Poprzednie zuzycia wstawialam w kwietniu i od tego czasu pare rzeczy zakonczylo swoj zywot. Wlasciwie zbieram sie do tego posta juz od ponad tygodnia i jakos mi to nie idzie... wiec dziesiaj sie lekko przycisnelam ;) ... i tak oto mamy.
- Estee Lauder Time Zone Cream to krem z zalozenia anti - aging. Ja mialam taka dosc sporo minaturke, ktora byla dolaczona do mojego zestawu EL. I o ile Day Wear Plus bardzo polubilam tak ten mnie nie przekonal. Owszem przyjemny ale nie dawal mi kompletnie nic, nawet tego uczucia, ze cos dla siebie robie mi nie dawal, wiec na pewno nie kupie pelnowymiarowki za ponad 50€
- Estee Lauder Advanced Night Repair Eye to krem pod slepia. Swietny zreszta i ten spelnia moje oczekiwania. Dba i nawilza moje suche zewnetrze kaciki i zapobiega zmarchom. Calkiem mozliwe, ze do niego wroce... chyba ze trafie na cos lepszego ale znajduje sie na liscie produktow, ktore lubie i do ktorych chetnie wroce :)
- Innisfree Apple Juicy lip&eye Remover ... nie wiem ile razy juz o tej dwufazowce pisalam. Jak widac kocham ja w dalszym ciagu. Byla w kwietniu w moich zuzyciach, w tych jest kolejne opakowanie a w szafce te co aktualnie uzywam. Czy musze cos jeszcze pisac na temat zadowolenia z produktu ;)
- Skinfood Ancient Rice Serum uzywalo sie calkiem przyjmnie i zdecydowanie latwiej jak puder do mycia twarzy, aczkolwiek jak na serum to dawalo mi za malo. Ono jest lekkie i przyjemne, moze jakbym byla 15 lat mlodsza ale teraz srednio mi sie przydaje... wiec ponownego zakpu nie bedzie.
- Lancome Hydra Intense to maseczka, ktora intensywnie nawilza jak sama nazwa mowi i mozna ja zostawic na skorze do powiedzmy prawie calkowitego wchloniecia, wiec nie ma przymusu albo zalecenia zmyc ja po jakims czasie. Ja czasami szlam z nia spac i faktycznie nawilza fajnie ale ta cena :P
- BeBeauty micelarny zel do mycia i demakijazu, produkt tani i bardzo przyjemny... nie mam mu nic do zarzucenia. Jest delikatny i wydajny, naprawde calkiem w porzadku. Tylko u mnie niedostepny, wiec raczej sie juz u mnie nie pojawi.
- Phytokeratine to zdecydowanie moj ulubiony szampon tej firmy. Co prawda nie ma SLS a co za tym idzie srednio sie pieni... a te akurat mi w szapomnach nie przeszkadzaja ale nauczylam sie go uzywac i moje wlosy go kochaja. Tylko wiadomo wymagaja tez przy tym odzywki albo czegos co mi je potem pomaga rozczesac, nie ma co od szamponu cudow wymagac... wystarczy, ze swoja role spelnia swietnie.
- Phytocyane to szampon do wlosow, ktory mi dosc trudno ocenic. Ogolnie nalezy go stosowac przy wypadajacych wlosach, ma je wzmacniach... wlasciwie ma wzmacniac cebulki i ogolnie skore glowy. Dziala anti - aging i wszystko bylo by fajnie gdyby nie ta konsystencja. W ogole przy pierwszym uzyciu sporo mi sie rozlalo, bo nie bylam przygotowana na to, ze bedzie to szampon w tak plynnej formie. Przez co jest dosc trudny w uzyciu. Ta miniaturka przekonala mnie tylko, ze krzywdy mi nie zrobi ale tez bylo to za malo, zebym mogla stwierdzic, czy on w ogole cos daje. No i jestem w kropce...
- Kerastase Bain Divalent z tego co pamietam byl to szampon do przetluszczajacej sie skory glowy i suchych koncowek. Ten zmeczylam bo tak do konca to sie z nim nie lubilam i wiecej nie kupie. W ogole pisalam juz, ze sie z firma Kerastase pozegnalam, nie wiem co kombinuja ale po prostu nowe wersje produktow przestaly mi odpowiadac.
- Kerastase Age Recharge to maska do wlosow i ja akurat lubilam, szalenie wydajny produkt, myslalam, ze jej nigdy nie zuzyje ale w koncu sie udalo. Z tym, ze tez nie mam zamiaru do niej wracac.
- Dwa produkty z The Body Shop to byla akurat limitowana edycja, ktora pojawia sie co jakis czas. Poniewaz uwielbiam wanilie to musialam miec. Peeling do ciala lubilam, fajnie scieral ale nie byl za mocny. Zel jak to zel... myl i ladnie pachnial.
- Dwa produkty Lavera, czyli nieliczne kosmetyki naturalne w moim posiadaniu. Tu mamy zel pod prysznic i Bodylotion... oba produkty moze sa srednio wydajne ale za ten zapach to kocham je dozgonnie :D ... o obu pisalam, wiec nie ma sensu sie powtarzac.
- po raz kolejny Scholl Fuss Pflege Balsam Sensitiv, jak na razie moj ulubiony balsam do stop z 5% mocznikiem aleeee... calkiem mozliwe, ze ten z Hansaplast o ktorym ostatnio pisalam, jednak go przebije.
- tu tez mamy nieszczesny zmywacz do paznokci z p2, pierwsza i ostatnia zuzyta butelke... druga poleciala do kosza, z wiadomego powodu. Zmywacz robil mi kuku o czym pisalam ostatnio, wiec sie z nim pozegnalam.
- LRP Effaclar A.I. czyli dorazna pomoc na wypryski. Do nakladania punktowo. Produkt, ktory bardzo lubie. Jest skuteczny i to jest najwazniejsze. A pozatym nie wysusza przesadnie skory dookola i jest dosc szybki w dzialaniu. O nim tez juz pisalam. Pozostanie ze mna na dluzej, w szafce w lazience mam juz kolejna tubke.
- i na koniec kolejny blyszczyk Lancome Fever Gloss 206 Precious Beige, bardzo lubilam... mial sliczny delikatny bezowy kolor ale watpie zebym kupila ponownie, bo zanim zuzyje to co mam, to jeszcze potrwa ;)
***
I to by bylo tym razem na tyle. Dalej jestem w ciagu intensywnego zuzywania.

