Pomyslalam sobie, ze zanim to wszystko ogarne, to wrzuce wam kosmetyki, ktore towarzyszyly mi przez ten czas. Smialo mozna nazwac je ulubiencami, bo siegalam po nie wyjatkowo czesto ale w sumie dlatego, ze sa po prostu swietne i wyjatkowo sie u mnie sprawdzaja. Mam tym razem oprocz kosmetykow kolorowych takze cos z pielegnacji.
Od czego zaczne to w sumie wiadomo. Bo tez kolorowki mam wiecej i czesciowo sa to produkty, ktore juz pokazywalam ale sa tez tu takie, o ktorych nie zdazylam napisac przed przerwa.
Na pierwszy rzut ida pedzle Zoeva. Coraz wiecej ich w mojej kolekcji ale nie da sie ukryc te nowe sa naprawde rewelacyjne. Tu akurat mam caly zestaw Rose Golden, ktory jest dla mnie idealny na wyjazd i to, ze skuwki sie roznia pomaga mi w rozdzieleniu tych co uzywam na codzien z tymi wyjazdowymi. Bardzo praktyczna sprawa... nie musze sie juz martwic czy mam wszystkie potrzebne pedzle ze soba, teraz wiem, ze mam. Tych jeszcze nie zdazylam umyc po powrocie ze Szczecina... wybaczcie.
Cremesheen Mac w przecudnym pastelowo - cukierkowym rozu. To byla LE i dlugo szkoda mi bylo sie za niego zabrac, bo pieknie wyglada na ustach i na pewno bedzie smuteczek jak sie skonczy. Bezdrobinkowy, kremowy, nieklejacy sie i do tego ten zapach. Kolor sam w sobie nie jest mocny ale daje to co lubie, czyli cudna tafle.
Hourglass Serum No.28 czyli produkt, ktory pokochalam od pierwszego uzycia i pewnie bede dalej kupowac nie patrzac na to, ze ma koszmarna cene. Ni to serum ni baza... ma najlepsze wlasciwosci obu produktow i jest po prostu genialne. O tym serum bylo juz na blogu.
Ten zel do brwi znalazlam w Urbankowej paczce na dlugo zanim sie ten caly szal na produkty Anastasia Beverly Hills zaczal. Kiedys po niego siegnelam i coz moge powiedziec. Najlepszy zel jaki kiedykolwiek mialam. Niby zel to zel ale ten jest moim zdecydowanym faworytem i jak sie skoczny to zakupie ponownie.

Covergirl Clump Crusher to dla mnie bylo zaskoczenie roku. Juz dawno przestalam liczyc na to, ze jakis tusz drogeryjny urwie mi tylek, jedyny z BeYu ktory lubilam wycofano. To tez Urbankowe dary losu... kiedys na nia spojrzalam i stwierdzilam a co mi szkodzi. I prawie, ze wyskoczylam z kapci. Ja wiem, ze rzesy mam wyhodowane na roznych specyfikach, wiec nie wszystko to zasluga tuszu ale uwazam, ze jest po prostu rewelacyjny. Nowka po otwarciu od rzu poszla w ruch... nie musial dojrzewac. Na szczoteczce, ktora ma idealny ksztalt jest dokladnie tyle tuszu ile potrzeba. Nie skleja i nie robi klumpow. Swietnie rozdziela i podkresla rzesy. Dla mnie po prostu ideal. i juz mialam gorzko zalkac jak uswiadomiono mnie, ze u nas jest ta sama maskara tylko pod inna nazwa i owszem znalazlam ja u MaxFactor.

Kolejny tusz, ktory uwielbiam to oczywiscie Diorshow Iconic Overcurl. Po tak dlugim czasie udalo sie firmie Dior wypuscic naprawde swietny tusz do rzes i mam nadzieje, ze pozostanie z nami na dluzej. Jak by sie tak przyjrzec, to maja podobne szczoteczki ten z Covergirl i z Diora. Ten drugi ma zamiast plastikowej tradycyjna ale ksztal jest ten sam.
Moj ukochany i genialny podklad Hourglass Immaculante. Jak dla mnie warty swojej ceny, nawet jezeli jest ona po prostu niehumanitarna. Swietnie mi sluzy i bardzo chetnie po niego siegam, pisalam juz o nim, wiec nie bede sie powtarzac.
Kolejna milosc o rownie wariackiej cenie to bebik od Guerlain BB Hydra+, ktory swietnie nawilza i idealnie sprawdza sie na dni gdzie wystarcza mi lekki makijaz. Mimo wszystko trzyma sie swietnie i ma SPF 25. Post o nim tez juz sie pojawil.
Puder wykonczeniowy przez ktory moje kochane kulki poszly tak troche w odstawke. Genialny i mam ochote na wiecej, kiedys pewnie dokupie inne odcienie. Hourglass Ambient to produkt dla tych, ktore lubia fotoszopowy efekt i delikatne rozswietlenie z klasa. Prawde mowiac nie mozna sobie tym produktem zrobic krzywdy.
Moj ukochany i najstarszy roz Chanel - Rose Dust. To juz chyba klasyk. Dla mnie roze Chanel sa najlepsze, do tego maja cudny zapach i noszenie ich to sama przyjemnosc.
Pielegnacji na grupowym zdjeciu, wydaje mi sie ze tak wystarczy... w koncu to kilka produktow.
- Biotherm Blue Therapy Eye to swietny i dobrze odzywiajacy krem pod oczy. Bardzo jestem zadowolona, daje mi dokladnie to czego od kremu oczekuje. Swietnie radzi sobie z moimi suchymi kacikami zewnetrznymi.
- Dry24 to naturalny antyprespirant (bez alu) i o dziwo swietnie sie sprawdza. W polaczeniu z duetem LRP jestem dobrze zabezpieczona i lato mi nie jest straszne.
- Lierac Dwufazowy koncentrat na niedoskonalosci to moj ulubieniec z calej tej serii. Swietnie sobie radzi z wszelkimi wypryskami i dla niego porzucilam moj do tej pory ulubiony LRP Effaclar A.I.
- Green Pharmacy Jedwab w plynie znalazlam w paczuszcze od Mamiszona i jest to najlepszy jedwab jaki kiedykolwiek mialam.
- Glamglow maseczka oczyszczajaca... genialny produkt.
- Xlash odzywka do rzes, ktora pomogla mi po tym jak odstawilam Revitalash i obylo sie to bez szkod i zgrzytania zebami. Na pewno zostanie ze mna na dlugo.
- Balea platki pod slepia z kwasem hialuronowym. Kosztuja grosze i swietnie sobie radza.
To byloby na tyle. Produkty o ktorych jeszcze nie pisalam na pewno pojawia sie wczesniej czy pozniej na blogu a juz na pewno, jezeli zaliczam je do ulubiencow.