wtorek, 6 grudnia 2011

z pamietnika testera... koszmarek w tubce :]

Ogolnie wiadomo, ze ja kremy do rak bardzo lubie i namietnie uzywam, mam co prawda moje ulubione ale co jakis czas potrzeba odmiany... jakies urozmaicenie musi byc :)



W ktoryms z ostatnich Box of Beauty dostalam tez miniaturke kremu do rak z firmy Weleda i jest to krem z olejkiem z rokitnikowym. Weleda produkuje kosmetyki naturalne, jest u mnie dostepna w wielu sklepach ale prawde mowiac nigdy szczegolnie mnie nie zainteresowala ale pomyslalam sobie, ze jak juz go mam to mozna przetestowac, tym bardziej ze opis sam w sobie calkiem zachecajacy.

Wg producenta: Ten intensywnie pielęgnujący krem idealnie nadaje się do szybkiej regeneracji zniszczonej skóry dłoni i paznokci. Roztacza świeży, owocowy zapach, niemal natychmiast się wchłania, nie tworząc tłustej warstwy, nie wywołuje reakcji alergicznych.

Cenny olejek rokitnikowy z wysoką zawartością witaminy C i nienasyconych kwasów tłuszczowych chroni skórę i paznokcie przed utratą tłuszczu i wilgoci. Wraz z delikatnym olejkiem sezamowym utrzymuje skórę w stanie równowagi i zapewnia jej doskonałą pielęgnację. Nawet szorstka i zniszczona skóra dłoni skóra staje się gładka i miękka. Sugestywny, owocowy zapach z naturalnych olejków eterycznych z mandarynki, grapefruita i pomarańczy pobudza do życia i poprawia nastrój, daje uczucie świeżości i zmysłowego komfortu.



Skład: woda, olej sezamowy, alkohol, hydrolizat wosku pszczelego, skrobia tapioki, lizolecytyna, wosk pszczeli, gliceryd kwasu tłuszczowego, olej rokitnikowy, ksantan (naturalny środek spęczniający), mieszanina naturalnych olejków eterycznych.



Tiaaa... jak sie mozecie po tytule domyslac, dla mnie ten krem to totalna katastrofa, do tego stopnia ze po jednorazowym uzyciu dzikim galopem polecialam wyrzucic to paskudztwo do smieci i jeszcze szybciej do lazienki umyc rece. Wszystko fajnie ale ten obrzydliwy zapach ciagnal sie za mna do wieczora i czulam sie jak swiezo zabalsamowane zwloki.

Moj pech, ze nienawidze wszelkiego rodzaju olejkow eterycznych a naturalne produkty maja czesto specyficzne zapachy i ja traba zamiast powachac a potem smarowac, pacnelam to radosnie na rece i zdretwialam. Ja nie wiem kto w tym czuje swiezy owocowy zapach, smierdzi to jak kostka do klopa nasaczona olejkiem rokitnikowym. Bleee...

A do tego ta klejaca, woskowa warstwa. W ogole czytajac opis producenta to mam wrazenie, ze mialam zupelnie co innego. Bo to paskudztwo za nic nie chcialo sie porzadnie wchlonac, pozostawilo myziajacy film, cos czego nie cierpie rownie intensywnie jak olejkow.

Ten tekst "... pobudza do życia i poprawia nastrój, daje uczucie świeżości i zmysłowego komfortu." prawie, ze mnie zrzucil z krzesla. Dawno sie tak nie usmialam. Jakby nie bylo to koszmar wysokiej klasy. Co potwierdzilo moje intuicyjne ignorowanie tej firmy, w zyciu po nic innego nie siegne, ostatnio dougi znowu cos dorzucil z Weledy ale oddam to jakiemus innemu krolikowi, ja tego testowac nie bede, bo po uroczym kremie do rak mam do dzis traume.

22 komentarze:

  1. swiezo zabalsamowane zwloki - cudownie masakryczne okreslenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haahhaha .. no jak nie pobudza do życia jak pobudza ! :D Wystarczy posta Twojego Sroko przeczytać i samemu sie jest pobudzonym bez kremu :D umieram ... :D

    p.s juz tak jest z zapachami , że niektórych nie można zdzierżyć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ach te zapachy ...
    ja np; mam swój ulubiony błyszczyk którego zapach uwielbiam a moja koleżanka twierdzi że ten zapach jest okropny heh

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny opis produktu :D
    no nic nie mogę się na temat produktu wypowiedzieć, bo sama nigdy tej firmy nie próbowałam, ale sama konsystencja nie wygląda zachęcająco, a tym bardziej po przeczytaniu opisu :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Siouxie,
    patrzac na sklad, to nawet pasuje... bo to wszystko brzmi wlasnie jak sklad pasty do balsamowania ;)

    Mami,
    mnie pobudzilo tylko w okolicy zoladka ale szczegolowe opisy sobie daruje ;D

    przyjemne-z-pożytecznym,
    tak to jest, ze kazda z nas co innego lubi, z jednej strony dobrze ale z drugiej jak sie wlasnie na cos takiego natknie... ehhh...

    Lyna_sama,
    sa osoby, ktorym tego typu zapachy nie przeszkadzaja, choc i konsystencja tej pasty do balsamowania tez nie przekonuje ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapach to fakt, może bardzo zniechęcić. Ja też tak czasem mam, że jak mi zapach nie pasuje, to nie używam i już. Bo po co się męczyć! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahah, Sroczko, ale się uśmiałam Twym kosztem. :D
    Pobudził Cię do życia i działania bardzo efektywnie i kompleksowo (nawet żołądek - powinnaś wspomnieć o tym dla firmy, może dopisze to u siebie w plusach ;P)
    Ja nienawidzę w kremach do rąk, gdy zostawiają tłusty film, ostatnio do pielęgnacji, ale nie ochrony rąk znalazłam ideał w Tołpie. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuu, nieciekawie :) Sroczko, a Ty miałaś w końcu do czynienia z olejem Sesa? To dopiero zapach dla odważnych :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorota,
    ja jestem bardzo powiedzmy wrazliwa jezeli chodzi o zapachy i jak mi cos nie pasuje to w zyciu sie nie przemoge do uzywania :)

    Vila,
    no wlasnie a ten nie dosc, ze zostawia film to jeszcze ten koszmarny smrodek... gorzej juz nie moglo byc :]

    OdpowiedzUsuń
  10. Aliss,
    nieeee... po tym co przeczytalam, to postanowilam omijac szerokim lukiem ;) ... zastanawiam sie co zrobic z moim migalowym, bo zapach tez mnie powala :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie pobudził, skoro takim galopem się rzuciłaś do łazienki :D , ech ja też jestem bardzo wrażliwa na zapachy, dlatego nie mogę się zmobilizować do np olejowania - dla mnie większość tych naturalnych olei pachnie jak szalet :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Shopping Monster,
    ja juz sie kiedys zastanawialam dlaczego te wszystkie indyjskie olejki tak paskudnie smierdza, dokladnie jak publiczne toalety za czasow komuny :]

    Jedyny ktory jestem w stanie zniesc to kokos z Vatiki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlatego ja zawsze najpierw niucham :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam dokładnie takie same wrażenia na temat kosmetyków Weledy. Dobijają mnie te zapachy. Wszystko takie pastowate i żeby to wsmarować trzeba spalić z 1000 kalorii.

    OdpowiedzUsuń
  15. Saint Lilith,
    ja zapomnialam :] otworzylam tubke, zrobilam zdjecie i wycisnelam na reke. Powachalam dopiero jak rozsmarowalam...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tez tak mam z zapachami, jak mi nie podpasuje to nie bede uzywac. Hehehe mam nawet skladzik kosmetykow-smierdzieli, ktorym "uszczesliwie" moja mame (ona nie jest szczegolnie wrazliwa na zapachy.)
    A odnosnie kosmetykow naturalnych, to chyba w wiekszosci pachna obrzydliwie (albo to ja mam pecha, ze takie smierdziele w moich beauty boxach otrzymuje).

    OdpowiedzUsuń
  17. Elu...,
    ja testowalam tylko ten krem ale na nic innego nie mam tez ochoty hehe... jak one wszystkie tak smierdza i sa takie pastowate to ja dziekuje ;)

    Cherry Berry,
    a to moge potwierdzic, w sumie wiekszosc tego co mi sie do tej pory trafilo z naturalnych smierdzialo dla mnie przeokrutnie, no moze pomijajac pielegnacje Nuxe, ktra za to mi zrobila masakre na twarzy :]

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj ,jak ja kocham te wszystkie chłyty małketingowe - i świeżośc i pobudza i komfort i zmysłowy, a nie zmywa czasem naczyń?;)

    OdpowiedzUsuń
  19. sądzę iz komuś się coś pomyliło i zamiast krem miało być maść lecznicza (na to wygląda to coś)
    jak ja niecierpię takich mazi brrr

    OdpowiedzUsuń
  20. fuuu
    obrzydlistwo taka maź
    ciesze się, że dodajesz tak rzetelne recenzje, od jakiegoś czasu obserwuję i zapraszam nieśmiało do nas może Ci się coś spodoba i też dołączysz do obserwujących?
    pozdrawiam, Marty
    http://bemymusthave.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. ej.. a mnie ten krem strasznie pasuje i mam z nim kompletnie inne doswiadczenia.. po pierwsze - pachnie cytrusowo, naprawde swiezo :-) nawet moj facet wrazliwy na niektore produkty potwierdza.. po drugie- wchlania sie blyskawicznie - w zasadzie to najszybciej wchlaniajcy sie krem jaki mialam.. po trzecie - dobrze nawilza i pielegnuje - wlasnie dzieki temu, ze tak szybko sie wchlania to moj niezbednik na dzien - zawsze mam mala tubke w torebce..dziwne - moze trafila Ci sie jakas felerna partia?

    OdpowiedzUsuń
  22. Faktycznie musiał byc hardcorowy skoro tak Cie ścieło:D Ja jeszcze naszczescie nie miałam zadnego kremu do rąk, który by sie okazał aż tak smierdzący;)

    OdpowiedzUsuń