Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Red Cherry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Red Cherry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 grudnia 2012

look... swiateczny :)


Tak sobie pomyslalam, ze nie moze zabraknac swiatecznego makijazu. Jak pomyslalam, tak zrobilam... usiadlam i cos dla was zmalowalam. Podobny mialam wczoraj na oku ale poniewaz malowalam sie chwile przed kolacja to na zadne tam gibanie sie przed apratem (w celu zlapania korzystanego swiatla) czasu nie mialam... dlatego dzis zrobilam powtorke z rozrywki. Mialo byc delikatnie ale widocznie.


Oko zrobilam na linerze YSL - 6 Noir Jade... po prostu go uwielbiam, kreseczke tez sobie nim machnelam. Rzesiska Red Cherry #600 ... cienie jak widac z Inglota P418, P419 i P433.


Tak sie sie prezentuje calosc.


Bonusik :)


A pozatym: 
  •  The Face Shop BB cream Quick&Clean
  • Illamasqua Powder Fundation PF 210
  • MAC Skinfinish - Whisper of Gilt
  • na brwiach cienie Inglot 390 i 342
  •  Shiseido Lacquer Rouge 203
  • Sleek Suede 921

niedziela, 16 grudnia 2012

look... kremowa sliwka i nie tylko ;)

 Jak sie juz wczoraj zabralam za swatchowanie, to zaciekawilo mnie jak sobie ten kremowy cien bedzie radzil na oku, oczywiscie w towarzystwie innych cieni. I dosc poznym wieczorem machnelam sobie wyjsciowe oko ;)


Zeby nie bylo latwo, to wybralam sypkie pigmeny... dwa z NYX i jeden Inglot


Na zdjeciu ponizej widac jak prezentuje sie jedna, roztarta warstwa sliwki w kremie. Do tego wszystkie trzy sypance na sliwce. Zdecydowanie podbil ten cien pigmenty NYX, bo ten Inglota to sam w sobie jest dosc intensywny.


 Bardzo przyjemnie sie nakladalo i rozcieralo pigmenty na kremowym cieniu. Nie bylo zadnych niespodzianek czy trudnosci. Aczkolwiek trzeba sliwke porzedanie rozetrzec, bo obawiam sie, ze moze miec ta sama chorobe, co kremowe pigmenty Illamasqua, czyli bedzie sie zbierac w zalamaniu powieki. Ja nie uzylam zadnej bazy pod sliwke, co w przypadku moich powiek jest dosc ryzykowne. Makijaz mialam na oku ca. 4-5 godzin i bylo ok ale nie perfekt... ale to mogla byc tez wina pigmentow... nastepnym razem sprobuje z prasowanymi cieniami.


Bonusik ;)


A poza tym uzylam:
  • MAC Prep + Prime BB
  • sypaniec Illamasqua
  • na ustach blyszczyk Dior 707
  • linia wodna p2 chrome kajal
  • brwi kredka Artdeco
  • Guerlain meteorki "white pastel"
  • rzesiska Red Cherry  #DW
  • eyeliner w pisaku p2 100% black
:)
 

środa, 28 listopada 2012

kikowe water eyeshadow w akcji :)

 Wlasciwie to mialam juz dla was szaraka, bo przeciez Mamiszon gniecie mnie jak cytrynke, ze nic nie wstawiam ale pomyslalam sobie, ze jak mi sie juz dzis nic nie chce a za oknem i tak parszywie, to przynajmniej machne cos w kolorze. Zalaczylam stary dobry trance (z lat mlodosci ha ha), bo to mnie zawsze nastraja pozytywnie i prosze bardzo samo sie zmalowalo :)


Poniewaz jeszcze nie prezentowalam cieni Kiko (swatche i numery tutaj) w makijazu, to dzis sie wlasnie na nich skoncentrowalam. Uzylam na sucho, bo faktycznie efekt i tak mi sie spodobal. Cienie daja bardziej satynowe wkonczenie na oku i troche mnie to zdziwilo, bo myslalam, ze bedzie wiecej blink blink. Nie uzylam tez zadnej kolorowej bazy, nakladalam je na zwykla Too FacedWybaczcie niedociagniecia ale wyszlam z wprawy :P


Pozatym uzylam podklad Lancome TI Silky Mat, ktory faktycznie stworzony jest do zdjec, smocze kulki Guerlain, na ustach fever gloss Lancome w kolorze 383. Kreska zrobiona linerem z p2 100% black. Rzesiska Red Cherry # DW. Brwi podkreslone cieniami Inglota, ktore juz pokazywalam. Puder sypki Illamasqua.


Bonusik... zeby nie bylo, ze nie ma z otwartymi okami :P


Soooo... a teraz ide cos zjesc, bo zaraz padne.
 
Milego wieczoru zycze.

:*

piątek, 27 lipca 2012

o rzesiskach slow kilka :)


Ostatnio pisalam o moim sprzecie do przyklejania i o tym jak przyklejam, poczytac o tym mozna tutaj. Dzis chcialam tak tylko wspomniec, ze niepowodzenia z montowaniem rzesisk na oku moga rownie dobrze wynikac z tego, ze najzwyczajniej w swiecie rzesy sa do kitu. Wiadomo z tym jest jak ze wszystkim innym, kazda z nas musi znalezc takie co jej beda najbardzej odpowiadac ale naprawde pomijajac sprzet, jest spora roznica w jakosci rzesisk, co ma duzy wpyw na komfort noszenia i latwosc przyklejania. 

W zakladce o rzesach mozna popatrzeci poczytac jak wygladala moja droga przez meki, bo z rzesami walcze juz od jakiegos czasu i byl moment jak mi sie odechcialo, dopoki nie trafilam na te odpowiednie... plus sprzet i to, ze coraz czesciej zakladalam, sprawilo, ze w koncu mam z tym mniejsze problemy ale to oczywiscie nie znaczy, ze przyklejam prawie, ze przez sen ;)

Ponizej mam dosc ekstremalne przyklady ale sa to w sumie bubelki i nie wiem czy kiedykolwiek z nich skorzystam. Oba zestawy pochodza z firmy Red Cherry. Te rzesy sa tanie ale nie zawsze dobrej jakosci. Kupilam je glownie z mysla o jakis specjalnych makijazach na bloga, bo nie sa to rzesy, w ktorych mozna wyjsc do ludzi.


 Te rzesy pieknie sie prentowaly na stronie sklepu i ogolnie ladnie wygladaly, dopoki nie wzielam ich do reki i nie przygladnelam sie im blizej. Co spowodowalo, ze popekaly i niestety niezbyt fajnie to wyglada. Pozatym maja gruby i twardy pasek, co zdecydowanie utrudnia przyklejenie. I jak sie przyjrzy temu paskowi to widac gluty kleju, przez co mam obawy, ze w ogole nie beda sie chcialy dobrze trzymac powieki.


 Druga wpadka byly polowki Red Cherry, na stronie wygladaly "normalnie" i nie przypuszczalam, ze sa tak wielkie. 


 Do tego niezbyt starannie wykonane i takze na grubym, sztywnym pasku.


Dla porownania z polowkami Ardell, ktore tu wydaja sie drobniutkie i niewidoczne a dobrze wiecie jak fajnie i naturalnie prezentuja sie na oku. Bardzo czesto przyklejam sobie polowki Ardell, po chwili zapominam, ze w ogole cos mam przyklejonego ale jak tylko spojrze w lustro to widze efekt, ktory bardzo mi sie podoba. I takie wlasnie powinny byc rzesy. Lekkie i naturalne. 


Dlatego wszystkim osobom, ktore chcialyby sie z rzesami pobawic polecam wlasnie takie na przezroczystym pasku, oczywiscie mozna przyciac wg wlasnego uznania. 


Tu roznica jest juz o wiele mniejsza, obie firmy maja fajne rzesy tego typu. Czarne paski sa przewaznie bardziej sztywne, te lepiej dopasowuja sie do powieki. Nie sa to drogie rzesy. Ja przewaznie kupuje na ebayu amerykanskim albo brytyjskim. Ostatnio kupilam rzesy Ardell w kolorze brazowym, wiec nie musza to byc czarne :)


Jak juz sie chcemy pobawic z rzesami, to warto kupic z naturalnego wlosia i najlepiej te co sa polecane. Ja za opakowanie rzed Ardell, bo te sa moim zdecydowanym faworytem place przewaznie ca. 2,00€ i spokojnie mozna jest przez jakis czas uzywac. Ewentualnie moga to byc rzesy Red Cherry albo ostatnio odkrylam Eylure ale o tych nie moge na razie za duzo powiedziec, moze tylko tyle, ze sa bardzo porzadnie wykonane ale o nich bedzie wiecej w osobnym poscie.

Uzywalam i ciagle jeszcze po nie siegam rzesiska z MAC'a ale te sa drogie i prawde mowiac troche zajelo zanim je oswoilam, do tego trzeba je koniecznie przyciac na dlugosci. Probowalam tez na samym poczatku rzesy Zoeva ale te byly dosc slabe, ja bylam niewprawiona... i nic z tego nie wyszlo. Przygladalam sie rzesom Artdeco, Essence i paru innym firmom ale prawde mowiac zadne z nich nie rownaja sie tym trzem firmom, ktore polecilam. Wiadomo wiaze sie to czesto z zakupem w ciemno ale w tej chwili mozna praktycznie kazdy produkt wpisac w google i dostaniemy spora ilosc zdjec do porownania i na tej podstawie wybrac sobie jakie sie nam spodobaja. 


poniedziałek, 11 czerwca 2012

look... unashamed i oczywiscie w fioletach ;)


Pigment L'oreal pokazalam ostatnio, jak ktos jeszcze nie widzial, to prosze bardzo mozna o nim poczytac tutaj. Jak juz obiecalam to wstawiam oka z makijazem, w ktorym uzylam tego pigmentu.

Poniewaz makijaz troche mocniejszy i prosil sie o rzesiska, to wzielam z Red Cherry #DW ... wygladaja fajnie ale jakos nie moge sie do tych rzesy przekonac i jednak wole Ardell, choc te na przezroczystym pasku sa bardziej przyjemne jak te co pokazywalam jakis czas temu.


Tak sie prezentuje pigment na oku... nalozony na mokro na ruchoma powieke. Reszta to cienie Inglot z moich paletek, prawde mowiac co chwila dziubalam w innym cieniu, wiec troche trudno wymienic jakie kolory uzylam. Kreska i linia wodna potraktowana linerem zelowym MAC Blacktrack. A jako bazy pod cienie uzylam linera Bobbi Brown Black Mauve.


Wychodzi tez na to, ze pomylkowy kolor z Givenchy jednak mi jak najbardziej pasuje. Tak jak myslalam juz mi sie troche zzolklo i latem (nie wnikajac w pogode za oknem) lepiej mi w produktach, ktore ida w zolty. Tak tez jest w przypadku bebikow, przerzucilam sie na no.23 a moje rozowo-sine kolory poszly w odstawke. 


 Bonusik ;)


A pozatym na twarzy krysztalek Chanel i letnie kulki pucki Guerlain 2012.


poniedziałek, 21 maja 2012

Red Cherry, czyli kolejne rzesiska w sroczym kuferku :)

Te rzesy kupilam jakis czas temu i tak lezaly i nabieraly mocy prawnej. To znaczy do tej pory rzesy kleilam rzadko, bo ta cala procedura doprowadzala mnie do szalu ale teraz z moim sprzetem, to chwila moment. Dlatego moge rzesiska uzywac i na pewno czesciej sie beda pojawiac w makijazach. Po prostu uwazam, ze przy mocniejszych makijazach rzesiska sa ta kropka nad "i". 

Red Cherry to firma, o ktorej gdzies tam uslyszalam, ma ona w ofercie rzesy z ludzkiego wlosia, choc prawde mowiac jak dla mnie one wszystkie sa podobne w dotyku, bez wzgledu na to jaki to material. Do tej pory przewaznie korzystalam z rzes Ardell ale te sa u mnie trudniej dostepne, dlatego pomyslalam sobie, ze co mi szkodzi przetestowac te. Cena to ca. 2.25€ i ja moje kupuje w necie.


Na pierwszy rzut poszly rzesy z numerem #600. Jak widac sa one na czarnym pasku i sa dosc dlugie, wiec tak jak w przypadku macowych, musialam je sobie przyciac.


Kleilam jak zawsze na klej Duo, ostatnio kupilam sobie nowy, bo mi sie wydawalo, ze ten co mialam nie dziala juz tak jak powinien ale tak do konca nie jestem przekonana. Moze ja po prostu jestem sierota. Na linerze trzymaja sie lepiej, tym razem nie uzylam zanim przykleilam rzesy, moze to tez dlatego.


 Rzesy albo o ile mozna tak powiedziec, ten model... bardzo mi sie podoba na oczach. Nadaje troche zadziornosci ale przy tym nie wyglada za sztucznie. Z tym, ze musze przyznac... jednak rzesy Ardell sa przyjemniejsze w uzyciu. Pasek na ktorym sa rzesy jest bardziej miekki i wygodniej sie je nosi a takze wygodniej przykleja. Te niestety na jednym oku zaczely mi sie po 3 godzinach odklejac, choc moze tu akurat ja bylam winna, bo do makijazy na bloga nie kleje je jakos specjalnie mocno... i tak mam potem wystarczajaco zmywania ;)


W kazdym razie potestuje jeszcze. Albo popatrze czy maja rzesy na lekkim, przezroczystym pasku. Te przewaznie sa bardziej miekkie. A potem zdecyduje czy od czasu do czasu skusze sie na ta firme, czy pozostane przy Ardell, bo tamte jakby nie bylo jak na razie sa dla mnie po prostu najlepsze.