Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

Zoeva Cool Spectrum z bliska :)


 Dzis bedzie wiecej obrazkow jak tekstu ale co tu duzo pisac ;) ... palety Zoevy pojawialy sie juz pare razy na blogu, na ta skusilam sie tylko dlatego, ze zawiera same chlodne kolory i jest bardzo uniwersalna. Zrobimy przy jej pomocy zarowno dzienny lekki makijaz, jak i mocny wieczorowy. Cienie jak to u Zoevy znajduja sie w tekturowym opakowaniu, tym razem jest to czarny mat... na ktorym niestety widac kazdy odcisk palca ale co zrobic ;)


 Cool Spectrum to paleta 15 cieni, kazdy ma po 15g. Mamy tu zarowno maty jak i cienie blyszczace. 
Bardzo mi sie podoba to zestawienie kolorow.


 Tym razem cienie nie maja nazw a numery. Cienie blyszczace sa bardziej kremowe, dobrze nasycone... dokladnie takie lubie. Maty jak to maty sa bardziej oporne we wspolpracy ale nasycenie tez maja calkiem przyjemne i nie znikaja z powieki przy rozcieraniu. Na bazie z Zoevy makijaz trzymal mi sie bez zarzutu wiele godzin.


 To jest dla mnie idealna trojka jezeli chodzi o kolory... az sie prosi zeby polaczyc je w makijazu.


Obie zielenie piekne... od razu sie na ich widok usmiechnelam.


 Fiolety sa zawsze mile widziane, choc te akurat sa dosc jasne... jeden moglby byc zdecydowanie ciemniejszy.


 Na koniec mamy brazy, beze... czyli odcieni, ktorych nie moze u mniue zabraknac a do tego odrobina zlota.


 Jedyny cien z ktorego tak troche trudniej cos wycisnac to CL150.


Machnelam takie bardzo delikatne oko na szybko, zebym wiedziala o czym pisze ;)


Na razie moge wam powiedziec, ze jakosciowo jest rownie dobra jak pozostale palety tej firmy. Przy okazji pobawie sie innymi kolorami i sprobuje zrobic mocniejsze oko, zobaczymy jak sie wtedy bedzie prezentowac. 
Oczywiscie w swojej ofercie Zoeva ma tez taka paletke z cieplymi odcieniami. 


środa, 3 lutego 2016

Giorgio Armani Eye Tint... z bliska ;)

 Aktualnie mamy w ofercie tyle przeroznych formul cieni, ze nie wiadomo po ktore siegnac w pierwszej kolejnosci. Zaluje, ze tak z 15 lat temu nie bylo dostepnych tych wszystkich cudow... moje powieki nie byly wtedy tak fanaberyjne. Teraz bez bazy nic nie chce sie na nich trzymac. A z tymi wszystkimi nowosciami tez mam czesto problemy.


Dosc dlugo omijalam te armankowe cienie, w sumie nie wiem dlaczego... bo interesowaly mnie od dawna ale jakos nam bylo nie po drodze. Moze dlatego, ze moge je kupic tylko online. Najblizszy sklep majacy kolorowke Armaniego, znajduje sie w Norymberdze... czyli spory kawalek ode mnie. 


 Giorgio Armani Eye Tint dostepne w okolo 11 kolorach plus limitowane edycje, pojawiajace sie co jakis czas. Wg producenta to rewolucyjny cien, ktory radykalnie zmienia zasady tworzenia makijazu. Ach ci specjalisci od marketingu :P ... w kazdym badz razie cienie maja byc lekkie i niezwykle trwale, pozwalajace na stworzenie dowolnego efektu wykonczenia - metaliczego, opalizujacego, satynowego lub matowego. Jak na razie nie doszlam do tego jak to osiagnac ale tez nie zaglebialam sie jakos specjalnie w ten temat.


 Czesc z was pewnie pamieta, jakis czas temu pokazywalam podobny produkt z Diora. Bardzo go lubie ale niestety z kilku dostepnych kolorow, tylko ten jeden funkcjonowal tak jak powinien. Reszty w ogole nie bylo widac albo przy rozcieraniu zostawialy smugi. O tych od Armaniego slyszalam chyba same pozytywne opinie, wiec w koncu sie skusilam. Mialam dylemat jaki kolor wybrac i padlo na taki dosc uniwersalny o numerze 7 - Shadow.


 Opakowanie typowe blyszczykowe z pacynka do nakladania, zawartosc to 6,5 ml. Konsystencja jest bardzo przyjemna, dobrze sie rozprowadza po powiece i rozcieranie tez nie jest problemem. Syntetyczny pedzelek z zoeva radzi sobie swietnie. Nakladac musze go bez bazy, wtedy lepiej sie trzyma... zastyga na powiece i jak na razie jestem bardzo zadowolona z trwalosci. Kolor jest bardzo uniwersalny. Na ponizszym zdjeciu mamy go w wersji "skoncentrowanej" i roztartej.


Musze przyznac, ze narobil mi ochote na wiecej. Na pewno z czasem dokupie kolejne odcienie, bo bardzo jestem ciekawa jak sie beda ze soba laczyc. Jak tylko bede miala czas i odrobine zapalu tworczego, to machne jakis makijaz przy uzyciu tego cienia.  Jakie kolory jeszcze polecacie ??


poniedziałek, 2 listopada 2015

Smashbox Full Exposure (mini) ... z bliska :)


 To jest w sumie moje pierwsze spotkanie z cieniami Smashbox. Kupilam mini wersje z czystej ciekawosci ale oprocz tego spodobalo mi sie, ze jest taka mala i od razu poleciala ze mna na urlop. Opakowanie z lusterkiem, porzadnie wykonane :)


Full Exposure to dosc neutralna paleta z czterema matowymi i czterema blyszczacymi cieniami. Wielkosc to 8,5 x 5 cm ... wagowo mamy 6g. Ja prawde mowiac nie mialam zadnych oczekiwan, choc wiedzialam, ze nie bedzie to nasycenie prownywalne do UD czy Inglota. Wiele osob pisalo, ze cienie sa slabe i znikaja na oku. Maty jak to maty w malo ktorej firmie sa naprawde szalowe i z wiekszoscia trudno sie pracuje. Tu tez faktycznie szalu nie ma ale mi to nie przeszkadza. Chodzilo mi o cos malego, co pozwoli mi lekko podkreslic oko... i tak tez sie calkiem dobrze sprawdza.


Swatche wygladaja calkiem zachecajaco... przy rozcieraniu kolor troche sie traci ale tak mam z wszystkimi matami, trzeba sie namachac. Pisze ciagle o matach a to dlatego, ze jak na razie tylko te dolne cienie uzywalam.  Na bazie trzymaly sie swietnie caly dzien, makijaz wygladal tak jak po nalozeniu, wiec tu nic nie moge im zarzucic ale to pewnie tez zasluga bazy (rowniez Smashbox).


Wczorajszy dzienniak w ktorym wykorzystalam pierwsze trzy cienie od prawej (zdjecie powyzej)... kreske zrobilam czarnym matem Sleek'a. To jest dla mnie bardzo uniwersalny makijaz, ktory robie dosc czesto, tak zeby troche podkreslic oko.


 Podoba mi sie efekt jaki daje ale na pelnowymiarowa palete bym sie nie zdecydowala, to wolalabym UD. Ta to taki gadzet, ktory moza miec ale nie trzeba. U mnie swietnie sprawdzila sie na urlopie, bo tak jak mysalam przy tych upalach nie chcialo mi sie robic mocnego makijazu ale wiadomo... podkreslone oko lepiej wyglada i w tym przypadku swietnie sobie poradzila.


Nie wiem jak jest z innymi cieniami tej firmy. Czy maja tez lepsze, czy ogolnie cienie nie naleza do ich flagowych produktow. W kazdym badz razie bardzo polubilam sie z baza pod cienie i korektorem ale o tym bedzie innym razem :)


niedziela, 13 września 2015

Paletka Zoeva Smoky z bliska... i w akcji ;)

Paletka, ktora mam juz w sumie od dluzszego czasu. Skusilam sie na nia jak tylko sie pokazala. Siegam po nia dosc czesto ale jakos zupelnie mi umknelo, zeby pokazac ja na blogu. Ja ogolnie bardzo lubie cienie Zoeva. Ich paletki sa lekkie i w sumie nie sa duze, wiec idealnie nadaja sie do zabrania w podroz. I tak tez pewnie wlasnie ta paletka poleci ze mna na urlop. Zawiera wszystko co moglabym potrzebowac.


Smoky ... tego typu palety zawsze przyciagaja moja uwage. Ja lubie ciemne i wyraziste makijaze... mimo tego, ze ostatnio jak sie maluje to dosc lekko. Z tym, ze to moge zwalic jedynie na wlasne lenistwo... latem mi sie po prostu nie chce. Teraz z pewnoscia bede siegac po nia czesciej.


Wyprodukowana we Wloszech zawiera 10 cieni po 1,5 g. Opakowanie typowe dla Zoevy czyli sztywna tektura. Waznosc to 36 miesiecy.


Wiekszosc cieni jest matowa, dwa maja metaliczny polysk. Cienie sa swietnie napigmentowane i dobrze sie nimi pracuje. Ladnie sie ze soba lacza i nie traca koloru na powiece. Na bazie z Zoevy trzymaja mi sie caly dzien praktycznie bez zmiany. Zestawienie kolorow daje nam duzo mozliwosci... od lekkiego dziennego makijazu do mocnego wieczorowego. Dlatego jest to bardzo uniwersalana paletka.


Ostatnio uzylam go do dziennego makijazu... z lekka kreska do wykonania ktorej uzylam czarnego cienia. Ostatnio przewaznie robie kreski cieniami. Sa widoczne ale nie tak intensywne jak te zrobione linerem.


Bonusik ;)


Smoky razem z Naturally Yours to jedne z moich ulubionych palet. Mimo tego, ze w dalszym ciagu bardzo lubie cienie UD i firma tez ostatnio wypuscila palete z ciemnymi cieniami, to ta mi w zupelnosci wystarcza i nwet mnie nie kusilo, zeby siegnac po UD. 


środa, 26 sierpnia 2015

Dior Addict Fluid Shadow... z bliska :)


To byl wlasciwie zupelnie nieplanowany zakup. Jakos ostatnio nie jestem na biezaco ze wszystkimi nowosciami i jak mi cos faktycznie wpadnie pod nogi, to moze przystane popatrzec ale ogolnie to zylam sobie w blogiej nieswiadomosci. W kierunku tych cieni, o ktorych istnieniu tez nie mialam pojecia, popchnela mnie pani w perfumerii. Pomacalam, zainteresowaly mnie, przygarnelam jeden.


Dior Addict Fluid Shadow jest czescia Dior Cosmopolite Collection ale na szczescie zostana one w stalej sprzedazy, wiec nie trzeba sie spieszyc. Zdecydowalam sie na jeden z szesciu odcieni.


Typowe blyszczykowe opakowanie. Kiedys nawet blyszczyki zamiast srebrnego mialy wlasnie takie ciemne elementy. Zawartoswc to 6 ml. Aplikator w formie dosc cienkiego pedzelka. Kolor ktory wybralam 655 Univers, to chlodny brudny roz, ktory po roztarciu ujawnia zlotawe refleksy.


Cienie te daja efekt plynnego metalu, co bardzo dobrze widac na swatchu. Nizej mamy cien nalozony pedzelkiem i tak pozostawiony, powiedzmy w skoncentrowanej formie, wyzej po roztarciu. Rozcierac nalezy jak cien jest mokry, gdy podeschnie mozemy zrobic sobie plamy ale poniewaz chwile potrzebuje na wyschniecie to mozna spokojnie rozetrzec. Cieniem mozna tez namalowac kreski, wtedy kolor bedzie intensywny, aczkolwiek podejrzewam, ze tu trzeba miec wprawde w malowaniu kresek.


Przy okazji sie dzis spielam i machnelam makijaz uzywajac tylko i wylacznie tego cienia. nie sa one wodoodporne ale jak zasna na powiece to nic ich nie rusza. Moje oko wyglada dokladnie tak samo jak w momencie malowania. Jestem bardzo zadowolona i narobilam sobie sama ochoty na wiecej. Bez bazy nie trzyma sie u mnie na oku nic... ani prasowane cienie ani kremowe. Ten za to bez zacznego problemu.



Cien nalozylam pedzelkiem Zoeva 227 Soft Definer (vegan). Wydaje mi sie, ze pedzle ze sztucznego wlosia beda sobie dobrze radzic. Cien zebralam pedzlem z trzonka do ktorego przymocowany jest diorowy pedzelek. To w zupelnosci wystarczylo. On jest dosc mocno napigmentowany, wiec na poczatku ostroznosc nie zaszkodzi. Naprawde myslalam, ze to nie bedzie takie latwe... poradzic sobie z tym cieniem ale zostalam mile zaskoczona. Czasami cienie w kremie gorzej mi bylo ladnie rozprowadzic na powiece. Ciekawa jestem jak by to wygladalo jakbym sprobowala nalozyc dwa kolory. Moze kiedys jak jakis jeszcze dokupie to sprobuje. 



niedziela, 23 listopada 2014

pigmentowe "oczarowanie"... pierwsze spotkanie z prasowanym pigmentem MAC


 Sypkie pigmenty daja piekny efekt na oku, jednak ja dosc rzadko uzywam i nawet nie mam ich za duzo. Jezeli chodzi o MAC to mam tylko troche odsypanego pigmentu Vanilla. Ogolnie sypkie produkty maja to do siebie, ze mniej chetnie po nie siegamy. Natomiast prasowane pigmenty to cos dla mnie o wiele bardziej przyjaznego i postanowilam wyprobowac. Mini wydanie (1,3g) pojawilo sie w swiatecznej kolekcji limitowanej i jedne z kolorow wyjatkowo mnie oczarowal. Choc musze przyznac, ze MAC troche przegial z cena. Ja rozumiem swiateczne wydanie cuda wianki... ale skoro standardowe wydanie z zawartoscia 3g kosztuje 23,50€, to dlaczego za mini 1,3g musimy zaplacic 21,50€. Bardzo ciekawy przelicznik maja.


 Enchantment to bardzo pasujaca nazwa :)


 Kolor jest okreslany przez MAC jako fiolet z niebieskimi i fioletowymi drobinkami. W rzeczywistosci pigment jest tak ciemny, ze wyglada jakby jego baza byla granatowo-czarna. Nastepnym razem bede musiala go uzyc na jakis fioletowych cieniach, ciekawa jestem co wtedy da sie z niego wyciagnac. Wykonczenie: frost. Nasycenie jak widac bajeczne ale w koncu to pigment, wiec cokolwiek innego jest niedopuszczalne ;)


 Zdjecie na oku robione bylo przy slabym swietle ale w calosci mozna bylo zobaczyc na insta w moim "urodzinowym" wydaniu. Jako baze posluzyl mi cien w kredce Chanel Stylo Eyeshadow 57 Black Stream.


Pigment sam w sobie boski... i tak sie zastanawiam czy moze teraz kupic jakies dwa jasne prasowane. Na pewno do tego typu "cieni" nalezy troche inaczej podejsc jak do zwyklych. Mi przypomina konsystencja rozne metaliczne cienie, ktorymi mozna uzyskac "mokry" efekt. Na pewno warto im sie przyjrzec z bliska.


poniedziałek, 27 października 2014

Zoeva Naturally Yours... z bliska :)

No coz... rozne atrakcje zdrowotne pokrzyzowaly mi troche plany i uniemozliwily normalne funkcjonowanie... blogowe zreszta tez.  Zeby nie bylo, ze o was zapomnialam... to mam dzis do pokazania jeden z produktow Zoeva, ktory kupilam juz jakis czas temu.


 Na razie nie nadaje sie do pokazania ludzkosci... ja oczywiscie a nie paletka. Oprocz tego kupilam kolejny pyndzel o numerze 221... tak tak to juz nalog ale uwielbiam pedzle tej firmy. I matowa baze pod cienie, ciekawa jestem jak sobie poradzi.


Dzis jednak chcialam sie skupic na paletce. Dostepne sa 4 rozne zestawienia kolorow... to jest jedyna paletka w nudkach i brazach. Wykonczenia mat, satyna, metaliczny i duo chrome. Wagowo mamy 10 cieni po 1,5 g. Opakowanie jest wykonane z kartonu ale calkiem porzadne, podobne do opakowan UD.


 Kolory sa swietnie napigmentowane i daja nam wiele mozliwosci, oczywiscie pod warunkiem, ze lubi sie takie odcienie. Ja lubie :)


Musze przyznac, ze prezentuja sie bardzo przyzwoicie i bardzo jestem ciekawa jak sobie poradza na oku. Jak bedzie z rozcieraniem, czy nie beda znikac... no i oczywiscie jak bedzie z trwaloscia na oku.


:)