Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2014

Sweet Sentiment Blush... MAC Holiday 2014


 Na swiateczna kolekcje MAC wpadlam calkiem przypadkiem. Ogolnie limitowane edycje znikaja z predkoscia swiatla, wiec juz przestalam na nie polowac, az takiego parcia nie mam. Choc wiadomo od czasu do czasu co mi w oko wpadnie. Tym razem nie bylo problemu z wiekszoscia produktow a roz sie do mnie usmiechal, wiec przygarnelam malenstwo.


 Opakowanie typowe plastikowe ale zeby bylo bardziej swiatecznie, to mamy w nim zatopione brokatowe drobinki.


 Jest to roz mineralny. Do wyboru byly dwa kolory, ja oczywiscie wybralam ten bardziej chlodny. Zawartosc to 3,5 g i z tego co widze to MAC tez uszczuplil swoje produkty. Ostatni limitowany roz mineralny jaki kupowalam mial jeszcze 4g.


 Kolor "Sweet Sentiment" mnie urzekl i musze przyznac, ze ostatnio bardzo chetnie po niego siegam.


 Pigmentacja jest szalona i musze uwazac przy nakladaniu, zeby sobie plackow nie porobic. Natomiast roztarty wyglada bardzo delikatnie. Takie to troche wymagajaca zabawy, wiec dla mnie to nie jest roz na szybko. Bo jak naloze za duzo albo mi sie tak wydaje... to wygladam jak matrioszka, wiec zaczynam rozcierac... i potem malo widac.


 Kolor jest taki bardzo moj. I jak juz mi sie go uda opanowac, to bardzo ladnie prezentuje sie na skorze. Daje naturalny rumieniec... na pewno pojawi sie w paru makijazach, choc na insta mozna juz go bylo zobaczyc.


Teraz mam zamiar zabrac sie za kolejny produkt z tej kolekcji... i jestem bardzo ciekawa jak sie sprawdzi, bo jeszcze nie uzywalam macowych prasowanych pigmentow. 


poniedziałek, 20 października 2014

srocze blyskotki... roze :)


 Czyli ostatnia czesc... troche spozniona ale ciagle aktualna ;)


 Patrzac na te moje blyskotki, to wychodzi, ze do rozy mam najwieksza slabosc.


 Z tym, ze nie potrafie sie za bardzo przekonac do kremowek. Pierwszym byl Zygomatic z Illamasqua i oeszem po niego siegam chetnie ale glownie dlatego, ze uwielbiam ten kolor. Drugi to nie tyle kremowka co pianka hehe... Meteorites Bubble Guerlain. Roz o boskim zapachu i dajacy delikatny i naturalny efekt. Tez mi to troche czasu zajelo zanim go oswoilam.


 Chanel Joues Contraste to zdecydowanie moje ulubione roze. W tej chwili mam cztery sztuki. Na zdjeciu brakuje najnowszego z jesiennej kolekcji, czyli 160 Innocence. Uwielbiam je za zapach, trwalosci i efekt jaki daja. I mam wrazenie, ze sa nie do zdarcia. Rose Dust to roz po ktory siegam najczesciej... jak nie moge sie zdecydowac jaki wybrac, to siegam wlasnie po ten. Uzywam go i uzywam a drania w ogole nie ubywa. Na zdjeciu od lewej mamy 60 Rose Temptation, 54 Rose Dust, 68 Rose Ecrin.


 Z rozami Dior ogolnie mi nie jest po drodze. Glownie dlatego, ze rzadko kiedy je u mnie widac. Ja nie wiem czy one sie ulatniaja ale znikaja mi z policzkow z predkoscia swiatla. Rosy Glow jest dosc specyficznym rozem i jednym z takich ktore trzeba miec. W pierwszym momencie gdy sie go zobaczy, to jedyne co przychodzi to glowy to to, co to wlasciwie za oczojebek. Ten roz u kazdej osoby bedzie troche inaczej wygladac i na twarzy daje bardzo ladny i swiezy efekt. Daleki od tego jak wyglada w opakowaniu. Naprawde warto mu sie przyjrzec.


Zoeva dopiero od niedawna ma te roze w swojej ofercie. Ja kupilam go z ciekawosci i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyl. Swietny roz o dobrej trwalosci, ktory do tego kosztuje niewiele a w opakowaniu mamy 8g. 


 Inglot roz w odcieniu 82. Cudny brudny roz o swietnym nasyceniu koloru i dobrej trwalosci. Tych produktow chyba nikomu nie trzeba przedstawiac. Bardzo go lubie i mam go w paletce razem z najbardziej genialnym chlodnym pudrem do konturowania (seria HD 505).


 Ostatnia piatka to roznego rodzaju limitowane maczki. Od lewej Flower Fantasy taki troche bardziej rozo-rozswietlacz  ale bardzo fajnie wyglada na skorze. Najnowszy w mojej kolekcji Corol (matte/satin) i mineralny cukiereczek Giggly.


Dwa mocne roze przy ktorych nakladaniu lepiej uwazac ale oba swietnie wygladaja i oba bardzo lubie. Vintage Grape po lewej i Amazon Princess po prawej. 

Od lewej: Illamasqua, Guerlain, Chanel, Dior, Zoeva, Inglot, MAC
Wszystkie pokazywalam juz na blogu, wiec bez problemu mozna znalezc je na liscie po prawej stronie w zalkadce "roze".


niedziela, 21 września 2014

wcale nie taki niewinny ;)


 Bo w sumie to niezly z niego kusiciel. I nawet sie nie zastanawialam nad faktem, ze bedzie to kolejny roz w mojej kolekcji. Mowa oczywiscie o Chanel Joues Contraste w odcieniu 160 Innocence.


 Opakowanie klasyczne, proste... czarne jak dla mnie idealne. Pudernicza z lusterkiem i pedzelkiem zawiera 4g produktu. Z jednej strony wydawaloby sie, ze to nie jest duzo ale z drugiej... te roze sa nie do zuzycia.


 Kolor po prostu moj... w 100%. Choc ma duzo wspolnego z 60 Rose Temptation, to kazdy z tych rozy jest inny. Te jasne pedzelki sa calkiem w porzadku, choc ja i tak praktycznie z nich nie korzystam.


W opakowanie widac migoczace drobinki, ktore w magiczny sposob znikaja po nalozeniu na twarz ;) ... wiec nie trzeba sie ich obawiac. Mamy tu tez ten cudny, typowy dla chanelowych rozy zapach, ja go w kazdym badz razie uwielbiam.


 W dotyku rozni sie od starszych braci. Niesamowicie drobno zmielony i miekki. Bardzo dobrze napigmentowany. To w sumie pierwszy roz tej firmy, gdzie musze uwazac, zeby za duzo nie nalozyc. Choc ogolnie pieknie sie rozciera i stapia ze skora.


 Na ponizszym swatchu widac, ze kolor jest dosc intensywny. To taki typowy rozany brudasek.


Innocence byl czescia limitowanej kolekcji ale ogolnie mozna go u mnie jeszcze znalezc, wiec jak ktos sie zastanawial ale nie kupil, to zawsze moze to nadrobic, bo ja uwazam, ze naprawde warto :)

***

Tak tak... postanowilam powrocic bo ilez mozna sie lenic. Urlop sie juz dawno skonczyl, od wtorku walcze z szara rzeczywistoscia hehe... I tak sobie dzis pomyslalam, ze wystarczy tego milczenia, mam tyle roznych rzeczy do pokazania, ze potem znowu sie pogubie. Oczywiscie chcialabym tez przygotowac pare postow informacyjnych na temat Santorini ale to na pewno troche potrwa :P

Buziam robaczki i milej reszty niedzieli 
:*


piątek, 18 lipca 2014

Real Techniques Night Owl Makeupkit... z bliska :)

Bardzo lubie produkty Real Techniques i dlatego nie moglam sie oprzec i skusilam sie na jedna z paletek, ktora Sam pokazala w jednym z filmikow. Uzywam ja juz od jakiegos czasu, bo pojawila sie u mnie w trakcie blogowej przerwy, wiec mysle, ze moge juz pare slow na jej temat powiedziec. Ogolnie paletki sa dwie, ja kupilam tylko ta, ktora mi bardziej pasowala. Wszystkie produkty RT mozna kupic na ich stronie, maja wysylke na caly swiat.


Paletka kosztuje 25,00$ czyli okolo 18,50€ i czy jest tego warta czy nie to kazdy musi sam ocenic. Ja uwazam, ze cena jest ok... paletka jest porzadnie wykonana, produkty w niej zawarte sa dobrej jakosci ale lepiej jest nie wymagac niewiadomo czego, bo mam wraznie, ze sa osoby, ktore przesadzaja ze swoimi oczekiwaniami i wszystko musi im tylek urywac, bo jak tego nie robi to dno i babelki.


Sam i Nic zadbaly o strone wizualna (tak zeby sroki byly zadowolone) a do tego dostalam maly upominek, czyli pedzelek do eyelinera.


Calosc jest w tekturowym opakowaniu, zamykanym na magnes.


W zestawie mamy trzy blyszczace i jeden matowy cien, kremowy eyeliner, pudrowy roz, kremowy rozswietlacz i dwa mini blyszczyki (jeden z drobinkami, drugi bez).


Podoba mi sie to zestawienie kolorow. Jak dla mnie idealne :)
Jedyne do czego moglabym sie przyczepic to eyeliner. Jest chyba najslabszym elementem tej paletki. Niby kremowy ale nie taki prosty w uzyciu, fajnie jakby to byla taka intensywna czern do wieczorowego makijazu. Ta czern jest dosc slabo napigmentowana i bardziej wyglada to na mazniecie kredka jak kremowym linerem ale w dziennym makijazu sie sprawdzil. Przynajmniej dobrze sie trzyma powieki.


Jedynie czerwony blyszczyk to nie moja bajka, choc na ustach sie calkiem ladnie prezentuje. Podkresla posiadany kolor i wyglada bardzo nauralnie... nie jest to taka krwista czerwien. I jest to bardziej balsamo - blyszczyk, bo daje takie satynowe wykonczenie, na pewno nie jest to lustro.


Ten jasny posiada mikroskopijne drobinki, ktorych na ustach nie widac. Jest to delikatne dzienne blyszczydlo... nie ma specjalnie koloru, daje tylko ladny polysk. Blyszczyki nie kleja sie, nie wysuszaja i maja calkiem przyjemny (taki macowy) zapach.


Roz i rozswietlacz tez mi przypadly do gustu. Choc przyznam, ze nie mialabym nic przeciwko, zeby roz byl w chlodniejszym odcieniu. Tylko dlatego, ze ja po prostu lubie chlodne. Kolor rozswietlacza za to bardzo mi pasuje.


Roz w kolorze koralowym, jak mu sie przygladam w opakowaniu to cos zlotego tam blyska ale na skorze tego nie widac. Rozswietlacz jest w kolorze szampana. Jak widac oba produkty maja dobra pigmentacje.


Tak samo zreszta jak cienie. W sumie nie moge im nic zarzucic. Bardzo przyjemne w uzyciu i dobrze sie trzymaja. Rozcieranie nie sprawia problemu i kolor na szczescie nie znika na oku.


Ten pierwszy cien jest co prawda slabo widoczny na zdjeciu ale tylko dlatego, ze jego kolor jest bardzo zblizony do skory. Idealny do rozjasniania i rozswietlania wewnetrznego kacika... cudna perla. Fiolet jest cieniem matowym. Kolejny ma takie bardziej satynowe wykonczenie, bardzo fajny ciemny granat. Ostatni czarny posiada drobinki, jeszcze go nie uzywalam, wiec nie wiem czy migruja.



Tak sie prezentuja cienie w makijazu. Uzylam trzy cienie, jak juz pisalam wyzej bez tego czarnego. Przy okazji moze zrobie mocne, wieczorowe oko i wtedy zobaczymy jak ten cien sobie radzi :)


 Bonusik ;) ... tak sie prezentuje calosc lacznie z rozem i blyszczykiem. 
Rozswietlacz troche sie zgubil na zdjeciu ale tez byl.


Wiadomo jest to bardziej gadzet, cos co mozna miec ale nie trzeba. Ja jestem zadowolona z zakupu, lubie testowac takie paletki i oczywiscie bylam ciekawa, wlasciwie glownie bylam ciekawa i musze przyznac, ze Sam i Nic wypuscily calkiem porzadny produkt i zwazywszy na to, ze jest to ich  pierwsza paletka tego typu.


:)

środa, 9 lipca 2014

MAC Pedro Lourenco Powder Blush... z bliska :)

 Dawno mnie zadna kolekcja z MAC tak nie zainteresowala jak ta. Przewaznie jest tak, ze zanim ja sie ockne, to wszystko jest juz wykupione ale w tym przypadku trafilo mi sie jak slepej kurze i w momencie jak weszlam na ich strone, to produkty sie pojawily. Nie namyslalac sie dlugo, bo to wiadomo nie jest zbyt wskazane capnelam roz i cienie... czyli to na co najbardziej sobie ostrzylam zeby.
 

 Dzis chcialam wam pokazac roz. Ja wiem, ze to w tym momencie zadna nowosc ale moglam go przez ten czas pouzywac i cos wiecej na jego temat powiedziec a prawde mowiac jest to produkt z gatunku ktory przewaznie kocham ale czasami nienawidze.


 Standardowe czarne i proste macowe opakowanie, tu w wydaniu ktore nie przypusci zadnemu odciskowi palca, w zwiazku z tym po jakims czasie puderniczka wyglada jak obraz nedzy i rozpaczy a zeby bylo weselej cholernie trudno to potem wyczyscic, zeby nie narobic kolejnych uroczych sladow. No coz... za to mamy 11g zawartosci ;)


 Roz o nazwie Corol sklada sie z dwoch odcieni, ktore bardzo trudno dobrze uchwycic na zdjeciu. Albo wychodzily mi za zimne albo wsciekle cieple z tym, ze zalezy to od swiatla. W dziennym wyglada tak jak na tych zdjeciach, w sztucznym bardziej koralowo. Co wiadac tez na swatach dostepnych w necie... co zdjecie to roz wyglada inaczej.


Jego wykonczenie tez nie nalezy do najlatwiejszych. Jasna czesc to mat, ciemna satyna. Macowe limitowanki maja to do siebie, ze bywaja bardzo twarde i z czasem im sie to poglebia a matowy twardy roz moze przyprawic o mala nerwice. Ten produkt ta przypadlosc posiada. O ile ta satynowa jest przyjemna, tak ten mat... jak to mat :]

Tu moge zrozumiec negatywne opinie wielu osob, ze roz jest slabo napigmentowany. Bo osoby przyzwyczajone do zwyklych pudrowych rozy, chcialyby tutaj tez miec ta latwosc nakladania. Nic z tego... na twardziela trzeba miec sposob i kazdy tu musi swoj wypracowac. To jest tez jeden z powodow dlaczego nie zawsze decyduje sie na macowe kosmetyki, nawet gdy bardzo kuszaco sie zapowiadaja.


Tak prezentuja sie oba kolory oddzielnie i niech przypadkiem nikt nie mysli, ze sobie przejechalam palcami po rozu i tak to wyszlo... ja mam swoj sposob na (macowe) twardziele ;)


Tak wygladaja oba kolory roztarte na skorze. I efekt koncowy naprawde bardzo mi sie podoba. Daje on lekki i naturalny rumieniec, skora wyglada swiezo... dlatego go lubie i mimo wszystko czesto po niego siegam.


 Bonusik ;)


Zirytowal mnie natomiast fakt, ze znowu nie ma mozliwosci placenia na rachunek. Bardzo dziwna maja polityke finansowa, nie lubie jak mnie ktos zmusza do placenia kredytowka... ale z drugiej strony moze i tak lepiej. Z przelewem tez zawsze byly cyrki, bo namietnie gwiazdkowali caly przelew i przy tym nie podawali danych banku. Moze kiedys dojrzeja do Paypala.


środa, 2 lipca 2014

inglotowe nowosci w sroczym kuferku :)

 Na wstepie chcialabym sie przywitac ;) hehe... mam nadzieje, ze tesknilyscie... bo ja owszem. To tez zreszta spowodowalo, ze przypomnialo mi sie dlaczego pisalam bloga. Oczywiscie nie moglam tez przejsc obojetnie obok waszych komentarzy pozostawionych pod ostatnim postem... duzy buziak i dziekuje, ze jestescie :*

Tak sobie ostatnio pomyslalam, ze albo w koncu wroce i pokaze wam to wszystko co przez ten czas mi przybylo albo dam sobie w ogole spokoj, bo ile mozna odkladac uzywanie kosmetykow, bo przeciez musze je obfocic na bloga nieuzywane :P ... i tak oto... tadam, nie wiem jeszcze jak to bedzie z czestotliwoscia ale chwilowo mam urlop, wiec moze sie rozkrece. 

***

Na poczatek chcialam wam pokazac cacuszko, ktore przywiozlam sobie z krotkiej wyprawy do Szczecina. Kto mnie sledzi na insta, to mial dokladna relacje ale nie o tym bedzie... teraz skupie sie na stronie kosmetyczniej :)

Ogolnie malo co kupuje w Polsce, glownie z tego powodu, ze mi sie to kompletnie nie oplaca. Chocby dlatego, ze w pl jest wyzszy podatek, pomijajac juz wysokie ceny same w sobie. Choc musze przyznac, ze wyprzedaze sa po prostu boskie ale zejdzmy na ziemie, Inglot wyprzedazy nie ma a o nim teraz bedzie.


Ja nie za bardzo jestem zorientowana i nie wiem od kiedy sa te produkty w sprzedazy ale bylo podpisane "nowosc", wiec mysle, ze od niedawna. Mowa jest o pudrach do konturowania, ktore sa dostepne w paru odcieniach, wiec kazda powinna znalezc cos dla siebie. Ja znalazlam dosc szybko. Dostepny jest takze rozswietlacz ale tych mam pod dostatkiem i to takie, ktore naprawde lubie... wiec zdecydowalam sie na roz (bo tych nigdy za duzo).


 Paletka na magnes znana juz chyba wszystkim, z zalozenia na kwadratowy puder ale te prostokatne wklady swietnie do niej pasuja i mozna sobie zrobic idealna dwojke z rozswietlaczem albo pasujacym rozem.


 Troche ciezko mi oddac ten puder na zdjeciu ale jest to zdecydowanie chlodny odcien brazu, jak dla mnie prawie ideal. Do tego dobralam chlodny roz, chyba dlatego, ze ja po prostu kocham takie brudaski.

Puder do modelowania twarzy HD 505
Roz 82
 Puder jest oznaczony HD, wiec powinien sie wyjatkowo dobrze prezentowaqc na zdjeciach. Czy tak faktycznie bedzie to sie okaze. Oba produkty wbrew moim poczatkowym obawom sa w sumie bez drobinek. Cos tam przeblyska w opakowaniu ale jak widac na swatchach, na skorze mamy cudna satyne bez zbednego blink blink.


 Napigmentowanie jest przyzwoite ale jak sie beda sprawowac w akcji, to sie dopiero okaze. Jeszcze nie mialam okazji wyprobowac, moze jutro jak mnie natchnie. W kazdym razie nie sa to raczej produkty, ktorymi mozna sobie zrobic krzywde i opanowanie ich nie powinno sprawiac trudnosci.


Cena mi umknela ale wiekszosc z was ma stoiska lub sklepy Inglota w poblizu, wiec sobie mozecie sprawdzic. Ja jestem ciekawa czy na twarzy beda sie rownie dobrze dobrze prezentowac i jak bedzie z wydajnoscia, produkty Inglot sa dosc drobno zmielone przez co moga sie sypac a to wiadomo nie sprzyja wydajnosci.