Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobisty bubel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobisty bubel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2014

Laura Mercier tusz, ktory podobno wydluza i pogrubia ;)

Zeby nie bylo za kolorowo, dzis bedzie o tuszu, ktory dla mnie jest delikatnie mowiac fatalny. Z tym, ze nie nalezy zapominac, ze jest to moja opinia i jak to przewaznie bywa... nie oznacza to, ze tusz jest zly, tylko po prostu nie jest dla mnie. Dlatego tez nie nazwe go bublem, bo o dziwo w sieci ma calkiem dobre opinie i prawde mowiac trudno mi uwiezyc, zo mowa o tym samym produkcie. 


 Nie mialam nigdy wczesniej do czynienia z tuszami tej firmy i prawde mowiac bylam bardzo ciekawa. Kosmetyki Laura Mercier maja dobre opinie i myslalam, ze uda mi sie z tym tuszem zaprzyjaznic.


Szczoteczke ma dosc dziwna o dosc trudnym do zdefiniowania ksztalcie, bo nie jest ona plaska... okragla tez nie jest, takie troche nie wiadomo co. Takie szczoteczki bywaja swietne ale tu cos mi nie pasuje i to nie tylko balagan we wloskach ;)



Bo wloski jak widac ma dosc dlugie i zmierzwione, artystyczny nielad. Poniewaz tusz ma pogrubiac i wydluzac to pewnie jakis cel w tym jest ale ja go nie potrafie znalezc.



No i co tu duzo mowic, jak dla mnie to na szczoteczke nabiera sie zdecydowanie za duzo tuszu. Musialam ja sobie czyscic, co wiadomo nie wplywa dobrze na sam tusz. Wiadomo... ja kocham suche tusze ale ten nawet jakby dojrzal (o ile dojrzeje) to nie bedzie mial odpowiedniej dla mnie konsystencji.



Szczotka jest dosc spora, choc to akurat nie stanowi problemu. Natomiast to co robi z moimi rzesami owszem. Jak wygladaja aktualnie moje rzesy to wiecie i nawet jezeli to bylo juz jakis czas temu (w trakcie mojej przerwy), to mimo wszystko wygladaly one swietnie. Na ponizszym zdjeciu mam jedna warstwe... i wyglada to dosc rozpaczliwie. Nie pomaga zadne czesanie ani nalozenie drugiej warstwy, z kazda kolejnna czynnoscia, ktora ma wlasciwie poprawic ten smetny efekt, uzyskuje cos zupelnie odwrotnego. Zdecydowanie mnie ten tusz nie lubi ;)


Darowalam sobie ta walke z wiatrakami i powrocilam do moich sprawdzonych tuszy. Tak troszke mi szkoda i mam opory przed sprobowaniem innego z tej firmy, wiec pewnie sobie odpuszcze.


niedziela, 16 marca 2014

oklejejacy... upsss otulajacy peeling PAT&RUB

 Zachwytow nie bedzie... jak juz czesc z was widziala pewnie na insta, zafundowal mi ten produkt traume roku ;)


 PAT&RUB Cukrowy peeling otulajacy w 100% naturalny o wydawaloby sie cudnym zapachu karmelu z cytryna i wanilia. Brzmi to wszystko bardzo zachecajaco. Mialam obawy co prawda co do tej cytryny ale myslalam sobie, ze moze w karmelowo - waniliowym towarzystwie bedzie w porzadku.


 Na pewno plusem jest wielkie 500 ml opakowanie, choc cena okolo 90 zl tez nie jest drobnostka.


 Peeling byl zabezpieczony srebrna folia i jak otworzylam to w pierwszym momencie skojarzyl mi sie ze scukrzonym miodem. Zapach hmmm... po raz kolejny potwierdzilo mi sie, ze ja jestem dziwadlo zapachowe. Dla mnie jest to tragedia. Glownie cytrus, wstrety i paskudny... i jakies tam karmelowe poplucznyny, wanilii brak. No coz.


 Sklad ma dobry... duzo olejkow ale to wlasnie ste staly sie tez przyczyna kleski. Chcialam przy okazji przypomniec, ze ja nie mam nic przeciwko temu, jak peeling pozostawia na skorze olejki, ktore cudnie ja nawilznaja i sprawiaja, ze jest miekka i przyjemna w dotyku. Po takim peelingu nie musze sie dodatkowo smarowac, wiec ten efekt jest mile widzialny. Ale to co wyprawia u mnie ten produkt to jakis koszmar.


 Zupelnie nieswiadomie nabralam troche peelingu i rozprowadzilam na skorze. I to nie ma znaczenia czy na sucha skore, czy mokra... przetestowalam oba warianty. Po tym jak cukier sie rozpuscil, pozostala mi biala myziajaca sie masa, ktorej za nic nie moglam usunac. Myslalam, ze szlag mnie trafi. Proba zmycia tego przy pomocy gabki i zelu do mycia tez nic nie dala... te olejki likwidowaly piane i mialam wrazenie jakby calkowicie neutralizowaly zel, przez co myzialo sie dalej... zalatwilam tylko gabke, to paskudztwo w nia powlazilo.


 Po dluzszej walce pod prysznicem po prostu wytarlam to paskudztwo w recznik i wtedy ponownie sie umylam zelem pozbywajac sie tego co jeszcze na skorze zostalo.


I juz naprawde pomijajac ten zapach, bo wiadomo, ze jest to sprawa indywidualna i jednej moze sie podobac a innej nie... to ja nie mam czasu i ochoty na takie cyrki. To mial byc relaks po ciezkim dniu a nie cholerna walka z wiatrakami. Dawno sie tak nie wkurzylam. I choc pewnie sa osoby, ktorym te produkty swietnie sluza i sa zadowolone... ja bede je omijac szerokim lukiem, bo znam lepsze peelingi, ktorych uzywanie to faktycznie przyjemnosc :)


niedziela, 16 lutego 2014

sliwkowy Chubby Stick Clinique... porazka roku :/

 Tym razem zachwytow nie bedzie, bo nie cierpie tej kredki wyjatkowo... i prawde mowiac do tej pory nie rozumiem, dlaczego taki piekny kolor musial okazac sie bublem.


Wychodzi na to, ze kredka kredce nie rowna. Na poczatku pazdziernika pokazywalam wam chubbikowego szaraka, ktorego bardzo lubie i chetnie po niego siegam. Zachecona mila wspolpraca, zdecydowalam sie jakis czas temu na kolejna kredke tej firmy. W sumie chyba nikogo nie dziwi, ze skusilam sie na sliwke z fioletowa poswiata... kolorystyka ktora uwielbiam. 


 O ile dobrze kojarze, to kupilam ja w Madrycie na lotnisku, wiec jakby nie bylo pare miesiecy minelo... probowalam sie z ta kredka zaprzyjaznic ale niestety nic z tego nie bedzie i mam jej serdecznie dosc.


Kolor samej kredki wydawalby sie sliwka i taka faktycznie jest "baza" a na niej mamy opalizujaca fioletowa poswiate. Na swatchu cud, miod i malina. Na oku katastrofa. Ja ogolnie w takich kolorach wygladam dobrze, ten cien sprawia, ze wygladam na zmeczona... zeby nie powiedziec pobita ;)


 Ale to jeszcze nic. Aplikacja tej kredki to tragedia. Myzia sie, nierowno naklada... szalu dostaje jak widze takie przeswity. I choc w sumie wcale nie chcialam jej nosic solo, to okazalo sie, ze jako cien bazowy tez moge zapomniec. Dzis chcialam zrobic oko i do tego nie pomyslalam i wzielam cienie MAC, ktore same w sobie nie ze wszystkimi "bazami" wspolpracuja. Grrrr... bylo tepo i ciezko, cien nie chcial sie blendowac. Skonczylo sie na tym, ze wsciekla jak diabli zmylam oko. A z kredka sie pozegnalam. Probowalam jej wczesniej z roznymi innymi cieniami i z zadnym nie wspolpracowala tak jakbym tego chciala. Foch roku... nie wiem ktorego ale mozna powiedziec, ze zeszlego i obecnego.


Do tego oblazi. Ja nie czepiam sie korektora z Collection albo kredki do ust Catrice. Rozumiem, ze niska cena wiaze sie z tym, ze nie wszystko jest perfekcyjnie dopracowane. W przypadku takiej firmy jak Clinique mam juz troche wyzsze wymagania, tak samo jezeli chodzi o opakowanie. Gdybym jak intensywnie od roku uzywala, to jeszcze moglabym przymknac oko ale nie... ja ja mialam raptem kilka razy w rece. No coz.. wiecej chyba nie musze pisac :/


środa, 6 listopada 2013

L'oreal Nude Magique EdT ... i co ja o nim mysle :)

 Jakis czas temu pokazywalam wam nowosc na niemieckim rynku i dosc znany produkt w stanach (tak... zeby nie bylo, to jest to samo) czyli ultra lekki podkad L'oreal Nude Magique.


 Pouzywalam go chwile i moge wam powiedziec co ja mysle na jego temat.  
Moglabym napisac krotko, ze milosci z tego nie bedzie ;)


Ja mam w kolorze 140 Pure Beige. 


 Krycie ma srednie i jest faktycznie bardzo lekki i lejacy. Pomijajac kretynskie opakowanie, to i tak nie ma innego wyjscia jak wylac sobie troche na reke i wtedy przy pomocy pedzla lub gabki nalozyc na twarz. Ogolnie taka aplikacja mi nie przeszkadza, ja nie mam nic przeciwko lejacym sie podkladom, z tym ze wiadomo pedzle i gabki wciagaja dosc duzo produktu. Nakladalam go stemplujac a potem poprawialam to palcami. Tu chyba kazdy musi znalezc swoj sporob na nakladanie. 
 
Ladnie stapia sie ze skora, faktycznie tworzac lekki woal. Na zdjeciu po lewej mamy sam podklad na twarzy. Chwile po nalozeniu robi sie pudrowy i daje naprawde ladny aksamitny mat. W ramach przypomnienia mam cere mieszana ale w sumie w tym momencie bylam zadowolona z efektu jaki dawal. Na zdjeciu po prawej w gotowym makijazu, lekko go utrwalilam krysztalkiem Chanel i potraktowalam prasowanymi motylami.

I pewnie czesc z was sie w tym momencie zastanawia, dlaczego napisalam wyzej, ze milosci z tego nie bedzie... skoro patrzac na zdjecia naprawde wyglada to ladnie. Owszem... wyglada mozna by powiedziec super ale tak gora do godziny. Potem wygladam jak zona Frankensteina. Trwalosc na mojej skorze to tragedia. Podkresla mi po tej godzinie wszystko, nawet to czego normalnie nie mam ;) ... w strefie T zaczyna sie wazyc, miejscami sie sciera. Calosc wyglada smutno i niefajnie. Nie wiem co z tym cudakiem zrobie ale ja na pewno nie bede z niego korzystac. Potestowalam dla dobra ogolu i koniec. 
Nie moja bajka.

czwartek, 3 października 2013

milosci z tego nie bedzie...

 Czyli moja dosc krotka przygoda z kredka Revlon. Jak wiadomo ja bardzo lube tego typu produkty, wiec natychmiast musialam ja przetestowac. No coz... to byly dosc krotkie testy.


Kredka z wygladu jest podobna do calej reszty... ma rownie dluga nazwe Just Bitten Kissable Balm Stain. I jest polaczeniem pomadki, blyszczyka i balsamu pielegnujacego.


Kolor nawet moj, taki przyjemny roz 001 Honey Douce. Choc ogolnie to ja jednak wole bardziej blyszczykowate albo wlasciwie balsamowate kredki, ktore nie sa zbyt mocno napigmentowane. 


Na ustach prezentuje sie calkiem przyzwoicie ale niestety nie potrafie jej zniesc, 
a ten paskudny zapach utrzymuje sie wieki :/



Ja nie wiem co to jest ale kojarzy mi sie z paskudna ziolowo-mietowa pasta do zebow. Istny hardcore... ja osobiscie nie toleruje tego zapachu. Wystarczylo, ze otwirzylam opakowanie i powachalam... i prawde mowiac musialam sie zmusic zeby ja uzyc, bo tak jak myslalam zapach jest na tyle intensywny, ze irytuje mnie nawet wtedy gdy mam kredke na ustach. Nie wiem co za idiota wpadl na takie zapach ale nalezaloby go odstrzelic sanitarnie. Ja wiem, ze nie wszyscy moga lubie cukierowy zapach Astora albo Catrice ale jest on mimo wszystko sto razy lepszy jak ten odorek. Choc pewnie znajda sie osoby, ktorym nie bedzie on przeszkadzal. Dla mnie niestety jest nie do przeskoczenia, dlatego tezo daruje sobie kredki z Revlona... dobrze, ze ta mialam w paczce a nie kupilam. Wychodzi na to, ze nie lubie sie z produktami do ust tej firmy, bo te ich maselka tez mnie nie porwaly.


wtorek, 2 lipca 2013

Maybelline Master Drama Chromatics Kajal... z bliska :)


Podczas ostatnich zakupow w DM wpadly mi w oko kredki Maybelline Master Drama Chromatics. Jak moze czesc z was wie, moimi ulubionymi kredkami tego typu sa Chrome Kajal z p2 i tak sobie pomyslalam, ze wezme dwie dla porownania. 


Duzego wboru nie bylo, wychodzi na to, ze kredki te ciesza sie duzym powodzeniem. Wzielam turkus i fiolet, bo takie tez odcienie mam wsrod moich kredek z p2. 


 Jezeli chodzi o sam sztyft, to kredki te bardziej przypominaja mi te z Avon. Sa miekkie i zelowe. Dla mnie niestety za miekkie. Ja nie umiem sie takimi kredkami malowac. Kolory maja ladne, nasycone i faktycznie metaliczne. Trwalosc. Hmmm... az mi sie pcha pod klawisze, ze za dobra. Kredki te zasychaja chwile po nalozeniu kompletnie. I o ile swietnie to jest jezeli patrzymy pod katem trwalosci, bo trzyma sie tak, ze wcale nie tak latwo tego sie pozbyc ze skory. Tak niestety trzeba dzialac szybko i sprawnie, bo kredka zasyga dosc szybko i na poprawki nie ma szans. Przez co tez nie da sie tej kredki porzadnie rozetrzec, bo zanim zastygnie to ta zelowa konsystencja zostawia smugi a potem jest nie do ruszenia. I to moze byc troche denerwujace, gdy zrobimy babola pod koniec makijazu, kredka ktora nie da sie skorygowac patyczkiem, tylko trzeba wyciagnac porzadny produkt do demakijazu wodoodpornego, co moze zrujnowac czesc posiadanego makijazu a nie tylko poprawic, to co nam nie wyszlo :P


Na wizazu ma ona bardzo dobre opinie i mysle, ze wielbicielki zelowych kredek Avon lub innych tego typu beda sobie potrafily z nia poradzic. Jakby nie bylo zelecam ostroznosc ;)

***

A teraz pare obrazkow :D 


 Maybelline i p2... te drugie sa zdecydowanie bardziej kredkowe i nie ma w nich nic zelowego i ja takie kredki zdecydowanie wole uzywac.


 p2 ma bardziej delikatny kolor na swatchach ale jak moze pamietacie, na lini wodnej prezentuje sie idealnie. I tam o wiele lepiej widac ten metaliczny efekt.


Maybelline jest zdecydowanie za miekka, przez co pewnie nie bedzie tez wydajna... do tego trudno ja temperowac. Nie dosc, ze kredka sama w sobie jest miekka, to ta obudowa jest dosc twarda i trzeba uwazac, zeby kredce nie zrobic kuku. Jak widac na zdjeciu ponizej fioletowa kredka, ktora wykorzystalam do napisania nazwy na rece... starla sie bardzo mocno :/


 Z tym, ze jak juz wspomnialam trwalosc zabija. Po paru minutach kredka jest praktycznie nie do ruszenia bez specjalnego zmywaka, bo taka zwykla mokra chusteczka tez sobie nie poradzila, musialam mocno trzec. O ile p2 jest juz prawie niewidoczna, tak potwierdza sie wodoodpornosc kredki Maybelline.


Jezeli ktos radzi sobie z takimi zelowymi kredkami i zalezy mu na bardzo trwalym produkcie, to jak najbadziej moze siegnac po kredki Maybelline... nie pamietam ile jeszcze kolorow bylo dostepnych ale na pewno byl niebieski i czarny. 

:)

sobota, 8 czerwca 2013

z pamietnika testera... Missha Signature Complexion Coordinating BB Cream


Nowosc z Missha, czyli w sumie mojej ulubionej firmy jezeli chodzi o BB kremy. Wlasciwie jest to CC krem -> "Complexion Coordinating" ale poniewaz wiadomo, ze to w sumie glownie chwyt marketingowy i idea jest taka sama jak przy bebikach, zreszta producent tez nazwal ten krem mimo wszystko BB. Jakby nie bylo mamy dwa rodzaje. W czarnym opakowaniu typowy bez, w bialym mamy bialy krem, ktory dopasowuje sie do naszej skory.
 Jak tylko zobaczylam ta probke w mojej paczce, to radosnie zabralam sie za testowanie.


 Nakladalam i rozcieralam palcami i tu trzeba ostroznie nakladac, bo przy bialym produkcie, ktory dosc szybko zmienia farbe, to lepiej nie przesadzic. Krem wydal mi sie troche tepy w nakladaniu ale ogolnie dalo sie go bez problemu wklepac w cala buzie.
 Fajnie wyrownal kolor, wygladalo to bardzo naturalnie... jak wiadomo ja lubie sie w jasnej wersji ale nie wiem czy to zludzenie optyczne, czy on faktycznie "wybiela". Wykonczenie bylo praktycznie matowe. Krycie srednie, nawet ja bym tu potrzebowala korektora, nawet jezeli tego tak na zdjeciu nie widac, to w rzeczywistosci przy bliskim spotkaniu z lusterkiem stwierdzilam, ze byloby to jak najbardziej wskazane :)


Sklad obu kremow mozecie zobaczyc tutaj.

Wszystko fajnie... chetnie bym sie z nim poznala troche lepiej. Niestety zrobil mi duze kuku. Duze do tego stopnia, ze tu nie bede sie wdawac w szczegoly operacji... skonczylo sie na hydrokoloidowym plasterku, ktory musialam sobie na nos przykleic na dwa dni, w celu przyspieszenia gojenia sie. Krotko i zwiezle zapchal mi pory na nosie tak, ze czegos takiego jeszcze nie widzialam. Mialam podskorne wulkany, nie moglam nosem ruszyc, bo po jakims czasie zaczela mnie od tego bolec glowa. Brzmi troche komicznie ale mimika twarzy wymaga tez udzialu miesni, ktore znajduja sie kolo nosa. W tym momnecie dziekowalam, ze to byla tylko mala probka a nie cale opakowanie, bo chyba bym je zezarla ze zlosci.

I w ten sposob krem ten zostal skreslony z mojej listy, bede omijac szerokim lukiem. Nic innego w tym czasie nie zmienialam w mojej pielegnacji... i po tym jak go raz uzylam i reszte wywalilam... nos w koncu wyleczylam to mam spokoj.

Wiadomo to, ze mi nie podszedl (delikatnie mowiac) nie znaczy, ze komus nie bedzie pasowal ale jak juz to polecam zaczac od probki i moze miejscowo a nie po calosci, bo jest to dosc ryzykowne :]


niedziela, 14 kwietnia 2013

LRP Rosaliac Gelee Micellaire... ni pies ni wydra...

 Chcialam dzis napisac pare slow o produkcie z LRP, ktory uzywam juz od jakiegos czasu. Kupilam razem z tonikiem effaclar i od tego czasu tez uzywam. Jest to wydajny zel miceralny Rosaliac do zmywania makijazu i mycia twarzy. Nakladac mozna wacikiem albo palcami, reszte nalezy potem zetrzec. Nie wymaga wody. I wydaje mi sie, ze tu jest pies pogrzebnany. Nie potrafie sie z tym produktem zaprzyjaznic. Ja lubie wode i nie mam nic przeciwko uzywaniu jej do mycia twarzy. Tym bardziej, ze kranowa u mnie jest woda zdatna do picia, ma dosc duza zawartosc wapnia ze wzgledu na wapienne skaly przez ktore plynie ale ogolnie jest czysta. W praktycznym opakowaniu z pompka mamy 200ml.

 Wg producenta: Polecany do skóry wrażliwej, delikatnej, nadreaktywnej, skłonnej do zaczerwienień. Ultra-lekka, żelowa konsystencja zapewnia uczucie natychmiastowego ukojenia. Struktura micelarna w łatwy sposób zmywa makijaż już po pierwszym przetarciu wacikiem. Opatentowane połączenie wody termalnej z La Roche-Posay z ksantyną łagodzi skórę i zapobiega zaczerwienieniom. Skóra staje się gładka i czysta. Bezpośrednio po nałożeniu odzyskuje uczucie świeżości i komfortu.


Nakladam ten zel wacikiem. I owszem jest delikatny, zmywa jak micel... czy radzi sobie z calkowitym demakijazem oka to nie wiem, bo ja do tego celu uzywam dwufazowek. Tylko, ze sie on myzia po twarzy i to mnie doprowadza do szalu. Nie klei sie ale to myzianie sprawia, ze nie potrafie go dobrze obslugiwac i nie mam wrazenia swiezosci i porzadnie umytej buzi. Musze siegnac po zwyklego micela i kolejnym wacikiem przetrzec dokladnie cala twarz. Na pewno uzycie tego zelu robi dobrze skorze bardzo wrazliwej i ze sklonnosciami do podrazniem i zaczerwienien ale samo wytarcie reszty produktu jak dla mnie nie wystarcza. Ale moze to ja jestem takie dziwadlo :P... uzywac go z woda tez sie w sumie nie da, glownie dlatego, ze on sie nie pieni... a myzianie dalej mamy.


AQUA / WATER, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERIN, TRIETHANOLAMINE, SIMETHICONE, CAFFEINE, SODIUM CITRATE, ASCORBYL GLUCOSIDE, POLOXAMER 184, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, DISODIUM EDTA, HYDROXYPROPYL GUAR, CITRIC ACID, BIOSACCHARIDE GUM-1, DIHYDROCHOLETH-30, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, PHENOXYETHANOL, METHYLPARABEN

Z opiniami w sieci jest jak w przypadku kazdego innego kosmetyku... sa osoby, ktore ten produkt zachwycil  a inne rozczarowal. Ja nie wiemco mam na jego temat myslec. Nie jest zly i byloby wszystko fajnie gdyby nie to myzianie. Raczej nie kupie ponownie, bo zdecydowanie wole micelowe pianki, chocby ta z Biotherm. Jak dla mnie jest najlepsza... rownie delikatna i tez dobrze zmywa, tylko potrzeba do niej wody... co mi akurat w zadnym wypadku nie przeszkadza. A ten zel na dlugo mi wystarczy, bo wydajny jest szalenie. Zobaczymy czy jak go skoncze, to zmienie zdanie ale to naprawde musialby sie stac cud. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

pierwsze spotkanie z produktami Dermalogica...

 ... i co z tego wyniklo ;)


 Coraz czesciej slyszalam nazwe tej firmy, przewaznie w polaczeniu z pozytywnymi opiniami... dlatego tez postanowilam przyjrzec sie jej blizej. Firma pisze o sobie... Zmierzając do doskonałości osiągnęliśmy zbalansowaną równowagę między oczekiwaniami klientów i rezultatami związanymi z profesjonalną terapią skóry.  Najnowsze receptury zawarte w systemach pielęgnacyjnych, przekładają się na wyjątkową skuteczność i precyzję .

Sa to dosc drogie produkty i na pewno do wyrobienia sobie calkowitej opini potrzeba troche wiecej jak paru probek ale mi czasami wystarczy, zebym mogla stwierdzic, czy sie z jakims produktem polubie czy nie... nie ma sie co oszukiwac, przy takich cenach nie chcialabym kupowac kota w worku. Moje dwa mini produkty kupilam tutaj (oczywiscie jest to niemiecki sklep online).

  • skin resurfacing cleanser (30ml) - Innowacyjna formuła z zawartością olejku różanego i kwasu mlekowgo doskonale oczyszcza oraz eksfoliuje skórę, pozwalając jej odzyskać wyjątkową gładkość, miękkość i świeży blask. 
Moje wrazenia: calkiem przyjemny czyscik do twarzy, troche sie obawialam tego olejku rozanego ale na szczescie zapachowo nie przeszkadza. Z tym, ze prawde mowiac nie wiem dlaczego za tego typu produkt placic taka cene, naprawde jezeli chodzi o zmywaki to znam wiele innych tanszych i rownie skutecznych w oczyszczaniu.
  • antioxidant hydramist (30ml) - Bogata w najbardziej zaawansowane substancje kosmoceutyczne, aksamitna mgiełka ujędrniająca z zawartością wyselekcjonowanych substancji roślinnych oraz peptydów. Nawilża i tonizuje skórę.
Moje wrazenia: mruuu... naprawde przyjemna mgielka, faktytycznie nawilza i tonizuje. Swietnie nadaje sie po uzyciu peelingu. Moja skora chlonie ja jak gabka. 

  • multivitamin thermafoliant™ - Unikatowy preparat eksfoliujący, oparty na termicznej technologii uaktywnianej przy kontakcie z wodą. Zapewnia ochronę przed działaniem wolnych rodników. Pomaga hamować działanie MMPs ( Enzymów Macierzy Zewnątrz Komórkowej ), degradujących kolagen. Delikatnie usuwa poszarzałe komórki, odsłaniając świeży i gładki wygląd skóry.
Moje wrazenia: ha! to chyba pierwszy zdzierak, z ktorym sie polubilam. Faktycznie swietnie oczyszcza twarz i jest przy tym dosc delikatny dla skory a przynajmniej nie podraznia mi policzkow. Ma dosc specyficzny zapach, typowy dla "naturalnych" produktow ale nie jest drazniacy, wiec bez problemu go znosze. Konsystencje ma dosc kremowa, jest przyjemny w uzyciu. Calkiem mozliwe, ze sie na niego skusze. 
  •  multivitamin power firm - Multiwitaminowy preparat ujędrniający o aksamitnej konsystencji aktywnie wygładza zmarszczki w okolicy oczu, pomagając odbudować strukturę skóry. Dzięki antyoksydacyjnym witaminowm i ochronnym silikonom organicznym, formuła jednocześnie chroni skórę i zwalcza wolne rodniki, zapobiegając jej starzeniu się.
Moje wrazenia: hmmm... co do tego produktu mam troche mieszane uczucia. Konsystencja przypomina silikonowa baze i optycznie dziala podobnie do nich... wygladza ale brakuje mi w tym produkcie nawilzenia. I moze jako baze mozna by ten produkt uzywac ale jako samodzielny "krem" pod slepia nie za bardzo. Mialam wrazenie, ze moja skora jest bardziej spragniona, przez co zmarszczki bardziej widac a to raczej nie jest wskazany efekt. Ogolnie jest dosc wydajny, wiec jeszcze bede go mogla potestowac ale czy mnie jeszcze do siebie przekona to nie wiem.

  • overnight repair serum - Aktywuje i stymuluje nocną rekonwalescencję skóry przywracając zdrowy blask poprzez minimalizację zmarszczek, likwidację wysuszenia oraz nadanie elastyczności. Jako preparat z systemu AGE Smart® wpływa na kontrolę skórnych procesów biochemicznych prowadzących do przedwczesnego starzenia komórek skóry. Połączenie wyselekcjonowanych ekstraktów roślinnych z antyoksydacyjnymi witaminami wzmacnia potencjał skuteczności preparatu. Wzmacnia barierę lipidową skóry, przeciwdziała nadmiernej pigmentacji. Skoncentrowana dawka peptydów stymuluje produkcję kolagenu, nawilża oraz wycisza skórę.
Zaawansowana technologia kluczowych składników: Olejek arganowy,Olejek różany, Witamina A-Retinol, Kwas linolowy, Kwas oleinowy, Likopen– silny antyoksydant, Beta kartoten, Brązowe wodorosty, Olejek z pestek słonecznika, Olejek z pestek marchwi , Olejek z Geranium , Olejek z jaśminu, Ekstrakt z liści rozmarynu, Olejek z liści rozmarynu, Olejek z liścia Curry, Olejek z liścia cynamonu, Olejek sezamowy.
Moje wrazenia: niestety... pomimo szalenie zachecajacego opisu ten produkt nie ma u mnie sznas. Owszem skora rano byla bardzo przyjemna w dotyku, odzywiona i wypoczeta ale ten koszmarny smrodek, ktory wywoluje u mnie mdlosci, spowodowal ze nigdy sie z tym produktem nie polubie. Pamietacie jak opisywalam smierdziela z Khadi... to jest dokladnie ten sam koszmar, do tego na twarzy i tez utrzymuje sie jakis czas na skorze. Nie wiem dlaczego to musi tak smierdziec ale naprawde wole moja Bioderme Matricium jak ten produkt. Osoby wrazliwe na zapachy powinny zdecydowanie powachac przed zakupem.

Wszystkie powyzsze produkty pochodzily z serii AGE smart. 

  • extra firming booster - Wysoko skoncentrowany fluid poprawia tonus i jędrność skóry oraz redukuje zmarszczki. Proteiny roślinne o właściwościach regenerujących oraz nawilżające wyciągi z malwy, arniki, szyszek chmielu i rozmarynu doskonale restrukturyzują i ujędrniają skórę oraz poprawiają jej napięcie tkankowe. Produkt jest tak delikatny, że można go stosować na skórę wokół oczu.
Moje wrazenia: to jest produkt, ktory nie do konca rozumiem. Konsystencje ma jak olejek i ogolnie powinien byc latwy w uzyciu ale to jest jakas katastrofa. Probowalam go wklepywac palcami ale to w takim tempie zasycha na twarzy, ze potrzeba niezlego tempa zeby to tak nalozyc jakby sie chcialo. I to jest tez to co mi przeszkadza... mam wrazenia, ze on zasycha a nie sie wchlania. Do tego zapach ma dosc intensywny. I prawde mowiac nie zuwazylam, zeby jakos specjalnie nadawalo sie pod makijaz. Do tego stopnia, ze miala szalona potrzebe nalozenia kremu, bo wydawalo mi sie, ze wyssalo mi to cala wole z twarzy. Podobno mozna wymieszac odrobine z podkladem w celu utrwalania makijazu ale w tym przypadku tez sie nie do konca sprawdzilo. Po paru probach stwierdzilam, ze to nic dla mnie.

  • precleanse - Pierwszy krok do idealnie czystej skóry. Lekki olejek w delikatny sposób upłynnia sebum i inne zanieczyszczenia pochodzenia tłuszczowego (takie jak np. mocno trzymający się podkład, filtry przeciwsłoneczne, zanieczyszczenia pochodzące z otoczenia), umożliwiając szybkie i dokładne ich usunięcie za pomocą wody. Po olejku stosuje się wybrany preparat oczyszczający Dermalogica.
Moje wrazenia:  to tak troche jak azjatyckie wielostopniowe oczyszczanie twarzy. Stosowalam przed tym moim zmywakiem, o ktorym pisalam na poczatku. Ja chyba tak nie do konca rozumiem istnienie tego typu produktow. Mocne makijaze i filtry zmywam olejkiem Shiseido, ktory swietnie sobie radzi. I wszystko fajnie ten olejek tez swietnie sobie radzi ale jak sie podsumuje jego cene i dodatkowo zmywaka, to mozna pasc i przykryc sie kopytkami. Bo wiele z was mialo by lepsze pomysly jak zainwestowac ca. 270 zl i miec rownie swietnie oczyszczona twarz.

 I to byloby na razie na tyle. Dzis z moim azjatyckim zamowieniem dostalam kolejna porcje probek Dermalogica, co mnie zreszta zaskoczylo ale z drugiej strony sie ciesze... zobaczymy co to za cuda.



I tak wstepnie podsumowujac... to tylka mi nie urwalo ;)) 
 Jak kazda firma mamy tu ciekawe kosmetyki i takie, ktorych swiat nie potrzebuje. Dla mnie problematyczne sa zapachy tych produktow. Kojarza mi sie z Nuxe i Origins... obie firmy, ktorych nie lubie, bo robia mi krzywde. Pomijajac walory zapachowe to naprawde nie wiem czy te produkty warte sa tych cen. Wiadomo uzylam tylko probki ale widzialam jak moja skora na nie reaguje... i sa kosmetyki, po ktorych uzyciu rano widze "wow" ... te niestety nie za bardzo sie do nich zaliczaja. Z tego co przetestowalam zainteresowal mnie tylko peeling, tzn. zainteresowal na tyle zebym rozwazala zakup. No i oczywiscie kiedys bede musiala sie przyjrzec blizej temu peelingowi, ktory wiekszosc z was mi polecala ale musze zuzyc to co mam :)


środa, 13 lutego 2013

z pamietnika testera... Lancome Visionnaire Serum


 Ostatnio jak pokazalam nowy podklad, to w wielu komantarzach pisalyscie o serum Lancome o tej samej nazwie. Poniewaz lubie kosmetyki tej firmy, to postanowilam przestestowac, dobre serum jest na wage zlota ;). Na szczescie mozna kupic miniaturki... taki zestaw kosztuje ca. 10€ i pozwala sie zaprzyjaznic z danym produktem... albo i nie...


 7 ml to calkiem sporo a ja nawet nie zuzylam polowy, niestety mi to serum nie sluzy. Owszem skora jest wygladzona i ogolne wrazenie przyjemne ale jakby nie bylo serum zawiera silikony, wiec nie ma co sie tylko na optyce opierac. Bo pozatym robi mi kuku... wyspalo mnie na brodzie i sa to typowe niespodzianki, ktore mi sie pojawiaja jak mi cos nie podchodzi. Szkoda... ale przynajmniej nie wyskoczylam z 85€ za pelnowymiarowe 30ml opakowanie, bo bym sie delikatnie mowiac zdenerwowala. 

Ale tak to juz jest... miedzy nami krolikami ;)


Sklad dla zainteresowanych :)


W zestawie mialam jeszcze krem Genifique 15 ml, ktory mi sluzy lepiej jak serum ale prawde mowiac nie widze w nim nic specjalnego, co by mnie sklonilo do wydania rownie wysokiej sumy na niego. Na razie LRP Duo ratuje moja brode, ktora po odstawieniu serum wraca do rownowagi. 


środa, 12 grudnia 2012

milosci z tego nie bedzie :]


Na produkt ten skusilam sie pod wplywem wielu pozytywnych opini ale mimo wszystko ostroznie do tego podeszlam, bo obawialam sie zapachu. I slusznie Caudalie Eau de Beaute ma jak dla mnie bardzo intensywny zapach, ehhh... te wszystkie olejki eteryczne kiedys mnie wykoncza ;)

Wzielam male 30ml opakowanie i pomimo szalonej niecheci do zapachu potestuje, zeby zobaczyc czy faktycznie dobrze utrwala makijaz. Moze na swiezym powietrzu zapach bedzie sie szybciej ulatnial. Tak to niestety bywa jak sie jest dziwadlem zapachowym. I zeby nie bylo nie jest to koszmarek typu olejku Khadi, o ktorym ostatnio pisalam, bo tamten chchnal... ta woda rozswietlajaca po prostu intensywnie pachnie i "eterycznie", co moze byc mala przeszkoda dla tych co intensywnego zapachu olejkow nie lubia. Wydaje mi sie, ze to mieta i mirra w skladzie sa takie dosc agresywne zapachowo ;)

Do tej pory uzywam pare razy przed nalozeniem kremu ale na razie nie zauwazylam jakiegos specjalnego efektu, ktory by mnie zachecil do dalszego uzywania, wiec sprobuje na zrobiony makijaz jako utrwalacz. Jak w dalszym ciagu nie bede przekonana, to puszcze ja w swiat. Na szczescie male opakowanie kosztuje ca. 10,00€, wiec nie jest to jakas tragedia.


Sklad: Aqua (Water), Alcohol, Citrus Auratium Amara (Bitter Orange) Flower Water, Glycerin, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Potassium Allum, Mentha Piperita (Pepermint) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil, Commiphora Myrrha Extract, Styrax Benzon Resin Extract, Melissa Officinalis (Balm Mint) Leaf Oil, Rosa Damascena Flower Oil, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Citral, Citronellol, Farnesol, Geraniol, Limonene, Linalool.