Tytul posta mowi dosc duzo hehe... z gory wiadomo, ze jestem oczarowana i bede sie zachwycac ale co zrobic. To zawsze lubilam w kosmetycznym swiecie, momenty gdy trafia sie na takie perelki i natychmiast chcialo by sie wszystkie. Kiedys w takich poszukiwaniach pomagaly inne blogi ale to juz niestety przeszlosc, wiec jak sie czlowiek sam o cos nie potknie w perfumerii to calkiem mozliwe, ze przegapi. Jak firma nie da, to sie w sieci praktycznie nigdzie nie pojawi ehhh... no coz. Blyszczyk ten jest w sprzedazy od poczatku zeszlego roku, kompletnie mi umknal i natknelam sie na niego przy ostatniej wizycie w dougim. Ogladalam w sumie zupelnie cos innego... Dior tez ma nowosci w blyszczykowym temacie i nawet ok ale jakos mnie nie porwaly. Zatrzymalam sie przy YSL... otworzylam... powachalam... maznelam po ustach... i przepadlam :)
Urocze srocze opakowanie ;) ... blyszczyk dostepny jest w 8 kolorach, zawartosc to 6 ml. Zdecydowalam sie na jasny, dosc neutralny roz... I Rose You, ktory pieknie podkresla kolor ust ale nie zmienia go za bardzo. Czyli cos co lubie.
Sama idea bardzo mi podeszla. Wszystko co pielegnuje usta cieszy sie moim zainteresowaniem a jak do tego jeszcze bosko pachnie i rownie dobrze wyglada, to juz w ogole bajka. Aktualnie nie moge powiedziec nic zlego o tym produkcie. Moj pachnie dosc intensywnie melonem ale nie jest to zapach, ktory sie utrzymuje na ustach. I tak tez lepiej... intensywne zapachy zaraz przy nosie moglyby tylko wywolywac u niektorych bol glowy.
Blyszczydlo sie nie klei... kolejny plus a kolor utrzymuje sie dosc dlugo, nawet po tym jak zjem blysk. Jak widac na dloni moj kolor praktycznie nie ma sam w sobie koloru. Dopiero w kontakcie z ustami staje sie bardziej wyrazisty... bardziej to widac przy pozostalych kolorach, tych ktore od razu sa mocniejsze. Wydaje mi sie, ze kazda tu znajdzie cos dla siebie. Nawet osoby z ciemniejszymi ustami.
Sama pacynka ma dosc fikusny ksztalt, wiadomo... spece od dizajnu tez musza cos robic. Jakby nie bylo spelnia swoje zadanie a w sumie o to tylko chodzi.
Na swachtu u gory widac mikroskopijne drobinki, prawde mowiac sama zobaczylam je dopiero na tym zdjeciu. Na ustach mamy po prostu olejkowa blyszczyca tafle.
Bonusik ;)
Wstepnie podsumowujac to same achy i ochy... zachwycil mnie na tyle, ze kliknal mi sie jeszcze jeden kolor. Moglabym ostroznie powiedziec, ze to prawie blyszczykowy ideal. Jak wiadomo ja nie lubie za bardzo podkreslac ust a YSL Volupte Tint in Oil daje mi dokladnie to co chce uzyskac. Moge postawic na piedestale zaraz obok feverkow, nigdy nie wybacze Lancome zaprzestania produkcji ale teraz na otarcie lez mam YSL.






















































