Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SkinFood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SkinFood. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

i po raz kolejny... porcja pustych opakowan ;)

 Bedzie post gigant ale w przypadku denka to nic nowego ;)

 

Kolejna porcja, ktora juz powoli nie miescila mi sie  szufladzie... wiec spielam sie jak agrafka i obfocilam towarzystwo a potem wszystko dosc szybko polecialo do smieci. Tym razem tez mam cos z kolorowki co mnie cieszy ale z drugiej strony kto lubi jak mu sie konczy ulubiony produkt :]




  Na poczatek kolorowkowe drobiazgi.

  •  puder Chanel Cristalline, ktory kocham... uwielbiam i jest to dla mnie najlepszy puder transparentny jaki uzywalam ale niestety przestali go produkowac, co mnie strasznie zmartwilo. Puder daje wyjatkowy efekt na twarzy "wewnetrznego rozswietlenia" i bylam bardzo szczesliwa, jak udalo mi sie dorwac na ebayu krysztalka, ktory pojawil sie w limitowance Le Blanc (pisalam o tym tutaj)
  • kolejny produkt, ktory jest moim ulubionym od wielu miesiecy... jak dla mnie najlepszy bebik jaki do tej pory uzywalam i oczywiscie kolejne opakowanie jest juz w drodze. Mowa oczywiscie o BB kremie Missha Signature Wrinkle Filler. Moje wrazenia opisalam tutaj i jak widze post pisalam ponad rok temu i do dzis nic sie nie zmienilo, dalej uwazam go za najlepszy.
  • 8 maja wstawilam post (klik), w ktorym postanowilam zuzyc do konca moje dwa Kiss Kiss'y Guerlain. Jest to wersja Kiss Kiss Baby, wiec ta lzejsza ale prawde mowiac szalenie wydajny produkt i myslalam, ze nigdy mi sie nie skonczy. A jednak... doszlam do plastiku na koncu. Wygrzebywanie resztki sobie darowalam i prawde mowiac po tym dosc intensywnym uzywaniu mam ich obu dosc ;) ... choc bardzo je lubilam, dobrze pielegnuja usta i daja naturalny ladny kolor. 
  • ostatnie dwa produkty to kredki firmy Artdeco, jeszcze troche je pomecze ale postanowilam je wrzucic w ten post, bo nie wiem czy dozyja do nastepnego. Jest to kredka do ust i druga do brwi... obie bardzo lubie, ta druga bardzo czesto przewijala sie w moich makijazowych postach. A inne kolory obu kredek mam i w dalszym ciagu uzywam.
 Pielegnacja... a jest tego troche :)

  •  Skin Food Acai Berry Facial Mask - maseczka, choc wlasciwie byl to bardzo drobny peeling... zuzylam ale jakos mnie do siebie nie przekonala, wiec bez zalu sie z nia pozegnalam
  • Kiehl's Midnight Recovery Eye - czyli uzupelnienie do mojego serum na noc. Wlasnie do mnie dotarlo, ze nigdy nie napisalam recenzji tego kremu. Moze dlatego, ze mimo przyjemnego uzywania to nie zrobil na mnie wiekszego wrazenia. Owszem robil to co mial robic, dobrze pielegnowal okolice oka i nie mam mu nic do zarzucenia ale kremowi Estee Lauder albo temu co teraz mam z Lancome to w moim przypadku nie dorownuje. 
  • Biotherm Biosource Eau Auto Moussante - to juz moje druga butelka i pewnie nie ostatnia. Uwielbiam ta micelarna pianke, swietnie oczyszcza twarz a przy tym jest delikatna i wydajna. Kiedys do niej na pewno wroce.
  • La Roche Posay Effaclar plyn micelarny - o nim tez nie bylo osobnego posta a jest to obok Vichy moj ulubiony micel do twarzy i jak skoncze Vichy, to mam juz w szafce kolejnego LRP. Dla mnie rewelacja, szczegolnie wlasnie ta wersja Effaclar. 
  • dwufazowka Heleny Rubinstein, o ktorej tez juz pisalam... zdecydowanie najlepszy plyn do demakijazu oka, jaki w ostatnim czasie uzywalam. 
  • Missha Night Revolution Serum - uzywalam dosc dlugo i moje uczucia sa prawde mowiac mieszane... w sumie nie jest zle ale tez nie odznaczylo sie niczym szczegolnym a przy tym nie jest tanie i trzeba je sciagac z Azji... wiec mozna sobie darowac i znalezc na naszym rynku lepsze produkty.
  • Skin79 White Reviving Skin Radiance Eye Serum - calkiem przyjemny krem pod slepia, ja go uzywalam na dzien. Aczkolwiek o wiele lepsza jest wersja "The Oriental" ... ma swietny sklad i efekty sa widoczne, wiec z tym sie pozegnalam i kupilam ponownie orientala :)
  • Purebess Snail School Gel - krem o zelowej konsystencji. To przyklad typowej "Hassliebe" ... z jednej strony uwielbiam, bo naprawde jest skuteczny, dzieki niemu moja lwia zmarszczka sie splycila ale z drugiej strony nienawidze bo robi mi kuku i nie moge go uzywac :/ ... przekonana do slimakowych produktow, zakupilam polecanego Mizona, zobaczymy co bedzie.
  •  po raz kolejny suchy szampon Lee Stafford, moj ulubieniec do wlosow ciemnych :)
  • Phytocitrus - rewelacyjny jak dla mnie szampon do wlosow farbowanych, kolejna butelka w szafie :) ... na poczatku mialam obawy co do zapachu ale to bardzo przyjemny i swiezy cytrusek
  • kolejny ulubieniec... czyli szampon gleboko oczyszczajacy Schwarzkopf BC Hair & Scalp Deep Cleansing (seria profesionalna). Co tu duzo mowic, swietnie oczyszcza i nie niszczy wlosow. Jest wydajny i przyjemny w uzyciu. Kolejne opakowanie bedzie kupione, bo juz nie wyobrazam sobie bez takiego szamponu. 
  •  Greenland - Milky - Yoghurt & Cucumber to bardzo przyjemny, drobnoziarnisty i delikanty peeling myjacy. Ladnie pachnie ale w sumie watpie zebym do niego wrocila, jak zdzierac skore to lepiej porzadnie a nie sie myziac ;)
  • Balea Creme-öl Dusche, czyli kremowy olejek pod prysznic... bardzo lubie ta serie ze wzgledu na zapach ale body lotion jest zdecydowanie lepszy
  • Kneipp Gute Laune Pflegedusche, produkt ktory uwielbiam... glownie za zapach marakuja i grejpfrut, pasujacy do plynu do kapieli, ktory tez mam. Zapach po prostu boski... swiezy i naturalny a do tego firma robi produkty pozbawione tych wszystkich chemicznych dodatkow, ktore wiekszosc z was nie lubi ;) ... wiec mozna powiedziec, ze jest firma naturalna. 
  • Nivea Intimo - calkiem przyjemny plyn do higieny intymnej. Myje... nie uczula, wiec co tu wiecej mowic ;)
  • krem do rak Ziaja z kozim mlekiem... nie jest zly ale tez nie jest dla mnie wart sprowadzania z pl lub przeplacania u mnie ;)
  • krem do rak Orly, ktory cudnie pachnial na wanilie... dostalam go w paczuszcze i bardzo przyjemnie mi sie go uzywalo.
  •  Yves Rocher moj absolutnie ulubiony waniliowy balsam do ciala... chyba jedyny produkt tej firmy, ktory naprawde lubie. Lekki i przyjemny... szybko sie wchlania, pielegnacja ok ale dla suchej skory moze byc za mala... i co dla mnie najwazniejsze, boski zapach dla ktorego kupie ten produkt po raz kolejny :)
  • Balea Cell Energy - balsam do ciala chroniacy skore, ktory ma poprawiac jej elastycznosc. Hmmm... kolejny produkt, gdzie nie jestem pewna czy go lubie, bo z jednej strony nie jest to zly balsam, ladnie pachnie ale zeby cos robil to nie zauwazylam :]
  • uzupelnienie do kulki, czyli ulubiony deo... Garnier Mineral Ultra Dry 48h, jak dla mnie jedne z lepszych deo i antyprespirantow dostepnych w drogeriach.
  • Balea krem po odklaczaniu... bardzo lubie, tani i skuteczny... uzywam namietnie
  • najlepsza na swiecie pasta Crest 3D white... i naprawde nie rozumiem, dlaczego jest w Europie niedostepna ale bede ja dalej sciagac ze stanow, po prostu zadna inna tak nie dba o zeby... likwiduje kamien i zapobiega osadzaniu sie nowego a do tego sciaga caly osad i rozjasnia zeby. Pisalam juz o niej... kupuje rozne odmiany i ze wszystkich jestem zadowolona... i nie tylko ja slubny tez sie po pierwszej tubce podlaczyl, bo przekonal go efekt jaki widzial u mnie. 
  • z tylu stoi sobie bubel z Balea, czyli zel do golenia. Nie dosc, ze ma strasznie slaby zapach a jest to LE Summer Time, do tego beznadziejnie sie pieni... w koncu ja sie wpienilam i odstawilam na bok, bo juz nie moglam. Wrocilam do Gillette z aloesem i w koncu jestem zadowolona. 
  • z tego co widze to zapomnialam o peelingu oliwkowym z TBS ale koty ukradly mi opakowanie, wiec na zdjeciu go nie ma... peeling tez wrazenia na mnie nie zorbil... zapach kojarzyl mi sie z biurowym klejem w tubkach, ktorego uzywalam w podstawowce na zajeciach z plastycznych :]

I to byloby na tyle. 

Do nastepnego (denkowego) razu :)

czwartek, 12 lipca 2012

kolejna porcja zuzyc...


Poprzednie zuzycia wstawialam w kwietniu i od tego czasu pare rzeczy zakonczylo swoj zywot. Wlasciwie zbieram sie do tego posta juz od ponad tygodnia i jakos mi to nie idzie... wiec dziesiaj sie lekko przycisnelam ;) ... i tak oto mamy. 

  •   Estee Lauder Time Zone Cream to krem z zalozenia anti - aging. Ja mialam taka dosc sporo minaturke, ktora byla dolaczona do mojego zestawu EL. I o ile Day Wear Plus bardzo polubilam tak ten mnie nie przekonal. Owszem przyjemny ale nie dawal mi kompletnie nic, nawet tego uczucia, ze cos dla siebie robie mi nie dawal, wiec na pewno nie kupie pelnowymiarowki za ponad 50€
  • Estee Lauder Advanced Night Repair Eye to krem pod slepia. Swietny zreszta i ten spelnia moje oczekiwania. Dba i nawilza moje suche zewnetrze kaciki i zapobiega zmarchom. Calkiem mozliwe, ze do niego wroce... chyba ze trafie na cos lepszego ale znajduje sie na liscie produktow, ktore lubie i do ktorych chetnie wroce :)
  •  Innisfree Apple Juicy lip&eye Remover ... nie wiem ile razy juz o tej dwufazowce pisalam. Jak widac kocham ja w dalszym ciagu. Byla w kwietniu w moich zuzyciach, w tych jest kolejne opakowanie a w szafce te co aktualnie uzywam. Czy musze cos jeszcze pisac na temat zadowolenia z produktu ;)
  • Skinfood Ancient Rice Serum uzywalo sie calkiem przyjmnie i zdecydowanie latwiej jak puder do mycia twarzy, aczkolwiek jak na serum to dawalo mi za malo. Ono jest lekkie i przyjemne, moze jakbym byla 15 lat mlodsza ale teraz srednio mi sie przydaje... wiec ponownego zakpu nie bedzie.
  •  Lancome Hydra Intense to maseczka, ktora intensywnie nawilza jak sama nazwa mowi i mozna ja zostawic na skorze do powiedzmy prawie calkowitego wchloniecia, wiec nie ma przymusu albo zalecenia zmyc ja po jakims czasie. Ja czasami szlam z nia spac i faktycznie nawilza fajnie ale ta cena :P
  • BeBeauty micelarny zel do mycia i demakijazu, produkt tani i bardzo przyjemny... nie mam mu nic do zarzucenia. Jest delikatny i wydajny, naprawde calkiem w porzadku. Tylko u mnie niedostepny, wiec raczej sie juz u mnie nie pojawi.
  •  Phytokeratine to zdecydowanie moj ulubiony szampon tej firmy. Co prawda nie ma SLS a co za tym idzie srednio sie pieni... a te akurat mi w szapomnach nie przeszkadzaja ale nauczylam sie go uzywac i moje wlosy go kochaja. Tylko wiadomo wymagaja tez przy tym odzywki albo czegos co mi je potem pomaga rozczesac,  nie ma co od szamponu cudow wymagac... wystarczy, ze swoja role spelnia swietnie.
  • Phytocyane to szampon do wlosow, ktory mi dosc trudno ocenic. Ogolnie nalezy go stosowac przy wypadajacych wlosach, ma je wzmacniach... wlasciwie ma wzmacniac cebulki i ogolnie skore glowy. Dziala anti - aging i wszystko bylo by fajnie gdyby nie ta konsystencja. W ogole przy pierwszym uzyciu sporo mi sie rozlalo, bo nie bylam przygotowana na to, ze bedzie to szampon w tak plynnej formie. Przez co jest dosc trudny w uzyciu. Ta miniaturka przekonala mnie tylko, ze krzywdy mi nie zrobi ale tez bylo to za malo, zebym mogla stwierdzic, czy on w ogole cos daje. No i jestem w kropce...
  •  Kerastase Bain Divalent z tego co pamietam byl to szampon do przetluszczajacej sie skory glowy i suchych koncowek. Ten zmeczylam bo tak do konca to sie z nim nie lubilam i wiecej nie kupie. W ogole pisalam juz, ze sie z firma Kerastase pozegnalam, nie wiem co kombinuja ale po prostu nowe wersje produktow przestaly mi odpowiadac.
  • Kerastase Age Recharge to maska do wlosow i ja akurat lubilam, szalenie wydajny produkt, myslalam, ze jej nigdy nie zuzyje ale w koncu sie udalo. Z tym, ze tez nie mam zamiaru do niej wracac.
  •  Dwa produkty z The Body Shop to byla akurat limitowana edycja, ktora pojawia sie co jakis czas. Poniewaz uwielbiam wanilie to musialam miec. Peeling do ciala lubilam, fajnie scieral ale nie byl za mocny. Zel jak to zel... myl i ladnie pachnial.
  •  Dwa produkty Lavera, czyli nieliczne kosmetyki naturalne w moim posiadaniu. Tu mamy zel pod prysznic i Bodylotion... oba produkty moze sa srednio wydajne ale za ten zapach to kocham je dozgonnie :D ... o obu pisalam, wiec nie ma sensu sie powtarzac.
  •  po raz kolejny Scholl Fuss Pflege Balsam Sensitiv, jak na razie moj ulubiony balsam do stop z 5% mocznikiem aleeee... calkiem mozliwe, ze ten z Hansaplast o ktorym ostatnio pisalam, jednak go przebije.
  • tu tez mamy nieszczesny zmywacz do paznokci z p2, pierwsza i ostatnia zuzyta butelke... druga poleciala do kosza, z wiadomego powodu. Zmywacz robil mi kuku o czym pisalam ostatnio, wiec sie z nim pozegnalam.
  • LRP Effaclar A.I. czyli dorazna pomoc na wypryski. Do nakladania punktowo. Produkt, ktory bardzo lubie. Jest skuteczny i to jest najwazniejsze. A pozatym nie wysusza przesadnie skory dookola i jest dosc szybki w dzialaniu. O nim tez juz pisalam. Pozostanie ze mna na dluzej, w szafce w lazience mam juz kolejna tubke.
  • i na koniec kolejny blyszczyk Lancome Fever Gloss 206 Precious Beige, bardzo lubilam... mial sliczny delikatny bezowy kolor ale watpie zebym kupila ponownie, bo zanim zuzyje to co mam, to jeszcze potrwa ;)
 ***

I to by bylo tym razem na tyle. Dalej jestem w ciagu intensywnego zuzywania. 
 

środa, 6 czerwca 2012

z pamietnika testera... Skinfood Egg White Pore Mask

 Jak wiekszosc z was tak samo ja mam problemy z porami i zaskorniakami na nosie i w okolicy a takze co jakis czas na brodzie. I gdy sprawde zaniedbam odrobine, to te czesc mojej twarzy przypomina powierzchnie ksiezyca. A szorstkosc mojego nosa dorownuje papierowi sciernemu. Tak... niestety jest to walka z wiatrakami i potrzeba tu samozaparcia i systematycznosci, czyli tego co u mnie czasami kuleje a bywa, ze lezy i kwiczy. Tym bardziej, ze wiele z dostepnych produktow daje mizerne efekty lub nie daje ich wcale. Jakis czas temu pisalam o azjatyckich platkach na nos, o ile dobrze pamietam moje byly z Innisfree. I o ile firme lubie tak platki byly kompletna poraza i za nic nie dawaly mi tego co powinny, wiec z czasem sobie darowalam. 

Jakis czas temu z jednym z zamowien przyszla tez saszetka z maseczka oczyszczajaca pory. Jest to maseczka Egg White Pore z firmy Skinfood. Ogladnelam sobie opakowanie, chwile podumalam i zapomnialam o niej. Wpadlam na nia ponad tydzien temu jak rozpaczliwie szukalam czegos, co by sobie z fatalnym stanem mojego nosa poradzilo.


Oryginalna wielkosc tak jak na obrazku ponizej to 100g i podejrzewam, ze wystarczy na bardzo dlugi czas, bo maseczka jest szalenie wydajna... koszt na ebay to ca. 9€


 Maseczka zawiera wyciag z jajkowego bialka, wzbogacony o albumine i ma z zadanie wnikac gleboko w pory, oczyszczac je... usuwac nadmiar tego wszystkiego co sie w porach gromadzi. A przy tym zwezac, czyli sprawiac zeby byly mniej widoczne tak zeby nasza skora byla gladka. 

Troche sie obawialam tej jejecznej maski ale w sumie bez potrzeby. Ma calkiem przyjemny, lekki zapach i bardzo gesta, kremowa konsystencje. Najwygodniej naklada sie pedzlem, przynajmniej mniej produktu sie przy nakladaniu marnuje. Bo przy nakladaniu palcami, sporo mi na palcach zostalo ale wiadomo jak kto lubi. Pisalam ze jest szalenie wydajna i jest to prawda, bo 4 razy juz sobie ja nakladalam a ciagle jeszcze mam i na 2 - 3 uzycia spokojnie mi ta probka jeszcze wystarczy.


Nie nakladam maseczki na cala twarz, tylko tam gdzie mam problemy. Czyli glownie strefa T i po bokach nosa a do tego profilaktycznie na podbrodek. Wg producenta nalezy ja zostawic na 10 - 15 minut ale 20 tez spokojnie moze na skorze pozostac. Bo sama w sobie jest delikatna i nie ma obawy, ze nas w jakikolwiek sposob podrazni. Maseczka sobie zasycha ale tez bez mocnego sciagania, wiec kazdy moze sobie znalezc czas jaki mu pasuje. Potem zmywam ciepla woda i gabeczka  drogerii. I tak dwa lub trzyy razy w tygodniu, bo tu trzeba w miare regularnie stosowac, wiadomo cos czego sie nie uzywa nie bedzie dzialalo. A jak bedzie sie sprawdzac to mozna i rzadziej... ale systematycznie.


Moje wrazenia: UWIELBIAM !!! I na 100% zakupie duze opakowanie. Podziwiam skore na nosie pare razy dziennie i micha mi sie cieszy. Fakt, ja nie mam kraterow ani duzych problemow z porami, jednak jak jz pisalam, moja skora tez potrafi czasami wygladac niezbyt zachecajaco i zaskorniaki jak mrowki w mrowisku okupuja moj nos... co wyglada bardzo nieladnie, juz pomijajac jak chce sie na takie pobojowisko nalozyc "makijaz". Niestety nie zrobilam zdjecia przed i nikogo tez nie chcialabym straszyc, jak taka impreza na nosie i w okolicy wyglada wiecie bardzo dobrze, wiec i u mnie nie wyglada inaczej. Po tych paru razach widze sporo poprawe, nos mam gladki... zero zaskorniakow, wszystko ladnie pozamykane, troche wolniej to idzie w okolicy nosa ale tez widze niesamowita poprawe. Z tej serii sa tez inne produkty, ktore ogolnie maja to samo zadanie ale ja na razie pozostane przy maseczce.


 A jak juz sie rozbrykalam, to nabylam droga kupna krem, ktory tez ma mi pomoc w kontrolowaniu porow. Oczywiscie Skinfood... z wyciagiem z niedojrzalego (lol) zielonego jablka i woda gazowana :)


Wrazenia dotyczace kremu pojawia sie jak juz go troche pouzywam :)

niedziela, 29 kwietnia 2012

Skin Food Acai Berry Facial Mask... z bliska

 Zupelnie zapomnialam o maseczce, ktora juz uzywam od jakiegos czasu. Jest to produkt Skinfood zawierajacy owoce acai, znane ze swoich przeciwutleniajacych wlasciwosci do tego wspomaga gojenie i regeneracje komorek. Mnie zauroczylo glownie opakowanie, typowo azjatyckie i przyciagajace oko.


 W uroczym szklanym sloiczku mamy 100g produktu. Do tego dolaczona jest "lyzeczka" ktora pomaga nam wydostac maseczke z opakowania.


 Sama maseczka ma forme takiej powiedzmy rzadkiej galaretki o delikatnym zapachu i cos co mnie troche na poczatku zdziwilo, zawiera drobinki... i tak sie na poczatku zastanawialam czy to w koncu maseczka czy peeling. Potem stwierdzilam, ze w sumie wszystko jedno i uzywlam jako maseczkowy pilindzek (Digg :*) ... bo jest ona mimo wszystko na tyle delikatna, ze nie robi mi kuku. Dzieki niej sie znowu przekonalam do mechanicznego zdzierania ;)


Jezeli chodzi o dzialanie... to powiedzmy szczerze, tylka nie urywa ale ja lubie tego typu bajery a poniewaz ta jest calkiem przyjemna to sobie ja pouzywam ale raczej nie kupie ponownie. W koncu jest jeszcze tyle ciekawych produktow. Fajnie oszyszcza i odswieza ale nie zauwazylam specjalnego nawilzania i ten efekt, ktory daje to mozna wiekszoscia peelingow uzyskac. 


poniedziałek, 30 stycznia 2012

SKINFOOD Eggplant Plumping Volume Mascara

Jakis czas temu kupilam na ebayu tusz Skinfood. Glownie z ciekawosci ale pomyslalam tez sobie, ze skoro Skinfood robi "naturalne" produkty, to taka mascara tez powinna byc bardziej przyjazna rzesom i na codzien powinna byc dobra :)

SKINFOOD Eggplant Plumping Volume Mascara



Za 10 ml zaplacilam cos ca. 10 €, wiec nie jest to majatek. Jakby mi miala nie pasowac, to po prostu puscilabym ja w swiat. Tusz jest w kolorze czarnym. Ogolnie ma ona wg producenta wzmacniac rzesy i zwiekszac ich objetosc, zawiera wyciag z baklazana.



Szczoteczka jest taka jak lubie. Zwykla, prosta... nie za gesta ale tez nie rzadka. Dobrze rozdziela i rozczesuje rzesy. Tusz sam w sobie tez ma dobra konsystencje, na szczoteczce mamy odpowiednia ilosc, wiec nie ma obawy, ze bedziemy miec grudki albo ze nam sklei rzesy. Swietny tusz na codzien ale tez bez jakiegos wielkiego efektu. Dobry dla osob, lubiocych podkreslone rzesy ale naturalnie. Tusz ma dobra trwalosc, nie sypie sie i nie robi pandy.

A tak sie prezentuje na slepiach.



:)

niedziela, 15 stycznia 2012

SKINFOOD Pack Brush

Jeden z najnowszych azjatyckich nabtkow, ktory ostatnio przyszedl. Pedzelek do nakladania maseczek z firmy Skinfood. Kupilam go na ebayu za 5,50 € z darmowa przesylka.



Wiem, ze mozna nakladac maseczki plaskim syntetycznym do podkladu ale jak dla mnie nie byla to najlepsza opcja i jak zobaczylam ten pedzelek to wiedzialam, ze musze go miec.




Jest nieduzy, chudy i plaski... wykonany z syntetycznego wlosia. Swietnie sie go potem z resztek maseczki czysci a do tego praktycznie nic na nim nie zostaje. I moze w koncu zabiore sie za slowicze gowienko, bo ciagle czeka w kolejce a ja jakos nie moglam sie za nie zabrac :P

niedziela, 11 grudnia 2011

Skinfood pianka do mycia twarzy z wyciagiem z drzewa herbacianego

Tak przy okazji poprzedniego posta i pianki do mycia twarzy EL, to ja juz mam mojego ulubienca jezeli chodzi o porzadne oczyszczanie twarzy pianka myjaca. Jest to naturalny produkt ze Skinfood Tea Tree Bubble Foam, ktora glownie kupilam dla slubnego ale sama tez od czasu do czasu uzywam. Na ebayu kosztuje ca. 9 € i w opakowaniu mamy 160 ml produktu.



Wg producenta: Pianka czyszczenia zawierający wyciąg z drzewa herbacianego i kwasy AHA, aby zapewnić głębokie oczyszczenie makijażu z bogatą pianą i złuszczenie martwych komórek skóry.



W butelce mamy przezroczysty pyln, ktory wycisniety na rece, staje sie delikatna pianka. Produkt ten przeznaczony jest dla skory mieszanej i tlustej... przy tych sprawdza sie dobrze, suchej lub wrazliwej nie polecam, bo moze zrobic kuku. Ja ja tez uzywam od czasu do czasu, jak chce sie porzadnie oczyscic albo jak przez wiele godzin mialam full makeup. I pianka ta faktycznie bardzo fajnie oczyszcza skore, ja uzywam do tego cudaka co byl dolaczony do produktow Loreal. Z tym, ze potem odpowiednio nawilzam/odzywiam skore twarzy.

:)

wtorek, 25 października 2011

Skinfood Fresh Juice C cream

Ostatnio kliknal mi sie kremik ze Skinfood z witamina C. Akurat byla promocja, pare euro taniej a poniewaz i tak chcialam go wyprobowac, to stwierdzilam, ze nie pozostaje mi nic innego jak kupic :)



Kremik Fresh Juice C jest czescia Lini Fresh Juice. Pozostale produkty i ich opisy znajduja sie na zdjeciu ponizej. Ogolnie cala seria jak to przewaznie w seriach Skinfood bywa ma jakies zadanie. Wiadomo tak gdzie jest witamina C chodzi glownie o rozjasnienie.



Wg producenta krem ten zawiera wyciagi z owocow bogate w witamine C oraz nano pochodne witaminy C, ktora maja za zadanie rozjasniac nasza skore. Rewitalizowac i rozpromieniac.



Krem przechodzi do nas zabezpieczony folia, w plastikowym ale ladnie wykonanym opakowaniu. Ogolnie bardzo lubie w firmie to, ze przywiazuje uwage do szczegolow. Takie drobnostki jak karteczka z opisem ciesza dodatkowo srocze oko.



W opakowaniu mamy 50 ml kremu, ktory wlasciwie ma konsystencje zelu. Mi to osobiscie nie przeszkadza ale wiem, ze sa osoby, ktore nie przepadaja za zelowymi produktami. I tu mala podpowiedz, po tym jak dosteniemy paczke, dobrze jest postawic krem i dac mu sie "ulozyc" w sloiczku. Dosc plyna konsystencja przy natychmiastowym otwarciu moze nas niemile zaskoczyc. Na szczescie sloiczek ma jeszcze dodatkowe zabezpieczenie pod nakretka, wiec udalo mi sie zapobiec tragedii.



Sam krem jest lekki, praktycznie przezroczysty i przyjemny w uzyciu. Praktycznie bezzapachowy, dosc szybko wchlania sie w skore, nie pozostawiajac zadnych filmow. Ja go uzywam na noc, choc wydaje mi sie, ze aktualnie lepsze byloby serum jak krem, bo te sa bardziej tresciwe i maja wiecej skladnikow odzywczych. Ale na razie nie mamy mocnych mrozow, wiec moja skora nie potrzebuje na noc czegos mocniejszego, wiec moge sobie dalej uzywac ten krem. Wiadomo po tych dwoch tygodniach nie moge nic jeszcze napisac na temat dzialania ale ogolnie produkt bardzo mi sie spodobal, krzwywdy mi nie robi, wiec uwazam, ze jest warty zakupu :)

niedziela, 9 października 2011

SKINFOOD Ancient Rice Serum



Dzis chcialam wam przedstawic serum Skinfood z serii "Ancient Rice". Poniewaz skonczylo mi sie serum, ktore uzywalam do tej pory, siegnelam po ryzowe, ktore juz jakis czas grzecznie stalo w szafce i czekalo na swoja kolej.

Na pewno czesc z was widziala u mnie na blogu pierwszy kosmetyk z tej serii, ktory kupilam juz dosc dawno i ktorego uzywam do tej pory. Oczywiscie chodzi o puder do mycia twarzy. Produkt, ktory bardzo lubie, gdyz bardzo dobrze oczyszcza twarz, pozostawiajac ja swieza i mila w dotyku.



Ancient Rice Serum zapakowanie bylo w takie samo materialowe ubranko jak puder. Podoba mi sie w tej firmie to, ze zwracaja uwage na szczegoly. Niby takie banalne a cieszy srocze oko. Do tego mamy przyczepiona ulotke z opisem serum.



Opakowanie ceramiczne, staranie wykonane. Zawiera 50 ml serum, za ktore zaplacilam na ebayu 20 €. Pompka daje nam mozliwosc higienicznego korzystania z produktu. Jedyny minus moga znalezc tu osoby, ktore chca wykorzystac kosmetyk do ostatniej kropli, po doswiadczeniach z ostatnim opakowaniem wiem, ze nie tak latwo wygrzebac to co tam na sciankach zostaje ;)



Wracajac do samego serum. Do tej pory uzywalam Peach Sake Pore Serum, pisalam o nim tutaj i te rewelacyjnie sprawdzilo sie latem i calkiem mozliwe, ze wroce do niego w przyszlym roku. Z tym, ze teraz na jesien/zime chcialam cos innego, bardziej odzywczego.

Ancient Rice Serum zawiera trzy rodzaje ryzu, ktore glownie maja zadanie dzialac przeciwzmarszczkowo i wygladzajaco. Serum na nawilzac, ujedrniac i odzywiac skore.
  • Red Rice: wzbogacony w polifenole, silne przeciwutleniacze.
  • Green Rice: chlorofile, zielony barwnik roslin ma doskonale wlasciwosci przeciwzapalne.
  • Black Rice: wzbogacony w antocyjany związek chemiczny, który zwiększa elastyczność skóry.
Moje wrazenia: uzywam go od okolo 2 tygodni, wiec jest to wstepna opinia o tym serum. W kazdym razie bardzo je polubilam. Uzywam codziennie rano pod makijaz. I aktualnie zastanawiam sie nad kremem, bo jednak zima wole krem jak serum. Ale na razie mam zamiar dalej go uzywac, bo moja skora bardzoe je lubi. Bardzo dobrze nawilza ale nie pozostawia na skorze zadnego filmu, wiec bb kremy/podklady bardzo ladnie sie na nim rozprowadzaja i dobrze trzymaja. W ostatnim czasie praktycznie w ogole nie mam problemow ze skora ale tu chyba glowna zasluga w tych wszystkich paseczkach i peelingach, ktore regularnie robie. A serum i pozostale produkty dobrze uzupelniaja caly ten "proces" pielegnacyjny. Jak dla mnie seria ryzowa jest jak najbardziej godna uwagi i chetnie w przyszlosci siegne po inne produkty.

sobota, 11 czerwca 2011

Skinfood ryzowy puder do mycia twarzy

Od jakiegos czasu jestem na poszukiwaniu nowych cudakow do mycia/oczyszczania twarzy. Poniewaz skonczyl mi sie zel z trzech krokow Clinique a nie chcialam ponownie kupowac tego samego, bo to w koncu nudne... wiec szukam wsrod azjatyckich produktow nowego ulubienca. Po porazce z Misshy, o ktorej pisalam tutaj, siegnelam po produkt firmy Skinfood.

A dokladnie po Skinfood Ancient Rice Powder Foam. Oczywiscie wstepnie w ogole do mnie nie dotarlo, ze to puder... wiec mozna powiedziec, ze mialam niespodzianke. W pierwszym momencie nie wiedzialam co z tym zrobic, jakos nie potrafilam sobie wyobrazic uzytecznosci pudru do mycia :D



Wg producenta: opakowanie zawiera 70 g produktu. Sproszkowane "mydlo" zawiera trzy rodzaje ryzu, dokladnie zmywa wszelkie zanieczyszczenia a przy tym nawilza, odzywia i ujedrnia skore. Wszystkie trzy rodzaje ryzu serwowane byly rodzinie krolewskiej Silla (starozytne krolestwo Korei) i w zaleznosci od koloru, dostarczaja roznych skadnikow odzywczych skorze.
  • Red Rice: wzbogacony w polifenole, silne przeciwutleniacze.
  • Green Rice: chlorofile, zielony barwnik roslin ma doskonale wlasciwosci przeciwzapalne.
  • Black Rice: wzbogacony w antocyjany związek chemiczny, który zwiększa elastyczność skóry.



Przed uzyciem nalezy wyciagnac koreczek, ktory zabezpiecza puder przed wysypaniem sie do "zamknecia", ktore to pozniej z powrotem nakladamy. Puder wysypujemy przechylajac pare razy cale opakowanie.



Wysypujemy go na wilgotna dlon.



I ptem druga rownie wilgotna rozcieramy na dloni. Pozostaja drobinki, ktoregos ze skladnikow ale puder w sumie nie ma wlasciwiosci peelingujacych i jest delikatny. Ogolnie nie pieni sie za mocno, co mi akurat nie przeszkadza.



Moje wrazenia: po tym jak oswoilam obsluge i pare razy uzylam, naprawde ten produkt polubilam. Pomimo dosc osobliwej formy jest calkiem wygodny w uzyciu. Laduje tam gdzie trzeba, czyli na twarzy... nie sciekajac i daje sie latwo rozprowadzic, wtedy tez lekko sie pieni. Ma dosc specyficzny zapach, wlasnie taki ryzowy (jak ugotowany ryz) ale na tyle delikatny, ze wcale mi nie przeszkadza. Bardzo dobrze oczyszcza skore, dobrze radzi sobie z makijazem. Nie podraznia i nawet moje zaczerwienienia na policzku nie maja z nim problemu. Polubilam go na tyle, ze zastanawiam sie nad serum ryzowym.

A do tego, jakze mile zaskoczenie... czyli sklad ;)


środa, 11 maja 2011

z pamietnika testera... SkinFood Black Raspberry Eye Cream

Jedna z kolejnych probek, ktora ostatnio testowalam to krem pod oczy SkinFood Black Raspberry. Opakowanie zawiera 25 g.



Wg producenta: przeciwzmarszczkowy (wygladzajacy) krem pod oczy, zawierajacy wyciaz z czarnych (?!) malin i ekstrakty z 12 ziol, ktore w tradycyjnej medycynie uzywane byly przez kobiety z sucha i szorstka skora. Krem zapewnia glebokie nawilzenie a adenozyny dodaja jej odpornosci i zdrowego wygladu.



Moje wrazenia: hmmm... musze przyznac, ze bardzo mocno mieszane. Krem sam w sobie nie jest zly, choc tez wcale nie jest lepszy od Platinum Grape, o ktorym pisalam ostatnio. Jest jedna rzecz, ktora mam temu produktowi do zarzucenia. Jest to jego zapach. Jak dla mnie nie do przeskoczenia. Po prostu mi on smierdzi, tak jakby ktos wzial kupe zielska, zmielil i zrobil z tego krem. Z tego co zauwazylam wszystkie produkty z danej serii, maja ten sam zapach. I o ile od biedy w kremie pod oczy jestem go w stanie zniesc (pod warunkiem, ze od razu umyje rece) ... to nie chce wiedziec jakie bylby moje odczucia, przy uzyciu kremu do twarzy. Nie... z tym kremem sie zdecydowanie nie polubie i cale szczescie, ze dostalam probke... bo seria sama z siebie kuszaca.