Czasami jak juz mi sie wydaje, ze znalazlam baze idealna... to po jakims czasie przestaje dzialac. No coz... starosc nie radosc, lepiej nie bedzie a jakos trzeba sobie radzic. I tak kupuje kolejne bazy w nadziei, ze w koncu ktoras poradzi sobie z moimi powiekami.
Zoeva ma juz od jakiegos czasu w swojej ofercie baze pod cienie. Ta pierwsza, ktora byla dostepna pare lat temu w ogole mnie nie przekonala ale poniewaz firma poszla ostro do przodu z jakoscia swoich produktow, to postanowilam sprobowac tej bazy, ktora jest aktualnie w sprzedazy.
7,5 ml w plastikowej tubce, taka forma bardzo mi odpowiada, bez zbednych kombinacji... przede wszystkim ma byc wygodnie i mamy tu pewnosc, ze mozna produkt wycisnac do samego konca.
Ogolnie sa dostepne dwie bazy... perlowa i matowa, ja zdecydowalam sie na ta druga. Matowe bazy sa bardziej praktyczne. Tu mamy neutralny jasny bez o kremowej konsystencji. Bez problemu mozemy z tubki wycisnac potrzebna nam porcje. Baza ladnie dopasowuje sie do naszej skory i wyrownuje koloryt.
Glownie zalezy mi oczywiscie na przedluzeniu trwalosci makijazu ale jak baza przy okazji troche wzmocni kolor cieni, to wiadomo protestowac nie bede ;)
Bardziej widoczne jest to w przypadku cieni matowych. Te przewaznie potrzebuja dobrej bazy, bez niej wygladaja dosc niemrawo i ciezko sie je rozciera... o trwalosci nie wspominajac.
Na tej bazie zrobilam tez moj sylwestrowy makijaz i bardzo dobrze wspolpracuje tez z innymi cieniami, w tym wypadku byla to paletka Urban Decay.
Zwazywszy na jej niewysoka cene i swietna jakosc... uwazam, ze byl to bardzo dobry zakup. Na razie nie mam jej nic do zarzucenia. Zobaczymy czy bedzie sie tak dobrze sprawowac do konca tubki. Bo to tez roznie bywa.









































