Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azjatyckie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azjatyckie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Etude House Mineral Any Cushion... pierwsze wrazenia :)

Dzis mam dla was produkt, ktory prawde mowiac kupilam glownie z ciekawosci i dla opakowania... bez wzgledu na wiek w dowodzie, nalezy pielegnowac dziecko w sobie i czasami ulegac takim  zachciankom ;) 

Etude House to dosc popularna azjatycka marka drogeryjna. Dawno nie bylo u mnie nic azjatyckiego... i ten produkt tez w sumie dosc dlugo czekal na swoja kolej. To, ze akurat teraz po niego siegnelam jest wypuszczenie na rynek podobnego podkladu przez firme Lancome. Oczywiscie w Azji chyba kazda firma ma juz cos takiego w ofercie. A co to jest za cudak, mozecie przeczytac nizej.

 
 Seria z Minnie byla limitowanka i w jej sklad wchodzily rozne produkty. Ja kupilam podklad i roz ale dzis skupie sie tylko na jednym. Kupic musimy w tym przypadku osobno wklad i opakowanie, ktore wyglada jak typowa puderniczka.

 
 Jedyny plus tego typu zestawow to to, ze kiedys (jak bedziemy chciec) dokupujemy tylko wklad. Ten przychodzi odpowiednio zabezpieczony, tak ze mamy gwarancje swiezosci. Nikt paluchow w niego nie wpychal a w tym przypadku jest to dosc wazne.


 W tej torebce mamy wklad i gabeczke do nakladania. Plus... z kazdym nowym dostajemy tez nowa gabke. A musze przyznac, ze jest ona calkiem wygodna w przypadku nakladania podkladu w takiej formie.


Choc musze przyznac, ze wyglada ona troche inaczej niz przewaznie ale cos musi byc innego skoro sam podklad jest w gabce. Mam nadzieje, ze bedzie szybko schla, bo jednak trzeba ja czesto prac.


 Wklad jest dodatkowo zabezpieczony. Bardzo to lubie w azjatyckich kosmetykach.


 I w koncu dochodzimy do podkladu. Forma dosc nowa dla nas i dlatego bardzo mnie zaciekawila. Wlasciwie chcialam przetestowac ten zeby sie przekonac, czy w ogole cos takiego bedzie mi pasowac. Zeby potem nie kupic kosmetyku, ktory nie bedzie mi pasowal. Oczywiscie przegapilam sprawe, bo aktualnie pojawil sie w Douglasie tego typu podklad z Lancome. No i oczywiscie nie moglam sobie darowac i kliknelam. Po czym dzis wytargalam ten, wiec nie jest to w zadnym wypadku recenzja a raczej pierwsze spotkanie. Choc te w moim przypadku jest wazne, bo czesto decyduje o tym czy mam ochote na dalsze testy.


 Podkladu samego w sobie to nie mamy tu za duzo, bo jest to tylko 15g (w Lancome jest to 14g). Moj odcien to N02 Light Beige... dostepne sa jeszcze dwa inne odcienie. Jak widac wlasciwie mamy gabke nasaczona podkladem. Stad tez troche moje obawy jak to jest jezeli chodzi o higenie, jedynym rozwiazaniem jest pranie tej gabki ktora nakladamy podklad po kazdym uzyciu. Wg producenta jest to podklad mineralny o dosc duzym SPF bo az 50+/PA+++. Czy sa to stabilne filtry to trudno powiedziec ale mimo wszystko dobrze, ze w ogole ma filtry.


 Gabka jest dosc mocno nasaczona i jak ja dzwigniemy to widac podklad na dnie opakowania.


 Kolor ktory mam to jasny bez, taki dosc neutralny. Choc musze przyznac, ze na mojej twarzy wypada dosc jasno ale to jest dokladnie taki efekt jak lubie.


 Podklad sam w sobie jest dosc kremowy i na pewno nie nalezy do lekkich, wiec nie wszystkie cery beda z niego zadowolone. Ja problemow z rozprowadzeniem nie mialam ale na wszelkie zmarszczki i zalamania skory musze uwazac. I dokladnie wklepac tak zeby nie wyladaowalo tam za duzo produktu.


 Wiem, ze jest to niedrogi produkt drogeryjny wiec nie mialam duzych oczekiwan. Mimo wszystko pozytywnie mnie zaskoczyl. Trzyma sie wiele godzin i mimo mojego spaceru gdzie bylo mokro i zimo... nic sie z nim nie stalo i wyglada bardzo dobrze. Trwalosc na plus. Ladnie sie dopasowal do mojej skory i na poczatku daje taki efekt jak niektore bb kremy. Trzeba dac mu czas. Nie probowalam go utrwalac pudrem, cakowicie o tym dzis zapomnialam. Krycie ma srednie. Na niespodzianki, ktore mi sie pojawily na twarzy uzylam dodatkowo lekkiego korektora i efekt mi sie podoba.


Na EH pewnie i tak sie wiecej nie skusze, bo uleglam dobrym opiniom i kupilam IOPE, kotry jest uwazany za jeden z lepszych ale tez kosztuje troszke wiecej. O ile EH to wydatek 7,00 € za wklad... tak IOPE to 17,00 €. Tak sobie mysle, ze jak ktos chce przetestowac czy mu taka forma odpowiada to EH jest w porzadku... chyba, ze komus przypadnie na tyle do gustu, ze przy nim pozostanie. A jaki jest ten z Lancome, ktory kosztuje w dougim 43,00€ to sie okaze.  Jak wiadomo bb kremy nie do konca udalo sie markowym kosmetykom stworzyc na takim poziomie jak te z Azji ale wiadomo jak sie nie sprobuje, to sie nie bedzie wiedzialo. 




środa, 16 lipca 2014

moja dosc krotka przygoda z Shiseido Ibuki Eye Correcting Cream

 Czesc z was moze kojarzy, bo pokazywalam na insta, ze kupilam trzy produkty Shiseido Ibuki. Kupilam je taniej w outlecie online, Marti tak je zachwalala, ze postanowilam przyjrzec im sie z bliska. Protective Moisturizer jeszcze nie uzywalam... Softening Concentrate uzywam od dluzszego czasu i jestem zadowolona ale o tym bedzie innym razem, dzis chcialam skupic sie na kremie pod oczy.


 To, ze nie mam problemow ze skora w okol oczu, to nie zanczy, ze nie mam wymagan co do kremow pod slepia. Ba... mam i to calkiem spore, jezeli chodzi o pielegnacje twarzy, to wlasnie w przypadku kremu pod oczy mam najwieksze oczekiwania. Nie musi mi urwac tylka ale ma stanac na wysokosci zadania a to niestety nie potrafi zbyt wiele kremow.


 Shiseido Ibuki Eye Correcting Cream zamkniety jest w miekkiej plastikowej tubce i mamy go tam 15 ml. Okolo 47,00€ to calkiem spora cena. 

Wg producenta: Krem pod oczy ukierunkowany na problem cieni wokół oczu, opuchnięć oraz cienkich linii. Natychmiastowo przywraca świeżość spojrzeniu. Doskonale nawilża oraz podnosi odporność skóry wokół oczu na działanie niekorzystnych czynników.


Niestety ja sie z nim nie polubilam. Dawalam mu kilka razy szanse ale to nie jest produkt dla mnie. Nie powiem, zeby mi podraznial oczy ale po nalozeniu mialam takie dziwne wrazenie, oczy moze nie tyle co piekly ale jakies dziwne uczucie towarzyszylo aplikacji. Co prawda po chwili znikalo ale pozostawialo powiedzmy lekki dyskomfort. Kremik jest lekki, bardzo lekki... dosc szybko sie wchlania ale tez za wiele nie robi. Przede wszystkim nie radzil sobie z moimi suchymi zewnetrznymi kacikami i nie nawilzal skory pod oczami tak jak ja lubie. 

Pozegnalam sie z nim bez zalu... moze dlatego, ze trafilam na krem, ktory swietnie sobie radzi. Ten Shiseido zniechecil mnie na tyle, ze odpuscilam sobie krem do twarzy. 

 
Sklad: WATER (AQUA)・ DIMETHICONE・ ALCOHOL DENAT.・ GLYCERIN・ BUTYLENEGLYCOL・ DIPROPYLENEGLYCOL・ POLYMETHYLSILSESQUIOXANE・ DIPHENYLSILOXY PHENYL TRIMETHICONE・ PEG-10 DIMETHICONE・ DISTEARDIMONIUMHECTORITE・ TITANIUMDIOXIDE(CI 77891)・ PENTAERYTHRITYL TETRAETHYLHEXANOATE・ TREHALOSE・ PEG-150・ ISOSTEARIC ACID・ MICA・ DISODIUMEDTA・ ALCOHOL・ FRAGRANCE(PARFUM)・ BETAINE・ TOCOPHERYL ACETATE・ SODIUMCITRATE・ TINOXIDE・ ALUMINUMHYDROXIDE・ LIMONENE・ CITRIC ACID・ MENTHOL・ HEXYL CINNAMAL・ BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL・ HYDROGEN DIMETHICONE・ POLYSILICONE-2・ IRON OXIDES (CI 77491)・ BENZYL BENZOATE・ LINALOOL・ TALC・ CITRONELLOL・ LAMIUMALBUMFLOWER EXTRACT・ CITRUS JUNOS SEED EXTRACT・ HOUTTUYNIA CORDATA EXTRACT・ TOCOPHEROL・ DIMETHICONE/METHICONECOPOLYMER・ ZINGIBER AROMATICUS EXTRACT・

środa, 30 kwietnia 2014

Laquer Gloss od Shiseido :)

 Razem z korektorem kupilam wtedy wiosenna nowosc czyli Laquer Gloss. Czesc z was moze pamieta, ze lakiery Shiseido sa moimi ulubionymi i kolor ktory namietnie uzywam pokazalam wam dosc dawno temu tutaj. O ile tamte sa kompletnie bezdrobinkowe, tak te maja mikroskopijne drobinki, ktore daja piekny efekt ale w sumie ani ich nie czuc na ustach ani nie widac "brokatu".


 Uwielbiam te produkty za to jak wygladaja i za to jak swietnie pielegnuja przy tym usta.


Opakowanie jest troszke inne i wieksze jak w przypadku Laquer Rouge (6ml) ... tutaj mamy 7,5 ml i czesciowo przezroczyste opakowanie. Ulatwia to sprawde w przypadku posiadania paru kolorow, bo kto pamieta te ich numerki.


Tak... na opakowaniu typowo tylko numer, nazwy mozna znalezc tylko w sieci na stronach sklepow online. Do wyboru mamy 8 odcieni, ja zdecydowalam sie na bezpiecznego nudziaka BE102 Debut.

 Na ponizszym zdjeciu dobrze widoczne sa zlote minidrobinki zatopione w blyszczyku.


 Kolor okreslilabym jako brudny roz idacy ale przez te drobinki wyglada on cieplo.


 Na pewno tez na roznych odcienach ust, roznie bedzie sie prezentowal. 
Na moich jasnych wyglada jak typowy nudziak.


 Kolor mimo, ze delikatny to calkiem dobrze kryjacy. Uwielbiam ten polysk i to jak sie prezentuje. Efekt jest bardzo naturalny. Trwalosc wiadomo rozna, w zaleznosci od tego jak kto szybko zjada produkty do ust. U mnie  roznie z tym bywa ale nawet gdy zjemy w koncu kolor, to pozostaje delikatna pielegnujaca warstwa, ktora nie pozwala ustom wyschnac.


 Bardzo chetnie po niego siegam i moze skusze sie jeszcze na jakis kolor.

sobota, 22 lutego 2014

update moich azjatyckich kosmetykow :)

 To fakt... od jakiegos czasu na blogu pojawia sie o wiele mniej azjatyckich produktow. Wynika to z dwoch powodow. Piereszym jest fakt, ze moja skora stala sie jakis czas temu skora z fanaberiami i postawilam na kosmetyki apteczne a po drugie, znalazlam wsrod azjatyckich kosmetykow swoich ulubiencow i jezeli kupuje, to sa to wlasciwie po raz kolejny te same produkty. O wiekszosci z nich juz pisalam, wiec nie ma sensu sie powtarzac. Ale jak widac ponizej to wcale nie znaczy, ze azjatyckie kosmetyki zniknely z mojej lazienki. Nie nie... to im akurat nie grozi. Mam pare perelek do ktorych caly czas wracam. W paru przypadkach jest to juz ktores tam opakowanie :)


 Najczesciej przewijaja sie te kosmetyki w postach denkowych ale postanowilam zrobic taki maly update. I pozbieralam wszystko co aktualnie posiadam. Jak juz wspomnialam wyzej, wiekszosc tych produktow ma swoje posty, wiec wystarczy poszukac albo przegladnac zakladke "azjatyckie kosmetyki".


  • Skin79 The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus pojawil sie juz w moich zeszlorocznych ulubiencach ale ogolnie ten krem jest juz ze mna dluzej i kolejny jest juz w drodze. Uwazam, ze jest to rewelacyjny, dzialajacy i lekki krem na dzien. Wyglad mojej skory pod slepiami mowi sam za siebie. Koszt to okolo 11€ i naprawde sporo kremow przetestowalam ale ten sprawdza sie u mnie najlepiej.


  •  Kolejny faworyt i nawet nie wiem ile butelek juz zuzylam. Liese Smooth Hair Coctail to fenomenalny produkt, ktory ulatwia rozczesywanie wlosow i sprawia, ze sa miekkie i gladkie w dotyku. Uwielbiam go za to, ze nie obciaza moich wlosow i rewelacyjnie dziala. Cena to niecale 9€, produkt jest wydajny i wystarcza na dosc dlugo mimo czestego uzywania.


  •  Missha Signature Wrinkle BB Cream to tez moj ulubieniec od dawna i odkad go mam, to przestalam szukac. Dlatego przestaly sie na blogu pojawiac bebiki. Po prostu nie mam juz potrzeby szukania, bo na nic lepszego nie trafie. Ten krem pasuje mi idealnie i bardzo go lubie... przy nim tez zostane :)


  • TheFaceShop Natural Sun AQ Power Long Lasting Sun Cream SPF 45/PA +++ jeden z moich ulubionych filrtow, ja mam jeszcze w starym opakowaniu, teraz wyglada troche inaczej. Bardzo go lubie i czesto siegam po niego latem. Swietnie nadaje sie pod makijaz. 
 

  •  Innisfree Aple Juicy Brightening Peeling Gel to enzymatyczny peeling myjacy do twarzy. Lubie tego typu produkty a azjaci maja najwiekszy wybor. Firma Innisfree ma eco kosmetyki. Ten zel nalezy do serii jablkowej.


  • Skin79 A.C Clinic Skin Renewal Vita Crem to cos w rodzaju LRP Duo w azjatyckim wydaniu. Do cer problematyczych. Bardzo go sobie cenie, to jest moje drugie opakowanie. Z tej serii jest wiecej produktow ale innych nie mialam okazji uzywac.


  •  Missha Sugar Lip Scrub to jak sama nazwa wskazuje cukrowy peeling do ust. Bardzo lubie :)

  •  Skin79 Super Defence Moisturizing Gel to przede wszystkim porzadny nawilzacz. Taka bardziej maseczka albo jak to azjaci nazywaja "sleeping pack". Kosmetyk ktory potrzebuje sporo czasu na to zeby sie wchlonac ale tez zupelnie inaczej nawilza. Mi to akurat nie przeszkadza i od czasu do czasu lubie po cos takiego siegnac.

  •  Skin79 Repair Amino-Acid Serum to czesc zestawu New Turn Therapy Special Set, z ktorego serum w witamina C zuzylam juz jakis czas temu i pojawilo sie ono w denkowym poscie a serum z kolagenem polecialo do Urbi, ktora je szalenczo pokochala. Aminokwasy zawarte w serum wspomagaja odbudowe kolagenu i elastyny, zwiekszajac jedrnosc i elastycznosc skory.
  •  Liese Hair Coctail to produkt dosc zblizony do mojej kochanej mgielki, z tym, ze ten produkt odpowiedzialny jest za to, zeby utrzymac pod kontrola wlosy, ktore maja tendencje do puszenia sie... ma nadac im blasku. Lubie ale uzywam rzadziej i tu musze uwazac, zeby nie nalozyc zbyt blisko skory glowy, najlepiej sprawdza sie tak od polowy dlugosci. To tak samo jest dwufazowy produkt ale ma czesc oleista, wiec trzeba sobie potestowac ile tego na wlosy nalozyc, zeby nie przesadzic.

  •  Maseczki Kolagenowe Bird's Nest uzywam do tej pory. Jedyny minus tych wszystkich azjatyckich maseczek jest to, ze robione sa glownie na male, szczuple azjatyckie buzie i czesto mam wrazenie, ze tak troche nie pasuja ale jak sie ponaciaga to jest ok ;)
 ***

Dwa produkt czekaja w szufladzie na swoja kolej, wiec zbat wiele na ich temat nie moge powiedziec.

  •  Skin79 Serum rozjasniajace skore.
  • IOPE enzymatyczny zel peelingujacy
 ***

I to byloby na tyle jezeli chodzi o aktualny stan posiadania. Calkiem mozliwe, ze z czasem cos przybedzie. Musze kupic olejek do mycia twarzy bo mi sie skonczyl i jak mi cos kiedys jeszcze w oko wpadnie i tam utknie, to pewnie tez z ciekawosci nabede ale wtedy na pewno opisze w kolejnym poscie :)
 

czwartek, 13 lutego 2014

Shiseido Adenogen... wrazenia :)

To, ze od dluzszego czasu szukam czegos co porzadnie wzmocni moje kudelki nie jest niczym nowym. Ostatnio opisywalam wam odzywke do wlosow z firmy Revitalash i o ile dzialanie bylo, to jednak fatalna wydajnosc i kosmiczna cena spowodowaly, ze szukam dalej.

 Szukajac informacji w sieci trafilam na adenozyne, ktora to podobno ma byc bardzo pomocna w przy tego typu problemach. Mi nie wypadaja wlosy w duzych ilosciach, powiedzialabym, ze to akurat trzyma sie w normie. Problemem jest to, ze z wiekiem ale ile mam lat wiadomo... jest ich coraz mniej. I prawde mowiac do 30 nie mialam problemu ale z kazdym kolejnym rokiem mialam wrazenie, ze wyglada to coraz smetniej. Jakby nie bylo az takiej sklerozy nie mam i pamietam jak wygladaly moje kudelki wczesniej. Dlatego postanowilam dzialac, bo z tego co widze w pracy, bardzo wiele kobiet z wiekiem traci na gestosci wlosow, nie jest to tak ekstremalne jak u facetow ale niestety prawdziwe. I albo ma sie szope jak lew i bez wzgledu na wiek nie ma sie problemu albo przy cienkich wlosach z wiekiem jest coraz cieniej ;)

Wracajac co adenozyny doczytalam sie, ze do 2018 patent na kosmetyki z tym skladnikiem ma Shiseido. Choc mozna trafic na produkty innych firm, to jakby nie bylo wszystko zaczelo sie w laboratoriach Shiseido i stwierdzilam, ze do tej firmy mam zaufanie, wiec sprobuje. Ogolnie ciagle przwija sie, ze jest to produkt dla panow... jednak na opakowaniu ani w ulotce nic takiego nie jest napisane i produkty z adenozyna dzialaja tak samo u obu plci.

Adenozyna wystepuje naturalnie jako skladowa lancucha DNA, wzmacnia korzen wlosa i zapewnia doskonale srodowisko dla rozwoju komorek wlosa. Masujac skore glowy (przy nakladaniu preparatu) poprawiamy mikrocyrkulacje.  


Duzym plusem jest tutaj zawartosc i wydajnosc i o wiele nizsza cena (porownujac do RevitaHair). Tu mamy 150 ml produktu w cenie ca. 65,00€. Owszem to tez nie jest malo ale ten produkt jest tez o wiele bardziej wydajny.


 Ja go uzywam co drugi dzien wieczorem... jestem przy koncu trzeciego miesiaca i moze doszlam do polowy. Z tym, ze tutaj nie musze tak szalenie uwazac i spokojnie moge rozprowadzic plyn po calosci.


Z tym, ze w sumie oprocz adenozyny nie ma on specjalnie skladnikow odzywczych ale to jest mi akurat obojetne, najwazniejsze zeby dzialalo tak jak powinno. 


Aktualnie (w Japonii) pojawila sie tez wersja dla pan, ktora wlasnie oprocz adenozyny ma jeszcze jakies dodatki. Zawartosc to tez 150 ml, dlatego sobie kliknelam zeby moc porownac, ktora wersja sobie lepiej poradzi. Wiadomo z Japonii bedzie to troche szlo i pewnie utknie w celnym, wiec do tego czasu zdaze zuzyc to opakowanie co mam.


No wlasnie... bo to chyba i tak jest najbardziej interesujace, czy w ogole sobie radzi. Producent zaleca uzywac 4 do 6 miesiecy w celu uzyskania najlepszego efektu. Ja jak juz pisalam jestem pod koniec trzeciego i efekty widze. Powoli ale wiadomo, takie produkty potrzebuja czasu. Moja skora toleruje ten tonik jeszcze lepiej jak Revite i mam wiecej baby kudelkow... do tego rosna dosc szybko. Moze jeszcze lepsze efekty uzyskaloby sie stosujac dwa razy dziennie ale niestety jakbym miala tak uzywac, to musialabym codziennie myc wlosy, bo nie da sie przy dlugich nalozyc to tak, zeby nie dostalo sie tez na same wlosy. W kazdym razie ja jestem zadowolona i mam nadzieje, ze bedzie jeszcze lepiej. Stosuje regularnie co wcale nie jest takie proste, bo ja i regularne uzywanie czegokolwiek nie za bardzo mamy po drodze ;)


środa, 21 sierpnia 2013

kolejna porcja...

 ... pustych opakowan :)


Jak zawsze podzielilam na kategorie zeby bylo latwiej i przyjemniej. Duzo tego nie ma ale walalo mi sie po szufladzie, wiec stwierdzilam, ze posta mozna machnac :)


Na pierwszy rzut cos z kolorowki.
  •  Lancome Teint Idole Silky Mat czy podklad, ktory bardzo polubilami moze kiedys do niego wroce. Jest to typowy lejacy sie podklad ale nakladalo sie go bardzo wygodnie zarowno palcami jak i pedzlem. Dawal satynowe wykonczenie i calkiem ladnie kryl... do tego jest to jeden z tych podkladow, ktore bosko wygladaja na zdjeciach. 
  • Skin79 Oriental Gold BB Cream Plus to jeden z moich ulubionych bebikow, przewyzsza go tylko moja Missha ale o tym juz wiele razy bylo. Nie zuzylam tego czegos w wieczku ale prawde mowiac nie wiedzialam nawet na co... bo na lico wole co innego a na usta tez nie za bardzo. Za to krem sam w sobie bardzo lubie. Trwaly, kryjacy i dobrze pasujacy do mojej mieszanej skory zasluzyl sobie na wysoka pozycje na mojej liscie. 
  • Helena Rubinstein Mascara tzw. pytonek... bardzo lubie i jak to u mnie przewaznie bywa najlepiej sluzyl mi teraz na koncu jak byl podeschniety. Trwaly, swietnie podkresla i rozdziela rzesy. Jedyny minus to jak to przewaznie bywa... cena. Helenka nie ma litosci ;)
  • YSL Singulier... tusz, ktory bardzo lubie. Zawsze swietnie u mnie wygladal ale musze przyznac, ze znalazlam teraz inne, ktore sprawdzaja sie rownie dobrze albo i lepiej. Pozatym nie podoba mi sie to co YSL odstawilo z pojemnoscia i nie wiem, czy kiedys nie trafi to wszystkie tusze i przy niezmienionej cenie nie spadnie im pojemnosc z 7,5 ma na 5 ml tak jak to sie stalo z Babydoll. Nie lubie takich akcji.
  • Dior Lip Polish ... blyszczyk ktory zapewnie mial jakis numer ale opakowanie juz wyrzucilam i nie wiem. Tak mi cos swita, ze byla to 002. Niewazne... w koncu zuzyte. Kocham te blyszczyki. To juz jest moj drugi zuzyty a z trzeciego zostala mi polowa. Kocham na rowni z feverkami Lancome, ktore chyba juz tez w ogole nie sa produkowane (foch). Bosko wygladaja na ustach... ta tafla ach i och, nie kleja sie i na 100% jak kiedys dorwe to nabede droga kupna.

  •  Bvlgari Mon Jasmin Noir. Woda perfumowana, ktora uwielbiam dozgonnie. Choc moglabym jej zarzucic, ze ma ta sama przyadlosc co Daisy... znika w zastraszajacym tempie. Niemniej zapach kocham i na pewno kiedys do niego wroce.
  •  Tzw. kosmetyk kuchenny ;) ... bo nie wiem ile wysmarowalam na siebie a ile zezarlam. Zakupilam teraz 400 ml i w dalszym ciagu uzywam namietnie. W zyiu nie widzialam czego tak natualnego i wszestronnego. Jakbym miala zabrac jeden kosmetyk pielegnacyjny na bezludna wyspe, to bylyby to wlasnie olej kokosowy. Uzywam do twarzy, wlosow, rzes, ciala. Awww... chyba zaraz machne sobie nalesniki...

A jak juz jestesmy przy pielegnacji twarzy.
  • Missha Super Aqua to taki typowy azjatycki pilindzek [ for D ;) ] a wlasciwie zel peelingujacy, lubilam, nie byl za mocny ale ladnie oczyszczal. Tesknic za nim nie bede bo mam rozne inne.
  • LRP Effaclar micelek... nie wiem ktore to juz opakowanie ale uwielbiam, wiec bedzie sie pojawial
  • LRP Effaclar Duo krem do twarzy podobnie jak micel, jak sie konczy to kupuje kolejny. Dla mnie jest on w sumie delikatny, spokojnie moge go uzywac, krzywdy mi nie robi.
  • Skin79 Oriental Double Perfection Eye Healer jak dla mnie najlepszy krem pod slepia na dzien. Rozjasnia, wygladza, napina i szybko sie wchlania co czyni go idealnym kremem pod makijaz. 
  • plyn dwufazowy do demakijazu Helena Rubinstein. Bardzo lubie i byl to przez dlugi czas moj najlepszy plyn. Jak wiecie zdradzilam z Chanel i tak na razie pozostanie, bo chanelkowy lubie jeszcze bardziej ;)
  •  Penaten Gesicht & Hände najlepsze drogeryjne chusteczki. Tez zreszta ktores kolejne opakowanie. To nie sa takie po calosci czyli do tylka... tosa chusteki do twarzy i rak, bardzo delikatne, swietnie oczyszczaja i moja skora je lubi.

Reszta kadlubka
  • zel po prysznic Kneipp. O ile bardzo lubie ta firme i ma na prawde fajne produkty, to ten zel zalicza sie do bubelkow. Ani to fajnie nie pachnie ani sie nie pieni i do tego malo wydajny. O dziwo inne z tej serii np. z maracuja, z nim jest dokladnie odwrotnie, tamten uwielbiam... o tym lepiej zapomniec.
  • Joanna Naturia olejek pod prysznic. Ja nie wiem czemu to sie nazywa olejek. Pewnie przez to, ze jest dwufazowy. Konsystencja glupawa i mycie najlepiej wychodzi przy pomocy gabki ale lece na ten zapach jak mucha na lep. Za kazdym razem sie slinie i jestem mu w stanie wszystko wybaczyc... po prostu uwielbiam. Jedyne co regularnie sciagam z pl.
  • Ziaja kozie mleko basam do ciala. Hmmm... o ile w przypadku kremu do rak ten zapach mi dzialal na nerwy, tak to mleczko pachnace dokladnie tak samo bardzo lubie i przyjemnie sie je uzywalo.
  • Garnier mineralny dezodorant spray... moj ulubiony. Porzucilam dla niego dezodoranty z Vichy, ktore bardzo lubilam. Ten daje mi to samo a jest o wiele tanszy.
  • Scholl krem do stop. Tez kolejne opakowanie. Jak dla mnie najlepszy krem. Szybko sie wchlania, nie pozostawia filmu i swietnie nawilza. Wiecej nie potrzebuje.
  • Balea mini kremik do rak. Taki torebkowy, przyjemny ale nic specjalnego.

Kudelki
  • Phytocidre ocet do wlosow. Produkt fajny, robi to co tego typu octy maja robic ale jakos specjalnie mnie nie porwal. Czy kupie ponownie to nie wiem... moze.
  • i poraz setny Liese spray ulatwiajacy rozczesywanie i Lee Stafford suchy szampon dla ciemnowlosych. To u mnie produkty, ktore tak jak LRP beda sie pojawiac dosc czesto. Kocham i namietnie uzywam, jak dla mnie najlepsze ale o tym juz wiele razy pisalam

 ***

To byloby na tyle.

Do nastepnego denka :)