Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazy pod cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazy pod cienie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

matowa baza pod cienie Zoevy


 Czasami jak juz mi sie wydaje, ze znalazlam baze idealna... to po jakims czasie przestaje dzialac. No coz... starosc nie radosc, lepiej nie bedzie a jakos trzeba sobie radzic. I tak kupuje kolejne bazy w nadziei, ze w koncu ktoras poradzi sobie z moimi powiekami.


 Zoeva ma juz od jakiegos czasu w swojej ofercie baze pod cienie. Ta pierwsza, ktora byla dostepna pare lat temu w ogole mnie nie przekonala ale poniewaz firma poszla ostro do przodu z jakoscia swoich produktow, to postanowilam sprobowac tej bazy, ktora jest aktualnie w sprzedazy.


 7,5 ml w plastikowej tubce, taka forma bardzo mi odpowiada, bez zbednych kombinacji... przede wszystkim ma byc wygodnie i mamy tu pewnosc, ze mozna produkt wycisnac do samego konca.


 Ogolnie sa dostepne dwie bazy... perlowa i matowa, ja zdecydowalam sie na ta druga. Matowe bazy sa bardziej praktyczne. Tu mamy neutralny jasny bez o kremowej konsystencji. Bez problemu mozemy z tubki wycisnac potrzebna nam porcje. Baza ladnie dopasowuje sie do naszej skory i wyrownuje koloryt.


Glownie zalezy mi oczywiscie na przedluzeniu trwalosci makijazu ale jak baza przy okazji troche wzmocni kolor cieni, to wiadomo protestowac nie bede ;)


 Bardziej widoczne jest to w przypadku cieni matowych. Te przewaznie potrzebuja dobrej bazy, bez niej wygladaja dosc niemrawo i ciezko sie je rozciera... o trwalosci nie wspominajac.


 Na tej bazie zrobilam tez moj sylwestrowy makijaz i bardzo dobrze wspolpracuje tez z innymi cieniami, w tym wypadku byla to paletka Urban Decay.


Zwazywszy na jej niewysoka cene i swietna jakosc... uwazam, ze byl to bardzo dobry zakup. Na razie nie mam jej nic do zarzucenia. Zobaczymy czy bedzie sie tak dobrze sprawowac do konca tubki. Bo to tez roznie bywa.


sobota, 9 sierpnia 2014

pierwsze podejscie do macowego paint pota ;)

 Podchodzila sroka jak pies do jeza ;)) ... tak by mozna w sumie w jednym zdanie opisac moje proby zapoznania sie z paint potami z MAC. Kupilam je (bo w sumie mam dwa) juz dosc dawno temu, po czym schowalam w szufladzie i czasami jak mi oko na nich zawisalo, to zastanawialam sie dlaczego nie zaczne w koncu uzywac. Wczoraj stwierdzilam, ze dosc tego czajenia i siegnelam po pierwszy z nich.


 Chyba nikomu nie trzeba tego produktu tak naprawde przedstawiac. Czasami mialam wrazenie, ze jestes jedyna osoba, ktora ich jeszcze nie uzywala. To znaczy kiedys mialam a wlasciwie chyba jeszcze mam z jakiejs limitki ale to w sumie tylko blink blink zatopione w przezroczystej bazie, wiec na pewno nie nadawalo sie do uzywania jako cien bazowy. A taki wlasnie mialam zamiar, zeby uzywac te kremowe cienie jako baze. W ten sposob uzywa go zreszta wiekszosc osob.


 Wybralam sobie jeden z bardziej bezpiecznych kolorow czyli Soft Ochre.


 Bezdrobinkowy, dosc porzadnie kryjacy bezowy zoltek idealnie wyrownuje kolor powieki i niweluje drobne zaczerwienienia. To chyba jest jeden z najbardziej uniwersalnych kolorow, dostepnych w regularnej sprzedazy.


 Jedyne co zauwazylam, ze trzeba z nim dosc szybko pracowac i dobrze jak powieka jest odpowiednio nawilzona.


Uzylam go wczoraj w makijazu, razem z cieniami MAC i jestem bardzo zadowolona. Nawet jezeli nie podbija specjalnie koloru, to najwiekszym plusem jest trwalosc. Trzymal sie caly dzien na powiece w niewzruszonej formie, co jest aktualnie swietnym rezultatem, dopadla mnie wscieklizna jajnikow a wtedy nic mi sie nie trzyma na twarzy tak jak powinno. Paint pot sobie z tym poradzil. Dlatego wydaje mi sie, ze sie polubimy... zobaczymy jak bedzie w przypadku innych cieni, czy tez bedzie z nimi dobrze wspolpracowal.


poniedziałek, 24 lutego 2014

Nocturne... czyli kolejna kremowka Diora :)


 Tak wiem... po raz kolejny krem z Dior ale co zrobic kiedy chwilowa zawladnely moim sercem i okiem. Wszystkich na raz nie moglam zaprezentowac z tego powodu, ze kupowalam po kolei. Z kazdym kolejnym apetyt wzrasta. A pozatym nie wiem czy te matowe pozostana w stalej sprzedazy czy znikna, dlatego wolalam nie ryzykowac :P


 Czarny kusil mnie od samego poczatku. Lubie do lekkiego smoka, bo dobrze czuje sie w mocniej podkreslonym oku ale o tym to chyba nie musze wspominac.


 Nocturne 091 to owszem czarny cien ale wbrew nazwie i mojemu przekonaniu nie do konca matowy. Nie macalam go w sklepie, akurat wtedy go nie bylo... i wzielam online w ciemno przekonana, ze skoro to matowa seria i na opakowaniu jest napisane, ze mat to tak tez bedzie.


Jak widac na zdjeciach baza jest matowa i stopien "czarnosci" tez jest ok ale ma blink blink. Juz w opakowaniu cien mieni sie na rozne kolory. Bardzo mnie to zaskoczylo. Nie wiem czy wydawalo im sie, ze czern sama w sobie nie jest wystarczajaco atrakcyjna, ja w kazdym razie wolalabym smolista matowa czern ale coz...


 Tu widac roznice miedzy ughh... matowym czarnym i standardowym kremowym cieniem Hypnotique 881, ktory tez ma w sumie ciemna baze ale jest ona bardziej przezroczysta i miliony mieniacych sie drobinek.


 Tak sie prezentuje cala czworeczka i jedyne co moge powiedziec... to to, ze uwielbiam :)
Rownie mocno co niesamowite i niestety limitowane kredki z Chanel.


 A przy okazji zapowiedz kolejnych postow, czyli co mi ostatnio w rece wpadlo :)


Korektor Shiseido i tusz Dior to sprawka kusicielki Marti, na maseczki zdecydowalam sie po poscie Czarnej Ines... blyszczydlo Shiseido i korektor Chanel przyplataly sie po drodze... droga do kasy jest pelna czyhajacych niebezpieczenstw ;) 


A teraz zabieram sie za odpowiadanie na wasze komentarze w poprzednich postach, 
bo tam tez juz mam zaleglosci :]

wtorek, 15 października 2013

produkt bez ktorego nie moge sie obejsc...

... to oczywiscie baza pod cienie. Kiedys w ogole sie nie zastanawialam czy cos takiego istnieje, makijaz trzymal mi sie cala noc, czesto przetanczona noc i nic sie nie dzialo. Niestety z wielkiem przestalo byc tak fajnie i od dobrych paru lat jest to u mnie jeden z podstawowych prodktow. I tak tez zaczela sie odyseja... poszukiwanie idealnej bazy. 


 Jakie sie przez moje oczy przewinely to mozna znalezc na blogu. Jakis czas temu skusilam sie na baze NARS. W sieci ma dobre opinie, dostepnosc taka jak UD albo TF czyli kiepska, bo tylko online ale co zrobic.


 W opakowaniu mamy 8g. Prawde mowiac wolalabym tubke, bo taka latwiej do konca wykorzystac. Mam obawy, ze w tym opakowaniu potrafi sporo zostac ale moze jak wyjme potem ta zatyczke, co nie pozwala wyciagnac za duzo bazy na raz, to uda mi sie wygrzebac to co bedzie sie chowalo po katach.


Z samej bazy jestem jak najbardziej zadowolona. Robi to co powinna. Podbija cienie i utrwala makijaz na wiele godzin. Wspolpracuje z wszystkimi cieniami jak na razie... chyba jeszcze tylko z MAC nie probowalam ale pozatym to nie ma problemu. Kosztowala ca. 24€ ... i jak na razie wyglada na to, ze kupie ja ponownie. Chwilowo sluzy mi najlepiej.


 Tu wlasciwie mial byc makijaz na tej bazie ale jak juz pisalam na FB, jedna z moich kart z aparatu... na ktorej mialam wszystkie aktualne zdjecia na bloga, postanowila zakonczyc nieoczekiwanie zywot. No coz... wczoraj sie nawsciekalam i jak mozna sie domyslic i tak mi to nie pomoglo. Wszystko przepadlo i tak nie do konca pamietam co tam mialam ale w tym dwa makijaze. W kazdym razie post mamy okrojony. 

Ogolnie dopadla mnie niemoc i musze sie mocno spinac zeby sie nie obalic na ryjek, 
stad tez moja niemrawa dzialalnosc blogowa. Ale bedzie lepiej... bo musi byc.

piątek, 30 sierpnia 2013

satynowa sliweczka... czyli diorowa Constellation w akcji :)

Dzis mam dosc dlugo wyczekiwany post. I w sumie mialo byc cos innego ale przede mna teraz 5 dni pracy, wiec pomyslalam, ze jak nie dzis... to slugo przyjdzie na niego poczekac. A sa osoby, ktore juz niecierpliwie przebieraja kopytkami. 


Druga z paletek jesiennej kolekcji Dior. Tym razem 864 Constellation.


Kolory dla mnie jak najbardziej jesienne. 


 Co mnie bardzo zaskoczylo, to wykonczenie tych cieni. Bo jak dla mnie to oprocz tego zlota, to to jest satyna ale nie metal. Nie zebym sie skarzyla hehe... ale to zdecydowanie cos innego, jak typowa diorowa perla. Bo owszem one maja polysk ale inny i nie ukrywam, bardzo mi sie podoba.


Tak przy okazji swatche robie bez bazy, na wewnetrznej czeci przedramienia. Uzywam do tego roznych pacynek, ktore mi tam akurat pod reke wpadna. Ale jak widac na ponizszym zdjeciu, nawet jak pomacam palcami... to trudno nazwac ta pigmentacje slaba. Oczywiscie mowa o typowych piatkach, bo nie porownuje ich do innych cieni, poniewaz te wysokopolkowe nigdy nie beda mialy nasycenia jak MAC czy UD. Zupelnie inna bajka i im szybciej sie to pojmie, tym mniej rozczarowan bedzie sie mialo ;)


Uzylam glownie tego cudnego cienia, ktory jest w prawym dolnym rogu. Satynowe marzenie... sunie po powiece i pieknie daje sie rozcierac. na zewnatrz mam troche tego ciemnego fioletu a w wewnetrznym kaciku cien z lewego gornego rogu. Makijaz zrobilam na bazie NARS i wychodzi z tego, ze bedzie to big love ale jeszcze za wczesnie na takie wyznania ;)


I tak oto prezentuje sie fioletowy dzienniak. 


Bonusik ;)


PS Tak jeszcze w temacie swatchy. Nie tak latwo oddac na zdjeciach kolory cieni. Wszystko zalezy jak sie nalozy, gdzie, jakie ma sie swiatlo i sprzet, ktorym sie robi zdjecia. Ja staram sie zeby zawsze kolory oddawaly to co mam w paletce ale czesto widze takie koszmarki w sieci, ze zastanawiam sie po co to wrzucac, tylko sie miesza w glowie tym co poszukuja swatchy. Jezeli sie myznie palcem po cieniu a potem po grzbiecie dloni, to wyjdzie lipa. Do tego kazda z nas ma inne ustawienia kolorow na sprzecie. Wiadomo czasami w perfumieriach tez nie ma jak porzadnie przetestowac (swiatlo, sepy i te sprawy...) ... dlatego jak ja szukam w sieci, to wybieram te najmocniejsze i te najslabsze a potem wyciagam z nich srednia. Ja i tak najczesciej opieram sie na intuicji.

poniedziałek, 27 maja 2013

Moon River... czyli chanelowy cien w akcji :)


Obicalam pokazac jak sie cienie w kredkach z Chanel sprawuja na oku. I tak sobie pomyslalam, ze moge zaczac od tego, ktorego jeszcze nie pokazywalam 07 Moon River. Jest to najbardziej delikatny kolor z tych trzech, ktore mam. Jak patrzylam na stronie to wydawal mi sie bardziej brazowy ale prawde mowiac jest to piekne zloto, ktore przekonalo nawet mnie, choc ja sie ze zlotem srednio lubie.


Pod ostatnim postem ze swatchami zostalam zapytana, czy te cienie sa lepsze od innych tego typu (w znaczeniu tez tanszych) ... i teraz moge powiedziec, ze nie spotkalam sie jeszcze z takimi cieniami. Przede wszystkim sa inne. Wzielam dla porowniania dwie inne kredki, ktore uzywam czyli Zoeva i p2. Wszystkie maja swietna trwalosc ale te dwie ktore wymienilam, nadaja sie glownie jako bazy... do samodzielnego noszenia srednio, ewentualnie ta z p2. Wszystkie trzy sa w kredkach ale na z Chanel ma zupelnie inna konsystencje i jak widac wykonczenie. I jak najbardziej nadaje sie jako glowny element makijazu. To nie jest perla ani drobinki... to taki troche "plynny metal", cos podobnego ma w swojej ofercie Illamasqua, tylko jest to niestety dosc slaby produkt.


Kredka Chanel Stylo Eyeshadow jest po prostu boska. I juz pomijajac ten niesamowicie przyjemny efekt chlodzenia, ktory mamy po nalozeniu. Swietnie i latwo sie naklada, mozna do roztarcia uzyc pedzelka... ja siegnelam po Zoeva 227, ktory to idelanie sie do tego typu cieni nadaje. Przy rozcieraniu nie robia sie przeswity a intensywnosc cienia mozna zwiekszyc, szczegolnie w przypadku tyhc delikatnych kolorow, poprzez nalozenie kolejnej warstwy, choc wiadomo lepiej nie przesadzic ;) 


 Ja dodalam troche cienia z czworek Prelude, glownie do narysowania kreski ale tez rozswietlenia w wewnetrznym kaciku. Bardzo jestem ciekawa jak bedzie wygladalo oko w polaczeniu kredki z szostka Ombres Perlees de Chanel.



Trwalosc rewelacyjna :) ... nalozylam kredke bez bazy i trzyma sie do tej pory praktycznie bez zmian. Nie zeszla, nie wlazla w zalamanie i nie ma przeswitow... ufff... odetchnelam z ulga. Powinny tez swietnie sprawdzac sie latem. Podsumowujac moglabym powiedziec, ze to jest o wiele lepsza wersja cieni w kremie, ktore ma Chanel w ofercie. Tamte sa dla mnie mniej trwale i mniej nasycone, po prostu mi gina na oku. Tu nawet najbardziej jasny z moich trzech odcieni, jak najbardziej nadaje sie na dzienny makijaz. Cudnie rozswietla oko i ja jestem bardzo zadowolona. Po raz kolejny tylko smuteczek, ze nie wejda one do staje oferty. 

Pozostale kredki pojawia sie wkrotce w jakims makijazu :)


piątek, 1 lutego 2013

baza pod cienie Too Faced... podejscie drugie :)


 Czesc z was pewnie pamieta post o moim pierwszym spotkaniu ze standardowymi bazami Too Faced Shadow Insurance... pierwsza byla podroba, druga byla oryginalem ale robila mi kuku. Poczytac mozna o niej tutaj. I bardzo mnie to zloscilo, bo ogolnie cienie swietnie sie na niej trzymaly... dlatego tez postanowilam sprobowac innej z tej firmy. Padlo na Lemon Drop.


 Wstepne testy wypadly jak na razie obiecujaco... przede wszystkim nie robi mi krzywdy ale standardowa tez na poczatku nic nie robila. Smierdza obie tak samo ;). Konsystencje maja podobna i cienie tez sie na tej swietnie trzymaja. Tylko ta ma zolty kolor.


 Nawet w przypadku macowych dosc trudnych cieni ladnie podbila kolor.


Sklad:  Isododecane, Talc, Cyclopentasiloxane, Disteardimonium Hectorite, Trimethylsiloxysilicate, Polyethylene, Triethylhexanoin, Trihydroxystearin, Sorbitan Sesquioleate, Isopropyl Lanolate, VP/Eicosene Copolymer, Silica, Dimethicone, Propylene Carbonate, Polymethylsilsesquioxane/benzimidazole/diamond copolymer Benzimidazole Diamond Amidoethyl Urea Carbamoyl Propyl Polymethylsilsesquioxane, Phenoxyethanol, PEG-40 Stearate, Tocopherol, Tin Oxide, Mica, Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Bismuth Oxychloride (CI 77163).


środa, 2 stycznia 2013

baza pod cienie i korektor... Benefit Stay don't Stray


Poniewaz ostatnio moje dwie ulubione bazy przestaly dobrze dzialac, do tego stopnia, ze jedna mnie uczula... to znalazlam sie w kropce. I tak teraz bede znowu szukac tej zblizonej do idealu, bo idealnej to chyba nie ma. W moim zestawie Benefit, ktory wam jakis czas temu pokazywalam... znalazla sie takze miniaturka bazy pod cienie i korektor. Choc ja ja glowie pod cienie ostatnio uzywalam i pod tym katem moge cos na jej temat powiedziec. 

Wiadomo z bazami bywa tak, ze jednej pasuje... innej nie... dlatego to jest subiektywna opinia i kazda musi na sobie kroliczyc, bo nikt nie da nam gwaracji, ze wszystkim bedzie sluzyc. 


Oryginalna wielkosc (10ml) jest w praktycznym opakowaniu z pompka... 
moje mini jest w opakowaniu z pacynka. 


Baza ma przyjemna konsystencje, ladnie mozna ja rozprowadzic po powiece... nie ma grudek i nie zasycha tak wstretnie jak to ostatnio ma w zwyczaju ta z UD. Kolor dobrze dopasowuje sie do powieki i co najwazniejsze produkt nie robi mi krzywdy. 


Calkiem dobrze podbija kolor cieni i dobrze z nimi wspolpracuje. Jak na razie jestem tez zadowolona z trwalosci, moj dosc mocny sylwestrowy makijaz wytrzymal bez uszczerbku 9 godzin na oku. Mam nadzieje, ze tak pozostanie i ciekawa jestem czy ze wszystkimi cieniami bedzie sie ta baza lubic. W kazdym badz razie cienie UD trzymaly sie swietnie. Oby tak dalej... naprawde chcialabym, zeby dzialala. Chocby dlatego, ze do firmy Benefit mam bezproblemowy dostep i w koncu nie musialabym sie martwic. Pozostaje tylko pytanie czy pelnowymiarowka bedzie tak dobra jak mini, bo z tym tez roznie bywa.

***

Wkrotce potestuje Paint Poty macowe, do tego idzie do mnie inna baza z TooFaced (Lemon Drop) i ciekawa jestem, czy tez bedzie mnie uczulac. Kupilam tez nowa baze Artdeco w tubce, zobaczymy czy cos sie zmienilo, czy bedzie to po raz kolejny porazka :P


środa, 26 grudnia 2012

big foch... czyli rozczarowanie roku :/

 Jestem bardzo ale to naprawde bardzo zawiedziona, ze musze sie pozegnac z produktami, ktore uwazalam za najlepsze z dostepnych i przez jakis czas naprawde dobrze mi sluzyly. Fakt cienie na nich trzymaja sie u mnie najdluzej i najlepiej. Tak do konca nie rozumiem co sie z nimi stalo. Co prawda do bazy Too Faced od poczatku nie bylam tak do konca przekonana ale baza z Urban Decay towarzyszyla mi bardzo dlugo i wszystko bylo fajnie dopoki nie zmienili opakowania z tej koszmarnie nieporecznej butelczyny na tubke ale to ja juz naprawde wolalam tamta wersje, bo ta to dla mnie katastrofa :/


Nie wiem co jest nie tak... bo obie ogolnie swieze. Miniaturke UD mialam dolaczona do smoczej paletki. TF mam od jakiegos czasu ale negatywne wrazenia poglebialy sie z kazdym kolejnym uzyciem i juz mi sie wydawalo, ze moze przesadzam ale jakis czas po nia nie siegalam, wczoraj uzylam i no tak... upewnilam sie, ze ze mna wszystko w porzadku ale baza jest do dupy.


Too Faced ehhh... nie dosc, ze na poczatku nadzialam sie na podrobe, na szczescie zostalam w pore uswiadomiona i nabylam oryginal. Jezeli pamietacie ten post, to juz wtedy pisalam, ze na pierwszy rzut oka podroba miala lepsza jakosc, jednak watpliwy sklad... bo to nigdy nie wiadomo... spowodowal, ze natychmiast wyladowala w koszu. Z tym, ze ta nowa... oryginalna, jakos nie potrafila mnie przekonac. Owszem cienie sie na niej trzymaja ale jak naciskam tubke, to wylatuje mi tlusta woda, pozatym baza brzydko chemicznie pacznie i do tego robi mi od jakiegos czasu kuku. Jak naloze na powieke, to natychmiast czuje sie jakbym trzy dni z rzedu mialla makijaz na oku a do tego nie spala. Powieki mniee pieka i mam uczucie jakbym miala pod nimi piasek.Bardzo nieprzyjemne, do tego watpliwe... baza choc jest w niej wiecej jak polowa leci do kosza.


 Nie wiem czy Urban Decay przypadkiem czegos nie zmienil w skladzie, bo z poprzednimi bazami mi sie tak nie robilo i bez wzgledu czy bylo to pelnowymiarowe opakowanie czy miniaturka. Do tego zauwazylam, ze ta baza na poczatku radzi sobie swietnie a z czasem traci niesamowicie na jakosci i na koniec potrafi zrujnowac makijaz, zanim sie go porzadnie nalozy. W jej przypadku najwiekszym problemem jest to, ze jak naloze, to ona mi zasycha... dosc szybko i pozostawia nierowna strukture... a juz pozamiatane jest jak trafi na jakies zalamania w skorze lub zmarszczki. Pozostawia "osad", ktory do tego jasnieje i jest niesamowicie widoczny. Cienie ani sie nie dadza na to dobrze nalozyc ani rozetrzec. Niestety w momencie nakladania tego nie widac i czesto mi sie wydywalo, ze dobrze rozprowadzialm a potem dopiero zauwazam te slady i pozbyc sie ich to nie takie proste. Probowalam to uchwycic na zdjeciu, mam nadzieje, ze cos widac.


Jestem zla i rozzalona, bo nie sa to tanie produkty i prawde mowiac nie wiem co mam uzywac a ja niestety musze miec baze pod cienie. Na razie testuje baze z Benefit, ktora mialam w zestawie i ogolnie jest fajna ale matowe cienie Sleek po ponad 8 godzinach zaczynaly miec dzis problemy. Nie wiem jak bedzie z innymi, na pewno potestuje jeszcze i wtedy napisze. Idzie tez do mnie inna baza z TooFaced... lemon cos tam... i zobaczymy, czy to moja byla jednak jakas felerna, czy jednak firma zeszla z bazami na psy. Na razie dodatkowo bede uzywac mojej kikowej i tej z Guerlain, bo nawet jak nie sa tak trwale, to przynajmniej nie robia takich numerow. A do tego bede siegac po moje kremowe cienie, bo te sobie tez niezle radza :)