Z elfich klimatow wpadlam w wampirze ;)

Po wczorajszym filmie zachcialo mi sie znowu czegos mocniejszego, oczywiscie nie w postaci % a pomalowanego oka. Skorzystalam z tego, ze mialam dzis wolne... bo pewnie to znowu tak szybko nie nastapi, zeby mi sie chcialo tak bawic :P
A poniewaz bylam wam jeszcze winna zaprezentowania cienia z Nulkowej paczuszki,
ktory wzbudzil zainteresowanie. To pomyslalam czemu by nie :)

Jest to wypiekany cien firmy MAKE - UP STUDIO. Oryginalnie jest to wklad z serii Moondust, Nulka dorzucila mi pojemniczek na niego i tak tez bardzo fajnie funkcjonuje. Baza tych cieni jest czern i kazdy z nich ma dodadkowo inne odcienie. Ten w kolorze Galaxy Green ma dodatkowo rozne odcienie zielonego i minimalnie srebra. Na swatchu na sucho widac, ze baza jest czarny... jednak przy roztarciu cien traci na intensywnosci i z zieleni niewiele pozostaje. Nalozony na mokro jest bardzo intensywny, zielen wydaje sie ciemniejsza i mocno nasycona. Ja do tego typu cieni uzywam spray fixujacy z p2, ktory swietnie sie w tej roli sprawdza. Dodatkowo zeby nie bylo smutnie z jednym cieniem, uzylam paletki Urban Decay "The Black Palette"... a dokladnie: Black Dog, Barracuda, Libertine.
Uzylam Dr. Jart+ Premium BB Cream jako podkladu, sypkiego pudru Skinfood Peach Sake, bronzera i rozswietlacza z Kiko oraz rozu MAC. Kreske zrobila kredka z Make-up Studio, ktora caly czas chetnie uzywam. Rzesy Ardell 102 Demi.

A tak sie makijaz prezentuje na oku. Cien nalozony na mokro swietnie sie trzyma, nie osypuje i nie migruje. Z tym, ze efekt jest naprawde mocny... wiec sa to swietne cienie do makijazu wieczorowego a przy tym sa bardzo proste i wygodne w uzyciu.
Bonusik ;)





