Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusze. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2016

O!MEGA LASH... pogrubiajacy tusz Marc Jacobs :)


Produkty kolorowe Marc Jacobs chodza po mnie juz od dosc dawna... zachwycalam sie tym co widzialam w sieci ale jakos odkladam to na pozniej, jak w koncu dojade do Polski. Co sie pewnie tak szybko nie wydarzy. Dlatego tez poprosilam pewna dobra dusze o przywiezienie mi paru produktow, na razie mam tusz do rzes i kredke do brwi. Kredka czeka na swoja kolej ale tusz oczywiscie musialam otworzyc i oczywiscie zaczelam uzywac.


 Uzywam go od trzech tygodni, wiec moge juz cos na jego temat powiedziec. Pamietam, ze kiedys mialam miniaturke jakiegos innego tuszu MJ i to byla totalna klapa. Wtedy wiele osob polecalo mi wlasnie ten. Nie bylabym soba gdybym go w koncu nie sprobowala. Samo opakowanie do mnie przemawia... czarne, proste. Po prostu klasyka, to co lubie najbardziej. Zawartosc to 7g.


 Kolor standardowo czarny. Choc mam jeden tusz z D&G w kolorze brazowym, to jednak zdecydowanie wole czarne. Bardzo lubie konsystencje, choc widzialam na insta pod zdjeciem, ze dla innych jest on za gesty... lub, ze szybko gestnieje. Zobaczymy, jak na razie nie mam problemu... jak dla mnie jest prawie idealny. Na poczatku mialam watpliwosci co do szczotki. Wole takie co maja rowno ulozone wloski, ta jest taka troche dzika ;)


Za to daje swietna objetosc. Wydluza tez dosc dobrze ale nie ma co ukrywac, moje rzesy sa aktualnie na etapie ich najlepszego wygladu (oczywiscie dzieki odzywkom) i mam nadzieje, ze jeszcze troche im sie urosnie. Jedyne co mi ten tusz robi, to wlasnie taki troche balagan ale to moze wlasnie to zwieksza ten efekt "objetosci".


Bonusik :)


Moim zdaniem jest to bardzo fajny tusz jezeli chodzi o nadanie objetosci ale nie jest to produkt z gatunku tych, co moge rano na pol slepo pacnac na rzesy i wiem, ze bedzie wygladac dobrze. Pod ten tusz musze rzesy troche przygotowac... podkrecic, baza a potem powoli nakladac... wyczesac, ulozyc. Z tym, ze potem wyglada swietnie i efekt utrzymuje sie caly dzien. Rzesy sa mieciutkie, w zaden sposob nie sa obciazone. Tusz sie nie sypie ale przy tej cenie to po prostu nie powienien. To wlasnie lubie w tuszach wysokolpolkowych... albo mi sluza albo nie ale same w sobie sa bardzo dobrej jakosci i praktycznie juz nie pamietam o problemach jakie mozna miec z tuszem. Nie oczekuje, ze kazdy mi podejdzie bez wzgledu na cene... ale wiadomo jak sie trafi na taki pasujacy, to po prostu pelnia szczescia. Czy kupie ponownie hmmm... chetnie (jak na razie) ale niestety mam bardzo utrudniony dostep. Na terenie Niemiec jak na razie nie ma kosmetykow kolorowych tej firmy. 

 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Sublime de Chanel mascara


 Jak do tej pory wszelkie podejscia do tuszy Chanel konczyly sie katastrofa. Jakis czas temu dostalam probke tego tuszu i o dziwo... bardzo mi sie spodobal efekt na rzesach. Co prawda mialam male obawy, bo juz raz tak bylo i to wlasnie z tuszem tej firmy... miniaturka byla super, pelnowymiarowy tusz zulpelnie sie nie sprawdzil. Poniewaz diorowy Iconic Overcurl przestal mi sluzyc, postanowilam zaryzykowac i jak czesc z was moze pamieta, kupilam przez pomylke zupelnie inny. Na szczescie okazal sie rownie rewelacyjny i zostal moim faworytem jezeli chodzi o wodoodporne tusze.  


W koncu z malym poslizgiem zawitala u mnie Sublime de Chanel w kolorze Deep Black 10, zdecydowalam sie na niewodoodpona wersje, w tej kategorii mam juz swojego faworyta jak juz wyzej pisalam.  Ogolnie dostepna w trzech kolorach w klasycznym czarnym opakowaniu u silikonowa szczoteczka. Zawartosc to 6 g. Wedlug producenta ma wydluzac i podkrecac nasze rzesy.


Moje rzesy sa z natury proste i nawet zalotka nie za bardzo potrafi je podwinac ale za to bardzo ladnie je wydluza. Tusz nie jest za rzadki, z tym ze u mnie i tak musi troche dojrzec. Szczoteczka jest bardzo wygodna w uzyciu i na rzesach laduje dokladnie tyle tuszu ile sobie powinno.


Bardzo mi sie podoba efekt na rzesach a moje do tego sa aktualnie na etapie wymiany, wiec wtedy sa wyjatkowo fanabaryjne i trudne do opanowania. Tak cos mi sie wydaje, ze tusze Chanel beda czesciej u mnie goscic... na razie te dwa sprawdzone ale teraz juz wiem, ze moge siegac po ich nowosci. Wiadomo, ze w przypadku tuszu wiele zalezy od stanu wyjsciowego rzes ale ciagle trafiam na takie, ktore za nic nie chca dobrze na moich rzesach wygladac, wiec jest to ciagle poszukiwanie tego idealnego. Bo jak widac w przypadku tego z Diora, ulubiony tez moze nagle przestac pasowac. 


sobota, 5 września 2015

Wakacyjny tusz... Max Factor 2000 Calorie Waterproof :)

Moj urlop zbliza sie wielkimi krokami i to jest zawsze moment gdy zaczynam sie rozgladac za tuszami wodoodpornymi. To jest jeden z nielicznych wypadkow, gdzie nie interesuja mnie wysokopolkowe, glownie z tego powodu, ze ogolnie nie lubie tego typu tuszy. Przez reszte roku sa mi one niepotrzebne, wiec tu nie widze sensu wydawania okolo 30€ na tusz, ktory raptem przez pare tygodni w roku bede uzywac.  

Wlasciwie mialam juz ulubienca z Misslyn, kupowalam go w ostatnich dwoch latach ale oczywisice jak to firmy maja w zwyczaju... ulepszyli i teraz jest to masakra. To zmusilo mnie do dalszych poszukiwan. Wiele osob proponowalo nowy tusz Maybelline ale u mnie kompletnie sie nie sprawdzil i polecial do kosza. Ja tak samo jak w przypadku zwyklych tuszy, chcialam cos z normalna szczotka  a tusz mial byc w miare suchy.


 I znalazlam dokladnie taki jak chcialam... Max Factor 2000 Calorie Waterproof. (A swoja droga do tej pory bylam nieswiadoma faktu, ze zalozyciel MF byl polakiem.)


Ten tusz spelnia wszystkie warunki jakie stawiam tym wodoodpornym. Szczoteczka prosta, klasyczna nabiera idealna ilosc tuszu. Nie musze sie obawiac, ze zrobie sobie kuku. Sam tusz jest suchy... nie skleja rzes a ladnie otula kazda z osobna. Nie daje moze jakiejs niesamowitej objetosci ale mi to nie jest potrzebne. Moje rzesy sa od polowy jasne i bez tuszu wyglada jakbym ich nie miala, wiec chce tylko je lekko podkreslic. Dwie warstwy daja juz mocniejszy efekt. Dobrze sie trzyma i woda faktycznie mu nie straszna ale bez problemu moge zmyc dwufazowka. Na ponizszych zdjeciach mam jedna warstwe.


 Bonusik ;)


Uzywam ten tusz juz od jakiegos czasu. Przetestowalam go intensywnie na basenie i to byl zdecydowanie dobry wybor. Mam nadzieje, ze na urlopie w upale i przy duzej wilgotnosci powietrza, tez bede zadowolona :)


środa, 8 lipca 2015

Passioneyes od Dolce&Gabbana

 Poniewaz wykonczylam jeden z moich tuszy, to oczywiscie z tej okazji moglam siegnac po kolejny. To sa w sumie moje poczatki z firma Dolce&Gabbana ale coraz bardziej mnie interesuje. Oczywiscie dostep mam slabiutki, jedyne co mi pozostaje, to korzystanie z zakupow online. Z tym, ze wiadomo... trudno w przypadku firmy, ktorej sie za bardzo nie zna, na kupowanie w ciemno. D&G ladnie sobie zyczy za swoje kosmetyki. Na szczescie jakis czas temu udalo mi sie dorwac pare w bardzo korzystnej cenie i dlatego moge wam dzis przedstawic jeden z nich.


 Opakowanie troche przypomina mi YSL... zlote, proste z wytloczonym logo. Wszystko na bogato ;) ... ale przynajmniej porzadnie wykonane. 7 ml tuszu wyprodukowanego w Japonii. Prawde mowiac bylam lekko zaskoczona tym faktem ale z drugiej strony dlaczego by nie.


 Passioneyes ma silikonowa szczoteczke, lekko wyprofilowana... co sugeruje, ze tusz powinien dobrze rozczesywac, podwijac i wydluzac rzesy. Takie mam zawsze skojarzenie, przy tego rodzaju szczoteczkacch. I tak tez jest w tym przpadku. Jedna warstwa daje naturalny ale widoczny efekt. Moj tusz jest w kolorze brazowym, wiec ogolnie wypada na oku delikatniej jak czarny.


To jest dla mnie idealny tusz dzienny. W sumie takie lubie najbardziej. Mozna ladnie podkreslic rzesy bez kilograma tuszu i sztucznego efektu. Tusz ma bardzo przyjemna konsystencje, na szczotce jest idealna ilosc ale wg mnie zalicza sie on do tych bardziej suchych tuszy, wiec pewnie nie kazda by uszczesliwil... mnie jak najbardziej :)


W sumie nie mam mu nic do zarzucenia. Bardzo przyjemny produkt o dobrej trwalosci i wygladzie na rzesach, ktory spelnia moje oczekiwania. Osoby ktore poszukuja pogrubienia moglyby sie tu zawiesc ale z drugiej strony nie probowalam nakladac kolejnych warstw. Moze wtedy byloby widac efekty pogrubiajace. Zobaczymy czy jak go zuzyje i opakowanie pojawi sie w poscie denkowym, to czy dalej bede zadowolona ale zapowiada sie to na dobra wspolprace.


piątek, 24 kwietnia 2015

Mascara Serum byTerry... moj ukochany tusz :)


 Uzywam bardzo intensywnie odkad kupilam, wiec w sumie pora na post. Moja fascynacja marka byTerry jest coraz wieksza i tak mi sie wydaje, ze z czasem przybedzie pare innych produktow, na ktore ostrze zeby od jakiegos czasu. Nie wspominajac o boskiej palecie cieni, ktora wejdzie wkrotce do sprzedazy *.*


Nie jest to produkt tani, bo cenowo zalicza sie do tych najdrozszych... w dougim to prawie 38,00€ ale przynajmniej mamy przyzwoita pojemnosc 8 ml i tusz jest wydajny. Przewaznie wlasnie po niego siegam i jak na razie nie widze jeszcze konca. Gdy tak sie stanie, to na pewno do niej powroce.


 Firma ma w sumie tylko jeden tusz w swojej ofercie. Zamiast wypuszczac pare roznych, skupila ich wlasciwosci w jednym. Mozna ?? ... jak najbardziej. Dlatego wlasnie kocham ten tusz bardzo mocno. Dostepnych za to mamy pare kolorow. Ja jak zwykle siegnelam po czarny. Standardowa szczoteczka bez udziwnien, swietnie rozdziela i czesze rzesy. To jeden z nielicznych tuszy, ktory u mnie nie musi dojrzewac. Ma idealna konsystencje. Na szczotce nie ma ani za malo ani za duzo... tylko wlasnie tyle, zeby idealnie otulic rzesy.


 Wg producenta to nie jest tylko tusz ale takze serum, ktore ma pielegnowac nasze rzesy i wspomagac i wzrost. Tego akurat nie moge ocenic. Od ponad dwoch lat lece na RevitaLash i Xlash, wiec to one zajmuja sie gestoscia i dlugoscia. Natomiast cudnie rzesy podkresla, wydluza i troszke podkreca. Na zywo efekt jest jak dla mnie idealny. Juz nie pamietam kiedy przyklejalam sztuczne rzesy... nawet przy mocniejszym makijazu. 

Na ponizszym zdjeciu jedna warstwa, zdjecie machniete kotletem.


sobota, 14 lutego 2015

Tusz Benefit... ktory towarzyszy mi juz od dosc dlugiego czasu :)


 Pierwszy raz wspomnialam o tym tuszu dwa lata temu tutaj . I juz wtedy bylam zadowolona, choc pisalam wtedy o miniaturce a wiadomo miedzy miniaturkami i pelnowymiarowymi opakowaniami sa czesto spore roznice. Nawet jezeli w sumie nie powinno tak byc ale sama sie z tym spotkalam, chocby w przypadku jednego z tuszy Chanel. Miniaturka byla swietna, pelnowymiarowka beznadziejnie prezentowala sie na moich rzesach.

BADgal o niesamowicie wielkiej szczocie to tusz, ktory albo sie kocha albo nienawidzi.


Dla mnie to idealny tusz na dzien... do pracy. Wiem, ze moge na nim polegac i zawsze wyciagnie z moich rzes to co mozna z nich w danym momencie wyciagnac. Lubie go za szybkosc uzywania, rano nie mam czasu na zabawe i poprawianie. Mimo tej wielkiej szczotki nie zdazylo mi sie zrobic sobie kuku a po tym jak sie z nia oswoilo, to wielkosc wcale nie przeszkadza. Ten tusz ma swietna trwalosc i trzyma sie caly dzien porzadnie, nie musze go kontrolowac czy aby przypadkiem nie wygladam jak panda po przejsciach.  8,5g to calkiem przyzwoita zawartosc. 

 
I tak towarzyszy mi ten tusz juz dwa lata i calkiem mozliwe, ze pozostanie na kolejne. Aktualne opakowanie zbliza sie do konca i czeka mnie zakup nowego tuszu. Wiadomo nowosci zawsze kusza ale czasami lepiej postawic na cos sprawdzonego :)


piątek, 12 grudnia 2014

MAC Studio Sculpt Superblack Lash z bliska :)


Z tuszami MAC nie za bardzo mi bylo po drodze. Kiedys jakis mialam ale efekt jaki mi dal na rzesach byl delikatnie mowiac rozpaczliwy. No i jak to bywa... zrazilam sie na dosc dlugo. 

Na ten tusz (o bardzo przyjaznej i krotkiej nazwie) zdecydowalam sie pod wplywem impulsu. Kupowalam w MACu inne produkty i tak mi wpadl w oko. A poniewaz moje rzesy sa teraz w dobrym stanie i moge eksperymetnowac z tuszami, to pomyslalam, ze dlaczego by nie.


 To juz wlasciwie nie jest szczoteczka a grzebyk... podwojny, co akurat wcale nie musi ulatwiac sprawy. Na poczatku mialam obawy, czy sobie w ogole poradze i nie wydlubie oka. Takim grzebykiem operuje sie troche inaczej jak zwykla szczotka a ja jestem zdecydowanie fanka zwyklych szczotek. W opakowaniu mamy 10g wiec calkiem przyzwoicie jak na tusz. Ten sam w sobie ma bardzo fajna konsystencje. Nie jest za rzadki ani za gesty. Ja lubie suche tusze ale wiem, ze w tym przypadku w ogole by sie cos takiego nie sprawdzilo, wiec musialam sobie poradzic z takim i po paru probach bylam bardzo zadowolona z efektu.


 Co prawda umiem nalozyc tylko jedna warstwe ale ta mi calkowicie wystarcza. Grzebyk swietnie rozdziela rzesy i bardzo porzadnie rowno pokrywa je tuszem. Zadna z moich obaw sie nie sprawdzila. Oka sobie nie wydlubalam, tusz sie sprawdzil i coraz chetniej po niego siegam. Bede musiala przy okazji sprawdzic, jak bedzie wygladal na diorowej bazie :)


 Bonusik ;)


Macie ulubione tusze MAC ? Ciekawa jestem jak sie inne sprawdzaja i jakie sa warte uwagi.

niedziela, 28 września 2014

It-Lash... czyli rzesy jak firanki ;)


Kolekcja Dior Addict It pojawila sie juz jakis czas temu ale ja wtedy mialam inne tusze pootwierane i moja milosc do Dior Iconic Overcurl kwitnie, wiec nie bylam specjalnie zainteresowana. Pomyslalam sobie... nie zajac. Kiedys przyjdzie na niego czas. I jak widac przyszedl. Ogolnie zainteresowal mnie tylko tusz... pozostale produkty niekoniecznie.


Oczywiscie zdecydowalam sie na czarny kolor, kolorowe tusze podobaja mi sie ewentualnie u kogos... u mnie niekoniecznie. 9 ml to calkiem spora pojemnosc (Iconic Overcurl ma 10ml) ... tym bardziej porownujac do np. YSL z mizernymi 5 ml.


 Szczoteczka mnie na poczatku troche przerazala. Nie zawsze umiem sie obchodzic z takimi gumowymi jezowcami. A dziabanie sie tym w oko nie nalezy do przyjemnosci, do tego rujnuje calkowicie makijaz (o tak... zdazylo mi sie pare razy).


 Natomiast jak juz sie oswoilam (YSL tez mial taka), to dalsza wspolpraca przebiega calkiem przyjemnie. Tusz sam w sobie jest dosc rzadki ale na szczescie kremowy i na szczoteczce (jak widac na zdjeciu) mamy idealna ilosc, ktora pomaga mi uniknac wysmarowania nie tylko rzes ale i reszty oka.


 Bonusik ;)


Plusem tego typu szczoteczek jest to, ze pieknie rozdzielaja i czesza rzesy. Nie bylam tez pewna czy podjedzie mi konsystencja tego tuszu ale na szczescie nie mam zadnych problemow. Mimo, ze tusz nie dojrzewal to bardzo ladnie wyglada i bardzo jestem ciekawa jak bedzie sie zachowywal za jakis czas. W kazdym razie kuku mi nie robi... pieknie wyglada i dobrze trzyma sie na rzesach. Wyglada na to, ze sie polubimy. I oprocz Iconic Overcurl bedzie to drugi tusz marki Dior, ktory naprawde swietnie sobie radzi. Oby tak dalej :)




poniedziałek, 14 lipca 2014

Laura Mercier tusz, ktory podobno wydluza i pogrubia ;)

Zeby nie bylo za kolorowo, dzis bedzie o tuszu, ktory dla mnie jest delikatnie mowiac fatalny. Z tym, ze nie nalezy zapominac, ze jest to moja opinia i jak to przewaznie bywa... nie oznacza to, ze tusz jest zly, tylko po prostu nie jest dla mnie. Dlatego tez nie nazwe go bublem, bo o dziwo w sieci ma calkiem dobre opinie i prawde mowiac trudno mi uwiezyc, zo mowa o tym samym produkcie. 


 Nie mialam nigdy wczesniej do czynienia z tuszami tej firmy i prawde mowiac bylam bardzo ciekawa. Kosmetyki Laura Mercier maja dobre opinie i myslalam, ze uda mi sie z tym tuszem zaprzyjaznic.


Szczoteczke ma dosc dziwna o dosc trudnym do zdefiniowania ksztalcie, bo nie jest ona plaska... okragla tez nie jest, takie troche nie wiadomo co. Takie szczoteczki bywaja swietne ale tu cos mi nie pasuje i to nie tylko balagan we wloskach ;)



Bo wloski jak widac ma dosc dlugie i zmierzwione, artystyczny nielad. Poniewaz tusz ma pogrubiac i wydluzac to pewnie jakis cel w tym jest ale ja go nie potrafie znalezc.



No i co tu duzo mowic, jak dla mnie to na szczoteczke nabiera sie zdecydowanie za duzo tuszu. Musialam ja sobie czyscic, co wiadomo nie wplywa dobrze na sam tusz. Wiadomo... ja kocham suche tusze ale ten nawet jakby dojrzal (o ile dojrzeje) to nie bedzie mial odpowiedniej dla mnie konsystencji.



Szczotka jest dosc spora, choc to akurat nie stanowi problemu. Natomiast to co robi z moimi rzesami owszem. Jak wygladaja aktualnie moje rzesy to wiecie i nawet jezeli to bylo juz jakis czas temu (w trakcie mojej przerwy), to mimo wszystko wygladaly one swietnie. Na ponizszym zdjeciu mam jedna warstwe... i wyglada to dosc rozpaczliwie. Nie pomaga zadne czesanie ani nalozenie drugiej warstwy, z kazda kolejnna czynnoscia, ktora ma wlasciwie poprawic ten smetny efekt, uzyskuje cos zupelnie odwrotnego. Zdecydowanie mnie ten tusz nie lubi ;)


Darowalam sobie ta walke z wiatrakami i powrocilam do moich sprawdzonych tuszy. Tak troszke mi szkoda i mam opory przed sprobowaniem innego z tej firmy, wiec pewnie sobie odpuszcze.


niedziela, 6 lipca 2014

drogeryjny tusz, ktory podbil moje serce ;)

Pomijajac, ze oczywiscie moje rzesy wyhodowane na odzywkach sa po prostu takie jak powinny byc... a nawet wygladaja lepiej niz sie spodziewalam ale ten tusz przebil wszelkie moje oczekiwania. I z miejsca awansowal na mojego ulubienca jezeli chodzi o tusz na dzien. W ogole nie mialabym pojecia, ze cos takiego istnieje gdyby nie Urbi. Bo jak widzicie jest to amerykanska wersja firmy Covergirl ale dobre dusze mi doniosly, ze u nas ten tusz jest dostepny u MaxFactor i jest to Clump Defy. Szczoteczka jest taka sama i ksztalt opakowania, tylko nasze jest fioletowe.


Dzis jednak skupie sie na tym Covergirl Clump Crusher, bo ten uzywam juz od jakiegos czasu... namietnie i codziennie, wiec moge na jego temat cos powiedziec.


Cos co mi sie bardzo podoba w amerykanskich tuszach drogeryjnych to sposob w jaki sa zapakowany. Nie wiem dlaczego nasze europejskie firmy tego nie przejma, bo zdecydowanie ukrociloby to otwieranie produktow przeznaczonych do sprzedazy. U nas niestety ciagle jest ryzyko, ze w drogierii kupimy produkt, ktory juz jakis czas temu zostal otwarty. A tak to widzimy jak wyglada szczoteczka bez zagladania do srodka i mamy gwarancje, ze tusz jest swiezy.


Sama szczoteczka ma idealna wielkosc, jest silikonowa i dosc gesta ale dzieki temu swietnie podkresla rzesy i zostawia na nich dokladnie taka ilosc produktu jaka potrzebujemy. Wygiety ksztalt ma sprzyjac podkrecaniu rzes przy malowaniu.


Tak wyglada szczotka z tuszem. Jak widac moj jest ciemno brazowy ale na oku prezentuje sie swietnie i tak jak pisalam wyzej, idealnie nadaje sie na dzien. Tu tez widac, ze nie ma nadmiaru produktu na szczoteczce, przez co nie musimy sie martwic, ze poskleja nam rzesy. Wrecz przeciwnie... pieknie potrafi je rozczesac i ulozyc.


Bardzo mi sie podoba jak sie prezentuje na rzesach. Pieknie je podkresla a mimo wszystko wygladaja przy tym bardzo naturalnie. Na zdjeciach jedna warstwa. Efekt ten mozna wzmocnic i pewnie mocno czarny tusz tez by sie intensywniej prezentowal.




Ostatnio nawet nie robie zadnego makijazu, firanki jakie potrafi wyczarowac, stanowia wystarczajaca ozdobe i oprawe oka.


Naprawde nie przypuszczalam, ze tak mnie zachwyci tusz drogeryjny. Do tego swietnie sie trzyma, po calym dniu dalej jest na swoim miejscu w formie niezmienionej. Nie sypie sie, nie kruszy... nie skleja sie z czasem. Tak jak rano pomaluje rzesy... tak wygladaja jak wracam do domu. Na swoja kolej czeka oczywiscie czarny tusz MaxFactor. Bardzo jestem ciekawa czy to naprawde to samo, bo czasami wystarczy roznica jednego skladnika i mamy dwa zupelnie rozne produkty... gdyby tak bylo, to bede musiala sie zastanowic nad sciaganiem go ze stanow, bo na pewno zostanie ze mna na dluzej :)