niedziela, 29 lipca 2012

bezpieczenstwo skladnikow i moje trzy grosze na temat...

Dzis bedzie troche inaczej. Zaczne od moich trzech groszy. Chcialam sie z wami podzielic pewna strona, ktora nie dosc, ze jest zrodlem wiedzy o skladnikach w kosmetykach, to w koncu ktos wypowiedzial sie konkretnie na temat, ktory mnie juz dosc dawno meczy. A wlasciwie nie temat mnie meczy, tylko nagonka na pare skladnikow kosmetyczych, ktore nie sa mile, potrafia zrobic kuku i mozna ich unikac ale jakby nie bylo, nie taki diabel straszny jak go maluja. Wiadomo chodzi o SLS, parabeny, oleje mineralne i tym podobne kwiatki (link do artykulu znajduje sie nizej). W sumie do tej pory po prostu przymykalam oko, bo kazdy uzywa na co ma ochote i przede wszystkim co mu sluzy !!!. Ostanio szalenie rozbawily mnie pasty do zebow bez SLS'ow i rozne produkty bez parabenow, ktore az sie prosza o wrzucenie pod szklo i przygladniecie sie jakie bakcyle wioda w nich szczesliwe i niczym niezagrozone zycie, pozwalajace im na dowolne roznazanie sie. A my sobie spokojnie to smarujemy na twarz, z czystym sumieniem bo bez "zlego" skladnika. Ale powiedzmy wolnoc Tomku w swoim domku, kazdy ma swoj rozum... z tym, ze czasami mozna sie troche zastanowic i pokopac glebiej.

To wszystko wzielo mi sie z tego, ze nie moge po prostu patrzec na rozprzestrzenianie sie preparatu pewnej firmy... nazwanej przez nia "odzywka", ktora w sumie nie ma z tym okresleniem nic wspolnego. I nagle bojowniczkom "walczacym" o produkty wolne od SLS, parabenow, silikonow, parafiny itp. wcale to nie przeszkadza... smaruja sobie namietnie paznokcie formaldehydem a to, ze to ogolnie substancja zraca, szkodliwa i rakotworcza to drobnostka, bo ma male stezenie. He? ... A producent zapewnia, ze z kazda warstwa produktu wnika glebiej w plytke... po prostu miodzio. Bo stezenie owszem dopuszczalne w kosmetyce ale czy to znaczy, ze bezpieczne. Szczegolnie gdy uzywa sie czesto i dlugo. Przeciez to tak samo przenika przez nasza skore. I efekt, ktory widzimy to nie odzywienie ale paznokiec, ktory traktowany jest wyjatkowym paskudztwem, wiec musi sie bronic... w zwiazku z tym robi sie twardy, tyle na temat magii tego produktu. Wiadomo wszystko dla ludzi ale ten produkt z wasnej woli bede omijac szerokim lukiem.

zrodlo: net

A teraz do rzeczy... polecam goraco zapoznanie sie ze strona www.kosmopedia.org, ja na nia trafilam jakis czas temu gdy poszukiwalam jednego skladnika i uwazam, ze moze troche to wyjasni. Encyklopedia skladnikow, ktora maja na stronie ma 738 hasel. Wiadomo zawsze sie ktos znajdzie, kogo ten lub inny skladnik uczuli... i calkiem mozliwe, ze bedzie to sporo osob, bo niestety coraz czesciej reagujemy na wiele rzeczy alergicznie ale nie dajmy sie zwariowac... nasze mamy i babcie czesto uzywaly gorsze paskudztwa i nikomu od tego nos nie odpadl.





 
Wiadomosci na tej stronie nie wyssal sobie ktos z palca, jest to wiedza osob,
 ktore jak najbardziej znaja sie na rzeczy.



A przy okazji ciekawy jest tez artykul na tej stronie dotyczacy nie testowania na zwierzetach. I o ile produktow (koncowych) nie mozna w EU na zwierzetach testowac, tak substancje chemiczne, ktore potem w tych "nietestowanych produktach" laduja owszem. 

"Dlatego praktycznie nie istnieją substancje chemiczne, 
które ani razu w historii nie były badane na zwierzętach." 

Hmmmm...

Milej lektury.


95 komentarzy:

  1. Przystępuję do czytania, dużo wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. jako dziecie chemii nie moglam inaczej ;D

      Usuń
  3. Brawo, wreszcie ktos zwrocil uwage na formaldehyd w "odzywkach" do paznokci!
    Masz racje, ze SLSy, parabeny itd sa o wiele mniej szkodlliwe niz frmaldehyd choc sama staram sie ich unikac. Jednak od tych "odzywek" czy prostowania keratynowego wlosow trzymam sie z daleka i bede!
    Jak mozna atakowac swoje paznokcie takim swinstwem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisalam bo dziwi mnie troche fakt pomijania tego faktu, ze to w sumie zadna odzywka :]

      Usuń
    2. Różne substancje rozkładaja się do formaldehydu czyli kwasu mrówkowego:/ Czasem o tym nie wiemy, to substancja bardzo kontrowersyjna, a kiedyś pamiętam ładowana do kultowego kosmetyku, słynnej amerykanskiej marki:)

      Usuń
    3. to na pewno... ale w tym produkcie jest on glownym skladnikiem :] ... podejrzewam, ze jakby sie tak przyjrzec wielu produktom i roznym markom, to srednio by to wypadlo :P

      Usuń
  4. No i super :) Też mnie fascynuje fenomen tej odżywki. Nałożyłam ją raz i szybko zmyłam, zaczęły mnie boleć paznokcie!!!
    Odżywka ma odżywiać, a nie truć formaldehydem :/
    Ja się ostatnio gubię, a wręcz głupieję w teoriach dotyczących składników kosmetyków :/ Przestałam czytać i jedyne na co zwracam teraz uwagę to staram się zderzyć skład z obietnicami producenta. Więc jeśli ktoś obiecuje nam naturalny kosmetyk, a w składzie wyciągi roślinne itp umieszcza na szarym końcu, to takim kosmetykom mówię zdecydowanie NIE! Niestety pojawiła się ostatnio na rynku taka firma, która moim skromnym zdaniem ma niewiele wspólnego z naturą, a z butelki krzyczą "zielone hasła" :/ Chcę tylko skonsultować składy z kim mądrym, kto się na tym zna, bo ja laik jestem totalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego do wszystkiego trzeba podejsc z glowa a nie... ktos rzuci haslo SLS jest bleeee... i palimy czarownice na stosie... pamietam jak kiedys kupilam szampon bez sls'ow no bo powinien byc lepszy... jak mnie in uczulil pffff... a wcale nie byl to tani produkt :/

      Usuń
  5. Ja ze swojej strony polecam jeszcze strone http://www.beautypedia.com/CosmeticDictionary.aspx Tam czesto chodze sprawdzac rozne kosmetyki. I ta strona czesto obdziera mnie ze zludzen oraz marzen :)
    Co do testowania - fakt, testowane sa skladniki, a do tego firma, ktora (osobiscie) nie testuje moze korzystac z wynikow testow firmy, ktora testuje.
    Co do skladnikow w kosmetykach - wszystko z umiarem i whatever works.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. strona faktycznie ciekawa... skarbnica wiedzy :)

      Usuń
  6. Uwielbiam tę stronę :).
    Mnie śmieszy ta panika związana ze składnikami. Szczególnie, gdy zaczynają się wypowiadać osoby, które nie mają zielonego pojęcia o tym co mówią. Nie jestem chemikiem, staram się nie wymądrzać na temat, o którym mam małe pojęcie. Piszę to dlatego, że jakiś czas temu oglądałam filmik na YT, w którym dziewczyna opowiadając o pielęgnacji włosów utożsamiała ze sobą SLS, parabeny i silikony... Ręce mi opadły.

    Uważam, że trzeba szukać produktów dobrych dla siebie i nie przejmować się niektórymi stygmatami, które mają pewne składniki. Moje włosy np. lubię trochę silikony, ale skóra głowy woli coś łagodniejszego niż SLS :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja patrze glownie na to co mi sluzy i pod tym katem kupuje :) w postach podaje co zawieraja, glownie jako informacje dla tych, ktorych poszczegolne skladniki uczulaja :)

      Usuń
  7. Swietny post! Ciekawa strona i laduje do moich zakladek :) Jedyne co do past- prawda jest ze ALS i SLS moga przyczyniac sie do.. aft! Wyczytalam to kilka razy bo borykalam sie z problemem powracajacych aft, zmienilam paste i widze poprawe, nie u wszystkich to pewnie jest przyczyna aft, ale u mnie jednak byla.

    Co do odzywki, uzywalam takiej raz-dwa na tydzien i to jedyna ktora mi pomogla, naklada sie tlyko na koncowki i sie przestaly rozdwajac. Wczesniej nawet nailtek nie pomogl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o to wlasie chodzi... wykorzystac to co sie dowiemy i sprawdzic jak to sie ma do naszej sytuacji :) ... mi sls nie robia nic zlego, wiec sobie nie zaprzatam glowy tym czy sa w skladzie czy ich nie ma :)

      Usuń
  8. ciekawie piszesz :) trafnie niektóre rzeczy określiłaś :)

    zabieram się do przeglądnięcia strony :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Stronę znam od dawna ale chcę dorzucić PubMed bo dla mnie to od lat niesamowite źródło wiedzy.
    Co do formaldehydu to mam własne zdanie i używam namiętnie Nail Teka od lat a teraz w połączeniu z Merz Spezial osiągnęłam optymalne efekty o jakich mogłam marzyć. Uważam, że każdy ma wolny wybór ale nie podoba mi się nagonka odnośnie testowanych produktach na zwierzętach czy kosmetykach z silikonami, SLS-ami, olejem mineralnym itd. bardzo fajny filmik nagrała Nissiax83, zawarła wiele ciekawych stwierdzeń, które są mi bliskie.
    Kocham zwierzęta i do zawsze były w moim otoczeniu ale jestem także mięsożerna, lubię skórzane dodatki itd. nie zamierzam tego zmieniać ani szerzyć hipokryzji bo nagle stanę się walcząca z osobami, które używają kosmetyków testowanych na zwierzętach.
    Druga sprawa, nie wyrzucę jakiegoś produktu bo... firma testuje i nie zacznę być nagle eko bo nie uzdrowi to świata ani mojego życia. Tak, jestem hedonistką i cenię sobie własną wygodę oraz komfort. Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi i nie zamierzam prowadzić żadnej krucjaty :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. formaldehyd jest tez w wielu lakierach :] ... ogolnie glownie chodzilo mi wlasnie o ta nagonke i lekki brak logiki, bo skladniki ktore nie wszystkim szkodza sa potepianie ale inne, ktore nie sa wcale lepsze, sa zupelnie pomijane...

      Usuń
    2. Masz rację, lakiery także jakoś najłatwiej było odwołać mi się do Nail Teka i słynna Eveline także;)
      Czasami mam wrażenie, że wiele spraw jest załatwiane właśnie w taki sposób czyt. sztuczną nagonką. Nie potrzeba niesamowitej wiedzy aby uruchomić własne myślenie.
      Dziwi mnie tez, że ktoś udaje zaskoczonego np. bo... nie wiedział co tam jest tak naprawdę- poważnie? w dobie Internetu i wujka Google można sprawdzić praktycznie wszystko.

      Usuń
  10. Już wklepałam stronkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja od wielu lat korzystam z innej strony (niestety tylko po angielsku), którą również polecam - Skin Deep Database: http://www.ewg.org/skindeep/ Chyba mi się nie zdarzyło, żebym nie znalazła tam składnika, którego szukałam. Co do nagonki na niektóre składniki - z jednej strony dobrze, że ludzie interesują się tym, co kupują, z drugiej, jestem za tym, że jak już ktoś jakiegoś składnika unika, to powinien wiedzieć dlaczego. Osobiście unikam SLS i SLES, a to dlatego, że mam atopową skórę głowy i te składniki działają na nią przesuszająco i drażniąco. Tak samo w żelach do mycia twarzy - muszę mieć delikatniejszą bazę myjącą, ale jeśli komuś te składniki nie szkodzą to ma więcej produktów do wyboru. W kolorówce składów nie sprawdzam, za mało się znam. W kremach do twarzy sprawdzam, ale dlatego, że jak kupuję np. krem rumiankowy, to chcę żeby ten rumianek nie był na końcu składu po "parfum", czy składnikach koloryzujących (nagminne w Avonie), ale gdzieś na samej górze, bo chcę wiedzieć za co płacę. Parafina, na którą się powszechnie najeżdża mi nie szkodzi i zazwyczaj mnie nie zapycha, ale unikam jej w kremach do twarzy, zwłaszcza droższych, bo jest to składnik tani i pospolity i nie życzę sobie za niego dużo płacić. Strony polecanej przez Ciebie nie znam, chętnie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja przewaznie sprawdzam na roznych stronach, w celu porownania :) ... to co mi sie jeszcze na tej stronie spodobalo, to wyjasnienie paru spraw, ktore blakaja sie po blogosferze i nie tylko... i strasza a na koncu polowa osob nie wie w co ma wierzyc i jak to jest naprawde :]

      Usuń
  12. @ Hexxana, temat testowania jest mocno kontrowersyjny, w sumie rzadko (a w blogosferze właściwie nigdy) słyszy się głosy z drugiej strony, od tych, którzy takie testy np. wręcz popierają. Ja miałam okazję takie głosy słyszeć (w kontekście służbowym - medycyna, genetyka, poszukiwanie nowych leków na nieuleczalne choroby itd.) i na pewno nie potrafię jednoznacznie takich testów potępić (pisałam o tym też do nissiax83 w wiadomości prywatnej na yt bo jej ostatni filmik na ten temat był dla mnie takim głosem rozsądku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od zawsze mam takie podejście i piszę o tym otwarcie:) Nie kryję się ze swoimi poglądami choć wiem, że wiele osób tego nie popiera ale nie uciekam od dialogu, który faktycznie coś wnosi a najczęściej spotykam się z obrazoburczym przekazem.
      Dobrze jest też poruszyć kwestię, że dbałość o pewne aspekty życia w ogóle nie bazuje tylko na obrazkach czy filmikach, które mają wzbudzić w Nas wyrzuty sumienia.
      Lubię np. kosmetyki firmy Lush ale przez swoją akcję stracił w moich oczach ponieważ skupił się TYLKO na jednej stronie medalu a tutaj nic nie jest czarno-białe.
      Filmik Nissiax83 jest przykładem, że jednak są osoby które patrzą racjonalnie i MYŚLĄ a nie tylko powielają hasła, które są propagowane w bardzo natarczywy sposób w ostatnim okresie czasu.
      Cenię ludzi, którzy trzymają się określonych wytycznych i stosują to w wielu aspektach swojego życia nie robiąc tego na pokaz.

      Usuń
    2. Majtkirambo,
      ja wlasnie mam dosc duze watpiliwosci co do skutecznosci testowania lekow na zwierzetach i w tym wypadku, wydaje mi sie, ze powinno sie tego zaprzestac o porzadnie zainwestowac i inne opcje. Te pare slow ponizej najlepiej obrazuje to dlaczego...

      "Bezsensowne jest również testowanie na zwierzętach leków. Wynika to z różnic międzygatunkowych. W wyniku pewnego eksperymentu zauważono, że pomimo tak dużego podobieństwa organizmów myszy i szczura, występowały inne reakcje na daną substancję. W takim razie jak można podawać ludziom leki przetestowane na, np. królikach?

      Aspiryna: lek dla ludzi - trująca dla kotów i psów
      Penicylina: bardzo dobry antybiotyk - zabija świnki morskie
      Choloform: środek znieczulający - zabójczy dla psów
      Morfina: środek uspakajający - wywołuje agresję u kotów i myszy
      Strychnina: trucizna dla ludzi - nieszkodliwa dla świnek morskich
      Chloromazine: uszkadza wątrobę człowieka - nieszkodliwy dla innych ssaków
      Digitalis: lek nasercowy dla ludzi - u psów wywołuje niebezpiecznie wysoki ciśnienie krwi
      Penicylina: antybiotyk dla ludzi - śmiertelna trucizna dla świnek morskich

      Przykładów, które potwierdzą bezsensowne wykorzystywanie zwierząt do testowania leków, jest wiele. Wiele leków, które przeszły pomyślnie badania na żywych istotach, spowodowało poważne skutki uboczne i wypadki śmiertelne wśród ludzi, m.in.: Contregan- środek uspakajający - spowodował 100 tys. urodzeń kalekich dzieci i około 10 tys. poronień. Thalidomid (osławiony środek uspakajający dla kobiet w ciąży) - wywołał ponad 10 tys. narodzonych zdeformowanych dzieci. Można było tego uniknąć. Obecnie coraz więcej firm, przeprowadza doświadczenia na komórkach i tkankach ludzkich, fragmentach naskórka czy pojedynczych komórkach przy pomocy precyzyjnych metod mikroskopowania."

      http://eksperymentynazwierzetach.wikidot.com/efektywnosc-eksperymentow-na-zwierzetach

      Usuń
  13. ja szerokim łukiem omijam z zasady parafinę i oleje mineralne, bo te ewidentnie mi nie służą. reszta to już kwestia tego, do czego dany produkt stosuję - unikam silikonów w pielęgnacji włosów, bo moje obciążają i sprawiają, że szybko robią się nieświeże, natomiast w kremach do twarzy, czy podkładach nawet niespecjalnie mi przeszkadzają - itede, itepe ;) kwestia zdrowego i normalnego podejścia. znacznie bardziej restrykcyjnie podchodzę jednak do produktów, które stosuję na swoim dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to rozumiem w przypadku dziecka tez bym podchodzila bardziej ostroznie :) ... i tego co mi szkodzi tez nie uzywam ale staram sie podchodzic do tego logicznie i nie popadac w "panike" tylko dlatego, ze komus nie sluzy...

      Usuń
  14. Sroko, dzięki za stronkę! I Twój chłodny, rozsądny głos. Tego było mi trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlugo juz po mnie ten temat chodzil, bo nie lubie przesady a z niedoinformowania tez potem wychodza tylko kolejne bzdury :]

      Usuń
  15. nareszcie ktoś to powiedział głośno! ja dziś wywaliłam tego potworka od Eveline, używałam tydzień i nie wiem co mnie podkusiło, chyba te pozytywne opinie, ale jak kupowałam tę odżywkę to na blogach nikt nie wspominał, że tam siedzi tyle świństwa...

    OdpowiedzUsuń
  16. Zauważyłam, że ostatnio bycie EKO jest modne. I jeśli ktoś rzeczywiście stara się tak żyć to ok, ale śmieszą mnie niektóre stwierdzenia osób, które pojęcia o tym nie mają. Ta cała nagonka na SLSy, silikony, oleje mineralne zakrawa o lekką paranoję. Dodasz recenzję żelu pod prysznic, który ma sls w składzie, jesteś fuj. Kompletnie tego nie rozumiem! Jasne, staram się zwracać uwagę na składy, ale patrzę też co ma na mnie dobry wpływ. Jeśli owy żel nie robi krzywdy mojej skórze to dlaczego mam z niego rezygnować? Moje włosy lubią silikony, ale w ograniczonej ilości. A jedyny szampon, który pozwala mi utrzymać równowagę skóry głowy to Head&Shoulders. Po szamponie z naturalnych składników, który kosztował 4 razy tyle powrócił mi okropny łupież. ;/ Dlatego nie rezygnuję z czegoś bo większość uważa, że to szkodzi. Słucham swojej skóry i swojego ciała. Podobnie jest z testowaniem na zwierzętach. Jestem temu przeciwna, serce mnie boli na samą myśl bo kocham zwierzaki, ale cóż...Owszem, staram się świadomie nie kupować produktów testowanych, np. całkowicie zrezygnowałam z Avonu, ale nie wyrzucę kosmetyków, które już mam, albo które lubię i nie znalazłam jeszcze zamiennika. Tak jak napisałaś, nawet jak firma nie testuje to korzysta z substancji testowanej. Nie da się tego wyeliminować w 100%. Niestety. Poza tym przykre jest, że niektórzy głośno krzyczą i ganią testy, a w realnym świecie nie pomagają wcale zwierzętom. A przecież możemy tak wiele zrobić, chociażby zorganizować zbiórkę jedzenia, wpłacić pieniądze na konto, przygarnąć psa ze schroniska zamiast kupować z hodowli (choć i tam często panują straszne warunki!;/) Sama jakiś czas temu zorganizowałam na blogu zbiórkę jedzenia i próbowałam nagłośnić sprawę pewnego schroniska, nie zgłosił się praktycznie nikt. Wysyłałam paczkę sama z koleżanką.
    Rozpisałam się więc na tym zakończę mój wywód:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie "modne" ... stosowane wybiorczo jak pasuje, ten caly szal na naturalne kosmetyki i pietnowanie chemii bo taka bleee... ale to ta chemia jest od wielu, wielu lat udoskonalana i naprawde wiele skladnikow jest sprawdzinych, przemyslanych i skutcznych...

      Usuń
  17. Bardzo lubię tą stronę i często do niej zaglądam. Prawdziwa kopalnia wiedzy, szczególnie dla kogoś takiego, jak ja, kto dopiero zaczyna przygodę ze składnikami. Póki co, szaleństwa nie ma, bo uważam, że we wszystkim jest potrzebny umiar, ale ta stronka bardzo mi się przydała, kiedy próbowałam znaleźć jakiś szampon i odżywkę w Irlandii, która spełniałaby moje potrzeby. Przy okazji cała operacja skończyła się fiaskiem, bo oni tutaj nic kompletnie nie mają i musiałam wszystko sprowadzać z Polski. Tak jak Ty, polecam ją każdemu.
    I muszę powiedzieć, że bardzo na czasie jest Twój post. Czasami ludzie się nie zastanawiają nad pewnymi rzeczami i dopiero taki głos "rozsądku" pozwala im spojrzeć na coś inaczej. Ja na szczęście nie musiałam nigdy stosować odżywek do paznokci, więc problem mnie nie dotyczy. Ale za to dotyczy w innych rodzajach kosmetyków, więc będę jeszcze bardziej uważna.

    Ale się rozpisałam...

    P.s. Mam pytanie. Zdjęcia makijaży robisz sobie sama, czy ktoś Ci robi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie jej w ogole nie ma... i ja uwazam, ze jak paznokiec sie lamie to czegos mu brakuje "od srodka" i smarowanie utwardzaczem to jest to czego paznokiec potrzebuje :]


      PS. zdjecia robie sobie sama... na slepo :P ... przez te dwa lata wypracowalam sobie sposob ale mozliwosci mam okrojone, wiadomo rece maja okreslona dlugosc ;D

      Usuń
    2. No właśnie mam ten sam problem :) A Ty tak ładnie wychodzisz na tych zdjęciach! Muszę zacząć myśleć nad swoim sposobem... Póki co, żaden dotychczasowy mi nie podchodzi. Ciągle mam wrażenie, że czegoś tym zdjęciom brakuje. No, ale praktyka czyni mistrza, więc jestem pewna, że z czasem się uda :)

      Usuń
    3. ja robie zdjecia stojac przy oknie, na ktorym mam jasna firanke, ona fajnie zmiekcza swiatlo ale te niestety musi byc dobre, bo inaczej to nic nie wyjdzie... teraz latem to w sumie bez problemu ale na zime to mam lampy z zarowkami dajacymi naturalne swiatlo :) ... w sumie juz tak dlugo sobie strzelam zdjecia, ze potrafie patrzac z przodu stwierdzic, czy dobrze mam ustawiony aparat... zdjecia robie standardowym kitowym obiektywem Canona 18-55 mm ze stabilizatorem obrazu... przewaznie mam ustawiony na 18 mm na polautomat, na zdjecia portretowe i mimo wszystko robie z fleszem, wszystko zalezy od jasnosci w pokoju... niektorzy daja cos jasnego za siebie, ja niestety mam tam brazowa sciane :P ... i trzymajac aparat w obu rekach, wyciagnietych rekach strzelam sobie czesto kilkadziesiat zdjec :]

      Usuń
  18. Często zaglądam do Kosmopedii :)

    Powiem szczerze, że denerwuje mnie ta cała nagonka na SLS, parabeny, silikony etc. Czytam składy, uważam się za świadomą konsumentkę, ale unikam tego, co ewidentnie mi szkodzi, czyli m.in. aloesu, alkoholu cetylowego (w kremach), triglicerydu kaprylowo-kaprynowego itd.

    Jeśli chodzi o parabeny, które są teraz chyba najbardziej znienawidzoną grupą substancji, to - powtórzę to, co napisałam u Dominki z Wyznań Zakupoholiczki - skłaniam się ku opinii, że konsumenci sami sobie szkodzą nagonką na parabeny. Producenci, zmuszeni prawami rynku do unikania parabenów, które są dobrze przebadane i stosowane od sześćdziesięciu lat, szukają innych konserwantów. Te mogą uczulać, wymagać przeformułowania całego składu, np. ze względu na to, że dany konserwant jest skuteczny w innym zakresie pH itd. Stąd w coraz większej ilości produktów DMDM hydantoina, która jest pochodną formaldehydu, więc jest następna w kolejce do wywalenia z kosmetyków. Producenci zmuszeni są do szukania alternatywy dla parabenów, a jak tak dalej pójdzie, nie będzie czym konserwować kosmetyków... A kosmetyk niekonserwowany to po pierwsze ryzyko, a po drugie mniejsza skuteczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, ktoś znalazł parabeny-śmiecie w komórce rakowej=parabeny powodują raka. A czy jeśli ktoś znajdzie wirusa hiv badając krew, to znaczy, że wirus hiv wywołuje krew :P? Dzięki Bogu ktoś jeszcze myśli logicznie i wybiera to, co faktycznie mu nie szkodzi, nie to, co jest modne. Popieram, nagonka na niektóre składniki kosmetyków jest po prostu głupia...

      Usuń
    2. Atqa,
      dokladnie... jak mozna przeczytac na tej stronie, parabeny sa jednym z najbezpieczniejszym i najwiecej/najczesciej testowanym skladnikiem. I robienie problemu naprawde jest wsadzaniem sobie kija w oko. Ja wole zeby moj krem mial konserwant jak zyl wlasnym zyciem ;)

      Usuń
    3. Maus, ale od tego umrzesz! W końcu znaleźli je w komórkach rakowych!
      (a bez hiv nie ma krwi :P)

      Usuń
    4. w komorkach rakowych to pewnie wiele mozna znalezc... bardziej nam szkodzi to co jemy i nikt mi nie udowodni, ze to akurat pochodzi z tego czym sobie smarowalam dziob ;)

      Usuń
  19. czyżby była mowa o odżywce Herome, którą od kilku tygodni stosuję i jestem zachwycona...? no cóż, czytałam opinie i podjęłam świadome ryzyko, na szczęście paznokcie mnie nie bolą ani nic złego się nie dzieje, dodam tylko, ze nie przeprowadziłam zalecanej przez producenta kuracji a kładę ją raz w tygodniu pod mani. Nie używam kremów ani podkładów, pielęgnuję lico olejami i innymi specyfikami ze stron typu ZSK czy BU. Co do testowania kosmetyków na zwierzętach - jestem za, bo ktoś to musi przetestować, zanim ludzie zaaplikują na siebie kosmetyk a już denerwuje mnie strasznie głośny krzyk "nie kupuję kosmetyków testowanych na zwierzątkach!" przy jednoczesnym wpierniczaniu mięsa i braku świadomości, że jest cała masa kosmetyków oznaczonych, że nie były testowane na zwierzętach, ale ich POSZCZEGÓLNE SKŁADNIKI już były...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mowa zapewne o Eveline 8w1, ja bym była jednak za tym, żeby testy przeprowadzane były tylko na ludziach :]

      Usuń
    2. Odżywki z Eveline też go mają. Gdy się ma paznokcie po tipsach oraz bardzo przepiłowane i posmaruje się je tą odżywką to można zdechnąć z bólu. Dosłownie

      Usuń
    3. The Wonderful Pinkness,
      a nie... chodzilo mi o co innego ale na pewno wiecej produktow ma w skladzie formaldehyd :) ... Ty jak piszesz swiadomie sie zdecydowalas ale zauwazylam, ze wiele osob nie ma pojecia co na paznokcie pakuje...

      Usuń
  20. Dobry post, do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. W sferze kosmetycznej również :)
    A stronkę dodam do zakładek, by nie zapomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Stronę znam (cenię P. Noszczyk) i czasem zaglądam chociaż nie znam się na chemii kosmetycznej, na składnikach. Bazuję raczej na reakcjach swojej skóry. Wychodzę z założenia, że jeśli skóra, paznokcie, włosy bez wyraźnego powodu wykazują jakieś oznaki "choroby" to powinno się raczej zadziałac od środka np. w formie odpowiednich leków lub diety. Sama stosowałam "odżywkę" NailTek po katastrofalnym dla moich paznokci Shellacu ale krótko i bez wyraźnych efektów. Skoro powód ich złego stanu wyniknął z działania zewnętrznego to może zewnętrzna pomoc dałaby rezultat. Okazało się, że nie. Generalnie wykazuję się jednak zaufaniem do firm kosmetycznych z tradycjami, które zazwyczaj stosują te "niefajne" składniki. Wychodzę z założenia, że nad składem pracują tęgie głowy a nie przypadkowi ludzie i mam nadzieje, że wiedzą co robią. Nadzieja matką głupich? Byc może...ostatecznie na coś trzeba umrzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. amen :) ... tym bardziej, ze wlasnie te "niefajne" skladniki wcale ni krzwdy nie robia :]

      Usuń
    2. Umiera się najczęściej po prostu na życie... ;)

      Usuń
    3. albo z jej braku ;)

      Usuń
    4. Z braku to się najlepiej upic :)

      Usuń
    5. od tego tez mozna zejsc ;D

      Usuń
  22. Wydaje mi sie, ze czasami nie chodzi o sam fakt testowania na zwierzetach, ale o sposob w jaki jest to robione.
    Bardzo dobry jest natomiast argument o badaniach medycznych, testowaniu lekow, etc.

    Jedynym kosmetykiem, po ktorym mialam halo na twarzy byl krem Youth Surge Clinique. Nie pamietam juz co tam bylo, ale dzieki niemu mialam na twarzy konkretna konstelacje. Zadne oleje, slsy mnie nie uczulaja. Alkoholu natomiast nie lubie, bo wysusza mi, juz sucha, skore i brzydko pachnie :)
    Tzn lubie alkohol, ale nie na twarzy.
    Mysle, ze trzeba pamietac o tym, ze na kazdego dziala co innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mialam po roznych, takze tych naturalnych... krzywde mi robia min. firmy Nuxe i Origins :]

      Usuń
  23. aaa to sie tyczy mojego podtu :) ja nigdy nie slyszalam, o zlych skutkach ubocznych tej odyxki bo nikt nigdy o tym nie wspomnial,jestes chyba pierwsza osoba ktora zwrocila na to uwage,gdy na blogach pojawialy sie tylko same ochy i achy na jej temat,zadna z blogerek/ badz tez dziewczyn ktora siedzi w chemi nie zwrocila na to nigdy uwagi,bynajmniej ja nie trafilam na taka opinie teraz juz wiel,ze kest szkodliwa i reszta poleci do kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie nie... nie tylko Twojego, bo ten produkt przewija sie juz od jakiegos czasu i byl kropka nad "i" w temacie skladniki a ich szkodliwosc :)

      Usuń
  24. Dzięki Sroczko! Bardzo przydatny artykuł, który rozwiał wiele moich wątpliwości.
    Nie taki diabeł straszny... ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wyjście, jak z większości sytuacji, jest jedno - zachować głowę na karku i mieć swój rozum.
    Co do testowania - takie są przepisy i nic, co zostało dopuszczone do użytku na ludziach (chodzi mi o poszczególne substancje) musiało kiedyś przejść testy bezpieczeństwa. Z tego powodu nie rozumiem testowania gotowych produktów, skoro ich składniki były już badane pod różnym kątem, także interakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *nic, co zostało dopuszczone nie mogło być nietestowane - miało być. :)

      Usuń
    2. dokladnie :) a gotowy produkt moga sobie testowac ludzie, ktorzy sie do tego dobrowolnie zglaszaja :)

      Usuń
  26. Idę grzebać :*
    Boska notkaa, Ich liebe dich :D

    OdpowiedzUsuń
  27. A dzisiaj marudziłam do ojca, że chyba rzepę zacznę w głowę wcierać, bo mam dość tych chemikaliów i testów na zwierzętach... co nie znaczy, że i tak od paru dni mam szał na kosmetyki nie testowane i tępie wszystkie testowane na zwierzach, ale pewnie szał minie jak znajdę jakieś super świetne cudo. Prawda jest taka, że na wszystko można być uczulonym nie tylko na składniki w kosmetykach. Choć ja faktycznie uczulenie po SLS mam... bo normalne to nie jest, że po szamponie z SLS się do krwi potrawie drapać aż mam strupy, a po szamponie bez nic mi nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim wypadku tez bym szukala szamponow bez :)

      Usuń
    2. Ja tak samo reaguję na SLS, po prostu niektórym nie służy i już, ale znakomita większość ludzi używa i nie ma po tym żadnych sensacji.

      Usuń
  28. Znam tą stronę, trafiłam na nią przy okazji sprawdzania składu kosmetyków które dostałam do testu około maja. Jest całkiem w porządku, chociaż z tego co zauważyłam nie pisze wszystkiego na temat niektórych składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego najlepiej miec pare stron i sobie porownywac ;)

      Usuń
  29. Najważniejsze to zachować umiar i myśleć! Nie dajmy się zwariować :) Bardzo przydatny post, dziękuję Ci za namiary na tą stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  30. od dawna znam kosmopedię i często tam zaglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak mi coś służy to po prostu używam i mam gdzieś skład :) Tak jest z tą odżywką. Może na starość będę płakać, ale aktualnie nie wpadam w panikę tylko cieszę się ładnymi paznokciami :)

    Podobnie z innymi składnikami, które są wręcz demonizowane. Nie jestem EKO i chyba nigdy nie będę. Dobrze mi z tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic na sile i tylko po to, zeby byc na "czasie"... bo jak widac nie wychodzi z tego nic sensownego :]

      Usuń
  32. Ja też strony nie znam i bardzo się cieszę, że poznam. Podejście do eko, parabenów i sls staram się mieć mocno z dystansu. Kosmetolog Olay dała mi do myślenia szczególnie zdaniem "Pani Małgosiu, ja się trochę boję pomyśleć co się dzieje w tych produktach co nie mają parabenów etc." coś w tym stylu, zważywszy na to, że rzadko konsumenci sprawdzają daty ważności, trzymają kremy w lodówce i zużywają w 3 czy 6 miesięcy ;)
    Zdrowy rozsądek warto zachować wszędzie, zgadzam się z Tobą w pełni. Jestem wszak po lekturze książki Jillian o metabolizmie, o której pisała Urban i trochę mnie przeraziło, że według niej trzeba usunąć całe zło i chemię wokół. No chyba się nie da, choćbym nie wiem jak chciała (i byłoby mnie stać).
    Więc staram się obserwować siebie i zważać na to co mi szkodzi a co pomaga.A o składnikach z chęcią poczytam i na pewno nie wpadnę w szał wyrzucania wszystkiego z łazienki aczkolwiek jeśli mogę wybrać coś nieco mniej szkodliwego to czemu nie :)
    PS: I tak pewnie połowa tych wszystkich racji sprawdzi są bądź nie dopiero po latach a i tak wiele nie da się do końca wyłuskać w sensie, co tak naprawdę zaszkodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie ja nawet nie chce wiedziec, co w roznych kremach i innych produktach siedzi, co nie maja konserwantow :]

      Usuń
  33. Dzięki za stronę :)

    To prawda - praktycznie nie istnieją składniki, które nigdy przetestowane na zwierzętach nie były. To wiadome, bo kiedyś było inne prawo. Ale w walce chodzi o to, by te składniki nie był testowane dalej. Bo niestety, ale wiele, mimo tego, że już dziesiątki raz testowane były, poddawane próbom na zwierzętach są nadal. Gdzie tu logika?

    W UE jest zakaz testowania gotowych produktów, to też fakt, ale składniki testowane są nadal. Ale są firmy, które stosują alternatywne metody - bardziej miarodajne, niż testy na zwierzętach.

    Ale to już temat osobny i każdy podchodzi do tego indywidualnie, sam musi zdecydować, jak do tego się odnieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. logiki brak... jak w wielu innych przypadkach... niestety...

      Usuń
  34. Nie popadajmy w skrajności:) Cały nasz organizm jest wielkim laboratorium chemicznym, mamy takie substancje w skórze,że głowa mała:)
    Nie ma marki ani instytucji idealnej, każda ma cos pod plaszczykiem, zwróciłas Maus na to uwagę.
    Są substancje, które latami odkładaja sie w naszej skórze, nawet nieświadomie.
    Co jakis czas jest nagonka na jakies substancje, dobrze,że sa jakies normy stosowań.A nietestownanie na zwierzaczkach jest często duża obłudą:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie o to mi chodzi, zeby nie popadac :) ... uzywac mozna wszystko, pod warunkiem, ze nam osobiscie nie szkodzi w jakis sposob... ale wszystko z glowa :)

      Usuń
  35. ta strona nie wzbudza mojego zaufania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a na to nic nie poradze, nie mam zamiaru nikogo przekonywac...

      Usuń
    2. braworka a możesz wyjaśnić dlaczego? Osobiście znam tych ludzi. Ich wiedza jest rzeczywiscie ogromna i nie opiera się na pismach kobiecych. Analizują wyniki badań naukowych. Sami badają przenikanie wielu substancji przez skórę. Jestem naukowcem (chemikiem) i wiem co mówię.

      Usuń
  36. ja nailteka uzywalam, pomogl - paznokcie byly twarde. dopoki nie zaczely pekac. potem sie doedukowalam i formaldehyd wykreslilam. lakierow ze "slynna trojka" nie kupie.
    raz w polsce bedac, nieswiadomie, kupilam 8w1. po powrocie do domu z drogerii przeczytalam sklad, poszla w kosz. trudno, ale przynajmniej juz tego bledu nie popelnie. sklady bede sprawdzac.

    z wyzej wymienionych www znam i uzywam beautypedie. pomogla mi w wyborze tinted moisturiser i wiele razy ostudzila zapaly. mimo ze niektore z krytykowanych kosmetykow mi pasuja (kremy REN i olejek dp twarzy Clarins) to lubie czytac recenzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto pogrzebac w necie i popatrzec na roznych stronach a czy nam cos podjedzie to i tak nie wiadomo ;)

      Usuń
  37. Super ciekawy watek, ktorego, kurcze nie mam czasu przesledzic w calosci obecnie, ale jutro po pracy wieczorkiem z winkiem przeczytam.

    Moje zdanie? Nie dajmy sie zwariowac. Tez nieco odbilo mi na punkcie EKO skladow, teraz stonowalam nieco i uzywam tego, co mi sluzy. W skladach sie gubie, nigdy czytam a potem i tak kupuje to, co u mnie sie sprawdza.

    Przeszlam przez 'pieklo' kosmetyków do wlosow bez SLS, parabanów i kij wie czego i wcale nie bylo lepiej.

    Uzywam odzywki eveline i coz, mi nie szkodzi. nigdy nie mialam z nia problemu.

    Poza tym, jemy chemie, mieszkam w miescie, gdzie smog jest ogromny,stoje w korkach wdychajac spaliny etc. OD pewnych rzeczy nic nas nie uchroni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia,
      przeciez tego nie widac jak szkodzi, przeciez wiadomo, ze nie powali z miejsca ;) ... juz abstrahujac od tematu odzywki ale ogolnie jak cos szkodzi to przewaznie przez dluzszy czas i niezauwazalnie a potem jak sie cos zacznie sypac to nagle zdziwienie skad to sie wzielo ;]

      Usuń
  38. Czasami używam tej strony, jak nie jestem czegoś pewna. Ale koniec końców wolę wiedzieć co nakładam sobie np. na twarz...

    OdpowiedzUsuń
  39. Znam tę stronę, początkowo bardzo mnie zainteresowała, potem przestałam z niej korzystać z bardzo konkretnego powodu - nie mogę jej nazwać obiektywną, brakuje mi na niej argumentów przytaczanych przez przeciwników. W jej redagowaniu biorą udział zwolennicy jednej opcji, a tymczasem we współczesnej nauce obejmującej szeroko pojęte medycynę, chemię, kosmetologię, ale też np psychologię - na wiele pytań nie ma jednoznacznej, 100% pewnej odpowiedzi, każdego dnia dokonywane są nowe odkrycia, przeprowadzane nowe doświadczenia, wysnuwane nowe wnioski i chcąc być uznanym za rzetelny, należy przytaczać także poglądy oponentów, można oczywiście z nimi jednocześnie dyskutować, ale zamykanie się w kręgu własnych prawd jest tworzeniem kółka wzajemnej adoracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zadna tego typu strona nie bedzie w 100% obiektywna... i przede wszystkim chodzi o to, zeby nie popadac w paranoje i robic nagonke, tylko dlatego, ze ktos kiedys gdzies powiedzial :)

      Usuń
    2. No tak, pewnie, żadna nie będzie 100% obiektywna, ale może się chociaż silić na przedstawianie stanowiska drugiej strony.
      Powinnam napisać, że zrezygnowałam z czerpania wiedzy z kosmopedii, ale nie znalazłam jej następcy, więc wcale na tym jakoś rewelacyjnie nie wyszłam.
      Dzisiaj zajrzałam do nich ponownie, no i kurczę, razi mnie to - to, że piszą o dziesiątkach badań potwierdzających bezpieczeństwo określonej substancji, a nawet nie zająkną się, że były też testy, z których mogłoby wynikać, że przy długotrwałym stosowaniu dany składnik jednak może być szkodliwy.
      Zgadzam się z Tobą oczywiście co do głównej tezy, że rozpoczęła się moda na ekologię, naturę, brak konserwantów i wiele osób wzdryga się słysząc, że w produkcie są konserwanty czy SLS albo parabeny nie wiedząc czym te składniki są; gdzieś im dzwoni, że to chyba raka wywołuje, ale na tym koniec wiedzy. To jest bardzo powierzchowne, wybiórcze i pełne hipokryzji a firmy kosmetyczne zbijają na tym znakomity biznes. Nie brak oczywiście takich osób, które dogłębnie zaznajamiają się z tymi problemami, szukają, myślą, wyciągają własne wnioski - ale nie ma się co oszukiwać, takich jest mniejszość. Niestety takie strony jak kosmopedia sprzyjają polaryzacji stanowiska nie bardzo się przyczyniają do pogłębiania wiedzy - polaryzują, bo poirytowani tym, że kompletnie zignorowano ich racje przeciwnicy parabenów&spółki (mocno uogólniając) jeszcze bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że koncerny kosmetyczne zafałszowują rzeczywistość i ukrywają fakty, zaś zwolennicy współczesnej kosmetyki popularnej dostają do ręki kolejny argument o tym, że mają rację, ale poprzez brak odwołań do badań, które mogłyby zachwiać tym ich przekonaniem, nie zachęca się ich do samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków.

      Usuń
    3. Jeszcze może dodam, że ja nie stoję po żadnej stronie obiema nogami.
      Do makijażu używam minerałów (podkład, cienie, róże), ale tusze i szminki używam 'drogeryjne'. Buzię zmywam hydrolatem, lubię olejki naturalne, kremów do twarzy szukam jak najbardziej naturalnych, ale pod oczy wybieram wysokopółkowe drogeryjne, myję włosy szamponami z SLS (bardzo świadomie) a w pupę wcieram radośnie Evelinowe balsamy naszpikowane parabenami tej i owakiej maści ciesząc się tym, że wygładza skórę.

      Usuń
    4. dlatego ja sobie porownuje rozne strony i staram sie wyposrodkowac a do tego opieram sie na tym co mi sluzy a co nie :)

      Usuń
  40. "Ostanio szalenie rozbawily mnie pasty do zebow bez SLS'ow i rozne produkty bez parabenow, ktore az sie prosza o wrzucenie pod szklo i przygladniecie sie jakie bakcyle wioda w nich szczesliwe i niczym niezagrozone zycie, pozwalajace im na dowolne roznazanie sie. A my sobie spokojnie to smarujemy na twarz, z czystym sumieniem bo bez "zlego" skladnika."

    To, że jakiś produkt nie zawiera parabenów, nie oznacza, że nie jest konserwowany i wiodą w nim szczęśliwe życie różne bakterie... Są inne konserwanty, skoro masz wykształcenie chemiczne, to na pewno o tym słyszałaś, że na parabenach świat się nie kończy.
    Uwierz mi, więcej "życia" mnoży się w konserwowanym parabenami kremie w słoiczku z dostępem do powietrza i palców przy każdorazowym otwieraniu niż konserwowanym układami ekologicznych konserwantów kremie w butelce airless czy tubce.

    OdpowiedzUsuń