Co jakis czas najdzie mnie ochota na przetestowanie kolejnej azjatyckiej mascary. One przewaznie nie sa drogie, kosztuja po pare euro a jak wiadomo jestem ciekawska jednostka i jak mi jakas w oko wpadnie, to ja dorzucam do faktycznego zamowienia, ktore akurat robie. Tak tez bylo z tuszem TonyMoly, ktory mnie rozbawil kocim lepkiem ale zainteresowal glownie mala i wygieta szczoteczka. Czegos takiego szukalam do dolnych rzes. Czasami trudno uchwycic rzesy w kacikach a duze szczoteczki tez nie ulatwiaja sprawy.
Ten tusz jak widac po opakowaniu ma glownie za zadanie wydluzac i podkrecac. Ma tez typowa dla takich tuszy szczoteczke i jak juz pisalam jest ona stosunkowo mala i waska... bardzo wygodna w uzyciu. Moge nia chwycic kazda rzese. Tusz ma ladny gleboki czarny kolor. I jest oczywiscie za rzadki, wiec musze znowu poczekac az dojrzeje.
Jedna warstwa sie tez za duzo nie osiagnie. A juz na pewno nie wydluzenie na ktorkch rzesach ale troche mi podkrecilo, choc do porzadnego efektu na pewno potrzeba dwoch warstw ale na to to musze poczekac, bo teraz to wyszlaby z tego katastrofa. W kazdym razie szczoteczka ladnie rozdziela rzesy, rowno pokrywajac je tuszem.
W opakowaniu jest 6,5g koszt to bylo jakies 7€. Zobaczymy jak sie bedzie sprawowac dalej, mam nadzieje, ze jak zgestnieje to bede mogla z niej troche wiecej wyciagnac :)







