzeba miec oczy dookola glowy. Rowery, skutery, motory, auta, tramwaje i autobusy... to wszystko, ze wszystkich stron i czesto naraz, wszystkie te srodki lokomocji maja zabudowane pierwszenstwo przejazdu i nie ma co liczyc, ze ktos zwolni albo stanie, wiec najlepiej byc ostroznym. Co w sumie i tak graniczy z cudem. Nie interesowalam sie wynajmem rowerow, wiec tu niestety nie znam cen ani zasad ale prawde mowiac jadac rowerem trzeba sie dosc mocno koncentrowac i podziwianie kanalow i kamieniczek moze stac sie niemozliwe.

Ogolnie w kazdym przewodniku mamy plan miasta. Mozna z takiego korzystac. Ja zdecydowanie wolalam ajfonowa nawigacje, ktora jest po prostu rewelacyjna. Pomijajac, ze jest w niej zaznaczony salon apple na Leidseplein, ktory jest w miejscu gdzie mamy sporo lini autobusowych i tramwajowych. Ja go na poczatku uzywalam jako punkt orientacyjny. Internet to okolo 2€ za dzien, cena jak dla mnie do przezycia. Wiekszosc knajp ma darmowy WLAN, ktory nie wymaga logowania albo logujemy sie przez FB, wiec tak tez mozna sobie poradzic.


Statki. Do wyboru... do koloru. Plywa tego naprawde sporo i rozne. Ja akurat zdecydowalam sie na "See Amsterdam" bo w moim hotelu byly karteczki z 2,5€ rabatu na osobe. Statki sa porzadne i w dobrym stanie, polecam wybierac te, ktore maja w tylu otwarta przestrzen. Przez taki przeszklony nie da sie zrobic porzadnych zdjec a do tego jest w nich dosc cieplo. Jak widac plywaja dosc czesto, wiec mozna sobie wybrac... i czasami lepiej poczekac bo o ile jeden jest pelen, tak kolejny moze byc pusty. Ta firma oferuje dwie trasy. Purpurowa jest o wiele ciekawsza i jak ktos musi sie zdecydowac na jedna, to polecam wlasnie ta, niebieska prowadzi przez mniej ciekawe kanaly. Mamy tu tez opcje na caly dzien, czyli mozemy wysiadac gdzie chcemy i potem plynac dalej, tez na pewno dosc ciekawa opcja.

Jak najbardziej polecam taka wyprawe, kazdy znajdzie cos dla siebie a z wody wyglada to wszystko tez troche inaczej :) ... i zdecydowanie mozna troche odpoczac, dawno sie tyle nie nalatalam jak podczas tych paru dni. Do hotelu wracalam bardziej zmeczona, niz w trakcie pobytu w gorach.


W centrum znajduje sie tez dom Anny Frank, ktora ukrywala sie tam przed nazistami w trakcie wojny. Teraz byla dodatkowo wystawa, co wzmozylo zainteresowanie i sprawilo, ze niestety nie weszlam do srodka. Kolejka zapowiadala pol dnia czekania.


Jak sie tyle lata, to trzeba tez cos zjesc. Wybor jest tak niesamowity, ze istnieje ryzyko zalapania syndromu osla co mu w dwa zloby dano. Oferta na kazda kieszen i spora ilosc vegetarianskich knajpek. Ceny calkiem znosne, porownywalne do reszty duzych miast. Ja zakotwiczylam w irlandzkim pubie ale mieli tak niesamowicie dobre zarcie, ze moglabym sie tam codziennie stolowac.


No i oczywiscie piwo. Nie pamietam kiedy ostatnio wypilam takie ilosci piwa hehe... Grolsch (z sentymentu) na zmiane z Guinness.


Slynne Coffeeshopy... czuc zanim sie do nich czlowiek zblizy. Ja akurat potrzeby nie mam, zmeczona i glodna bylam i bez ziola ;) ... aczkolwiek jestem za legalizacja, jak ktos chce palic to bedzie bez wzgledu na to czy jst legalne czy nie a prawde mowiac idac w tym kierunku nalezaloby by zabronic papierosow i alkoholu. W kazdym wiele Coffeeshopow wyglada jak puby, nikomu to nie przeszkadza... ruch w ciagu dnia umiarkowany. Jak cos przestaje byc zakazane, to traci na atrakcyjnosci ;)


Zakupy. Ogolnie to sobie darowalam, mi szkoda czasu na latanie zwyklych po sklepach. Owszem jest pare takich co u mnie nie ma ale specjalnie mnie to nie wzrusza. Ceny z tego co widzialam pare euro wyzsze jak u mnie czyli chyba zblizone do polskich. Przelecialam przez jedna perfumerio - drogerie w ramach sprawdzenia ale nie zaglebialam sie w temat.

Natomiast kocham rozne nietypowe sklepiki z pierdolami wszelkiego rodzaju. Takich z chodakami to tam pod dostatkiem, skusic sie mozna tez na holenderskie makaroniki albo zrobic sobie kondom wg uznania i upodoban.
Jedyne sklepy, ktore zaliczylam za kazdym razem jak jakis na mojej drodze spotkalam to oczywiscie sklepy z holenderskimi serami. Raj dla myszy. Dostawalam oczoplas i slinotok. Ten z Cheese Company mialy naprawde fajne wnetrza, natomiat jezeli chodzi o wyroby, to o wiele bardziej smakowaly mi te z Henri Wilig Cheese & More.
Jedyne co mnie przystopowalo przed kupieniem sera na tony, to niestety ich cena. Za moje trzy egzemplarze zaplacilam okolo 35€. Na ponizszym zdjeciu mamy tez cale moje zakupy. Holenderskie makaroniki, wafle i sery... magnes na lodowke i cebulki tulipanow.


 To chyba byloby tyle na pierwszy post. Drugi pojawi sie wkrotce i bedzie bardziej obrazkowy. Chce wam pokazac to co widzialam i co mnie zachwycilo, bo musze przyznac, ze ta wyprawa przeszla moje oczekiwania i pokochalam to miasto szalenczo. Swietnie sie tam czulam i chetnie sie tam jeszcze kiedys wybiore. A na wasze pytania odpowiem w komentarzach, bo na pewno o czyms zapomnialam :)

Jeszcze moze na koniec dla tych co chca odwiedzic Amsterdam, warto zapoznac sie z I amsterdam card. Takie karty czesto naprawde sie oplacaja, mamy tu wiecej znizek i mozliwosci jak przy takich pojedynczych karteczkach w hotelu. 

piątek, 31 października 2014

pan kotek byl chory...

 ... i lezal w lozeczku. 

Ughh... to juz prawie dwa tygodnie i juz mi bokiem wychodzi. Nie pamietam kiedy ostatnio mnie na tyle rozlozylo ale juz jakis czas temu podjelam decyzje, ze w przypadku choroby dam sobie tak duzo czasu ile moj organizm bedzie potrzebowal. Nie ma nic gorszego jak przechodzone przeziebienia... szkodzimy sobie same i nikt nam za to poswiecenie nawet nie podziekuje. Zdrowy egoizm jest w tym przypadku jak najbardziej wskazany.


Choroby maja to do siebie, ze rujnuja nasz wyglad. Wlosy, rzesy, skora i paznokcie... wszystko cierpi razem z nami. A gdy do tego stajemy sie pociagajace i z nosa leci jak z kranu, to wiadomo jak biedny nos po paru dniach wyglada. Uzywanie kosmetykow (tych co zawsze) tez staje sie wtedy troche problematyczne... przynajmniej dla mnie. Bo moja skora protesuje i malo co wtedy akceptuje. 

Ograniczylam to co uzywalam do minimum i wyszlo mi to na dobre. Te pare kosmetykow, banalnie prosty zestaw pomog mi przetrwac te dni i zapobiec spustoszeniu. 


 Wszelkie kremy zastapilam olejem kokosowym. Mam to szczescie, ze moja skora kocha ten produkt. Stosowalam rano i wieczorem na umyta twarz i to w zupelnosci wystarczylo. O tym produkcie napisalam osobnego posta jakis czas temu i wiekszosc z was wie, ze kocham... wiec nie ma sensu zebym sie powtarzala.


 Na poczatku nie wiedzialam czym umyc skore. Byla podrazniona, sucha miejscami a kolo nosa mialam katastrofe. Moj krem do mycia z EL wydal mi sie za mocny, nie potrzebowalam szalonego oczyszczenia. I tak mi sie przypomnialo, ze mam miniaturke Biotherm Biosource dla skory mieszanej i normalnej. Nie mialam wczesniej z nia do czynienia ale ogolnie lubie produkty tej firmy, wiec postanowilam sprobowac i byl to strzal w 10. Podejrzewam, ze kupie pelnowymiarowe opakowanie. Zelowa konsystencja, ktora zamienia sie w lekka pianke... bardzo przyjemna w uzyciu. Zawiera kompleks 70 mineralow i wyciag z planktonu termalnego. Delikatnie oczyszcza i nie przesusza a to bylo w tym momencie dla mnie bardzo wazne.


 Moj ukochany od lat balsam do ust Dior Lip Balm tu akurat w odcieniu 003. Jak dla mnie nie ma lepszego produktu do pielegnacji ust. W sumie nie pamietam kiedy mialam jakikolwiek problem z ustami.


Na ratunek mocno nadwyrezonej skorze przy nosie... dla mnie wtedy w gre wchodzi tylko jeden produkt. Masc Bepanthen do oczu i nosa z 5% Dexpanthenolem. Zadnych zbedynch dodatkowych skladnikow, masc jest bardzo delikatna i przede wszystki skuteczna.

***

Bonusik ;)


Jak widac wszystko pod kontrola. Wracam do swiata zywych hehe... piatek to ostatni dzien mojego zwolenienia, weekend spedze w pracy a potem juz szara zwykla... listopadowa codziennosc ;)

Dziekuje wszystkim za zyczenia szybkiego powrotu do zdrowia :*

Co nas nie zabije, to nas wzmocni. 

Milego weekendu :)


poniedziałek, 29 września 2014

niekosmetycznie w obrazkach... welcome to Santorini ;)

Nie ma co dluzej zwlekac, bo w koncu czkawki dostane... Mamiszon mozesz przestac przebierac raciczkami ;). Obiecalam wam pare postow na temat Santorini, takich bardziej praktycznych, ktore ulawiaja nam urlopowe zycie. A zeby nie bylo za sucho, to oczywiscie beda tez zdjecia.


Na greckie wyspy wygodniej wybrac sie z biurem podrozy. Ale warto sie rozejrzec w ofertach, internet daje nam teraz mozliwosc znalezienia idealnej oferty. Do tego szukajac w sieci, mozemy od razu sprawdzic czy wszystko naprawde tak wyglada jak nam obiecuja. Roznica w cenie miedzy biurem podrozy a samodzielnym zalatwianiem jest tak niewielka, ze mozna skorzystac z gotowych ofert. W moim przypadku duzo dalo to, ze zamawialam wiele miesiecy wczesniej i dostalam dosc duzy rabat. Przewaznie korzystam z Holidaycheck.de i tam wybieram sobie oferte biura podrozy, ktora mi najlepiej pasuje. Oczywiscie mozna tez na wyspe dostac sie promem (z Grecji albo Wloch) ale to opcja dla wytrwalych albo tych co maja bardzo dlugi urlop, bo to spory kawal drogi na wycieczke autem. Z tym, ze spotkalam dwa auta z polskimi tablicami, wiec jest to do przezycia ;)

Z Niemiec nie ma bezposrednich lotow, AirBerlin wspolpracuje z austriackim FlyNiki i mialam lot (mi akurat pasowalo z Monachium) przez Wieden na Santorini.


Santorini samo w sobie jest niewielka wyspa (92,5 km²) i jest to aktywny wulkan, co prawda w stanie spoczynku ale jakby nie bylo to taki troche urlop na beczce z prochem ;). W kazdym razie jej obecny ksztalt powstal w wyniku erupcji wulkanu w przeszlosci. I tak mamy glowna wyspe Thira, mniejsza Thirasia i "stozek" wulkanu Nea Kameni z siostra Palia Kameni. Cala ta przestrzen pomiedzy, wypelniona aktualnie woda to nic innego jak Caldera, czyli krater.


Zanim wam napisze o hotelach na wyspie, to chcialabym jeszcze wspomniec o jednej rzeczy. Santorini jest bardzo ciekawym miejscem i w sumie wszedzie jest pieknie ale nalezy sie dokladnie dowiedziec gdzie jest polozony nasz hotel i dopasowac to wszystko do naszych potrzeb. Mlodym osobom nastawionym na leniwy wypoczynek i "miejskie" atrakcje, z opcja nocnych szalenstw polecalabym miasta Thira i Oia. Mozna tam znalezc hotele kazdej klasy i na kazda kieszen. Z tym, ze od strony krateru nie ma plaz ale o tym wiecej napisze w innym poscie bo plaze na Santorini tez sa specyficzne. Z drugiej strony mamy zdecydowanie przejemniejsze wybrzeze i dla osob z dziecmi zdecydowanie polecam Kamari albo Perisse.


Hotele jak juz pisalam jest ich sporo i ceny maja zroznicowane ale nalezy przy wyborze hotelu uwazac i nie dac sie zmylic opisom w stylu z widokiem na morze. Bo po przybyciu na wyspe mozna sie bardzo zdziwic. Nie ma tu typowych sieciowek, hotele sa niewielkie i bardzo przyjemne... ogolnie nie ma chyba budynkow wyzszych jak trzy pietra. Z tym, ze pare nowych kompleksow hotelowych polozonych jest na trasie do Firy. Wygladaja naprawde przyjemnie i na pewno maja lepszy standard niz wiele starszych obiektow. Wszystkie maja basen i widok na morze... i tu wlasnie jest pies pogrzebany. Decydujac sie na taki hotel musimy miec na uwadze, ze trzeba bedzie korzystac z autobusow, bo na piechote to sie nigdzie nie dojdzie. Chyba, ze ktos sobie wynajmie wlasne cztery lub dwa kolka na czas urlopu. Jest wiele hoteli, apartamentow polozonych w malych miasteczkach posrodku wyspy, dlatego warto dokladnie sprawdzic gdzie sie nasz hotel znajduje.


Ja wybralam hotel w miejscowosci Perissa. Co prawda byly to 4* ale (nie czepiajac sie) nad paroma szczegolami mogliby popracowac. Z tym, ze Grecy maja bardzo luzne podjescie do zycia i wyznaja zasade "przewrocilo sie, niech lezy". Obiekt sam w sobie wygladal dokladnie tak jak oczekiwalam, mial dwa baseny... co prawda niewielkie ale prawde mowiac przed wejsciem mialam plaze, wiec byly wystarczajace. Podstawa, ze bylo czysto i pracownicy byli bardzo mili i gotowi do pomocy.


Wiekszosc hoteli jest w podobnym stylu, szczegolnie tych przy plazy. Z tym, ze naleza one przez to do tych drozszych. Zarowno w tej miejscowosci jak i w Kamari spokojnie mozna wybrac hotel polozony w glebi miejscowosci, nie sa to duze odleglosci i 5-cio minutowy spacer na plaze tez mozna przezyc ;)


Pokoje sa prosto ale funkcjonalnie urzadzone. Musze przyznac, ze spalam tam jak susel. Mamy do dyspozycji lodowke, klima tez byla a w lazience suszarka... czyli pod tym wzgledem spelnione byly wymogi klasy hotelu. Czasami bylo widac zuzycie obiektu ale w koncu przy takim ruchu, wiekszosc obiektow w miasteczku byla calkowicie oblozona mimo, ze bylam we wrzesniu (glowny sezon konczy sie 15.09.). Z takich drobnych informacji... woda z kranu nie nadaje sie do picia i papier toaletowy laduje w koszu, ktory stoi w lazience a nie wrzucamy go do klopa. Drobnostka ale czasami upierdliwa, bo kto sie w takim momencie zastanawia co robi ;)


Na zdjeciu ponizej mamy kasek hotelowej plazy. W Perissie plaza jest czarna ale piaszczysta. 
Ruch na plazy byl niewielki, idealne warunki do relaksu. W sierpniu na pewno jest wiecej osob ale przez to, ze parasole i lezaki sa platne, to i tak nie ma tloku. W Kamari bylo bardziej ciasno... i te wszystkie plazowe sprzety staly tam gesciej, wiec jak ktos ceni sobie spokoj to naprawde polecam Perisse.



Hotelowa plaza. Zestaw parasol plus dwa lezaki to 8€ za dzien. Napoje i drobne przekaski mozna bylo zamowic u pana, ktory kasowal za lezaki i przynoszono nam je pod nos. Co czasami bywalo praktyczne... czarny piasek w pelnym sloncu zamienia sie w patelnie rozgrzana do czerwonosci. Dlatego dobrze tez jak sie ma ze soba odpowiednie obuwie plazowe, co tez uwiatwia nam korzystanie z plaz kamienistych.



Dla mnie parasol to obowiazkowe wyposazenie plazy, ja spedzam czas w cieniu hehe... lata kiedys prazylam sie jak skwarka w pelnym sloncu mam juz za soba. We wrzesniu temperatury byly calkiem znosne. Z tym, ze w ciagu dnia bylo to powyzej 30 stopni.


Osobna historia to oczywiscie greckie koty. Mi trafila sie od razu cala rodzina. Matka z czterema maluchami... ktore na poczatku byly nieufne a pod koniec wlazily mi na kolana i spaly na balkonowym krzesle. Ta rozkoszne stworzenia, ze jakbym mogla to wszystkie cztery bym zabrala do domu ;) ... ale przynajmniej wiem, ze im tam dobrze. Marznac nie musza i zawsze sie znajdzie dobra dusza co da cos jesc. Moze nie koniecznie dwa razy dziennie puszki i inne przysmaki ale co zrobic... u mnie mialy all inclusive.


To tyle slowem wstepu. Co warto zobaczyc, jak sie po wyspie poruszac, gdzie zjesc opisze w kolejnych postach. Jezeli ktos ma pytania to odpowiem w komentarzach.