Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liese. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

denko... bo juz czas najwyzszy ;)


Nie ma co zwlekac... samo sie nie napisze a od ostatniego denka minelo sporo czasu i jak widac troche sie tego nazbieralo.


Solgar tabletki na wlosy, skora i paznokcie... pisalam juz o nich, dalej lubie i wydyje mi sie, ze jest to jeden z lepszych suplementow. Z tym, ze dzialaja u mnie tylko na wlosy... dzialania na skore i paznokcie nie stwierdzilam.


Wykonczylam takze dwa podklady Guerlain... no moze nie cale dwa, parurka dostalam ale w kazdym razie dobilam dna. Parure Extreme to moja wielka milosc, szkoda ze tak pozno odkryta... podklad juz wycofano. Na szczescie mam jeszcze cala nowiutka butelke, na jakis czas mi wystarczy. Lingerie de Peau tez mi calkiem dobrze sluzyl. Z tym, ze ja sie lubie z podkladami tej firmy i wiekszosc dobrze wspolpracuje z moja skora.


Zacznijmy moze od gory. 
  • Wodoodporny tusz Misslyn mialam ze soba na urlopie i co prawda skoczyl sie dosc dawno ale musial czekac na kolejne denko. Na tegoroczny urlop kupilam dokladnie ten sam tusz. Tym bardziej, ze kosztowal polowe ceny czyli kolo 4,00€. Ja prawde mowiac nie widze roznicy miedzy wodoodpornymi wysokopolkowymi i tanszymi, ogolnie wszystkie sa beznadziejne (hehe...), chyba ze sie takie tusze lubi. Ja nie przepadam ale ten daje calkiem przyzwoity efekt na rzesach. 
  • Guerlain Cils d'Enfer to jeden z moich ulubionych tuszy. Ladnie podkresla rzesy, daje jak wiekszosc wysokopolkowych bardzo naturalny efekt. Calkiem mozliwe, ze kiedys do niego wroce... chyba, ze kupie wklad do trumienki, to bedzie musial poczekac ;)
  • YSL Babydoll to tusz, ktory mnie zaskoczyl. Zarowno pozytywnie jak i negatywnie. Minusem jest zdecydowanie uszczuplona objetosc, ktora skoczyla z 7,5 na 5ml. Cena oczywiscie pozostala bez zmian. Na poczatku mialam obawy co do tej miekkiej silikonowej szczoteczki ale o dziwo jak tusz troche dojrzal, to bardzo go polubilam. Szczoteczka swietnie rozdzielala rzesy. 
  • Burberry Effortless Mascara to kolejny tusz dajacy naturalny efekt na oku ale ja po prostu takie lubie. Z tuszem mozna tak samo przesadzic jak z wszystkim innym. Ten jest bardzo zblizony do mascary Givenchy, ktora mialam jakis czas temu i pewnie jakbym sie miala zdecydowac ponownie, to wzielabym ta z Givenchy, chocby dlatego, ze jest latwiej dostepna... bo efekt daja ten sam. I pewnie cena tej z G. tez jest przyjemniejsza.
Oczywiscie kazdy z tych tuszy ma juz osobnego posta, wiec jak cos to zapraszam, wystarczy pogrzebac w archiwum albo wpisac nazwe w blogowa wyszukiwarke :)


W przypadku produktow do ust nie ma tego duzo ale aktualnie uzywam tyle mazidel w tym samym czasie, ze tego zuzycia nie widac ;)
  • Dior Lip Polish to jedne z moich ulubionych blyszczykow tej firmy i zaluje, ze tak rzadko sie pojawiaja. Uwielbiam i mialam chyba wszystkie jakie byly dostepne... ten jest ostatni.
  • Kolejny to Fever Lip Gloss Lancome jedne z lepszych blyszczydel do ust, niestety juz wycofane... ja ciagle zuzywam moje zapasy, bo mam ich calkiem sporo. Te nowe blyszczyki Lancome jakos mnie nie przekonuja ale zobaczymy, moze kiedys to sie zmieni.
  • Dior Lip Balsam to moja wielka milosc. Odkad sie po raz pierwszy pokazaly, to do tej pory ciagle goszcza w moim kuferku. Jak dla mnie sa to najlepsze balsamy pielegnacyjne i cos w tym musi byc, bo nie pamietam kiedy ostatnio mialam jakiekolwiek problemy z ustami. 
  • na koniec kredka do ust Zoeva... aktualnie tych kredek nie widze. Calkiem mozliwe, ze wypuszcza nowe i mam taka nadzieje, bo bardzo je lubie i chetnie po nie siegam.


Wykonczylam ukochane perfumy Daisy Marc Jacobs i Bvlgari Omnia Cristalline. Oba zapachy bardzo lubie. Lekkie, swieze, dzienne... nie mialabym nic przeciwko temu, zeby ponownie u mnie zagoscily ale jak to przewaznie bywa, potem kupuje cos nowego i zapominam o tym, ze chcialam powtorke ;) 


Zaczynamy pielegnacje... na poczatek ida mazidla do twarzy.
  • TheFaceShop Natural Sun SPF 45/PA +++ to azjatycki filtr do twarzy, ktory bardzo lubilam i chetnie po niego siegalam. Nie wiem czy ponownie u mnie zagosci, bo w miedzyczasie znalazlam inne filtry, ktore sie swietnie u mnie sprawuja.
  • Skin79 The Oriental Lifting Eye Controller to mozna powiedziec brat mojego ukochanego kremu pod oczy ze Skin79. Dzialanie ma podobne ale tamten mimo wszystko jest lepszy. To byl taki maly skok w bok, ktory raczej sie juz nie powtorzy. Aczkolwiek krem tez jest calkiem w porzadku. 
  • Lierac Dwufazowy koncentrat na wszelkiego rodzaju wypryski. Uwielbiam... mam kolejne opakowanie i jak juz pisalam w ulubiencach, zdetronizowal LRP Effaclar A.I.
  • Skin79 Crystal C Mist Toner to taka mgielka z witamina C... prawde mowiac nie mam pojecia czy cos mi dala, uzywalam jako tonera... kupilam kiedys z ciekawosci ale nie jest to cos co trzeba posiadac ;)
  • Vichy Idealia Life Serum to pierwszy od dawna produkt pielegnacyjny z Vichy, ktory szalenie polubilam. Swietnie sprawdza sie na dzien pod makijaz a do tego faktycznie robi skorze dobrze. Na razie mam inne serum z serii Idealia ale do tego na pewno wroce ponownie :)
  • Liz Earle Skin Repair Moisturiser czyli krem z naturalnymi skladnikami. O ile produkt do mycia twarzy lubilam, tonik nie za bardzo... tak ten krem meczylam dlugo, choc w sumie nie jest zlym produktem ale jakos nie moglam sie do niego przekonac. Pomijajac ziolowy zapach, ktory mnie draznil... to raczej nie jest produkt dla mnie. 
  • La Roche Posay Redermic C czyli krem z witamina c. Ja mam wersje do skory mieszanej i bez filtra. Krem bardzo przyjemny i razem z Redermic R stanowia swietny duet. Calkiem mozliwe, ze zima do nich powroce. 
  • Estee Lauder seria Revitalizing Supreme zalicza sie do wiekszych rozczarowan w tym roku. O ile krem pod oczy jeszcze byl calkiem do rzeczy, tak krem do twarzy kompletnie nie chcial ze mna wspolpracowac. Dobrze, ze sa to miniatury. Zaluje bo jak ta seria wchodzila, to sie bardzo na nia napalilam. No coz...
  • Lavera krem pod oczy z biala herbata i olejkiem karanja. Jeden z lepszych kremow za niewielkie pieniadze. Bardzo lubie... to juz jest moje kolejne opakowanie i nastepne mam w szufladzie. Uzywalam go na noc i swietnie sobie radzil.
  • Lierac Diopticreme to dokladnie przeciwienstwo Lavery. Slabiutki krem i cieszylam sie jak sie skonczyl, nie kupie ponownie.


Czas na oczyszczanie
  • La Roche Posey Effaclar H pianka do mycia twarzy. Niby miala byc nawilzajaca a byla calkiem przecietna. Uzywalam ale jak sie skonczyla to odetchnelam z ulga. Ani nie dawala mi tego uczucia, ze moja twarz jest porzadnie oczyszczona ani specjalnie jej nie pielegnowala. 
  • La Roche Posey Effaclar plyn micelarny... nie mam pojecia, ktory to butelka. Uwielbiam i ciagle kupuje kolejne. Z tym, ze tym razem kupilam zwykly micel a nie z serii Effaclar. Ciekawa jestem czy tez bedzie sobie tak dobrze radzil. 
  • La Roche Posey Rosalic zel micelarny do mycia twarzy. To chyba jak do tej pory najwieksze moje rozczarowanie jezeli chodzi o produkty LRP. Straszne dziwadlo. Jak zmywalam wacikiem to pozostawial na skorze lepiaca sie warstwe... jak zmywalam z woda, to nie radzil sobie z usunieciem makijazu. Koszmarek jdnym slowem. 
  • Shiseido Aqualabel olejek do mycia twarzy. Absolutnie uwielbiam. Jest to wersja azjatyka ale potrafil sobie poradzic z kazdym rodzajem makijazu. Na razie mam olejek Lierac ale w przyszlosci na pewno wroce do azjatyckiego, tylko jeszcze nie wiem jakiej firmy. 
  • Khadi woda rozna... smierdziel strszliwy ale swietnie nadawala sie do mieszania z maseczkami Khadi, do samodzielnego uzytku w zadnym wypadku. 
  • Dwufazowka Chanel po prostu genialna... bede to powtarzac za kazdym razem.
  • Estee Lauder Perfectly Clean w wersji mini... polubilam tak bardzo, ze kupilam duze opakowanie, ktore aktualnie uzywam i bardzo sobie chwale. 
  • Jedne z ulubionych mokrych chusteczek Hipp z wyciagiem z migdalow. Chociaz moim numerem 1 sa w dalszym ciagu chusteczki Penaten do twarzy i rak.


Pare produktow do wlosow tez sie znalazlo ;)
  • Liese Smooth Hair Coctail czyli do zanudzenia po raz kolejny moj ulubieniec pomagajacy rozczesywac wlosy, ktory przy tym nie obciaza moich piorek
  • olejek Khadi wspomagajacy porpst wlosow... hmmm... ja w sumie efektow nie widzialam specjalnych, wiec dalam sobie spokoj z olejowaniem
  • Lee Stafford suchy szampon do wlosow ciemnych... kolejny ulubieniec od bardzo dawna, jak dla mnie nie ma lepszego szamponu
  • PhytoKeratine genialny produkt na koncowki, bez silikonow... na pewno ponownie u mnie zagosci
  • Shiseido Adenogene to wcierka dla osob z problemem gdzie wlosy nie tyle wypadaja, co nie odrastaja i z wiekiem ich coraz mniej. Jak dla mnie rewelacyjny preparat, opisalam go juz szczegolowo w osobnym poscie. Pomogl mi, jest bardzo wydajny i zostanie ze mna na dluzej. Teraz uzywam wersji specjalnie dla kobiet, wzbogaconej o dodatkowe skladniki. Jak na razie radzi sobie rownie dobrze. 
  • SeSeDerma azelac to tonik do skory glowy z kwasem azelainowym... bardzo go sobie chwalilam, niestety nie mozna go u mnie juz kupic, ogolnie nigdzie go juz nie widze (w sieci)


Jezeli chodzi o pielegnacje wlosow, to jest tego nieduzo
  • Aussie szampon do wlosow delikatnych i odzywka do farbowanych. Oba produkty dobrze mi sluzyly, aczkolwiek przestawilam sie na pielegnacje firmy Alterna, wiec na razie nie kupuje nic innego. Dla przypomnienia... niemieckie produkty Aussie maja troche inny sklad jak te brytyjskie czy polskie, wiec to moze tez miec wplyw na zadowolenie lub i niezadowolenie przy uzywaniu ;)
  • Alterna Bamboo Volume to szampon, ktory uwielbiam. Ogolnie produkty tej firmy mi sluza... moja fanaberyjna skora glowy je lubi, wiec czego chciec wiecej ;)
  • Lee Stafford maska do dlugich wlosow. Nawilzajaca, stylumujaca porost, chroniaca i odzywiajaca. No coz... na pewno pieknie pachnie ale zeby cos specjalnego mi dala to nie powiem. Pozegnalam sie z nia bez zalu. 


Dwa ulubione peelingi do ciala
  • Organique peeling czekoladowy, ktory zuzylam z wielka przyjemnoscia. Odpowiada mi zarowno konsystencja jak i zapach... plus efekt jaki pozostaje na skorze
  • B&BW Sensual Sensuelle peeling z czarna porzeczka i wanilia. To jest moj absolutny faworyt jak do tej pory. Ten peeling ma tak genialy zapach, ze to jest cos niesamowitego. Do tego tak trwaly, ze cala lazienka mi pachnie a na recznikach zapach utrzymuje sie mimo tego, ze je wypralam. Swietnie zdziera, dobrze nawilza i pielegnuje... i wszystko byloby cacy, gdyby oczywiscie nie to, ze nie mam do niego dostepu :]


Maselka
  • Joanna Naturia maselko waniliowe... uwielbiam za zapach, dzialanie tez w porzadku, choc nie jest to jakis szalony nawilzacz ale w tym przypadku zapach to dla mnie podstawa ;)
  • Alverde maselko o zapachu melona miodowego, co prawda przeznaczone jest do bardzo suchej skory ale watpie zeby sobie z taka poradzilo. Przyjemne... z tego co kojarze to byla LE
  • Mythos maselko oliwka z wanilia i kokosem to bardzo przyjemny produkt, co prawda zapach ma troche inny jak sie spodziewalam ale zuzylam z przyjemnoscia


Rozne takie cudaki ;)
  • CD plyn do higieny intymnej z aloesem... jak wiadomo niemiecki rynek jest ubogi w tego typu produkty, choc teraz jest przynajmniej pare do wyboru. Wspominam milo, dobrze mi sluzyl.
  • B&BW gruszkowy zel do mycia rak z peelingujacymi drobinkami... zapach boski, niestety ja sie zaliczam do osob, ktorym wysusza skore... smuteczek
  • Balea pianka pod prysznic truskawkowa... ogolnie swietny bajer, zapach mi sie podobal ale sama w sobie przy myciu w ogole sie nie chciala pienic i tak po prostu sie myziala
  • Joanna maly peeling myjacy z wanilia, calkiem przyjemny ale wole zwykle peelingi niz takie 2w1 oraz ukochany olejek pod prysznic, tu w wydaniu kawowym. Kocham dozgonnie zarowno ten jak i waniliowy.
  • Soap&Glory Clean on me czyli zel i balsam do ciala w jednym. To jest oczywiscie miniaturka... zuzylam ale jakos specjalnie nie utknal mi w pamieci, znaczy sie nic specjalnego jak dla mnie


I reszta, ktora nigdzie nie pasowala :)
  • La Roche Posay dezodorant w sprayu ktory bardzo polubilam i czesto po niego siegam
  • ukochany od lat zmywacz Astor
  • MAC plyn do pedzli... na razie bede testowac plyn z Zoeva ale jak sie nie sprawdzi, to pewnie pokornie wroce do tego
  • Joanna krem do rak o zapachu wanili... zapach swietny, dzialanie ok
  • Scholl Sensitiv Balsam ulubiony od lat krem do stop
  • Neutrogena Hand&Nagel to krem do rak, ktory tez od lat jest moim faworytem i ciagle do niego wracam... idealny na zime

 ***

Uffff... to byloby na tyle. Dawno tak dlugo nie produkowalam jednego posta ale to naprawde nie bylo latwe hehe... Zanim sie ktos zlapie za glowe to chcialabym tylko przypomniec, ze to nie jest denko miesiaca tylko o ile dobrze pamietam ostatniego polrocza.

sobota, 22 lutego 2014

update moich azjatyckich kosmetykow :)

 To fakt... od jakiegos czasu na blogu pojawia sie o wiele mniej azjatyckich produktow. Wynika to z dwoch powodow. Piereszym jest fakt, ze moja skora stala sie jakis czas temu skora z fanaberiami i postawilam na kosmetyki apteczne a po drugie, znalazlam wsrod azjatyckich kosmetykow swoich ulubiencow i jezeli kupuje, to sa to wlasciwie po raz kolejny te same produkty. O wiekszosci z nich juz pisalam, wiec nie ma sensu sie powtarzac. Ale jak widac ponizej to wcale nie znaczy, ze azjatyckie kosmetyki zniknely z mojej lazienki. Nie nie... to im akurat nie grozi. Mam pare perelek do ktorych caly czas wracam. W paru przypadkach jest to juz ktores tam opakowanie :)


 Najczesciej przewijaja sie te kosmetyki w postach denkowych ale postanowilam zrobic taki maly update. I pozbieralam wszystko co aktualnie posiadam. Jak juz wspomnialam wyzej, wiekszosc tych produktow ma swoje posty, wiec wystarczy poszukac albo przegladnac zakladke "azjatyckie kosmetyki".


  • Skin79 The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus pojawil sie juz w moich zeszlorocznych ulubiencach ale ogolnie ten krem jest juz ze mna dluzej i kolejny jest juz w drodze. Uwazam, ze jest to rewelacyjny, dzialajacy i lekki krem na dzien. Wyglad mojej skory pod slepiami mowi sam za siebie. Koszt to okolo 11€ i naprawde sporo kremow przetestowalam ale ten sprawdza sie u mnie najlepiej.


  •  Kolejny faworyt i nawet nie wiem ile butelek juz zuzylam. Liese Smooth Hair Coctail to fenomenalny produkt, ktory ulatwia rozczesywanie wlosow i sprawia, ze sa miekkie i gladkie w dotyku. Uwielbiam go za to, ze nie obciaza moich wlosow i rewelacyjnie dziala. Cena to niecale 9€, produkt jest wydajny i wystarcza na dosc dlugo mimo czestego uzywania.


  •  Missha Signature Wrinkle BB Cream to tez moj ulubieniec od dawna i odkad go mam, to przestalam szukac. Dlatego przestaly sie na blogu pojawiac bebiki. Po prostu nie mam juz potrzeby szukania, bo na nic lepszego nie trafie. Ten krem pasuje mi idealnie i bardzo go lubie... przy nim tez zostane :)


  • TheFaceShop Natural Sun AQ Power Long Lasting Sun Cream SPF 45/PA +++ jeden z moich ulubionych filrtow, ja mam jeszcze w starym opakowaniu, teraz wyglada troche inaczej. Bardzo go lubie i czesto siegam po niego latem. Swietnie nadaje sie pod makijaz. 
 

  •  Innisfree Aple Juicy Brightening Peeling Gel to enzymatyczny peeling myjacy do twarzy. Lubie tego typu produkty a azjaci maja najwiekszy wybor. Firma Innisfree ma eco kosmetyki. Ten zel nalezy do serii jablkowej.


  • Skin79 A.C Clinic Skin Renewal Vita Crem to cos w rodzaju LRP Duo w azjatyckim wydaniu. Do cer problematyczych. Bardzo go sobie cenie, to jest moje drugie opakowanie. Z tej serii jest wiecej produktow ale innych nie mialam okazji uzywac.


  •  Missha Sugar Lip Scrub to jak sama nazwa wskazuje cukrowy peeling do ust. Bardzo lubie :)

  •  Skin79 Super Defence Moisturizing Gel to przede wszystkim porzadny nawilzacz. Taka bardziej maseczka albo jak to azjaci nazywaja "sleeping pack". Kosmetyk ktory potrzebuje sporo czasu na to zeby sie wchlonac ale tez zupelnie inaczej nawilza. Mi to akurat nie przeszkadza i od czasu do czasu lubie po cos takiego siegnac.

  •  Skin79 Repair Amino-Acid Serum to czesc zestawu New Turn Therapy Special Set, z ktorego serum w witamina C zuzylam juz jakis czas temu i pojawilo sie ono w denkowym poscie a serum z kolagenem polecialo do Urbi, ktora je szalenczo pokochala. Aminokwasy zawarte w serum wspomagaja odbudowe kolagenu i elastyny, zwiekszajac jedrnosc i elastycznosc skory.
  •  Liese Hair Coctail to produkt dosc zblizony do mojej kochanej mgielki, z tym, ze ten produkt odpowiedzialny jest za to, zeby utrzymac pod kontrola wlosy, ktore maja tendencje do puszenia sie... ma nadac im blasku. Lubie ale uzywam rzadziej i tu musze uwazac, zeby nie nalozyc zbyt blisko skory glowy, najlepiej sprawdza sie tak od polowy dlugosci. To tak samo jest dwufazowy produkt ale ma czesc oleista, wiec trzeba sobie potestowac ile tego na wlosy nalozyc, zeby nie przesadzic.

  •  Maseczki Kolagenowe Bird's Nest uzywam do tej pory. Jedyny minus tych wszystkich azjatyckich maseczek jest to, ze robione sa glownie na male, szczuple azjatyckie buzie i czesto mam wrazenie, ze tak troche nie pasuja ale jak sie ponaciaga to jest ok ;)
 ***

Dwa produkt czekaja w szufladzie na swoja kolej, wiec zbat wiele na ich temat nie moge powiedziec.

  •  Skin79 Serum rozjasniajace skore.
  • IOPE enzymatyczny zel peelingujacy
 ***

I to byloby na tyle jezeli chodzi o aktualny stan posiadania. Calkiem mozliwe, ze z czasem cos przybedzie. Musze kupic olejek do mycia twarzy bo mi sie skonczyl i jak mi cos kiedys jeszcze w oko wpadnie i tam utknie, to pewnie tez z ciekawosci nabede ale wtedy na pewno opisze w kolejnym poscie :)
 

niedziela, 25 grudnia 2011

Liese Cocktail Moisturizing Hair Serum

Moja milosc do innego produktu Liese a mianowicie do tego ulatwiajacego rozczesywanie wlosow jest chyba wieksosci z was znana. Pisalam o tym podukcie tutaj i od tego czasu jest stalym bywalcem wsrod moich produktow do pielegnacji wlosow, aktualnie czekam na 4 opakowanie :)

Jak wiadomo mam cienkie i puszace sie wlosy, ktore do tego po myciu strasznie sie placza. Teraz nie mam problemu z rozczesywaniem ale nie powiem, kusza mnie produkty, ktore maja za zadanie trzymac wlosy pod kontrola a przy tym nie obciazaja ich, dzieki temu nie wygladaja one jak smetne straki.



I tak trafilam kiedys na Liese Cocktail Moisturizing Hair Serum. Ogolnie jak na zdjeciu powyzej wystepuje w dwoch odmianach. Pomaranczowa jest dla wlosow sluchych, zielona (light) dla wlosow normalnych i przetluszczajacych sie. W opakowaniu mamy 120 ml.



Jest to dwufazowy lekki plyn, ktory ma odzywiac i zapobiegac sie puszeniu kosmykow. Mozna go uzywac na mokre i suche wlosy. Zawiera wyciag z lisci brzoskwini i sliwki, kotre wlasnie maja nadawac wlosow gladkosc i trzymac je pod kontrola.



Serum ma bardzo przyjemny ale przy tym delikatny zapach. Jako, ze jest to dwufazowka... o czym juz wyzej pisalam, trzeba ja wymieszac przed uzyciem. Oba przezroczyste plyny sie polacza i serum staje sie "mleczne".



Nakladam je od polowy wlosow, ilosc jaka jest na zdjeciu spokojnie wystarcza na cale wlosy, wiec jest to calkiem wydajny produkt. W sumie jak uzywam tego serum to nie potrzebuje nic innego ulatwiajacego rozczesywanie, bo ten produkt tez sobie z tym rewelacyjnie radzi. I co najwazniejsze nie obciaza wlosow, krzywdy sobie nim nie da zrobic, chyba ze sie brutalnie przesadzi z dawka ale to wtedy nie powinno nikogo dziwic ;)

Do kupienia oczywiscie na ebayu, jak wszystkie azjatyckie produkty. Cena to ca. 7,50 €


sobota, 17 grudnia 2011

Liese Bubble Hair Color - Platinum Beige

Stalo sie. Wczoraj wieczorem zafarbowalam wlosy japonska farba Liese. Chodzilam kolo niej z dobry tydzien i w koncu pomyslalam, ze nie ma si co czaic, dzis sobota wiec jak cos nie wyjdzie, to pogalopuje w czapce do sklepu po cos na ratunek.



Kolor ktory mam to "Platinum Bege". Ja wiadomo zaliczalam sie w ta pierwsza kategorie jezeli chodzi o efekt, gdyz moje wlosy sa mocno ciemne. Z tym, ze nazwa o ile urocza to srednio pasujaca, bo jakby nie bylo wychodzi z tego braz. ZIMNY sliczny, bo nie za ciemny braz :)



Skladu nie ma, tzn. pewnie jest ale w krzaczkach. Ogolnie na calym opakowaniu jest dziki busz i w pierwszym momnecie sie zastanowilam jak ja sobie poradze. Na szczescie nie jest tez tak, ze my tam calkowicie po pomacku w tych krzaczkach. Sa dwie wielkie plachty w jezyku angielskim, do tego z obrazkami, wiec nie ma problemu.



Na pierwszej kartce mamy wszystkie informacje na temat uzywania, taki tekst mozna znalezc tez na naszych farbach ale przeczystac warto albo przynajmniej przeleciec to wzrokiem, tak na wszelki wypadek. Druga wielka kartka to szczegolowa instrukcja jak mamy nasze "bubble" zrobic i uzyc. Bardziej szczegolowo juz naprawde nie moze byc.



Tak wyglada zestaw po wyciagnieciu z kartonika... dwie butelki, pompka. Zolta saszetka to cos w rodzaju odzywki, ktora uzywamy po farbowaniu. Rekawiczki sa bardzo porzadne, takich to ja nawet w pracy nie mam ;)



To pewnie tez dla nikogo nic nowego, mieszamy buteleczke z nr 1 z ta z nr 2. Roznica jest tylko taka i to podaja zarowno na instrukcji jak i w filmikach instruktazowych, ta farbe miesza sie delikatnie, nie wolno jej wstrzasac. Wystarczy pare razy przechylic powoli o 180 stopni z parwej na lewa lub odwrotie ;)



Farba faktycznie sie wymiesza. Wtedy zakladamy pompke i produkt jest gotowy do uzycia. W pionowej pozycji naciskamy lekko na boki butelki i z dziobka wychodzi sliczna i delikatna pianka. Smierdzi co prawda jak typowa farba ale nie czarujmy sie, ona jakby nie bylo ma przy okazji rozjasniach wlosy wiec na kwiatki pachniec nie bedzie. Jest to zapach jak najbardziej do przezycia, znam bardziej smierdzace farby.



Zdjec na razie nie bedzie bo: po pierwsze jest ciemno i swiatlo dupiate, po drugie dopiero wstalam i jestem w pizamie, wiec na dwor nie wylece zdjecia robic. Zalaczam wam jeszcze filmik z instrukcja obslugi farby i dwa znalezione na YT, ktore moga byc pomocne dla tych, ktorych ta farba zainteresuje (klik, klik).




***

Moje wrazenia: farba jest naprawde przyjemna w uzyciu. Na moje dlugie do lopatek wlosy, wystarczylo spokojnie jedno opakowanie, wiec nawet jakbym posiadala pare wlosow wiecej to nie bylo by problemu. Na poczatku... bo nakladalam farbe od koncowek, mialam lekkie watpliwosci, bo wlosy pily farbe i pily... i tak sobie myslalam, ze nie wystarczy ale w pewnym momencie zaczelo sie ladnie pienic i faktycznie wygladalo jak na obrazkach. Co do sposobu farbowania. Wlosy nie farbowane o jednolitym kolorze, farbujemy jak na filmiku, normalnie od gory. Wlosy farbowane, gdzie czasami tak jak u mnie dol wlosow jest ciemniejszy jak gory, nakladamy od dolu, zeby farba miala czas na lepsze sciagniecie koloru. Dostepne kolory i stopien w jakm rozjasniaja pokazalam wam tutaj. Jakby nie bylo krzywdy mi nie zrobila, jest bardziej delikatna jak wiele naszych farb i nawet jak efekt nie jest za mocny (cale szczescie), to kolor dala cudny i rownomierny a do tego faktycznie wlosy delikatnie rozjasnila, tam gdzie tego oczekiwalam i sa one w koncu w jednym odcieniu. Zobaczymy co bedzie jak pouzywam ja jakis czas. Kupilam ja jak zwykle na ebayu za ca. 15 €

EDIT: wylazlo na chwile slonce i poszlam sie ogladac. Jest ciagle roznica miedzy nasada a koncami ale juz nie taka szalona i wlosy faktycznie maja bardziej jednolity kolor ale wychodzi mi na to, ze jeszcze bede musiala poczekac az osiagne to co chce, czyli faktycznie jednolitosc koloru. Pouzywam sobie tej farby dalej w ciagu nastemnych miesiecy i zobaczymy co to z tego wyjdzie. A przy tym zobaczymy jak z trwaloscia i jak sie bedzie wyplukiwac. Patrzylam tez na odcienie, ktore maja bardziej rozjasniac ale pozostale kolory sa niestety za jasne i za cieple.

EDIT 2: zdjecie robione w sztucznym swietle wieczorem, jest to w tej chwili braz, na zywo jasniejszy... wiadomo co monitor to bedzie to inaczej wygladalo, najwazniejsze ze ja widze efekt a co za tym idzie... swiatelko w tunelu.



:)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

azjatyckie zakupy... co nowego :)

Co prawda ostatnio sie troche uspokoilo u mnie na blogu, jezeli chodzi o azjatyckie produkty ale w koncu musze zuzyc to co nakupowalam. Z tym, ze to tak nie do konca calkowity spokoj, co jakis czas cos mi tam w oko wpadnie a potem czasami sie kliknie. I tak w ciagu ostatniego tygodnia przyszlo pare rzeczy.



Po bardzo apetycznym poscie u Mllou, kupilam dwa podukty firmy Baviphat. Pierwsze to opisywana przez Mllou truskawkowa maseczka wygladzajaca Strawberry Toxifying Mask, drugim produktem jest peeling enzymatyczny z wyciagiem z brzoskwini Peach All in One Peeling Gel.



Moja wielka milosc Liese Smooth Hair Cocktail opisywalam juz pare razy, kolejne opakowanie w drodze ale tym razem kupilam jeszcze cos innego, choc ogolnie ma podobne zadanie. Liese Cocktail Moisturizing Hair Serum to dwufazowe serum majace nawilzac wlosy i zapobiegac ich puszeniu, ulatwiac rozczesywanie i wzmacniac. Zawiera wyciag z liscie sliwki i brzoskwini. To serum wystepuje w dwoch wersjach. Moja to wersja light.



Jak widac nie wytrzymalam i zamowilam sobie farbe (rozjasniajaca) Liese Bubble Hair Color dye dying w kolorze Platinum Beige. Jestem niesamowicie ciekawa co to z tego wyjdzie, kolor jest dosc jasny ale podoba mi sie i zreszta o to mi chodzi, zeby sciagnac z moich koncowek ten bardzo ciemny braz. Zawartosc kartonika wyglada tak jak na zdjeciu ponizej. Wrazeniami z uzywania na pewno sie tez z wami podziele ale to pewnie dopiero na weekned.



:)

niedziela, 20 listopada 2011

poszukiwanie brazu idealnego zakonczone...

... co nie oznacza, ze mi nie odbije i znowu cos namieszam ;)

To znaczy aktualnie tez mieszam ale tylko dwa kolory farby, po to zeby uzyskac taki odcien jak chce. Pozostaje przy farbach L'oreal Majirel, bo sa przyjemne w uzyciu, podoba mi sie jakie sa wlosy po farbowaniu i przede wszystkim ma odcienie, ktore mi sie podobaja. Ostatnio pisalam ze 7,1 jest troche za jasna... za to 5,12 za ciemna. Wymieszalam obie i mam to co chcialam :)

Aleeee... po ostatnim poscie, gdzie opisywalam farbe 5,12 i zastanawialam sie co zrobic, zeby wlosy troche rozjasnic, szczegolnie koncowki ktore sa troche ciemniejsze wpadla mi w oko inna farba L'oreal a dokladnie Maji.Lift, ktora mamy ponizej na zdjeciu. Znalezc informacje na temat tej farby nie jest takie proste. Wszedzie zaznaczaja, ze to tylko "profesionalisci" moga ja nakladac ale mimo wszystko zdecydowalam sie na zakup jednego opakowania, w koncu moze sobie lezec... jesc nie wola. Standardowo dostepna jest w 4 odcienach. Ja mam numer 601, czyli Lightest Natural Cool Brown.

Czym jest wlasciwie Majilift.
Farba ta pozwala na rozjasnienie ciemnych wlosow do 4 poziomu, bez koniecznosci wczesniejszego dodakowego rozjasniania. Czyli z ciemnego brazu robi, jasny braz ale bez ryzyka, ze na koncu bedziemy wygladac jak krwisty kurczak. W zaleznosci, ktory odcien wybierzemy to uzyskamy ziemne lub cieple brazy.

No coz... na razie sobie lezy. Moze ja w koncu uzyje a wtedy na pewno napisze jak sie sprawuje, chyba ze ktoras z was miala do czynienia z ta farba i moze mi napisac pare slow.



Wlasciwie idea sama w sobie nie jest nowa i istnieja farby, ktore zmieniaja kolor wlosow bez uciazliwego dekoloryzowania, tym bardziej gdy zabieg ten chce sie przeprowadzic samodzielnie w domu. Efekty moga byc rozne, o czym pewnie wiekszosc z was juz wie ;)

Mecza mnie od jakiegos czasu farby firmy Kao Liese/Prettia. Jest to azjatycka firma ale skoro Majilift musze sciagac ze stanow, to rownie dobrze moge Liese sciagac z azji. Te farby w postaci pianki... banalenie proste w uzyciu, maja niesamowite farby i faktycznie wygladaja potem tak jak na obrazku. Ciekawi mnie tylko jak by sobie radzily na europejskich wlosach ale z tego co pamietam Azjatycki cukier, kiedys farbowala taka farba, bez uszczerbku dla wlosow.

Podobaja mi sie dwa kolory. Platinum Beige i Natural Ash, choc ten pierwszy posluzylby mi glownie do rozjasnienia wlosow, bo nie wiem czy kolor nie byly troche za jasny.


Poogladalam wczoraj filmy na YT i te mnie przekonaly, ze to naprawde ciekawy produkt. Do tego jedna z dziewczyn przejechala sobie po obu brwiach, co mnie lekko zaskoczylo... na to raczej bym sie nie odwazyla. W innym filmiku dowiedzialam sie cos ciekawego, o czym ja traba w ogole bym nie pomyslala, nawet w przypadku uzywania tej farby z loreala. Choc przez chwile mi przemknelo przez glowe, dlaczego one nakladaja ta farbe, ze tak powiem od tylu. Takie farby naklada sie od koncow wlosow i idzie w kierunku skory glowy. Bo jakby nie bylo fabra ta ma rozjasnic i to przede wszystkim koncowki... przy skorze glowy powinna byc najkrocej, bo wiadomo tam wlosy i tak czesto sa jasniejsze. Do tego farby te maja rozny stopien rozjasniania, wiec mozna zaczac od czegos bezpiecznego :)

I tak jeszcze dumam ale nie powiem, ze kusi mnie niesamowice :P

sobota, 18 czerwca 2011

cos nowego i cos znanego...

Dzis czekala na mnie paczuszka z azji :)

A w niej:



Shiseido Aqua Label White Deep Clear Cleansing Oil

Po dlugich namyslach zdecydowalam sie sprobowac olejku do mycia twarzy. Padlo na produkt Shiseido, jest to olejek gleboko oczyszczajacy.

Wg producenta: Zawiera kwas hialuronowy, kolagen. Specjalna formula pomaga usunac czarny pigment (melanine) oraz pozostałosci wywolane szkodliwym promieniowaniem UV w ciągu dnia. Pozostawiajac skore oczyszczona, nawilzona i odprezona.

***

Drugim produktem jest koktail pomagajacy rozczesac wlosy, o ktorym juz pisalam.



Liese Smooth Hair Cocktail

Jest moim absolutnym faworytem. Poniewaz koncze pierwsze opakowanie to przy okazji zaopatrzylam sie w drugie. Zaden produkt nie ulatwial mi tak jak ten rozczesania dlugich wlosow, bez wzgeldu na to czy sa mokre czy suche... nieobciazajac ich przy tym. Liese radzi sobie rewelacyjnie i parzac na czestotliwosc uzytkowania jest wydajne a do tego slicznie pachnie :) Poczytac o tym produkcie mozecie tutaj, efekt na wlosach mozna zobaczyc tu.