Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2015

BROWsatin Maybelline... moje wrazenia :)


Pewnie w ogole nie zwrocilabym na nia uwagi, gdyby nie to, ze byla dosc intensywnie reklamowana w tv. I tak za ktoryms kolejnym razem zawislo moje oko na polce w sklepie. Postanowilam sie jej przyjrzec blizej. Cena to okolo 8,00€... w sumie calkiem spora jak na drogeryjna kredke. Tym bardziej, ze sam ten cieniutki sztyft ma troche ponad dwa centymetry dlugosci. Ile jest w formie pudru nie da sie sprawdzic ale nie oczekiwalabym szalonej wydajnosci przy codziennym stosowaniu.


Do wyboru mamy trzy odcienie. Ja mam dwa ciemniejsze Medium Brown i Dark Brown. Sredni jest zdecydowanie bardziej ciemny jak ciemny. I zaden nie pasuje mi tak w stu procentach, najlepiej wyglada jak mieszam oba, musze tylko uwazac, zeby nie bylo plamiascie.


Pomysl sam w sobie calkiem ciekawy. Sztyftem rysujemy a pudrem wypelniamy. W praktyce to nie jest takie proste jak na reklamie, musialam troche pocwiczyc zeby mi wyszlo tak jak chcialam. Na zdjeciu ponizej mam kolor Medium... na ostatnim oba wymieszane.


Bonusik ;)


Z tego co ktos napisal na ista, kredka ta albo bedzie albo juz jest dostepna w pl.

Podsumowujac... bo uzywam ja juz jakis czas, to lubie po nia siegac jak mam czas. Na szybki makijaz nie za bardzo, bo nie wychodzi mi tak jak chce... wiec zaczynam sie zloscic i wtedy to juz nic mi nie pasuje :P. Trwalosc jak najbardziej w porzadku, choc ja i tak na wszelki wypadek utrwalam zelem tak zeby wszystko siedzialo na swoim miejscu. 



poniedziałek, 21 lipca 2014

Clinique Chubby Stick... po raz kolejny :)


 Uwielbiam te kredki odkad sie pojawily i to nie musza byc koniecznie te z Clinique, bo na chwile obecna praktycznie kazda firma ma swoje kredki. Ta bardzo lubie, bo jest to typowy i uniwersalny nudek.


 Kupilam ja juz dosc dawno temu i namietnie uzywam. Musze przyznac, ze ogolnie te kredki sa calkiem wydajne. Co mnie troche zaskoczylo, jak wysuniemy caly sztyft, to nie wyglada to na jakas szalona ilosc. W tym przypadku sa to 3g. I jest to jedna z wiekszych pojemnosci ale tez cena jest wieksza w porownaniu do tych drogeryjnych.


 09 Heaping Hazelnut to tak jak napisalam wyzej typowy nudziak.


 Na skorze widac lekkie brazowe tony...


 ... ale na moich ustach wyglada o wiele bardziej bezowo.


 Kredka mimo dosc delikatnego odcienia jest widoczna na ustach. Choc to pewnie zalezec bedzie od koloru ust... moje jak wiecie sa dosc blade.


Siegam po nia dosc czesto w ciagu dnia, lubie efekt jaki daje na ustach. Szczegolnie wtedy gdy chce po prostu troche podkreslic moj (blady) odcien. Wiecie, ze ja nie przepadam za ciemnymi ustami, wiec jak nie mam praktycznie makijazu, to usta sa jeszcze jasniejsze... dopasowane do reszty ;). Lubie tez to jak Chubby Stick pielegnuje usta, bo radzi sobie z tym bardzo dobrze. Nawet gdy kolor zjem to nie mam wrazenia, ze usta mi wysychaja. Na razie pozostane przy moich dwoch kredkach z Clinique, czy kiedys dolaczy do nich kolejna, to sie okaze. Glownie dlatego, ze lubie tez kredki IsaDora czy Catrice... wiec wybor mam spory. Jakosciowo ja nie widze duzej roznicy, w cenie za to owszem. 


piątek, 11 kwietnia 2014

Poppy Peony... tym razem bedzie soczyscie ;)

Po raz kolejny IsaDora Twist-Up Gloss Stick trafila do mnie dzieki Marti :) ... kredki same w sobie zdazylam juz bardzo polubic ale przyznaje, ze po ten kolor sama bym w zyciu nie siegnela.


Jak ja wyciagnelam z paczki, to zwatpilam... bo gdzie ja z taka zarowa na ustach. Z drugiej strony wiadomo, ze kredki te czesto o wiele soczysciej wygladaja w opakowaniu jak w rzeczywistosci.


 11 Poppy Peony jest soczysta malina. I wlasnie dokladnie tak wyglada.


 O ile w pierwszym momencie zwatpilam, to jednak dalam jej szanse.


 I przyznaje, ze sie polubilysmy. Na pewno jest to ciemniejszy kolor niz te co przewaznie uzywam ale nie jest tez tak ciemny zebym zle sie w nim czula. Po raz kolejny kredka IsaDory idealnie mi pasuje.


 Bonusik ;)


U mnie kredki te dobrze sie trzymaja i jak schodza to rowno. Dobrze pielegnuja usta i jestem z nich bardzo zadowolona... jezeli chodzi o tego typu produkty, to wlasnie IsaDora i Catrice sa najlepsze a do tego maja przyjazna cene :)

piątek, 4 kwietnia 2014

Hourglass... kolejne trzy perelki z bliska :)

 Kosmetyki Hourglass coraz czesciej pojawiaja sie na blogach i dwa z trzech produktow, ktore wam dzis pokaze, przyczynily sie do tej rosnacej popularnosci. 


 Ja im sie dosc dlugo przygladalam ale oczywiscie dostepnosc fatalna, na terenie Niemiec sprzedaje jedna firma, ktora jak na razie ma wylacznosc i to w sklepach stacjonarnych, ktorych u mnie w regionie w ogole nie ma. Dlatego tego do tej pory nic sie u mnie nie pojawialo. Z tym, ze baza i serum ktore dostalam od Urbi i pokazywalam wam jakis czas temu, jeszcze bardziej rozbudzily we mnie chec posiadania innych produktow. I tak gdzies kiedys trafilam na brytyjski sklep, ktory wysyla do Niemiec. Tam tez zamowilam i paczuszka dotarla do mnie dosc szybko. Postanowilam wszystkie trzy produkty pokazac w jednym poscie zeby tego nie rozciagac w nieskonczonosc.


 Oczywiscie skusilam sie na juz kultowe produkty, czyli rozswietlajacy puder i roz.


 Zacznijmy od Ambient Lighting Powder. Dla mnie jest to produkt, ktory zblizony jest do meteorow. Czyli jest to typowy puder wykonczeniowy. Dostepny jest w paru odcieniach, ja zdecydowalam na ten praktycznie bez koloru o nazwie Ethereal Light.


Puderniczka jak puderniczka, owszem ladna z lusterkiem... cieszy oko prostota. Zawartosc to 10g wiec calkiem w porzadku. Cena £38.00


 Hourglass podkresla, ze ich produkty sa wykonane ze skladnikow o wysokiej jakosci z wykorzystaniem najnowszych technologii. Opis tego pudru jest pelen ochow i achow ale ostatecznie chodzi po prostu o to, ze puder ten rozswietla subtelnie i fotoszopuje. Bardzo dobrze stapia sie ze skora, ktora staje sie swietlista ale nie ma nic wspolnego z latarnia i faktycznie rysy twarzy wydaja sie bardziej miekkie. Ja uwielbiam tego typu rozswietlenie.

Puder w tym odcieniu jest praktycznie bialy, wiec lepiej gdy osoby o ciemniejszej skorze wybiora inny kolor, bo nie wiem czy przypadkiem nie osiagna efekt corki mlynarza, ktory raczej nie jest wskazany. Trudno mi powiedziec jak jest z tym dopasowywaniem, czy faktycznie polaczy sie i dopasuje do ciemniejszych karnacji ale gdyby tak bylo, to pewnie puder ten dostepny bylby w jedynm kolorze.


 Kolejnym obiektem westchnien jest Ambient Lighting Blush. Tu tez zdecydowalam sie na jasny odcien i musze przyznac, ze jak piereszy raz go pomacalam, to mialam obawy czy w ogole bedzie sie nadawal a dlaczego tak pomyslalam, to widac na swatchu.


 Puderniczka podobna do tej od pudru, takze ma lusterko. Z tym, ze jest mniejsza... rozu mamy 4,2g. Cena to £28.00. Oba produkty nie maja kompletnie zadnego zapachu. Mi to nie przeszkadza, choc nie powiem... zapachy rozy Chanel czy produktow Guerlain uwielbiam ale wiadomo wazniejsze sa efekty jakie daje a nie to jak pachnie.


 Ethereal Glow to marmurek zlozony z dwoch jasnych kolorow... takiego troche cukierkowego rozu i tak jasnego odcienia rozu, ze na pierwszy rzut oka wydaje sie byc bialy. Jak to okreslil producent... chlodny roz polaczony z ksiezycowa poswiata. Jest to bardzo lekki roz, ktorym na pewno nie da sie zrobic krzywdy ale trudno mi sobie go wyobrazic na ciemniejszej skorze, no chyba, ze w funkcji rozswietlacza... wtedy na pewno pieknie bedzie sie prezentowal.


 I w tym momencie troche zwatpilam, bo jak widac na zdjeciu widac tylko rozswietlenie ale to czego oczekujemy po rozu, trudno bylo tu znalezc. O dziwo na twarzy kolor jest widoczny i prezentuje sie naprawde swiezo i naturalnie. Do tego jest trwaly, utrzymuje sie wiele godzin na policzkach.


Skusilam sie takze na kredke do brwi Arch Brow Sculpting Pencil... a wlasciwie polaczenie kredki i wosku. Ostatnio mam faze na rozne produkty do brwi i wiadomo im bardziej trwale i proste w obsludze, tym lepiej. 


 Dostepne sa trzy odcienie, ja zdecydowalam sie na Soft Brunette. Zawartosc to 0,4g. Jest to wysuwana kredka o powiedzialabym trojkatnym ksztalcie.


 Z drugiej strony mamy szczoteczke do rozczesania brwi po umalowaniu. Jak juz pisalam kredka zawiera wosk, ktory rownoczesnie fixuje wloski, zeby nie sterczaly w roznych kierunkach. W piereszym momencie kredka wydaje sie twarda ale pod wplywem ciepla skory bardzo ladnie mozna nia podkreslic brwi. I choc kolor na zdjeciu wydaje sie dosc jasny, to jest dla mnie idealny i na brwiach wyglada ciemniej ale podobny efekt mam w przypadku kredki z Artdeco, ktora tak samo na swatchach wyglada jasniej. Z trwalosci jestem zadowolona, brwi caly dzien wygladaja tak jak powinny... kolor nie sciera sie ani nie blaknie. Cena to £26.00


Bonusik ;) ... czyli kredka na brwiach, roz na policzkach i puder po calosci :)


Jak na razie jestem bardzo zadowolona ze wszystkich trzech produktow. Puder nalozony na Diorskin Nude BB Cream swietnie sie trzyma, utrwala i wykancza makijaz twarzy nadajac jej swietlostosci. Drobinki pudru odbijaja swiatlo, przez co swietnie prezentuje sie na zdjeciach :) ... roz tak samo jest widoczny i daje bardzo naturalny rumieniec. Brwi pod kontrola i w odpowiednim kolorze. Jak na razie wyglada na to, ze bardzo sie z ta firma lubie.


niedziela, 12 stycznia 2014

Twist - up Gloss... kredka warta uwagi :)


Jak wiadomo uwielbiam tego typu kredki do ust... do tego stopnia, ze wyparly moje ukochane blyszczyki. Kolekcja kredek za to stopniowo sie powieksza. I tak oprocz Clinique, Catrice i Astor do grona moich ulubiencow dolaczyla kredka z IsaDora.Dostalam ja od Marti i pewnie gdyby nie ona, to w ogole nie wpadloby mi do glowy, zeby sie tym kredkom dokladniej przyjrzec.


 Twist - up Gloss Stick to typowy przedstawiciel tego gatunku. Ma bardzo ciekawe kolory do wyboru. Ja mam Lovely Lavender 10 i jest to w 100% moj kolor.


Na szczescie kredka ma ten przyjemny cukierowy zapach i jest bezsmakowa, wiec nic nie stanelo nam na przeszkodzie. Juz test na rece wypadl zachecajaco. Uwielbiam takie nudkowate roze.


Na ustach po prostu ideal. Zakochalam sie i narobila mi tylko ochty na wiecej, przy okazji na pewno przyjrze sie blizej innym kolorom i z tego co widzialam, to bardzo interesujace dla mnie odcienie pojawily sie teraz w jakiejs limitowanej wersji.


Konsystencja bardzo przyjemna, kremowa. Calkiem dobre napigmentowanie i jak dla mnie rewelacyjnie prezentuje sie na ustach :) ... trwalosc wiadomo, ze zalezy od szybkosci zjadania produktow do ust, wiec jest to sprawa indywidualna.


czwartek, 3 października 2013

milosci z tego nie bedzie...

 Czyli moja dosc krotka przygoda z kredka Revlon. Jak wiadomo ja bardzo lube tego typu produkty, wiec natychmiast musialam ja przetestowac. No coz... to byly dosc krotkie testy.


Kredka z wygladu jest podobna do calej reszty... ma rownie dluga nazwe Just Bitten Kissable Balm Stain. I jest polaczeniem pomadki, blyszczyka i balsamu pielegnujacego.


Kolor nawet moj, taki przyjemny roz 001 Honey Douce. Choc ogolnie to ja jednak wole bardziej blyszczykowate albo wlasciwie balsamowate kredki, ktore nie sa zbyt mocno napigmentowane. 


Na ustach prezentuje sie calkiem przyzwoicie ale niestety nie potrafie jej zniesc, 
a ten paskudny zapach utrzymuje sie wieki :/



Ja nie wiem co to jest ale kojarzy mi sie z paskudna ziolowo-mietowa pasta do zebow. Istny hardcore... ja osobiscie nie toleruje tego zapachu. Wystarczylo, ze otwirzylam opakowanie i powachalam... i prawde mowiac musialam sie zmusic zeby ja uzyc, bo tak jak myslalam zapach jest na tyle intensywny, ze irytuje mnie nawet wtedy gdy mam kredke na ustach. Nie wiem co za idiota wpadl na takie zapach ale nalezaloby go odstrzelic sanitarnie. Ja wiem, ze nie wszyscy moga lubie cukierowy zapach Astora albo Catrice ale jest on mimo wszystko sto razy lepszy jak ten odorek. Choc pewnie znajda sie osoby, ktorym nie bedzie on przeszkadzal. Dla mnie niestety jest nie do przeskoczenia, dlatego tezo daruje sobie kredki z Revlona... dobrze, ze ta mialam w paczce a nie kupilam. Wychodzi na to, ze nie lubie sie z produktami do ust tej firmy, bo te ich maselka tez mnie nie porwaly.


wtorek, 1 października 2013

Clinique cien w kredce :)


 Chubby stick shadow tint for eyes... czyli po prostu cien w kredce po raz pierwszy zobaczylam jakis czas temu u Marti i bardzo mnie zainteresowal, bo ja ogole lubie tego typu wynalazki. Dlugo to trwalo zanim sie pojawily u mnie... a ja moja pierwsza kredke dorwalam na lotnisku w Madrycie.


Tam nie bylo wszystkich kolorow ale w sumi i tak bylo wiadomo, ze zlapie albo za fiolet albo za szaraka... i tym sposobem wzielam kolor, ktory jest dosc uniwersalny i bezpieczny. 


08 Curvaceous coal to typowy szarak. Kredka ma 3g.


Przyjemna w uzyciu, dosc dobrze napigmentowana... co prawda osobiscie bardziej lubie te z Chanel ale tak sobie mysle, ze i z tymi sie zaprzyjaznie. Tym bardziej, ze jednak wole kredkowa forme jak sloiczkowa. Jakos dla mnie te sa bardziej przyjazne w uzyciu. Na oku trzymaja sie dobrze, nie zbieraja sie w zalamaniu... daja sie rozcierac. Aczkolwiek tak mi sie srednio widzi samodzielne noszenie tego cienia, glownie dlatego, ze sam szarak jest taki troche bez wyrazu ale zawsze wystarczy dodac troche granatu albo sliwki i bedzie to calkiem fajnie wygladalo. Calkiem mozliwe, ze do tego dolacza inne kolory :)



piątek, 13 września 2013

arbuz w kredce ;)


 Mysle, ze tego produktu nie trzeba przedstawiac, w koncu od niego wszystko sie zaczelo. Clinique Chubby Stick Moisturizing Lip Colour Balm to najbardziej znane balsamy w kredkach. Dlugo to trwalo zanim siegnelam po mojego. Mimo, ze mam go juz od jakiegos czasu to ciagle mi bylo nie po drodze. Moze dlatego, ze wydawalo mi sie, ze sie nie polubimy.


W wysuwanej kredce mamy 3g  i jak widac odcien ktory posiadam to 06 Woppin' Watermelon.


 Ogolnie te starsze odcienie wygladaja tylko w opakowaniu na takie intensywne, w rzeczywistosci sa o wiele bardziej delikatne... te pare nowych kolorow jest podobno bardziej "kolorowe". Wiadomo wiele zalezy tez od wysciowego koloru ust, moje sa blade.


Jak widac na swatchu kredka wypada o wiele delikatniej. 
Nie ma w sobie zadnych drobinek ale daje delikatny polysk. 


Tak sie prezentuje u mnie na ustach. W sumie wyglada zuplenie inaczej jak w opakowaniu. Dlatego lepiej jest przestestowac na skorze zanim sie kupi.


 Dostepne odcienie Chubby Stick.


Jak wiadomo jest to produkt Clinique, wiec cene ma wyzsza jak te dostepne w drogieriach, bo aktualnie to chyba kazda firma ma cos takiego w ofercie. Roznica jest taka, ze ze Clinique nie maja zadnego zapachu i sa hypoalergiczne ale prawde mowiac spokojnie mozna zainwestowac w tansza kredke, bo jest juz taki wybor, ze mozna znalezc cos pasujacego za mniejsze pieniadze. Ja osobiscie zdecydowanie wole kredki Catrice.