Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubiency miesiaca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubiency miesiaca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

ulubiency lipca


 Co prawda na poczatku miesiaca wstawilam post z produktami, ktore przez ostatnie miesiace namietnie uzywalam ale to byl taki post powitalny... a w tym miesiacu znalazlo sie jeszcze pare kosmetykow, ktore podbily moje serce. O wszystkich w sumie juz pisalam ale uzywalam je namietnie w tym miesiacu, wiec nie moge ich pominac. Dwa produkty maseczke Glamglow i bebik Guerlain BB Hydra+ tym razem tez mam na zdjeciu grupowym ale poniewaz ostatnio tez byly w ulubiencach to je pomine. Wrzucilam je tylko dlatego, bo swietnie sie spisuja i jak widac w dalszym ciagu chetnie po nie siegam. BB krem Guerlain to moj ratunek w taka pogode, bo wtedy staram sie jak najmniej pakowac na twarz. 


 Kulaski... ehhh... z zadnymi do tej pory nie mialam takich przebojow jak z tymi ale jakims cudem w koncu do mnie dotarly i ciesze sie bardzo, bo Aquarella wybily sie po pierwszym uzyciu na czolowke wsrod moich kulek. Jedyny minus to za to ciagle zmniejszajaca sie ilosc ale pozatym to zestawienie kolorystyczne i latwosc nakladania (kulki sa o wiele bardziej pudrowe jak starsze wersje) ... po prostu marzenie. Choc pewnie bedzie to znaczylo, ze sie szybciej skoncza.


 Chanel UV Essentiel czyli moj ideal wsrod filtrow pod makijaz. Swietnie spisuje sie jako produkt bazowy. Opisalam go dokladniej pare postow nizej, wiec nie ma sensu sie powtarzac. W kazdym badz razie uwielbiam i zostanie ze mna na dluzej.


 Dior Lip Balm po raz kolejny, tym razem w troche innym kolorze. 003 to taki bardziej koral ale delikatny. Na poczatku nie bylam pewna czy mi sie spodoba... kolor oczywiscie, bo formule tych balsamow bardzo lubie i nie ma lepszych.


 Na koniec pachnac ulubieniec nie tylo miesiaca ale pewnie calego lata. Perfumy Jour d'Hermes... jak dla mnie odkrycie roku. Nie wpadloby mi to do glowy, ze pokocham takiego cytruska a teraz nie moge od niego nosa oderwac. 

***

To byloby na tyle. Nie ma tego duzo ale sa to aktualnie dosc wyjatkowe dla mnie kosmetyki, ktore namietnie uzywam i bardzo mnie to cieszy, ze trafily w moje rece.





piątek, 4 lipca 2014

ulubiency ostatnich miesiecy :)

 Pomyslalam sobie, ze zanim to wszystko ogarne, to wrzuce wam kosmetyki, ktore towarzyszyly mi przez ten czas. Smialo mozna nazwac je ulubiencami, bo siegalam po nie wyjatkowo czesto ale w sumie dlatego, ze sa po prostu swietne i wyjatkowo sie u mnie sprawdzaja. Mam tym razem oprocz kosmetykow kolorowych takze cos z pielegnacji.


 Od czego zaczne to w sumie wiadomo. Bo tez kolorowki mam wiecej i czesciowo sa to produkty, ktore juz pokazywalam ale sa tez tu takie, o ktorych nie zdazylam napisac przed przerwa.


 Na pierwszy rzut ida pedzle Zoeva. Coraz wiecej ich w mojej kolekcji ale nie da sie ukryc te nowe sa naprawde rewelacyjne. Tu akurat mam caly zestaw Rose Golden, ktory jest dla mnie idealny na wyjazd i to, ze skuwki sie roznia pomaga mi w rozdzieleniu tych co uzywam na codzien z tymi wyjazdowymi. Bardzo praktyczna sprawa... nie musze sie juz martwic czy mam wszystkie potrzebne pedzle ze soba, teraz wiem, ze mam. Tych jeszcze nie zdazylam umyc po powrocie ze Szczecina... wybaczcie.


 Cremesheen Mac w przecudnym pastelowo - cukierkowym rozu. To byla LE i dlugo szkoda mi bylo sie za niego zabrac, bo pieknie wyglada na ustach i na pewno bedzie smuteczek jak sie skonczy. Bezdrobinkowy, kremowy, nieklejacy sie i do tego ten zapach. Kolor sam w sobie nie jest mocny ale daje to co lubie, czyli cudna tafle.


 Hourglass Serum No.28 czyli produkt, ktory pokochalam od pierwszego uzycia i pewnie bede dalej kupowac nie patrzac na to, ze ma koszmarna cene. Ni to serum ni baza... ma najlepsze wlasciwosci obu produktow i jest po prostu genialne. O tym serum bylo juz na blogu.


 Ten zel do brwi znalazlam w Urbankowej paczce na dlugo zanim sie ten caly szal na produkty Anastasia Beverly Hills zaczal. Kiedys po niego siegnelam i coz moge powiedziec. Najlepszy zel jaki kiedykolwiek mialam. Niby zel to zel ale ten jest moim zdecydowanym faworytem i jak sie skoczny to zakupie ponownie.


 Covergirl Clump Crusher to dla mnie bylo zaskoczenie roku. Juz dawno przestalam liczyc na to, ze jakis tusz drogeryjny urwie mi tylek, jedyny z BeYu ktory lubilam wycofano. To tez Urbankowe dary losu... kiedys na nia spojrzalam i stwierdzilam a co mi szkodzi. I prawie, ze wyskoczylam z kapci. Ja wiem, ze rzesy mam wyhodowane na roznych specyfikach, wiec nie wszystko to zasluga tuszu ale uwazam, ze jest po prostu rewelacyjny. Nowka po otwarciu od rzu poszla w ruch... nie musial dojrzewac. Na szczoteczce, ktora ma idealny ksztalt jest dokladnie tyle tuszu ile potrzeba. Nie skleja i nie robi klumpow. Swietnie rozdziela i podkresla rzesy. Dla mnie po prostu ideal. i juz mialam gorzko zalkac jak uswiadomiono mnie, ze u nas jest ta sama maskara tylko pod inna nazwa i owszem znalazlam ja u MaxFactor.


 Kolejny tusz, ktory uwielbiam to oczywiscie Diorshow Iconic Overcurl. Po tak dlugim czasie udalo sie firmie Dior wypuscic naprawde swietny tusz do rzes i mam nadzieje, ze pozostanie z nami na dluzej. Jak by sie tak przyjrzec, to maja podobne szczoteczki ten z Covergirl i z Diora. Ten drugi ma zamiast plastikowej tradycyjna ale ksztal jest ten sam.


 Moj ukochany i genialny podklad Hourglass Immaculante. Jak dla mnie warty swojej ceny, nawet jezeli jest ona po prostu niehumanitarna. Swietnie mi sluzy i bardzo chetnie po niego siegam, pisalam juz o nim, wiec nie bede sie powtarzac.


 Kolejna milosc o rownie wariackiej cenie to bebik od Guerlain BB Hydra+, ktory swietnie nawilza i idealnie sprawdza sie na dni gdzie wystarcza mi lekki makijaz. Mimo wszystko trzyma sie swietnie i ma SPF 25. Post o nim tez juz sie pojawil.


 Puder wykonczeniowy przez ktory moje kochane kulki poszly tak troche w odstawke. Genialny i mam ochote na wiecej, kiedys pewnie dokupie inne odcienie. Hourglass Ambient to produkt dla tych, ktore lubia fotoszopowy efekt i delikatne rozswietlenie z klasa. Prawde mowiac nie mozna sobie tym produktem zrobic krzywdy.


 Moj ukochany i najstarszy roz Chanel - Rose Dust. To juz chyba klasyk. Dla mnie roze Chanel sa najlepsze, do tego maja cudny zapach i noszenie ich to sama przyjemnosc.


Pielegnacji na grupowym zdjeciu, wydaje mi sie ze tak wystarczy... w koncu to kilka produktow. 
  • Biotherm Blue Therapy Eye to swietny i dobrze odzywiajacy krem pod oczy. Bardzo jestem zadowolona, daje mi dokladnie to czego od kremu oczekuje. Swietnie radzi sobie z moimi suchymi kacikami zewnetrznymi.
  • Dry24 to naturalny antyprespirant (bez alu) i o dziwo swietnie sie sprawdza. W polaczeniu z duetem LRP jestem dobrze zabezpieczona i lato mi nie jest straszne.
  • Lierac Dwufazowy koncentrat na niedoskonalosci to moj ulubieniec z calej tej serii. Swietnie sobie radzi z wszelkimi wypryskami i dla niego porzucilam moj do tej pory ulubiony LRP Effaclar A.I.
  • Green Pharmacy Jedwab w plynie znalazlam w paczuszcze od Mamiszona i jest to najlepszy jedwab jaki kiedykolwiek mialam.
  • Glamglow maseczka oczyszczajaca... genialny produkt.
  • Xlash odzywka do rzes, ktora pomogla mi po tym jak odstawilam Revitalash i obylo sie to bez szkod i zgrzytania zebami. Na pewno zostanie ze mna na dlugo.
  • Balea platki pod slepia z kwasem  hialuronowym. Kosztuja grosze i swietnie sobie radza.

To byloby na tyle. Produkty o ktorych jeszcze nie pisalam na pewno pojawia sie wczesniej czy pozniej na blogu a juz na pewno, jezeli zaliczam je do ulubiencow. 

czwartek, 6 marca 2014

ulubiency lutego


 Przez ostatnie dwa miesiace nie bylo ulubiencow ale w lutym znalazlo sie pare produktow, ktore wyjatkowo mi sie spodobaly i dlatego postanowilam wam pokazac :)

  •  Zoeva Blush w kolorze Gentle Touch, moj chwilowo absolutny ulubieniec. Odkad go pierwszy raz uzylam to ciagle po niego siegam. Cudny kolor... jak dla mnie idealny i jestem coraz bardziej ciekawa jak wypadaja pozostale odcienie.
  •  Diorshow Fusion Mono Matte... ogolnie wszystkie z wiosennej kolekcji ale oczywiscie moim wybrancem jest nie takie znowu matowy Nocturne ale za to jak najbardziej wyjatkowy.
  •  Na poczatku nie bylam pewna czy sie polubimy, pewnie dlatego, ze nie bylo to dokladnie to co chcialam ale po tym jak oswoilam, to praktycznie sie nie rozstajemy. Benefit gimmeBrow i kredka do brwi Artdeco nr 4 to teraz moj podstawowy zestaw do podkreslania brwi.
  •  Hourglass Veil Mineral Primer to baza pod makijaz... o tym produkcie dopiero wam napisze, jakby nie bylo swietnie sie u mnie sprawdza i bardzo lubie.
  •  YSL Baby Doll Mascara dojrzala i sprawuje sie swietnie. Tak samo jak starszy brat Singulier rewelacyjnie wyglada na rzesach. I nawet polubilam sie z ta gumowa i miekka szczoteczka. Jedyne co w dalszym ciagu mnie irytuje to ta nieszczesna zmniejszona pojemnosc, bo nie wiem czy ponownie zaplace za 5 ml cene jaka mialy 7,5 ml tusze :]
  • IsaDora Twist Up Gloss Stick to moj absolutny faworyt. Odkryty dzieki Marti i namietnie uzywany a po komentarzach widze, ze wam tez sie bardzo podoba. Ostatnio pojawia sie prawie w kazdym makijazu i zdjeciach na insta. 

***

I to byloby na tyle. 
:)

sobota, 7 grudnia 2013

ulubiency listopada


Dzis bedzie dosc szybko i krotko ale wiekszosc produktow opisywalam w ostatnim czasie i skoro wyladowaly w ulubiencach, to znaczy, ze wyjatkowo mi podeszly i czesto po nie siegalam.
  • Guerlain Parure Extreme to podklad, ktory zostal wycofany a wlasciwie zastapiony udoskonalona wersja. Ja sie obudzilam dosc pozno i poznalam go stosunkowo niedawno... a jak poznalam tak pokochalam i mam zapas, wiec zanim to wszystko wykoncze to na pewno znajde cos innego. Parurek jest dla mnie fenomenalny i rewelacyjnie na mnie wyglada i sie trzyma. 
  • NARS Smudge Proof Eyeshadow Base to chwilowo moja ulubiona baza pod cienie i na pewno jak mi sie skonczy, to na pewno kupie kolejna. Sprawuje sie lepiej jak UD czy TF, wiec co tu duzo mowic.
  • Clinique Chubby Stick to akurat jest hazelnutek ale drugi nosze w torebce i namietnie zuzywam. Dosc dlugo je omijajam i prawde mowiac nie wiem dlaczego. Swietny produkt... tak samo jak tego typu kredki z innych firm bo tak samo lubie Catrice czy Astor. Wiadomo tu kazda z nas moze wybrac produkt swojej ulubionej firmy... wybor jest ogromny. 
  • Guerlain Clis D'enfer Mascara ktora w miedzaczasie dojrzala i jest po prostu boska. Sprawuje sie rownie dobrze jak trumienka, w sumie nawet nie widze zbyt duzej roznicy oprocz ceny i wygody w korzystaniu. Oczywiscie na plus tego produktu.
  • Collection Lasting Perfection Concealer swietny produkt za niewielkie pieniadze z kiepska dostepnoscia ale jak wiadomo dla chcacego nic trudnego. Na pewno warto mu sie blizej przyjrzec. Dobrze kryje, swietnie sie dopasowuje do skory i jest trwaly.
  • Chanel Ombre Essentielle czyli moje dwie ukochane jedynki. Dawno nie siegalam tak czesto po dwa te same cienie. 87 Taupe Grise i 101 Gri-Gri polaczenie na idealny dzienny makijaz, ktory mozna wykonac w ciagu paru minut. Jak sie prezentuja na oku tez juz pokazywalam. 

Jezeli ktorys produkt was zainteresowal, to bez problemu mozna go znalezc po firmie w etykietach, ktore znajduja sie po prawej stronie na blogu :)

 

piątek, 2 sierpnia 2013

ulubiency lipca

 Nie jest tego specjalnie duzo ale przy tej piekielnej pogodzie jak sie nie musi, to sie nie chce malowac i ograniczna do minimum. Jednak znalazlo sie pare produktow, po ktore wyjatkowo chetnie siegalam :)


Oczywiscie nie moglo zabraknac kredek Stylo Eyeshadow Chanel. Uwielbiam te cienie i wiadomo smuteczek, ze byla to LE i wiec cieszyc sie moge nimi tak dlugo, dopoki nie zuzyje a potem niestety pozostanie smetnie westchnac i poslac pare niezyczliwych slow w przestrzec, pod adresem tego co ich nie dopuscil do produkcji. Uwielbiam je za wszystko... kolory, nasycenie... ten przyjemny chlodek podczas aplikacji. Za latwosc rozcierania i trwalosc na oku.


Kolejne kredki :) ... tym razem do ust. Wszystki trzy fimy bardzo lubie, choc jakbym miala wybrac jedna to wygralaby ta z Catrice. Nie dosc, ze jest swietna to przy tym tania. Astor i Catrice juz pokazywalam.. Clinique tez sie w koncu pojawi.


Korektor w pisaku Rouge Bunny Rouge. Lekki, jasny i bezdrobinkowy. Swietnie sie trzyma, rozjasnia i bardzo mi sie podoba jak wyglada na skorze. Chetnie po niego w zeszlym miesiacu siegalam. 


Troche koloru zlapalam, trudno bylo nie zlapac przy tej pogodzie ktora mialam w lipcu i w sumie nadal mam. Dlatego czesciej tez siegam po bronzery. Aktualnie na tapecie mam spodek Terra Soleia Guerlain z zeszlego roku. Jedyny bronzer tej firmy jaki mi pasuje.

***

W sumie wszystkie te produkty maja juz swoje wlasne posty. 
Jakby cos was zainteresowalo, to zawsze mozna wyszukac odpowiedni.

Przede mna pracowity weekend w (ach jak przyjemnie) prawie 40 stopniowych upalach, 
wiec trzymajcie za mnie kciuki.

Buziam :*

niedziela, 7 lipca 2013

ulubiency czerwca

 Jak nie urok to... to alergia, ktora jednak sie pojawila z miesiecznym opoznieniem i obalila mnie na ryjek. I jak nie jestem w pracy to spie i czasami zalegam na kanapie, bo na nic innego nie mam sily. Samopoczucie mam takie jak przy grypie, tylko bez goraczki, wiec ogolnie wiadomo O.o

Dzis sie jednak spielam, bo post ten czeka wlasciwie od paru dni zebym go w koncu wrzucila na blog... a poniewaz post z gatunku latwych i przyjemnych to idzie tez latwiej ;)


Jak widac na obrazku... ulubiency. Z tym, ze od jakiegos czasu nie sa to tylko ulubiency po ktorych najczesciej siegam ale staram sie co miesiac wybierac celowo cos innego, tak zeby nic w sroczmy kuferku nie poczulo sie zaniedbane.


Dwa podklady, ktore namietnie uzywam. Nie ukrywajac w celu wykonczenia ale przez przypadek wyszlo, ze oba wymieszane daja mi aktualnie idealny efekt... dokladnie taki jak chce uzyskac. Oba podklady sa "matujace" czyli daja delikatna satyne. Swietnie wspolpracuja i dobrze sie trzymaja pomimo ciepla na dworze. Lancome TI Silky Mat 02 ma rozowe tony... Givenchy Eclat Matissime 5 Mat Honey jest zdecydowanie zolty. Nie wiem ktory z nich kupi ponownie ale glownie dlatego, ze oba bardzo lubie i chetnie uzywam. Lancome pieknie sie prezentuje na zdjeciach, Givenchy jest trwaly i ma calkiem dobre krycie pomimo tego, ze jest lekki. 


Lancome Fever Gloss 385 to jest blyszczydlo z LE, smierdzacy na lawende ale powiedzmy, ze sie z czasem do niego przyzwyczailam. Kocham efekt jak daja feverki na ustach i musze jeszcze tylko napisac, ze mam dziwne wrazenie, ze je powoli wycofuja bo w sklepach widze smetne resztki. Smuteczek. Z tym, ze pojawily sie nowe blyszczydla... pierwesze testy wypadly obiecujaco. Moze cos z tego bedzie.Naprawde nigdy nie myslalam, ze napisze cos takiego o tego typu produkcie ale baslamy w kredce Astor Soft Sensation Lipcolor Butter sa tak genialne, ze trudno je ignorowac. Daja to co obiecuja czyli kolor, nawilzenie i blysk. Bardzo lubie uzywac, na razie uzywam kolorek 002 i swietnie wyglada na ustach.


 Po raz kolejny mam w ulubiencach motyle Guerlain i jak widac dno w nich przeswituje. Prasowane meteoryty lepiej widac na skorze ale to czegos nie lubie to to, ze ten puder z czasem staje sie dosc twardy i miekkim pedzlem nic nie nabierzemy. To musi byc conajmniej taki jak kabukowa kulka z Sephory nr 44 do bronzera. Tak... ta swietlistosc, swiezosc i promiennosc cery na zdjeciach daje mi wlasnie ten produkt (... lub inne z G). MAC Vintage Grape spodobal mi sie od pierwszego spojrzenia ale jak go dorwalam to intensywnosc koloru troche mnie przerazila. O dziwo tekie kolory bardzo dobrze sie u mnie prezentuja (w tym macowa Amazon Princess), tylko wiadomo lekka reka dosc wazna przy nakladaniu :)


Jak dla mnie jedyna naprawde dobra paletka Sleek i warto ja miec. Ultra Matts V2 to rewelacjyne maty w niektorych cieniach mam juz wglebienia. Mocno napigmentowane, trwale i calkiem przyjemne w nakladaniu, czego nie mozna powiedziec o wielu matach. Szczegolnie dla kogos kto z matami srednio sie lubi i ogolnie nie potrafi ich za bardzo obslugiwac. Lubie do tego stopnia, ze jakis czas temu dokupilam druga na zapas :P

***

I to byloby na tyle :) 

Ja zabieram sie za trobienie sobie twarzy
 i reszte tego upalnego dnia spedze w kinie na Despicable Me 2. 


;)

piątek, 31 maja 2013

ulubiency maja

 Blehhh... ta jesienna pogoda po prostu rozwalila mi system i to juz nawet nie jest niemoc, ja mam wrazenie jakbym miala zapasc w sen zimowy. I nawet jak usiade przed monitorem, to sie troche na niego pojopie, jak widac bezproduktywnie... i ruchem posuwistym wracam z powrotem na kanape. Tak ulubiencem maja byla zdecydowanie pozycja horyzontalna i moj pluszowy kocyk.


Ale wracajac do kosmetykow, bo ile mozna marudzic... powoli zaczyna to byc rownie draziace co sama pogoda ;).  Tym razem nie bedzie tego duzo, bo w sumie uzywalam w maja to samo co w kwietniu ale dolaczyly do tego trzy produkty, wiec postanowilam o nich wspomniec.


 Dior Hydra Life BB Eye Cream... wszystko na temat napisalam calkiem niedawno w poscie. Uwielbiam i jestem bardzo zadowolona, choc wiadomo tu glownym odstraszaczem bedzie dla wielu cena. Lubie go za to, ze pielegnuje... swietnie rozjasnia okolice wokol slepi i nie zbiera sie w zmarszczkach. Stapia sie ze skora i jest trwaly. Nie mam mu nic do zarzucenia.


Lancome Fever Gloss nr 324... ostatnio mnie Baby Jane Hudson pytala o blyszczyk, ktory mialam w makijazu z chanelowa kredka i to byl wlasnie ten. Jeden z ladniejszych feverkow ale niestety bardzo trudno go dostac. O ile w ogole jest to jeszcze mozliwe. Jak dorwe to zawsze kupuje, w moim widze juz przeswity co mnie strasznie smuci ale co zrobic :]


 Guerlain Meteorites Voyage Radiant Butterfly czyli prasowane motyle. Uwielbiam ostatnio jako puder wykonczeniowy i siegam po niego bardzo czesto. Droche denerwujace jest to, ze bardziej miekkie motylki szybciej sie zuzywaja ale ogolnie efekt jest cudny. I moze ja lajkonic jestem :P ... i sie nie znam ale nie trafilam jak na razie na produkt, ktory by dawal chocby podobny efekt. U mnie funkcjonuje tak jak obiecuje, co jeszcze lepiej widac na zdjeciach ale przekonywac nikogo nie mam zamiaru... meteory albo sie kocha albo nie. A swoja droga, prasowane meteoryty ogolnie sa lepsze i daja bardziej widoczny efekt.


 Aussie i tu nie mam na mysli jednego konkretnego produktu, czy chocby tych 4 ale ogolnie wszystkie. Jak dla mnie sa genialne... bardzo lubie niemiecka formule i mimo tego, ze silikony mi nie przeszkadzaja, to skladowo mi bardziej pasuja jak angielskie. Kocham je za to, ze swietnie sie sprawuja, sa wydajne i cos co jest dla mnie najwazniejsze... moja francowata skora glowy je lubi.


Balea zel pielegnacyjny to moj nieodlaczny przyjeciel po odklaczaniu. Kiedys wam pokazywalam krem w takiej rozowej tubce. I tez go w dlaszym ciagu lubie ale ten zel a wlascwie mleczko jest jak dla mnie genialne i najlepsze do zadan specjalnych. Glownie dlatego, ze radzi sobie z ekhmm... odklaczonym szerokopojetym rejonem bikini. Zapobiega powstawaniu krostek. Z tym, ze trzeba systematycznie i codziennie smarowac. Nadaje sie do poraznionej skory, niweluje zaczerwienienia. Zawiera panthenol, alantoine i olejek z orzechow Shea. W opakowaniu mamy 100 ml ale produkt jest wydajny a do tego kosztuje grosze. Dostepny oczywiscie w drogeriach DM.


czwartek, 9 maja 2013

ulubiency kwietnia

 Dawno nie bylo takiego wpisu, wiec w tym miesiacu postanowilam pokazac produkty, 
po ktore najczesciej siegalam w zeszlym miesiacu :)


Nie ma tego specjalnie duzo ale jakos w kwietniu krolowal minimalizm i z tego co widze, o jednym produkcie zapomnialam. Bardzo czesto w zeszlym miesiacu siegalam tez po Powder Fundation Illamasqua ale z drugiej strony ten produkt juz tak czesto sie u mnie pojawial... pomijajac, ze za jakis czas pojawi sie pewnie w denku, bo jest ono widoczne w opakowaniu ;)


Tak... po diorowego bebika siegalam bardzo czesto. W sumie w kwietniu praktycznie nie uzywalam podkladu. Bardzo sie polubilam z Diorskin Nude BB Cream i jak juz wam pisalam w poscie o tym kremie, ze bardzo pozytywnie mnie zaskoczyl. Wiecej na jego temat plus swatche macie tutaj


 Kolejnym ulubiencem wlasciwie nie tylko kwietnia ale ogolnie ostatnich miesiecy jest tusz Benefit BADgal lash. I na 100% w przyszlosci zakupie pelnowymiarowe opakowanie, bo jest po prostu genialna i jak sie nauczylam obslugiwac ta mega szczote i malowanie nim rzes jest czysta przyjemnoscia. Wiecej na jesto temat jest tutaj.


  High Precision Retouch Concealer od Armanka to kolejny moj faworyt. Jest lekki, trwaly i dobrze kryje. Choc obawiam sie, ze pewnie sporo produktu zostanie w opakowaniu i nie bedzie tak latwo tego wyciagnac ale korektor sam w sobie jest rewelacyjny i bardzo dobrze mi sie go uzywa. Moj odcien to 3,5 aczkolwiek na zime przydalby sie jasniejszy.


 Blyszczyki Dior naleza do jednym z moich ulubionych. Dior Addict Ultra Gloss - 247 Rose Coquette mam juz od jakiegos czasu, to byla wtedy tez akcja odswiezania blyszczykow przez firme i prawde mowiac jak sie przygladam tym tegorocznym, to za wielkiej roznicy nie ma. Jest to kremowy, bezdrobinkowy jasny roz. Jak dla mnie ideal. W ogole blyszczyki ten firmy sa o wiele bardziej wydajne jak Lancome. Uzywam ich na zmiane, ktore mi tam akurat pasuje i feverki schodza mi zdecydowanie szybciej jak addicty.


Obie nudkowe kredki Isadora. Pisalam i nich calkiem niedawno, poczytac mozna tutaj.  Jedna to kredka do ust, druga na linie wodna. Sa swietne i bardzo lubie je uzywac.


 MAC Careblend Pressed Powder to juz prawie jak weteran. Ten bronzer byl czescie letniej kolekcji w 2011 jak dla mnie jest to najlepszy macowy puder bronzujacy. Jest to Gold-Go-Lightly. Matowy, bezdrobinkowy, po niego ostatnio siegam najchesciej. Nie ma sie co wiecej rozpisywac, wiadomo to byla LE i dorwanie tego produktu pewnie aktualnie graniczy z cudem.



Ogolnie w kwietniu dosc czesto siegalam po cienie w kremie Color Tattoo Maybelline. Z tym, ze po ten kolor chyba najczesciej. Jest to amerykanska wersja. Kolor 25 Bad to the Bronze. Pokazywalam te cieniue tutaj. I uzywam je dosc czesto, zarowno te nasze jak i te amikowe. Calkiem dobre cienie w kremie za niewielka cene :)

***

I to by bylo tym razem na tyle. Buziam.

:*


niedziela, 3 marca 2013

ulubiency lutego

 Dawno nie bylo ulubiencow na moim blogu, w sumie nie wiem dlaczego... pewnie po prostu zapomnialam a do tego ja bardzo czesto zmieniam produkty, ktore uzywam dlatego czasami wcale nie jest tak latwo wybrac te ulubione.


 W tym miesiacu pare rzeczy sie znalazlo, dlatego tez taki post sie dzis pojawia :)


 Chanel Poudre Christalline... tak, to chyba nikogo nie dziwi, ten puder znowu pojawia sie w moich ulubiencach. Dorwany dosc okazyjne na brytyjskim ebayu, uzywany teraz praktycznie codziennie... to jest po prostu moj ideal i jak na razie zaden inny puder mu nie potrafi dorownac, dlatego bardzo sie ciesze, ze moge go ponownie uzywac i wiem, ze wystarczy mi na dosc dlugo, bo one sa szalenie wydajne :)


MAC Pro Conceal and Correct Palette... obie uzywam namietnie, zarowno ta light jak i medium. To po ktora siegam zalezy od tego jaki uzywam podklad i co mi lepiej pasuje. W sumie te 12 odcieni w zupelnosci zaspokaja moje potrzeby. I bardzo czesto je mieszam, tak zeby daly mi dokladnie taki odcien jak potrzebuje. Swietnie sie trzymaja, ukrywaja wszystko co maja ukryc a i potrafia rozswietlic tudziez rozjasnic pewne partie twarzy.


 Dior Skinflash Primer... produkt, z korym na poczatku wcale sie nie polubilam i lezal dosc dlugo praktycznie nieuzywany. I tak kiedys zastanawialam sie co z nim wlasciwie zrobic, postanowilam dac mu druga szanse. Jak widac warto czysami wrocic do czegos co nie bylo moze miloscia od pierwszego uzycia ale ogolnie tez krzywdy nam nie robilo... i poprobowac sie z nim oswoic. Ogolnie doszlam do tego, ze jak chce uzyc jakakolwiek baze do twarzy, to nie moge uzyc kremu. Albo jedno albo drugie. Te wszystkie bazy i tak maja rozne pielegnujace wlasciwosci i nalozone na krem na mojej mieszanej skorze sie nie sprawdzaja, po prostu jest tego wszystkiego za duzo... a gdy na to przyjdzie jeszcze podklad, to konczy sie tym, ze makijaz mi splywa i to dosc szybko. Natomiast sama baza... rewelacja. Wyrownuje, rozswietla ale tak bardzo subtelnie, wygladza optycznie... po prostu bajka i az sie sama zdziwilam. Uzywam praktycznie codziennie i nie wiem... calkiem mozliwe, ze jak sie skonczy to kupie ponownie. 

Givenchy Le Gloss Revelateur De Liv... ostatnio wygrywa i siegam po niego najczesciej. Glownie ze wzgledu na to, ze swietnie pielegnuje usta, nie jest klejuchem i daje cudny, naturalny efekt a do tego dlugo sie trzyma. Czego chciec wiecej :)


 Benefit Hoola... tu chyba w ogole nie musze zbyt wiele pisac. Bronzer idealny... glownie do konturowania. Bez cegielki... bez drobinek. Mam juz pelnowymiarowe opakowanie ale na razie dalej uzywam sobie miniaturke, bo w sumie czemu nie. Wydajny jak diabli... te 3g wystarcza mi jeszcze na dlugo.


Benefit BADgal lash... czyli kolejna benefitowa miniaturka, tym razem tusz do rzes. I nawet jak nie jestem fanka tej ogromnej szczoty, to tusz sam w sobie jest jak dla mnie swietny. Pogrubia i wydluza a przy tym swietnie rozczesuje rzesy. U mnie sie swietnie trzyma i w niezmienionym stanie wytrzymuje caly dzien. Czy kupie pelnowymiarowe opakowanie nie wiem... ale calkiem mozliwe.

 ***

I to byloby tym razem na tyle :)

Zycze milego tygodnia.

Buziam :*