Bardzo lubie produkty Real Techniques i dlatego nie moglam sie oprzec i skusilam sie na jedna z paletek, ktora Sam pokazala w jednym z filmikow. Uzywam ja juz od jakiegos czasu, bo pojawila sie u mnie w trakcie blogowej przerwy, wiec mysle, ze moge juz pare slow na jej temat powiedziec. Ogolnie paletki sa dwie, ja kupilam tylko ta, ktora mi bardziej pasowala. Wszystkie produkty RT mozna kupic na ich stronie, maja wysylke na caly swiat.
Paletka kosztuje 25,00$ czyli okolo 18,50€ i czy jest tego warta czy nie to kazdy musi sam ocenic. Ja uwazam, ze cena jest ok... paletka jest porzadnie wykonana, produkty w niej zawarte sa dobrej jakosci ale lepiej jest nie wymagac niewiadomo czego, bo mam wraznie, ze sa osoby, ktore przesadzaja ze swoimi oczekiwaniami i wszystko musi im tylek urywac, bo jak tego nie robi to dno i babelki.
Sam i Nic zadbaly o strone wizualna (tak zeby sroki byly zadowolone) a do tego dostalam maly upominek, czyli pedzelek do eyelinera.
Calosc jest w tekturowym opakowaniu, zamykanym na magnes.
W zestawie mamy trzy blyszczace i jeden matowy cien, kremowy eyeliner, pudrowy roz, kremowy rozswietlacz i dwa mini blyszczyki (jeden z drobinkami, drugi bez).
Podoba mi sie to zestawienie kolorow. Jak dla mnie idealne :)
Jedyne do czego moglabym sie przyczepic to eyeliner. Jest chyba najslabszym elementem tej paletki. Niby kremowy ale nie taki prosty w uzyciu, fajnie jakby to byla taka intensywna czern do wieczorowego makijazu. Ta czern jest dosc slabo napigmentowana i bardziej wyglada to na mazniecie kredka jak kremowym linerem ale w dziennym makijazu sie sprawdzil. Przynajmniej dobrze sie trzyma powieki.
Jedynie
czerwony blyszczyk to nie moja bajka, choc na ustach sie calkiem ladnie
prezentuje. Podkresla posiadany kolor i wyglada bardzo nauralnie... nie
jest to taka krwista czerwien. I jest to bardziej balsamo - blyszczyk, bo daje takie satynowe wykonczenie, na pewno nie jest to lustro.
Ten jasny posiada mikroskopijne drobinki, ktorych na ustach nie widac. Jest to delikatne dzienne blyszczydlo... nie ma specjalnie koloru, daje tylko ladny polysk. Blyszczyki nie kleja sie, nie wysuszaja i maja calkiem przyjemny (taki macowy) zapach.
Roz i rozswietlacz tez mi przypadly do gustu. Choc przyznam, ze nie mialabym nic przeciwko, zeby roz byl w chlodniejszym odcieniu. Tylko dlatego, ze ja po prostu lubie chlodne. Kolor rozswietlacza za to bardzo mi pasuje.
Roz w kolorze koralowym, jak mu sie przygladam w opakowaniu to cos zlotego tam blyska ale na skorze tego nie widac. Rozswietlacz jest w kolorze szampana. Jak widac oba produkty maja dobra pigmentacje.
Tak samo zreszta jak cienie. W sumie nie moge im nic zarzucic. Bardzo przyjemne w uzyciu i dobrze sie trzymaja. Rozcieranie nie sprawia problemu i kolor na szczescie nie znika na oku.
Ten pierwszy cien jest co prawda slabo widoczny na zdjeciu ale tylko dlatego, ze jego kolor jest bardzo zblizony do skory. Idealny do rozjasniania i rozswietlania wewnetrznego kacika... cudna perla. Fiolet jest cieniem matowym. Kolejny ma takie bardziej satynowe wykonczenie, bardzo fajny ciemny granat. Ostatni czarny posiada drobinki, jeszcze go nie uzywalam, wiec nie wiem czy migruja.
Tak sie prezentuja cienie w makijazu. Uzylam trzy cienie, jak juz pisalam wyzej bez tego czarnego. Przy okazji moze zrobie mocne, wieczorowe oko i wtedy zobaczymy jak ten cien sobie radzi :)
Bonusik ;) ... tak sie prezentuje calosc lacznie z rozem i blyszczykiem.
Rozswietlacz troche sie zgubil na zdjeciu ale tez byl.
Wiadomo jest to bardziej gadzet, cos co mozna miec ale nie trzeba. Ja jestem zadowolona z zakupu, lubie testowac takie paletki i oczywiscie bylam ciekawa, wlasciwie glownie bylam ciekawa i musze przyznac, ze Sam i Nic wypuscily calkiem porzadny produkt i zwazywszy na to, ze jest to ich pierwsza paletka tego typu.
:)