Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burberry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burberry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 maja 2015

post o pustych opakowaniach ;)

 Ostatnio zajrzalam do szuflady i doszlam do wniosku, ze nie ma juz w niej miejsca a to oznacza, ze czas najwyzszy na post o pustych opakowaniach ;)

Tym razem jest to niesamowita zbieranina ale przy tym sporo kosmetykow kolorowych. Praktycznie wszystkie kosmetyki opisalam w postach, wiec nie bede zaglebiac sie w szczegoly.

  •  La Roche Posay woda micalarna - do tej pory kupowalam micela z serii Effaclar, skusilam sie na zwykla wersje bo byla jeszcze raz tak duza ale niestety tez sporo slabsza. Zmeczylam do konca ale wiecej nie kupie. Wrocilam do micelka LPR Effaclar.
  • La Roche Posay Effaclar lotion oczyszczajacy pory. Dosc mocny produkt, swietnie oczyszcza ale nie moglam go uzywac zbyt dlugo... potrafi przesuszyc skore. Uzywany od czasu do czasu porzadnie oczyszcza. 
  • Vichy Normaderm to oczyszczajacy micel... polaczenie dwoch powyzszych produktow z LRP. Radzil sobie ale apecjalnego wrazenia nie zrobil i po wykonczeniu trzech powyzszych produktow, powrocilam do mojego ulubionego micela. 
  • Lierac matujacy fluid dla "doroslej" skory z problemami - bardzo fajny lekki krem - zel, ktory mozna uzywac na dzien pod makijaz a ktory dzieki dobremu skladowi, pomaga zwalczac niedoskonalosci.
  • Skin79 The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus - jeden z moich ulubionych kremow pod oczy, bardzo go lubie... niestety cena na ebayu skoczyla do gory a dostepnosc spadla. O tym kremie pisalam wiele razy, wiec nie ma co sie powtarzac.
  • Dwufazowka Chanel - po raz kolejny... juz nawet nie wiem ktory. Kocham niezmiennie.
  • Biotherm Blue Therapy Serum - uzywalam glownie na noc... czasami pod krem a czasem samodzielnie. Bardzo przyjemny kosmetyk, odpreza i odzywia skore.
  • Vichy Idealia Pro - moj ukochany lekki krem pod makijaz, uzywam codziennie rano. I jak juz pisalam w poscie, bylam bardzo pozytywnie zaskoczona jak jest skuteczny. Kolejne opakowanie mam aktualnie w uzyciu i pewnie jeszcze nie raz wroce do tego kremu i do serum.
  • Biotherm Skin Best Night to odzywczy krem na noc. Co prawda wole serie Blue Therapy ale ta tez jest dobra. Z tym, ze nie dawala mi tak do konca tego co chcialam, wiec na razie sobie daruje. Jak juz to skusze sie na Blue Therapy.
  • Lierac dwufazowy koncentrat na niespodzianki. Bardzo lubie. To tez juz ktorys kolejny i jak sie konczy, to kupuje kolejny.
  • Biotherm Blue Therapy Eye - to kolejny produkt z tej serii. Bardzo sie z nim polubilam... dobry krem pod oczy, ktory nawilza i odzywia. Nadaje sie na noc ale takze na dzien pod makijaz. Ja go uzywalam na noc ale mimo, ze radzil sobie dobrze i nie mam mu w sumie nic do zarzucenia, to wrocilam do mojego Lancome a jak mi sie skonczy, to kolejny krem czeka w kolejce. Z tym, ze calkiem mozliwe jest, ze do tego kiedys wroce. 

  • Farmona Sweet Secret - peeling do mycia o zapachu tiramisu. Hmmm... zapach w opakowaniu bardzo apetyczny ale w uzyciu taki bardzo przecietny. Szkoda bo zapowiadal sie ciekawie. 
  • syNeo5 antyperspirant - moj ulubiony i skuteczny
  • La Roche Posay antyperspirant - bez aluminium. Zima sobie radzil ale na lato jest za slaby.
  • Vichy antyperspirant czyli dosc znana kulka tylko, ze w innej formie. Bardzo lubie i chetnie po nie siegam.
  • Alterna Caviar Volume Shampoo - uwielbiam praktycznie wszystkie produkty lini Caviar. Swietnie mi sluzy a moj fanaberyjny sklap je kocha. Kosztuja sporo ale sa bardzo wydajne i jak dla mnie mimo wszystko warte swojej ceny. 
  • Balea Bodycreme czyli cos pomiedzy maselkiem a lotionem do ciala o bardzo przyjemnym zapachu. Jest to lekki produkt, wiec spokojnie mozna uzywac zarowno zima jak i latem. Nawilzenie nie jest jakies szalone ale daje sobie rade. 
  • Phemone cukrowy peeling do ciala. Tak jak juz pisalam w poscie, bylam z niego zadowolona i gdyby nie to przyciezkie szkalne opakowanie, ktore oczywiscie przy koncu tez rypnelo w wanne to byloby cacy. Jedyne co mnie zastanawia, dlaczego polska firma... sprzedajaca swoje produkty w Polsce, ma na opakowaniu same opisy po angielsku. Bo co... lepiej to wyglada ??
  • Biotherm Firm Corrector - odzywiajacy i napinajacy skore... jeden z moich ulubionych produktow do ciala. Ogolnie bardzo lubie wszystkie te kremy i zele"modelujace sylwetke"... i nie z powodu tego modelowania ale po prostu pozostawiaja skore w swietnym stanie. 
  • Lirene krem do mycia ciala pachnacy wanilia... to produkt, ktory dostalam od Mamiszonka. Jakie to bylo wydajne O.o ... myslalam, ze nigdy mi sie nie skonczy. Na szczescie zapach byl jak najbardziej moj, wiec uzywalam i uzywalam az w koncu dobilam dna. 
  • Uriage woda termalna... moja ulubiona. Kolejna flacha juz rozpoczeta. 

  • Burberry Sheer Luminous Foundation podklad jak widac po nazwie rozswietlajacy aczkolwiek ja tam specjalnego rozswietlenia nie widzialam. Z tym, ze uzywalo mi sie calkiem przyjemnie. Opakowanie z pompka... niestety nie udalo sie wycisnac wszystkiego, cos tam na sciankach pozostalo. Podklad jak podklad... zarzucic mu nic nie moge ale tez nie wyroznial sie czym szczegolnym, tak zebym miala ochote go ponownie kupic. 
  •  Lancome Teint Miracle Cushion a wlasciwie sama kasetka po podkladzie. Napisalam o nim juz wystarczajaco. Nie taka ilosc... za ta cene...
  • MUFE Aqua Brow kupiona w czasach gdzie panowal szal na ten produkt. Lubie i po tym jak opanowalam to chetnie po nia siegalam. Idealnie sprawdzila sie na urlopie. Mam co prawda kolejne opakowanie ale ciagle zamkniete, bo na codzien wole cos co jest latwiejsze w uzyciu. 
  • Clinique Chubby Stick dwa kolory... melon i bezowy. Hmmm... owszem lubie ale prawde mowiac w tym przypadku rownie dobrze sluza mi kredki z IsaDora albo Catrice, wiec na ta na pewno sie wiecej nie skusze. 
  • Catrice Pure Shine to jedne z moich ulubionych kredek do ust. Swietna jakosc i kolory. Za ta cene to naprawde swietny kosmetyk.  
  • Dior Iconic Overcurl - to najlepszy z tuszy Dior. Idealna konsystencja, kolor i szczoteczka. Czego chciec wiecej. Oczywiscie kolejny zakonczyl dojrzewanie i moge go teraz uzywac :)
  • Benefit BADgal lash mascara - ja akurat zaliczam sie do osob, ktore ten tusz bardzo lubia. I nie przeszkadza mi nawet ta mega szczota. Swietnie rozczesuje rzesy i pozostawia na nich dokladnie taka ilosc tuszu co chce. 
  • Clinique Bottom Lash Mascara czyli mini tusz z mini szczotczka. Glownie do lichych rzes na dolnej powiece. Przez dlugi czas bardzo go sobie cenilam ale moje rzesy wyhodowane na RL nie potrzebuja juz takiech specjalnych tuszy. 
  • Chanel Lipgloss... jak kiedys nie przepadalam, tak teraz bardzo lubie blyszczydla tej firmy a jak do tego nie maja drobinek, to po prostu idealy.
  • Volumizing Primer Revita Lash - to w sumie produkt, ktorego swiat nie potrzebuje. Ja nie widzialam kompletnie zadnego dzialania. Ani mi to ie wzmacnialo rzes ani nie poprawialo ich wygladu, gdy nakladalam pod tusz. W koncu wyladowal gdzies na dnie szuflady, gdzie z zalu mu sie wyschlo. 
  • Kiko baza pod cienie - no coz... slabiutka i moje powieki za bardzo jej nie lubily.
  • Dior Lipbalm - moj ukochany balsam do ust. Kolejny lezy sobie oczywiscie w szufladce i czeka na swoja kolej. 

  • Bvlgari Mon Jasmin Noir - jedna z wariacji na temat Jasmin Noir. Uwielbiam wszystkie. To byla lekka wiosenna albo i letnia wersja. Wracam do nich co jakis czas.
***

Jest tego chyba troche mniej jak myslalam ale i tak przyznam sie bez bicia, ze strasznie ciezko mi sie zawsze zabrac za denkowe posty i tego dziergam juz od ponad dwoch dni. 

Teraz jestem na etapie zuzywania wszelkiej pielegnacji, bo zrobilam kolejna rewolucje i postawilam na kolejna firme. Glownie tak z ciekawosci... zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak nic dobrego to przynajmniej wiem do czego wroce, bo jak na razie to do moich faworytow moge zaliczyc Biotherm Blue Therapy i Vichy Idealia. 

poniedziałek, 1 września 2014

blyszczydlo od Burberry


 To jest moj pierwszy i jedyny blyszczyk tej firmy. Kupilam je juz dosc dawno temu, wtedy jeszcze nie bylo Burberry w dougim online i w zakupach pomogla mi Maja (:*). Blyszczyczlo lezalo i cierpliwie czekalo na swoja kolej, bo mimo wszystko (tzn. mimo dosc duzego stanu posiadania), staram sie nie otwierac wszystkiego natychmiast, bo nie moglabym tego zuzyc a blyszczyki to jeden z tych produktow, ktory potrafi sie dosc szybko zepsuc.


 Opakowanie jest proste, klasyczne... na zakretce typowa burberrkowa kratka. 
Pojemnosc calkiem spora, mamy tu 6 ml.


 Kolor to brudny, dosc neutraly roz. Na moich jasnych ustach wypada dosc nudkowo. Jest to odcien 01 Rosewood. Pacynka standardowa, przyjemna w uzyciu.


 Blyszczyk sie nie klei i nie zawiera zadnych drobinek. Zapach ma owszem ale trudno mi powiedziec co to jest... troche slodko, bardzo podobnie jak podklad, wiec mozliwe, ze jest to typowy zapach w przypadku produktow tej firmy. Mi on nie przeszkadza, na ustach pozniej sie go nie czuje.


 Mimo wszystko pieknie, naturalnie podkresla usta... dajac cudna talfe.


 Wiadomo trwalosc to rzecz wzgledna. U jednych bedzie sie trzymal lepiej u innych gorzej. Blyszczyki, ktore sie nie kleja nie maja tez szalonej trwalosci... w koncu cos za cos ;)


 Bonusik ;)


Bardzo go lubie, wiec calkiem mozliwe, ze kiedys zawita u mnie jeszcze jakis inny kolor :)


czwartek, 20 marca 2014

look... Gabi ;)

 Nie moglam czekac i korzystajac z tego, ze mialam dzis wolne to siegnelam po najnowszy nabytek, czyli paletke Chanel ktora pokazywalam wam wczoraj.
Nakladalam cienie na sucho, wiec efekt jest bardziej delikatny. Zeby uzyskac ta metaliczna poswiate nalezy nalozyc je na mokro ale to bylby typowy makijaz na wyjscie a ja chcialam cos bardziej dziennego.

 208 Tisse Gabrielle bardzo przypadla mi do gustu. Na zdjeciach niestety troche zjadlo kolory i jak nie probowalam to nic z tego nie wychodzilo. Cienie nalozylam na baze NARS i rewelacyjnie sie na niej trzymaja. Minelo ponad 7 godzin a oko wyglada caly czas tak samo.

Cienie sa bardzo przyjemne w uzyciu, dobrze sie lacza i latwo rozcieraja. Nie traca na oku intensywnosci. Na pewno osoby, ktorym przeszkadzalo to, ze poprzednie czworki byly bardzo suche i sie sypaly, teraz beda zadowolone.


Bonusik ;)


Pozatym uzylam
  • Rouge Bunny Rouge Highlighting Liquid 010
  • Guerlain Parure Extreme 02
  • Guerlian Meteorites Bubble Blush 01
  • Chanel Christalline Powder
  • Guerlain Meteorites Teint Beige 02
  • Artdeco Brow Pencil 4
  • Benefit gimmeBrow medium
  • Burberry Effortless Mascara
  • IsaDora inliner kajal 56
  • IsaDora Twist-up gloss Stick 10


wtorek, 11 lutego 2014

ulubiency roku 2013... z lekkim poslizgiem ale sa ;)

Troche to u mnie trwalo, bo mamy juz prawie polowe lutego ale tak czasami bywa. W kazdym razie mam pare produktow, ktore mi wyjatkowo w zeszlym roku sluzyly i te chcialabym wam pokazac. Czesc z nich pojawiala sie w ulubiencach i praktycznie o wszystkich juz pisalam, wiec nie bede tworzyc kolejnego elaboratu, wyszukiwarka dziala, wiec zawsze mozna pogrzebac w czelusiach bloga.


  • Guerlain Parure Extreme to wielka milosc, niestety spozniona... podklad zostal wycofany z rynku i zastapiony nowym. Smuteczek jak stad na ksiezyc ale na szczescie mam jeszcze cala butle w zapasie i jedna zza kaluza, wiec cos tam na otarcie lez zostalo. Ten podklad wyglada u mnie najlepiej, trzyma sie najlepiej i moja skora go kocha. Nie zawiodl mnie jeszcze ani razu a uzywam namietnie i glownie wlasnie po niego siegam. Podobno nowa wersja tez jest dobra... nie wiem nie probowalam.

  • W zeszlym roku trzy tusze rzadzily u mnie praktycznie nieprzerwanie. Uzywam na zmiane, wszystkie musialy oczywiscie dojrzec, najdluzej trwalo to w przypadku YSL ale teraz jest bajka. Ale moze od poczatku. Guerlain Clis D'enfer Mascara jak dla mnie ideal tuszu do rzes a do tego cudnie pachnie. Ladnie podkresla rzesy a przy tym pielegnuje. Standardowa ale niezawodna szczoteczka. Jak mi sie skonczy to pewnie kupie ponownie. Burberry Effortless Mascara nie cieszy sie zbyt doza popularnoscia ja ja za to bardzo lubie. To tez jest taki troche bardziej suchy tusz ze zwykla szczoteczka. Idealny na co dzien. Wydajny i trwaly. Uzywam na zmiane z Guerlain. I ostatni z tuszy to YSL Baby Doll z plastikowa szczoteczka i ten zdecydowanie moge zaliczyc do rzadkich tuszy. W miedzyczasie myslalam, ze nic z tego nie bedzie, bo moje rzesy zdecydowanie wola cos bardziej suchego ale teraz jestem bardzo zadowolona z efektu. Uzywam go do pracy, czyli praktycznie codziennie. Sprawdza sie bardzo dobrze... rzesy sa wydluzone, ladnie podkreslone i porozdzielane. Nie robi pandy... choc prawde mowiac w ogole nie wyobraam sobie, zeby wysoka polka mogla robic pande. Choc pewnie i tak sie zdaza :P ... w kazdym razie tusze ktore uzywam pozostaja na swoim miejscu, nie rozmazuja sie, nie odbijaja i pandy jak pisalam brak. Jedyny foch pod adresem YSL to to nieladne i brutalne zmniejszenie objetosci ale to tez nic nowego, ostatnio coraz czesciej spotykam sie z ta praktyka u roznych firm, wiec YSL nie jest tu rodzynkiem.
  • Po tym jak przestaly mi sluzyc bazy UD i TF... mam wrazenie, ze sa dla mnie za tluste to siegnelam po NARS Pro - Prime i to byl strzal w 10. Dobrze wyciaga kolor cieni i utrwala czyli robi to co powinna. Tak sobie tylko mysle, ze pewnie znowu sporo produktu zostanie w opakowaniu. Naprawde nie mozna tego w tubce robic ehhh...
  • MUFE Aqua Brow to produkt w sumie juz kultowy i albo sie go lubi albo nie. Ja naleze do tej pierwszej grupy i bardzo mnie to cieszy. Uzywam namietnie i im dluzej sie uzywa, tym latwiej przychodzi mi aplikacja. Tu akurat mam odcien 35 i ten mi najbardziej odpowiada ale dobre duszyczki mi podpowiadaja, ze w pl tego koloru nie ma. Hmmm... faktycznie  podczas mojego krotkiego pobytu sie z nim nie spotkalam, wzielam 25 i zobaczymy czy tez bedzie mi pasowac.
  • RevitaLash uwielbiam... calkiem mozliwe, ze dozgonnie ale inaczej sie nie da. Przywrocila moim oczom oprawe i na szczescie dobrze mi sluzy. Co prawda jak skoncze to opakowanie to sprobuje cos innego z czystej ciekawosci ale jak bedzie trzeba to na 100% wroce do tego produktu. Co do efektu to wiadomo, kazdy oczekuje czegos innego... ale ja nie musze miec rzes lekko zwisajacych na plecy. Mi wystarczylo, ze sie ladnie wydluzyly i zagescily, tak ze nie musze wspomagac sie sztucznymi przy mocniejszym makijazu. Nie ma tez co oczekiwac, ze raz sie uzyje i bedzie na zawsze. Z takim podejsciem to lepiej usiasc i sie zastanowic. Rzesy rosna bo dostaja cos co ich wzros powoduje... jak nie dostaja to nie rosna i wracaja do poprzedniego stanu. Koniec. Kropka.
  • Uriage woda termalna najlepsza na swiecie ;) ... co tu duzo pisac. Tu pewnie tez zalezy od tego co kto lubi i co komu sluzy. Ja ta bardzo polubilam i bede dalej kupowac.
  • syNeo 5  to dezodorant hamujacy pocenie sie. Ten akurat mozna u mnie dostac w drogeriach Müller i wystepuje w wersji z kulka i w sprayu. Przetestowalam wiele tego typu produktow dostepnych u mnie na rynku i ten jest bezapelacyjnie najlepszy. Stosuje sie go co 5 dni, nie ma zadnego swedzenia czy innych podraznien a do tego jest skuteczny. Kolejna kulka juz czeka ale na szczescie jest wydajny, wiec ten mi jeszcze dlugo posluzy. Mniej wydajny jest spray, pomijajac ze butelke tez ma mniejsza.
  • Olej kokosowy tu moglabym napisac, ze bez niego sie nie da. Kocham zarowno w kuchni, jak i w lazience. Moje ochy i achy opisalam juz w poscie. Kto zna i uzywa to wie o czym pisze a reszte zapraszam do lektury tutaj :)
  • Chanel dwufazowka do demakijazu. Najlepszy plyn do oka jaki do tej pory uzywalam, o czym tez juz wielokrotnie pisalam. Przebil helenke i watpie zebym kiedykolwiek trafila na cos co mi bedzie lepiej sluzylo. Moge spokojnie powiedziec, ze znalazlam moj ideal :)
  • ogolnie kosmetyki pielegnacjyne La Roche - Posay. Jak widac przestawilam sie praktycznie calkowicie na pielegnacje apteczna. Dosc dluzo podchodzilam do niej jak do jeza, glownie z powodu traumy jaka zafudnowala mi firma Vichy wiele lat temu. Wiadomo jedne produkty sluza mi lepiej inne mniej, te co widac na zdjeciu uzywam namietnie i pewnie na razie przy tych produktach zostane, choc nie powiem kusi mnie jeszcze jedna firma, ktore pare produktow jakis czas temu nabylam i juz o nich pisalam. Ewentualnie bede uzywac na zmiane ale przynajmniej wiem, ze LRP lubi sie z moja skora albo wlasciwie moja skora lubi ich produkty i spokojnie moge zawsze do niej wrocic.
  • Dwa ulubione kremy pod slepia. Na dzien uzywam (i to juz od dobrych dwoch lat) Skin79 The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus. Jak dla mnie najlepszy. Co zreszta widac tez po stanie mojej skory wokol oczu. Ma dobry sklad, jest lekki, szybko sie wchlania i nadaje sie pod makijaz. Do tego skuteczny w swoim dzialaniu. Ciagle do niego wracam, do tego w przyjemnej cenie, bo z darmowa wysylka wychodzi cos ca. 8 - 9€. Drugi to byla niesamowita niespodzianka. Wzielam go kiedys w DM z czystej ciekawosci, kosztowal tez nieduzo. Lavera Intensiv Augenpflege Weißer Tee- Karanjaöl to krem do cery niby dojrzalej ale prawde mowiac mozna go spokojnie zaczac uzywac wczesniej jak sie ma problemy ze skora wokol oczu. Pisalam o tym kremie tutaj. To juz moja kolejna tubka i pewnie przy nim pozostane, nawet jak zdaza mi sie odskoki w innych kierunkach, bo wiadomo, ze ja ciekawskie stworzenie jestem ale prawde mowiac ten krem daje mi wszystko czego oczekuje od kremu pod oczy.
  • Mythos Body Butter olive+vanilla&coconut to kolejny produkt z gatunku, ktory albo sie kocha albo nie. To opakowanie jest juz puste i wyskrobalam je do konca. Bo mi wyjatkowo to maselko sluzylo i bardzo chetnie po nie siegalam.
  • Organique Sugar Peeling Chocolate to jest produkt ktory dosc pozno zagoscil u mnie, bo bylo to w sumie pod koniec roku ale od razu katapultowal sie do ulubiencow. Uwielbiam tego zdzieraka. Co prawda upapram zawsze wszystko dookola ale kocham to co robi z moja skora. Plus za to, ze nie musze sie smarowac dodatkowo zadnym mazidlem po kapieli, choc wiem, ze nie wszyscy lubia ten efekt. Ja owszem i kazde uzycie tego peelingu to czysta rozkosz :)
  • Na koniec pozostaly szampony i odzywki Aussie. Tu chcialam jeszcze przypomniec, ze pisze o niemieckiej wersji, ktora troche sie rozni skladem od polskiej. W koncu... po wielu latach moge kupic szampon w drogerii bez obawy, ze zrobi mi kuku. Wrecz przeciwnie moje wlosy bardzo lubia te produkty i jestem bardzo zadowolona. Ten szampon nadajacy objetosc juz zuzylam, odzywka do wlosow farbowanych tez powoli sie konczy. W tym drugim szamponie tez wiele nie pozostalo i wiem, ze za jakis czas pojawia sie kolejne Aussie w mojej lazienkowej szafce. 
 ***

I to byloby na tyle. To takie glowne produkty ktore przychodza mi na mysl jezeli chodzi o zeszly rok. Pewnie moglabym jeszcze dorzucic pare rzeczy z kolorowki jak korektor w pisaku z Rouge Bunny Rouge, czy roze Chanel lub pedzle Zoeva i kredki (balsamy) do ust Catrice, Clinique. Jakbym sie uparla to moglabym tak do jutra wymieniac. 

środa, 23 października 2013

rozswietlajacy podklad od Burberry

Poniewaz w jednym z uzywanych podkladow dobiam dna, to z czelusci szuflady wygrzrbalam nastepce, ktory tam od jakiegos czasu czekal na swoja kolej. Burberry Sheer Luminous Foundation czyli jak widac kolejny rozswietlajacy. Burberowe podklady maja rozne opinie, ogolnie zachwyty trzymaja sie w granicach ;) ... ciekawa bylam jak bedzie u mnie, teraz juz wiem.


Opakowanie klasyczne, proste. Zawiera 30 ml podkladu. Pompka jest zawsze mile widziana.


Ja zdecydowalam sie na odcien No.06 ... kolorow do wyboru jest sporo (klik), dla kazdej karnacji. Ja na szczescie znajduje sie przewaznie gdzies po srodku wiec nie mam problemow z dobraniem koloru.


Jest to sredni bez, ktory wydaje sie byc dosc neutralny jednak z bliska widac, ze lekko idzie w roz. Czyli cos co mi jak najbardziej pasuje, choc na pewno lepiej w zimowe miesiace. Rozswietlenie jest subtelne, na ponizszym zdjeciu mam juz podklad na buzi, bardzo lubie ten efekt swiezosci. Zdecydowanie odejmuje to lat ;).


Tak sie prezentuje potraktowany prasowanymi motylami... odrobina bonzera hoola, burberkowy tusz na rzesach i kredka Clinique na ustach dopelniaja calosci. Tak moge wyjsc do ludzi ;)


Wracajac do podkladu. Hmmm... jest ok. Z tym, ze nie za bardzo jestem zadowolona z faktu, ze to tylko okey. Przy tej cenie powinien byc jakis wow efekt. Tak jak nalozylam ostatnio podklad G, spojrzalam w lustro i bardzo mi sie podobalo to co widzialam. Tu stwierdzilam tylko... jest dobrze. Podklad jest gesty, przez co nie naklada sie go latwo. Do tego jest dosc tresciwy i zdecydowanie lepiej do nakladania nadaja sie palce jak pedzel. Jajem nie probowalam ale bede musiala sprawdzic przy okazji. Krycie ma srednie. Czyli musze siegnac po korektor, bo moje przebarwienia przebijaja... ewentualnie co tez dziala wklepac w tych miejscach odrobine wiecej podkladu. Tak tez zrobilam tym razem. I wtedy, no tak... wyglada ok. Na rynku mamy duzo podkladow tego typu, wiec na trzeba na nie wydawac ca. 40€ ... ja bede go sobie uzywac na takie "luzne" dni ale wiecej sie na podklad tej firmy nie skusze. Podklad mi nie sciemnial na buzi, dobrze wspolpracuje z innymi produktami i trzyma sie na buzi, nic mi sie nie scieralo... wiec moge powiedziec, ze trwalosc ma w porzadku.


środa, 17 lipca 2013

burberrek... czyli pierwsze spotkanie z Effortless Mascara


Poniewaz moje dwa tusze powoli koncza swoj zywot, to oprocz YSL postanowilam w koncu zabrac sie za burberrka. Burberry Effortless Mascara to tusz wg producenta pogrubiajacy ale nadajacy naturalny wyglad. Nic dla drama queen ale jak najbardziej dla mnie, bo ja takie tusze lubie najbardziej.

Opakowanie proste, urocze... i ma w sobie cos takiego, ze chcialo by sie wiecej. Choc musze przyzac, ze firma tez troche sepi, bo 4,5 ml to nie jest zbyt wiele. 


Midnight Black... bo jakze mogloby byc inaczej, ja po prostu lubie czarne tusze. 
Na zdjeciach jak zwykle jedna warstwa.

na ustach catricowa balsamo-kredka :P

Wiecej bede mogla powiedziec jak dojrzeje, bo mimo tego, ze nie jest specjalnie rzadki to jednak u mnie kazdy tusz musi pooddychac. Niemniej jak na swiezynke to podoba mi sie to co widze, ladnie podkresla rzesy. Standardowa szczoteczka dobrze rozczesuje rzesy. Nie ma na niej za duzo tuszu, wiec nie godzi mi posklejanie ani klumpy. Lubie tusze, ktore od razu ze mna wspolpracuja :) ... jak sobie tak pomysle, to jest on bardzo podoby do Givenchy Eye Fly, ktory bardzo lubilam... to swietny dzienny tusz, na ktroym zawsze moglam polegac.


niedziela, 3 lutego 2013

Burberry... w obrazkach :)


 Poniewaz pare sroczek chcialo wiedziec, co kryja burberrowe kartoniki... to mam dla was pare zdjec ale poniewaz jeszcze nic nie testowalam, na razie siedze i sie jopie... to za duzo wam na ich temat nie powiem, zreszta... wszystko w swoim czasie :P


 Opakowania jak widac proste, czyli to co lubie. 
Porzadnie wykonane, ciesza srocze oko.


 Burberry Sheer Foundation - Trench No.06 ... to podklad ha! ... coz za niespodzianka... rozswietlajacy. Juz kiedys jak ogladalam swatche w sieci to spodobaly mi sie kolory, ktore maja w ofercie i przekopalam sporo stron, zeby dojsc jaki odcien bylby dla mnie dobry. Czy trafilam to sie okaze ale jak patrze na opakowanie to jest to dosc jasny i neutralny bez.


 Nie moglam tez sobie odmowic blyszczyka.


Burberry Lip Glow - Rosewood No.1 to jak widac na zdjeciu zgaszony, troche brudny roz. Mrrrr... idealny kolor. Jak mu sie tak przygladam to przypomina mi blyszczyki Lancome i jak bedzie rownie dobry, to z czasem na pewno przybeda kolejne, bo jeszcze pare kolorow mi wpadlo w oko. A do tego maja bardzo przyjemny i apetyczny zapach.


 Burberry Effortless Mascara - Midnight Black No.1 coz moge powiedziec, po prostu nie moglam sobie darowac. Wzielam jak zwykle czarny, choc dostepne sa jeszcze dwa kolory. Szczoteczke ma dosc typowa i co mnie ucieszylo nie jest to rzadki tusz, na szczoteczce mamy taka ilosc jak potrzeba i prawde mowiac jestem bardzo ciekawa czy sie polubimy.


 Na koniec wpadla mi jeszcze w lapki kredka do ust Burberry Lip Definer - Nude Beige No.01. Spodobal mi sie kolor, ktory swietnie pasuje do tego blyszczyka i wielu innych ktore posiadam. Jak to przewaznie bywa, do kredki dolaczona jest temperowka.


To byloby na razie na tyle. Jak tylko sie zapoznam dokladniej z tymi produktami to opisze wrazenia. 
I naprawde bardzo bym chciala zeby byly pozytywne :)

Marti... jak widzisz... sie spielam :* ... co by Cie nie meczyc ;)

czwartek, 31 stycznia 2013

mruuu... ❤ ❤ ❤, czyli male zakupy :))

Kolorowki Burberry jeszcze u mnie nie bylo, co  sumie wynikalo tylko z tego, ze spotkac sie z nia nie jest takie proste i ogolnie najblizej to mam chyba w Monachium. Owszem od jakiegos czasu maja sklep online ale ten nie funkcjonuje mi tak jak powinien... w sumie nie wiem dlaczego ale tez nie to nie... nie bede sie pchac na sile ;)


Kochana Maja zrobila dla mnie zakupy i dzis dostalam paczuszke. Siedze i sie jopie, bo samo opakowania sa dokladnie takie jak lubie... proste ale przy tym szalenie eleganckie.

Bardzo jestem ciekawa wrazen, bo do tej pory w ogolnie nie mialam mozliwosci potestowania a poniewaz ja lubie odkrywac cos nowego, to ciesze sie na ta czworke szalenie :P

A co z tego wyjdzie, to sie okaze...

:)