sobota, 8 września 2012

zalotka inaczej :)


Jeszcze przed wyjatdem do Warszawy pokazywalam wam mo nowy nabytek, czyli elektryczna zalotke/grzebyczek firmy Panasonic. Widzialam ja w jakims azjatyckim filmiku, potem poszukalam na ebayu... kosztowala ca. 14€, wiec jak dla mnie byla to cena jak najbardziej do przyjecia i oczywiscie ciekawoc zwyciezyla. Kliknelam...

U mnie problem polega glownie na tym, ze moje rzesy sa proste, niezbyt dlugie i oporne na jakiekolwiek proby podkrecenia. Zwykla zalotka sie nie sprawdza, mimo ze mam dobra od Shu Uemura ale bez wzgledu na to jak bym kombinowala, rzesy po chwili sie prostuja i pozamiatane. Nie musze chyba powtarzac, ze uzyskany efekt zalezy od materialu wyjsciowego i im grubsze i dluzsze rzesy... tym lepszy uzyskamy efekt, wiec zanim pojawia sie teksty o powalaniu i urywaniu tylka nalezy pamietac, ze u mnie niestety mizernie, wiec nie ma sie co cudow spodziewac... tylko popatrzec realistycznie :)


Oczywiscie wszystko w krzaczkach ale w sumie sa obrazki, wiec wiadomo o co chodzi. Urzadzenie calkiem proste, zasilane bateria paluszkiem. Wielkoscia przypomina tusz do rzes a caly ciezar to w sumie bateria, bo zalotka sama w sobie jest z plastiku, wiec jest lekka.


Na zdjeciu ponizej widac "grzebyczek" a z drugiej strony mamy punkt, 
ktory zmienia kolor gdy zalotka sie nagrzeje.


Tak prezentuje sie grzejaca spiralka. To, ze nakladke mozna zdjac jest dosc praktyczne, mozna ja spokojnie umyc nie narazajac zalotki na zalanie woda.


W momencie gdy zalotka jest gotowa do uzycia, kolor zmienia sie z fioletu na roz.


Zdjecie jest troszke nieostre ale tak to jest jak sie strzela na slepo... jednak wydaje mi sie, ze roznice widac dosc dobrze. Na prawym oku moje proste nagie rzesy sa praktycznie niewidoczne, na lewym ladnie uniesione. Na drugim zdjeciu, efekt koncowy z tuszem... jedno i drugie slepie ma podkrecone rzesy ;)


Z tego co pisala Atqa na blogu, mozna tez stowowac ta zalotke jako grzebyczek do rozczesywania pomalowanych rzes, gdy efekt nie do konca nas zadowala. Nie probowalam jeszcze ale kiedys przy okazji moze przetestuje, moze wtedy da sie jeszcze troche te rzesy podwinac a tusz zadziala utrwalajaco. 

***

To czy komus taki gadzet jest potrzebny czy nie, to trzeba samemu zdecydowac. Ja chcialam wyprobowac i owszem... u mnie daje lepszy efekt jak zwykla zalotka ale w zwiazku z tym, ze rzesy mam jakie mam, to efektu sztucznych rzes mi nie da. Mimo wszystko praktyczna rzecz i ostatnio po nia siegam, przy odrobinie wprawy idzie to calkiem sprawnie. Ogolnie krzywdy nie da sie tym sobie zrobic ale wiadomo, zdazaja sie wyjatki. Nagrzana zalotka jest ciepla ale nie goraca, wiec nie powinn tez specjalnie nadwyrezac naszych rzes. Widzialam na YT, ze dziewczyny uzywaja na poczatku dowolnej odzywki do rzes i wtedy zawijaja. Ma to chronic rzesy i przy okazji utrwalac podkrcenie. 


55 komentarzy:

  1. widac roznice na niepomalowanych rzesach,ale powiedz mi czy to nie jest szkodliwe dla rzes prze to ze to jest nagrzane??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osob podgrzewa suszarka zwykla zalotke... to ja juz prawde mowiac wole taka :P ... co do szkodliwosci to glowy nie dam ale wydaje mi sie, ze uzywana rozsadnie nie powinna szkodzic. Ona nie jest ciepla ale nie goraca i ta nakladka zabezpiecza rzesy przed kontaktem ze spirala. Na pewno lepiej w tym czasie uzywacc dobrej odzywki do rzes albo jakiegos olejku na noc w celu wzmocnienia rzes :)

      Usuń
  2. sama się czaję na taką już chyba z rok czasu :)
    boje się, że osłabi moje rzęsy, będą wylatywać itp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawy sa zawsze ale nie wydaje mi sie, zeby robila kuku... choc wiadomo u kazdej z nas moze to inaczej wygladac :] na pewno warto w tym czasie dodatkowo dbac o rzesy i wspomagac je odzywkami albo olejkiem na noc :)

      Usuń
  3. ale cudak, pierwszy raz widzę coś takiego na oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow efekt bardzo ładny, rzeczywiście widać dużą różnicę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz o czymś takim słyszę.
    No właśnie, ale czy to nie szkodzi rzęsom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widac Atqa, do ktorej link podalam... uzywa tej zalotki od roku i jakos nie pisala o tym zeby szkodzilo ale wiadomo gwarancji, ze nie oslabi rzes w jakis sposob, to nikt nam nie da...

      Usuń
  6. Sroko, spróbuj używać tej zalotki na pomalowane rzęsy. Wtedy woski z tuszu się lekko topią i rzęsy można pięknie i trwale ukształtować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie widzialam w Twoim poscie, ze tak ja uzywasz i na pewno przy okazji sporobuje. Tak tylko troche sie obawialam, czy nie zrujnuje to pomalowanych rzes... bo chyba mi mnie szlag trafil, jakbym zepsula makijaz chwile przed wyjsciem ;)

      Usuń
  7. ojej alez bym tego chetnie sprobowala! zabieram sie do zakupu zalotki od pewnego czasu, chyba skusze sie na ta z inglota bo nie jest bardzo droga a i podobno fajna.
    na elektryczne zerkalam juz jakis czas ale to chyba wyzsza szkola jazdy

    efekt u Ciebie jest widoczny i podoba mi sie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie pomyslalam jaki swietny efekt musi byc na dlugich rzesach :D ... i zaluje, ze takowych nie posiadam :]

      Usuń
  8. Ja również widzę efekt przed i po i uważam,że jest OK:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobną z Japanesque i bardzo ją sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie niestety zbędna rzecz :) rzęsy wystarczająco same się podkręcają przy zwykłej szczoteczce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na niepomalowanych rzęsach różnica jest bardziej widoczna.
    Bez dwóch dań pokręca. I nie prostują się???

    Kurde fajny myk choć mi zbędny ;) Nie mniej jednak dobrze wiedzieć, że istnieje 'lokówka' (w mocnym cudzysłowie) do rzęs ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ja troche pouzywam to napisze jak jest z trwaloscia "skretu"... musze troche postestowac :) ... ale ogolnie jestem zadowolona, jest lepiej jak bylo :P

      Usuń
  12. trochę się obawiam tej zalotki, że np zniszczy rzęsy. Widziałam taką w sephorze, ale jakoś nie mogłam sid zdecydować, a tez mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantastyczny efekt , ale ja się boje zalotek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja za zwyklymi zalotkami tez nie przepadam i moze brak efektow wynika u mnie ze zlego stosowania ale po prostu ich nie lubie :]

      Usuń
  14. Widzę efekt ale tylko na niepomalowanych rzęsach, a na wytuszowanych wszystko się wyrównuje. Czy to w takim razie nie oznacza, że i tak najważniejszy jest dobry tusz, a taka zalotka nic nie daje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pomalowanych mam oba slepia podkrecone :D ... to jest juz efekt koncowy...

      Usuń
    2. aaaa! :D no na to nie wpadłam, dzięki za wyjaśnienie :D w takim razie zmieniam zdanie ;)

      Usuń
    3. teraz widzę, że to napisałas nad zdjęciami - nie wiem jak czytałam :/ przepraszam

      Usuń
    4. nie nie... ja dopisalam zeby bylo jasne :) bo faktycznie tak jak bylo, to moglo wprowadzic w blad :D

      Usuń
  15. Bardzo ładny efekt. Jakbym wiedziała, że moje proste jak druty rzęsy choć trochę podkręci, byłabym w stanie zainwestować 14 euro.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja myslalam ze u wszystkich dziala Shu jak u mnie... Sroka, podbudowalas mnie i teraz bede z moich rzes dumna! Mam grube i bardzo dlugie rzesy i trzymaja caly dzien bez tuszu podkrecenie. Problem mam z 'wsadzeniem' ich w zalotke i lapnieciem wszystkich a jak zlapie za blisko powieki to wygladaja tragicznie bo dotykaja moich brwi w komiczny sposob... :P

    Raz zle zlapalam i ucielam z 4 rzesy w polowie ale dokladnie na srodku powieki... Po 2-3 tygodniach sladu nie bylo i sa tak dlugie jak byly :) Zalotki gora! Hehe :D

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie nawet dobrze sprawdza się zwykła zalotka, ale i tak czuję się skuszoną tą elektryczną:)a efekt jak najbardziej widać:)

    OdpowiedzUsuń
  18. No zaintrygowałaś mnie :D Ale jeszcze muszę spróbować zwykłej zalotki, bo jakoś nie miałam czasu kupić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawy gadżet, choć ja nie lubię i nie używam zalotek. Za dużo z tym babrania, a ja za leniwa jestem ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy nie używałam zalotek akurat tutaj nie mam problemów, ale ciekawostka fajna.

    OdpowiedzUsuń
  21. coś jak lokówka do rzęs :)))) ja nie potrzebuje, ale pomysl fajny :)
    I.

    OdpowiedzUsuń
  22. przydałby mi się taki gadżet :) moje rzęsy są idealnie proste i podkręcanie ich tradycyjną zalotką daje efekty, ale na bardzo krótko

    OdpowiedzUsuń
  23. o! taki gadżecik muszę sobie sprawić :) dzięki za tak cenny post!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Gadżecik ciekawy, ale moim zdaniem, mało potrzebny:)

    OdpowiedzUsuń
  25. A jak mówiłam że chętnie poczytałabym o elektrycznej zalotce to było że nie ma mowy elektryczne w okolicach oka ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogole niechetnie cokolwiek w poblize oka... ale prawde mowiac to juz ta jest lepsza jak zwykla :P

      Usuń
  26. Kiedyś na pewno wypróbuję :) Skoro Twoje rzęsy chociaż trochę się jej poddały, to moje tym bardziej powinny ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja chyba nie muszę z zalotki korzystać,ale ta faktycznie może być fajna

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajny gadżet ale ja chyba pasuję:) Korciła mnie jakis czas temu zalotka podgrzewana Taliki, trochę bardzie rozbudowana i tradycyjniejsza ale ja wolę maskary i odzywki:P

    OdpowiedzUsuń
  29. Ciekawe urządzenie, ale ja za leniwa jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie słyszałam jeszcze o czymś takim :) Efekt jest widoczny!

    OdpowiedzUsuń
  31. Dla mnie zalotka jest zbędnym produktem.

    OdpowiedzUsuń
  32. fajny gadżet, ale ja sie raczej nie skusze;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Widać różnicę :) Ja mam zwykłą zalotkę, ale rozwaliła mi się gumka w niej i muszę kupić..

    OdpowiedzUsuń