Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meteoryty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meteoryty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2015

Guerlain Meteorites Oxygen Care... pierwsze wrazenia :)

 Jak juz nie od dzis wiadomo kulki kocham pod kazda postacia. I to nie tylko za efekt, ktory mi daja ale takze za ten cudowny i jedyny w swoim rodzaju zapach. Rozumiem, ze nie kazdemu musi on odpowiadac, ja uwielbiam i bylo to do przewidzenia, ze meteorkowy cudak przyciagnie moja uwage.

 Ogolnie nie jestem fanka pielegnacji tej firmy. Ceny maja jakie maja a produkty, ktore zdazylo mi sie testowac nie wywarly na mnie wiekszego wrazenia, do tego jakis krem mnie zapchal i zrobil kuku. 


Natomiast lekkie fluidy na lato... pod makijaz... dwa razy nie trzeba mi bylo mowic. Choc przeznaje sie bez bicia, ze w mojej przyszlej pielegnacji tez mam tego typu produkt ale nie ma mocnych... na fiolkowy zapach zawsze polece. A pachnie on nieziemsko i dla samego zapachu moge sie tym codziennie smarowac, bo to po prostu sama przyjemnosc ;)


 Biel, srebro, szklo... prostota i elegancja. Czasami nawet cos tak niepozornego potrafi wywolac szybsze bicie sroczego serduszka. 

Guerlain Meteorites Oxygen Care Moisturizer and Radiance Booster bo tak brzmi pelna nazwa... to fluid, ktory wg producenta jest aktywatorem blasku - kompleks o2 light. Ma zapewniac nawilzenie, pielegnacje i blask. Wiadomo te optyczne wygladzenie i zmniejszenie porow zawdzieczamy silikonom ale mi tam one akurat nie przeszkadzaja, moja skora je lubi a ja lubie efekt jaki daja. Producent zapewnia zwiekszenie poziomu nawilzenia powierzchniowej warstwy skory, formula zostala wzbogacona o nawilzajace glikole oraz kompozycje polimerow i kuleczek krzemowych, ktore wygladzaja jej powierzchnie.


 Dozowanie ulatwia nam pompka, firma pomyslala o wygodzie uzywania. 30 ml to w sumie standardowa pojemnosc tego typu produktow. Jak bedzie z wydajnoscia to sie okaze.


 Na ponizszym zdjeciu rozsmarowalam na powierzchni dloni odrobine fluidu i w sumie calkiem dobrze widac blask ale nie trzeba sie obawiac, nie swiecimy sie po nim jak bombka. Po tym jak sie produkt wchlonie i dopasuje do naszesz skory to efekt jest bardziej subtelny. Kropke zrobilam zeby bylo widac kolor... sam w sobie jest bialy ale na skorze staje sie calkowicie przezroczysty plus oczywiscie meteorkowa poswiata. W koncu jakby nie bylo to zalicza sie do meteorkowej rodziny.


 Sklad dla zainteresowanych. Choc ja tego nawet nie probowalam rozgryzac. Mialam obawy czy przypadkiem nie zrobi mi krzywdy ale odkad kupilam to namietenie uzywam i na szczescie nie ma problemow.


W zadnym wypadku nie jestem tu obiektywna. To niewytlumaczalna milosc i uwielbienie... plus otlumanienie zapachem powoduje, ze najcheniej kupilabym kolejne opakowania na zapas ;)

Wiadomo nie jest to tez recencja... tylko pierwsze wrazenia a te sa bardzo pozytywne. Uzywam tego fluidu rano pod makijaz. Przy takich upalach chetnie odstawiam krem i siegam po cos lekkiego. I ten produkt pasuje mi tu idealnie. Nadaje sie pod podklad, cudnie rozswietla i wyrownuje optycznie skore. Makijaz sie dobrze na nim trzyma i pewnie z nawilzeniem tez sobie radzi. Skora po calym dniu jest mila w dotyku... nie czuje zadnego napiecia, ktore mogloby byc skutkiem zbyt malego nawilzenia. Jak juz napisalam krzywdy mi nie robi a wrecz przeciwnie. Oczywiscie nie jest to kosmetyk ktory trzeba miec ale jak mozna sobie pozwolic, to na pewno warto mu sie przyjrzec. A dla milosniczek meteorytowego zapachu i efektu... to chyba nie musze nic pisac... po prostu trzeba miec :P

Razem z fluidem pojawily sie oczywiscie pasujace kulaski ale ja sobie darowalam, z wiadomych powodow. Mam ich pod dostatkiem i w sumie z tych co mam, moglabym sobie zlozyc takie jak te z LE. No i nie ukrywam... troche sie obrazilam za o ciagle zmniejszanie objetosci. 

czwartek, 14 sierpnia 2014

srocze blyskotki... rozswietlacze :)


 Przyznaje sie bez bicia... pomysl zgapilam od Marti (cmok cmok) ale przez te ostatnie lata tyle produktow przewinelo sie przez moje szuflady. Czesc puscilam w swiat, bo z jakiegos powodu mi nie odpowiadaly... czesc ze mna zostala. I tak sobie pomyslalam, ze wam pokaze moje ulubience. Podzielilam na trzy kategorie... bronzery, roze i wlasnie rozswietlacze. 


 Moje rozswietlacze moge podzielic na dwie grupy. Te ktore uzywam na cala twarz i te do rozswietlania miejscowego ;). Ja ogolnie lubie rozswietlacze. Celowo pominelam tu moje wszystkie kulki, bo o nich pisalam juz wiele razy a jakby nie bylo tez sa rozswietlaczami. Z tym, ze wszystkie uzywam po calosci. Nie ma w tym zestawieniu plynnego rozswietlacza z Rouge Bunny Rouge, ktory w dalszym ciagu bardzo lubie i uzywam. Jak widac nie jestem milosniczka matu... tak samo jak nie lubie produktow bardzo kryjacych. Uwazam, ze dobrze rozswietlona skora, wyglada o wiele ladniej i naturalniej jak mat.


Pomyslalam, ze opisze je w tej kolejnosci jaka mam na ostatnim zdjeciu ze swatchami. Tak bedzie najwygodniej a do tego wszystkie te produkty maja juz swoje posty na blogu, wiec jak cos kogos bardziej zainteresuje, to nie powinno byc problemu ze znalezieniem.

  • Jeden z moich ulubiencow, czyli Hourglass Ambient Lighting Powder - Ethereal Light. Ten puder dostepny jest w paru odcieniach i calkiem mozliwe, ze kiedys do tego co mam dolacza inne ale chwilowo mam ten i bardzo jestem zadowolona z wyboru. Ambient Lighting Powder nie jest typowym rozswietlaczem, nie ma w sobie zadnych drobinek. Nalezy do tych "fotoszopujacych" rozswietlaczy, czyli wygladza i rozswietla optycznie... sprawia, ze nasza skore otacza woal, co wyjatkowo dobrze prezentuje sie na zdjeciach. Swietnie stapia sie ze skora, staje sie niewidoczny a mimo wszystko daje efekt. Bardzo drobno zmielony, delikatnie polyskuje ale w sumie nie zawiera drobinek. 
  • Kolejnym produktem, ktory lubie jest Hourglass Ambient Lighting Blush w odcieniu Ethereal Glow. Z zalozenia a wlasciwie z nazwy jest to rozswietlajacy roz. Czasami udaje mi sie uzyskac efekt rozu na policzkach ale przewaznie daje efekt rozswietlenia z lekka rozowa poswiata. Jak widac w tym "marmurku" wiecej jest jasnych czesci jak rozowych. Co nie zmienia faktu, ze bardzo go lubie i podoba mi sie to co mozna nim wyczarowac, choc pewnie moze nie spelnic oczekiwan osob, ktore beda oczekiwaly, ze bedzie to typowy roz. Wtedy mozna siegnac po ciemniejsze odcienie. 
 
  • moje ukochane Meteorites Voyage Guerlian. Produkt w sumie juz kultowy, z pudernica, ktora moze sluzyc do samoobrony i ktora zdecydowanie cieszy oko kazdej sroki. Po prawej stronie mamy limitowana wersje Imperial, po lewej Mythic 01 z regularniej sprzedazy. Genialne sa oba, daja mocniejszy efekt jak kulki i sa zdecydowanie latwiejsze w obsludze. Cene maja co prawda zabojcza ale do Mythic mozna dokupic sam wklad i do tego sa bardzo wydajne. To tez typowy wykonczeniowy i fotoszopujacy  puder, oba spokojnie uzywam na cala twarz. 
 
  •  MAC Beauty Powder - Snowglobe zauroczyl mnie efektem delikatnej tafli. Nigdy nie nakladalam go na cala twarz, to juz dla mnie produkt do podkreslania kosci i innych miejsc, ktore chcemy podkreslic ale na cala twarz niekoniecznie. Minusem tego produktu (oprocz tego, ze jest to LE) niewatpliwie jest to, ze nalezy on do tych maczkow, ktore dosc szybko... dosc mocno twardnieja i trzeba sie namachac, zeby wydobyc nie tylko ich urok ale tez sam produkt z opakowania. Ja nie wiem co MAC takiego w nie pakuje, ze dosc szybko zamieniaja sie w skamienialiny. 
  • Kiko puder rozswietlajacy - 100 Silky Touch ... to tez oczywiscie produkt limitowany i bardzo ubolewam nad tym faktem, bo jest po prostu cudowny. Daje tak piekna satynowa tafle. Produkt na wyjscia, cos pieknego. To chyba najlepszy rozswietlacz jaki Kiko do tej pory wypuscilo. To jedyny produkt w mojej gromadce, ktory ma bardziej bezowy odcien. Pieknie sie prezentuje na opalonej skorze.

  •  Fleur Celestes de Chanel to dosc "naturalny" rozswietlacz. Zauroczyl mnie wzor, typowo chanelowa blyskotka. Korzystam z niego dosc czesto, dlatego tez po wytloczonych kwiatkach nie ma juz sladu. Jest to dosc lekki rozswietlacz na codzien, taki co nim sobie kuku nie zrobimy, malujac sie o 6 rano w kiepsko oswietlonej lazience. Oczywiscie to tyla LE, wiec watpie zeby byl jeszcze gdzies do dostania. 14 g to dosc sporo i pewnie tak szybko go nie zuzyje.
  • Givenchy Doctor White to tez taki poprawiacz wygladu. Praktycznie bez drobinek, mozna powiedziec, ze to odpowiedz Givenchy na kulki Guerlain. Na zdjeciu tego tak dobrze nie widac ale moje kwadraciki maja juz spore wglebienia, ciekawa jestem kiedy pojawi sie dno.


Dosc trudno uchwycic rozswietlacze na zdjeciu, staralam sie jak moglam i mam nadzieje, ze widac roznice miedzy nimi dosc dobrze a wiadomo wiecej swatchy znajduje sie w poscie dotyczacym danego pudru. 


niedziela, 27 lipca 2014

ulubiency lipca


 Co prawda na poczatku miesiaca wstawilam post z produktami, ktore przez ostatnie miesiace namietnie uzywalam ale to byl taki post powitalny... a w tym miesiacu znalazlo sie jeszcze pare kosmetykow, ktore podbily moje serce. O wszystkich w sumie juz pisalam ale uzywalam je namietnie w tym miesiacu, wiec nie moge ich pominac. Dwa produkty maseczke Glamglow i bebik Guerlain BB Hydra+ tym razem tez mam na zdjeciu grupowym ale poniewaz ostatnio tez byly w ulubiencach to je pomine. Wrzucilam je tylko dlatego, bo swietnie sie spisuja i jak widac w dalszym ciagu chetnie po nie siegam. BB krem Guerlain to moj ratunek w taka pogode, bo wtedy staram sie jak najmniej pakowac na twarz. 


 Kulaski... ehhh... z zadnymi do tej pory nie mialam takich przebojow jak z tymi ale jakims cudem w koncu do mnie dotarly i ciesze sie bardzo, bo Aquarella wybily sie po pierwszym uzyciu na czolowke wsrod moich kulek. Jedyny minus to za to ciagle zmniejszajaca sie ilosc ale pozatym to zestawienie kolorystyczne i latwosc nakladania (kulki sa o wiele bardziej pudrowe jak starsze wersje) ... po prostu marzenie. Choc pewnie bedzie to znaczylo, ze sie szybciej skoncza.


 Chanel UV Essentiel czyli moj ideal wsrod filtrow pod makijaz. Swietnie spisuje sie jako produkt bazowy. Opisalam go dokladniej pare postow nizej, wiec nie ma sensu sie powtarzac. W kazdym badz razie uwielbiam i zostanie ze mna na dluzej.


 Dior Lip Balm po raz kolejny, tym razem w troche innym kolorze. 003 to taki bardziej koral ale delikatny. Na poczatku nie bylam pewna czy mi sie spodoba... kolor oczywiscie, bo formule tych balsamow bardzo lubie i nie ma lepszych.


 Na koniec pachnac ulubieniec nie tylo miesiaca ale pewnie calego lata. Perfumy Jour d'Hermes... jak dla mnie odkrycie roku. Nie wpadloby mi to do glowy, ze pokocham takiego cytruska a teraz nie moge od niego nosa oderwac. 

***

To byloby na tyle. Nie ma tego duzo ale sa to aktualnie dosc wyjatkowe dla mnie kosmetyki, ktore namietnie uzywam i bardzo mnie to cieszy, ze trafily w moje rece.





poniedziałek, 7 lipca 2014

Aquarella Guerlain... czyli moje dlugo wyczekiwane kulki :)

 Tak... wiele z was zna juz moja przygode z tymi kulkami. Zamowilam je w sumie jako pierwsza... dostalam jakos ostatnia ale i tak jestem szczesliwa, ze w koncu doszly. Bo wyslane zostaly 18 maja a doszly wczoraj. Nie bede juz nic pisac pod adresem niemieckiego urzedu celnego (tym razem w Hamburgu) ale mam nadzieje, ze czkawka to bedzie najlzejsza przypadlosc jaka ich dopadnie, bo zycze im tego calkiem mocno ;)

Jakby nie bylo feelunique.com oddal mi bez jednego mru moje pieniazki i teraz usiluje ich przekonac, ze moze tak podali by mi namiary, bo ja bym chciala zaplacic. A oni mnie po raz kolejny przepraszaja za nieprzyjemnosci i potwierdzaja, ze za zalpacony podatek tez mi zwroca. Normalnie czeski film.

Ale wystarczy tej akcji, w koncu glownym bohaterem tego posta sa wlasnie kulaski z letniej kolekcji o wdziecznej nazwie Aquarella.


 Jak tylko zobaczylam zdjecie reklamowe to wiedzialam, ze musze je miec. Aczkolwiek tak sobie tez pomyslalam, ze chyba beda to ostatnie kulki, ktore kupilam. Bo delikatnie mowiac 49€ za 25 gram kulek to jest juz po prostu chamstwo i zdzierstwo. I choc kocham je dozgonnie a to co mam wystarczyloby mi na pare zyc, to przestaje mi sie ta cala akcja zmniejszania opakowan podobac. Jeszcze pare lat temu w opakowaniu bylo 33g ... kolejna odslona w metalowych pojemniczkach kosztowala nas 3 gramy... teraz kolejne 5. Rozne brzydkie slowa cisna mi sie pod klawisze, wiec moze lepiej skupie sie na kulkach.


 Opakowanie to czysta slodycz w pastelach. Nic nie poradze na to, ze lece na opakowania.


Mila niespodzianka byl puszek zamiast tej ohydnej gabki, ktora straszyla nas w poprzednich LE.


Meteorki same w sobie sa bardziej miekkie, pudrowe... i jak to na LE przystalo maja sporo blink blink. Mnie to kompletnie nie przeszkadza i tak pewnie bede na cala twarzy uzywac, jak wszystkie inne (z pominieciem motyli).


Kolory tez utrzymane w pastelach... z dodatkiem zlota i faktycznie te zlote drobinki iskrza sie potem na skorze.


To jak ich malo w opakowaniu widac na ponizszym zdjeciu ale urody nie mozna im odmowic. 


 Tak prezentuje sie pylek z opakowania, ktory jest taka troche wzmocniona wersja... na twarzy nie wyglada to tak akstremalnie ale meteoryty i tak strasznie trudno uchwycic na zdjeciach i w ten sposob przynajmniej mozna sobie to troche zwizualizowac.


 I cala rodzinka w komplecie ;)


Ja wiem, ze swiat sie dzieli na osoby, ktore meteroryty kochaja z wzajemnoscia i na takie ktorych meteoryty nie kochaja i u nich kompletnie nic nie widac. No coz... nie ma produktu, ktory uszczesliwi wszystkich na swiecie. Ja zaliczam sie do tej piereszej grupy (na szczescie) i praktycznie kazdy makijaz wykanczam kulkami albo ich prasowana forma :)


środa, 6 marca 2013

look... wiosenny :)

Poniewaz nastepne cztery wolne dni nastroily mnie optymistycznie... techno party, jakie urzadzaly sobie moje szare komorki przez kilka ostatnich dni tez sie uspokoilo, wiec postanowilam wrzucic jeszcze dzis makijaz, ktory wlasciwie zrobilam w ostatnia niedziele. Co mnie zainspirowalo to widac... uwielbiam tulipki a te mialy piekne typowo wiosenne kolory, wiec nie namyslajac sie dlugo wyciagnelam zabawki z kuferka...


... i zabralam sie za malowanie :)


 Po raz kolejny siegnelam po paletke UD... znalazlam w niej dokladnie takie kolory jakie potrzebowalam Junkshow, Omen, Half Truth. Reszte kosmetykow tez widac na zdjeciu.


Na lini wodnej (i dolnej powiece) uzylam p2 chrome kajal 050 smokey moonstone, czyli po prostukredke w srebrnym kolorze i musze przyznac, ze jest to najslabszy odcien z tych ktore mam. Z lini wodnej praktycznie zniknal a szkoda.


 Tu chcialam wspomniec cos jeszcze na temat prezentowania na zdjeciach rozy albo rozswietlaczy na twarzy... no coz, przewaznie po prostu nic na zdjeciach nie widac. To co na ponizszym zdjeciu wyglada jak delikatnie podkreslone poliki, to w rzeczywistosci jeden z mocniejszych rozy jakie posiadam czyli MAC "Amazon Princess".



Powyzsze zdjecie to oczywiscie "bonusik" i jak sie komus nie podoba (to okreslenie, nie zdjecie :P ) ... to naprawde radze sie nad soba zastanowic, bo wiele osob ma w zyciu wieksze problemy i  moze lepiej zajac sie czyms innym, jak czepianiem sie pierdol. Howgh!

I to by bylo na tyle.

Buziam :*


czwartek, 15 listopada 2012

smocze kulaski... czyli Guerlain Météorites Perles Du Dragon

 Jak to juz wczoraj napisalam... Veni vidi... poleglam *.*

 W chinskim horoskopie jestem smoczus... jak widac wszedzie wylazi ze mnie cos parszywego... albo dziabie jadem albo zieje ogniem i tak dzis przychodze z odrobina sadyzmu w rekawku ;) ... tak jakby to bylo cos nowego :D

Post typowy do jopienia, podziwania, ewentualnie prychania z pogarda... jak kto woli :)


Wlasciwie to chcialam byc twarda (ha ha!!)  i przez dlugi czas opieralam sie urokowi tych kulek, wmawiajac sobie, ze wtorne i w ogole, rzut okiem w szufladke to moze nie byl jak kubel zimnej wody ale powiedzmy lekki powiew rozsadku. I nawet jeszcze wczoraj w sklepie, przez chwile bylam twarda i moze wyszlabym bez... gdyby moje szczescie bezmyslne nie pomyslalo na glos "no, ze urodziny sie zblizaja... wiec jakbym chciala" ... w tym momencie juz placilam, nie zeby sie przypadkiem ocknal.

Pani pakujac i stukajac w kase juz chciala rozwinac temat i zachwalac kulaski ale na moje ciche ale stanowcze, ze znam ten produkt, zatrzepotala oczkami lekko zdziwiona, wiec ja uswiadomilam. I chyba nawet do niej dotarlo, ze moja wiedza na temat jest wystarczajaca :D


  Guerlain Météorites Perles Du Dragon czyli kulki ze swiatecznej kolekcji 2012. Jak zwykle w metalowym opakowaniu mamy 30g i paskudna... wrecz obrzydliwa gabeczke, tematu nie trzeba rozwijac ehhh...


Owszem te kulki sa podobne do pszczolek (2010) i niutkow (2011) ale ja akurat ani jednych ani drugich nie mam a jak tak popatrze, to z imperialami nie maja za wiele wspolnego, wiec nie znalazlam powodu, zeby ich nie przytulic.


Bardzo mi sie spodobala ich kolorystyka i to jaki daja efekt.


Bo mimo wszystko one sa dosc stonowane i jak widac na zdjeciu ponizej... meterytowy pylek jest bardzo jasny, wiec jest to typowy rozswietlacz ale jak dla mnie jak najbardziej do nakladania na cala twarz. I oczywiscie wersja swiateczna ma wiecej blink blink jak inne ale mi to nie przeszkadza. Krzywdy sobie nie mozna nic zrobic, choc ja wiem, ze rozne zdolne jednostki chodza po ziemi.


Ponizej mamy kulki w swietle dziennym, z tym ze na drugim zdjeciu podstawilam je pod lampe (moja lampe, udajaca swiatlo dzienne) ... bo tylko wtedy dobrze widac, ze niektore kulki sa bardziej perlowe. Tam widac polysk. Tak to troche sie to traci na zdjeciach a jednak nie chcialabym zeby ktos pomyslal, ze one sa bardziej matowe, bo w zadnym wypadku takie nie sa. Taki jest urok meteorytow, ze dopiero odpowiednie swiatlo wydobywa z nich blask :)

Siedze i wacham... uwielbiam ten zapach, jak dla mnie jest fenomenalny i uzalezniajacy. Za kazdym razem jak otwirze ktores pudelko, to musze sobie powachac. Nawet jakby nie widziala co to jest, to po zapachu mozna poznac, ze jest to odrobina luksusu *.* ... i bardzo mnie to cieszy, ze na mnie kulki widac, bo dla mnie sa idealnym wykonczniem makijazu.


sobota, 23 czerwca 2012

jak wszyscy to wszyscy... czyli sroka tez...

Post gigant z duza iloscia zdjec


Ostatnio dziewczyny pokazaly swoje G. zbiory. Ja napatrzylam sie u Marti... ona u Pinki a poniewaz na te slicznosci zawsze milo popatrzec, to moglam odkurzyc swoje skarby. Moja milosc do kolorowych produktow Guerlain zaczela sie juz dobre pare lat temu i prawde mowiac aktualnie moja kolekcja jest mniejsza jak kiedys ale cos tam jeszcze zostalo. Glownie paletki z cieniami puscilam w swiat, bardziej lubie inne, to co mialy lezec i sie kurzyc. Pomijajac oczywiscie moje kochane kulki, bo te jak wiadomo uwielbiam i namietnie uzywam. Wszystkie produkty, ktore do tej pory opisalam, mozna znalezc w etykiecie "Guerlain".


Najlepiej bedzie jak zaczne od kulek. Wszystkie moje kulki z wyjatkiem nowych 01 i 02 oraz tegorocznych puckow sa po tunningu, czyli dopasowalam je do wlasnych potrzeb, wiec moge sie roznic kolorystycznie od pierwotniej wersji.

 
  •  Guerlain Météorites Poudre de Perles 02 Pink Fresh (uzywam jako roz)
  •  Guerlain Météorites Poudre de Perles 03 Beige Chic (uzywam jako bronzer)
  •  Guerlain Météorites Poudre de Perles Pastel White 04 (Pearly White)
  • Guerlain Météorites Poudre de Perles Winter Radiance
  •  Guerlain Météorites Poudre de Perles 02 Teint Beige
  • Guerlain By Emilio Pucci Météorites 2007
  •  Guerlain Lingerie de Peau Foundation ... moj ukochany podklad. Bardzo lubilam Parure Aqua ale ten jest jak dla mnie jeszcze lepszy. Oczywiscie kolor, ktory mam 12 Rose Clair jest u mnie niedostepny, bedzie go trzeba sciagnac jak sie skonczy.
  •  Guerlain Meteorites Poudre de perles 01 Mythic Parfait  (czyli puder prasowany z wypustkami, zeby mi Digg znowu nie pisala, ze nie lubie jak sie je nazywa pryszcze :* ). U mnie juz w stanie wkleslym, czego moze nie widac na zdjeciu ale jakby nie bylo ubywa go, bo zostal dolaczony do pomadkowego zuzywania.
  •   Guerlain Meteorites Voyage Radiant Butterfly, czyli prasowana wersja kulek... tez juz widac zuzycie. Swietnie sprawuje sie jako delikatny rozswietlacz.
  •  Guerlain Meteorites Voyage Pressed Powder Compact (01 Mythic)
  • Guerlain Terra Soleia, uwielbiam go... pierwszy bronzer Guerlain, ktory mi w 100% pasuje a na dodatek nie da sie nim sobie krzywdy zrobic :P
  •  Mascara Noir G pieknie pachnie, cieszy oko... gadzet, ktory mi sie niesamowicie spodobal ale ciagle czekam az dojrzeje, bo dla mnie jest za rzadka. Ogolnie prawde mowiac za ta cene to mozna sobie dwa inne swietne tusze kupic.
  • pomadki KissKiss Baby, czyli jedne z pierwszych pomadko-balsamow. Aktualnie w dalszym ciagu obie intensywnie zuzywam ale czasami mam wrazenie, ze sa nie do zdarcia.
 ***

Podsumowujac moimi ulubiencami tej firmy sa zdecydowanie meteoryty, bez wzgledu na forme a takze podklady, ktore sa rewelacyjne. Nigdy mnie nie ciagnelo do pielegnacji ani innych produktow ale to co mam lubie i bardzo czesto uzywam a co jakis czas pewnie skusze sie na cos nowego.

ps. z gory odpowiadam, ze nie wiem kiedy to zuzyje i czy w ogole zuzyje, skoro mnie to nie martwi, to innych tez nie powinno. Post ten nie ma sluzyc analizowaniu stanu mojego umyslu, czy zawartosci portfela... blog jest o kosmetykach wiec takowe sie tu pojawiaja a jak komus to przeszkadza lub dziabie w oczy, to tam po prawej (lub lewej) stronie u gory mozna kliknac i po sprawie.
:)