Zeby nie bylo za kolorowo, dzis bedzie o tuszu, ktory dla mnie jest delikatnie mowiac fatalny. Z tym, ze nie nalezy zapominac, ze jest to moja opinia i jak to przewaznie bywa... nie oznacza to, ze tusz jest zly, tylko po prostu nie jest dla mnie. Dlatego tez nie nazwe go bublem, bo o dziwo w sieci ma calkiem dobre opinie i prawde mowiac trudno mi uwiezyc, zo mowa o tym samym produkcie.
Nie mialam nigdy wczesniej do czynienia z tuszami tej firmy i prawde mowiac bylam bardzo ciekawa. Kosmetyki Laura Mercier maja dobre opinie i myslalam, ze uda mi sie z tym tuszem zaprzyjaznic.
Szczoteczke ma dosc dziwna o dosc trudnym do zdefiniowania ksztalcie, bo nie jest ona plaska... okragla tez nie jest, takie troche nie wiadomo co. Takie szczoteczki bywaja swietne ale tu cos mi nie pasuje i to nie tylko balagan we wloskach ;)
Bo wloski jak widac ma dosc dlugie i zmierzwione, artystyczny nielad. Poniewaz tusz ma pogrubiac i wydluzac to pewnie jakis cel w tym jest ale ja go nie potrafie znalezc.
No i co tu duzo mowic, jak dla mnie to na szczoteczke nabiera sie zdecydowanie za duzo tuszu. Musialam ja sobie czyscic, co wiadomo nie wplywa dobrze na sam tusz. Wiadomo... ja kocham suche tusze ale ten nawet jakby dojrzal (o ile dojrzeje) to nie bedzie mial odpowiedniej dla mnie konsystencji.
Szczotka jest dosc spora, choc to akurat nie stanowi problemu. Natomiast to co robi z moimi rzesami owszem. Jak wygladaja aktualnie moje rzesy to wiecie i nawet jezeli to bylo juz jakis czas temu (w trakcie mojej przerwy), to mimo wszystko wygladaly one swietnie. Na ponizszym zdjeciu mam jedna warstwe... i wyglada to dosc rozpaczliwie. Nie pomaga zadne czesanie ani nalozenie drugiej warstwy, z kazda kolejnna czynnoscia, ktora ma wlasciwie poprawic ten smetny efekt, uzyskuje cos zupelnie odwrotnego. Zdecydowanie mnie ten tusz nie lubi ;)
Darowalam sobie ta walke z wiatrakami i powrocilam do moich sprawdzonych tuszy. Tak troszke mi szkoda i mam opory przed sprobowaniem innego z tej firmy, wiec pewnie sobie odpuszcze.




.jpg)
.jpg)



