Podchodzila sroka jak pies do jeza ;)) ... tak by mozna w sumie w jednym zdanie opisac moje proby zapoznania sie z paint potami z MAC. Kupilam je (bo w sumie mam dwa) juz dosc dawno temu, po czym schowalam w szufladzie i czasami jak mi oko na nich zawisalo, to zastanawialam sie dlaczego nie zaczne w koncu uzywac. Wczoraj stwierdzilam, ze dosc tego czajenia i siegnelam po pierwszy z nich.
Chyba nikomu nie trzeba tego produktu tak naprawde przedstawiac. Czasami mialam wrazenie, ze jestes jedyna osoba, ktora ich jeszcze nie uzywala. To znaczy kiedys mialam a wlasciwie chyba jeszcze mam z jakiejs limitki ale to w sumie tylko blink blink zatopione w przezroczystej bazie, wiec na pewno nie nadawalo sie do uzywania jako cien bazowy. A taki wlasnie mialam zamiar, zeby uzywac te kremowe cienie jako baze. W ten sposob uzywa go zreszta wiekszosc osob.
Wybralam sobie jeden z bardziej bezpiecznych kolorow czyli Soft Ochre.
Bezdrobinkowy, dosc porzadnie kryjacy bezowy zoltek idealnie wyrownuje kolor powieki i niweluje drobne zaczerwienienia. To chyba jest jeden z najbardziej uniwersalnych kolorow, dostepnych w regularnej sprzedazy.
Jedyne co zauwazylam, ze trzeba z nim dosc szybko pracowac i dobrze jak powieka jest odpowiednio nawilzona.
Uzylam go wczoraj w makijazu, razem z cieniami MAC i jestem bardzo zadowolona. Nawet jezeli nie podbija specjalnie koloru, to najwiekszym plusem jest trwalosc. Trzymal sie caly dzien na powiece w niewzruszonej formie, co jest aktualnie swietnym rezultatem, dopadla mnie wscieklizna jajnikow a wtedy nic mi sie nie trzyma na twarzy tak jak powinno. Paint pot sobie z tym poradzil. Dlatego wydaje mi sie, ze sie polubimy... zobaczymy jak bedzie w przypadku innych cieni, czy tez bedzie z nimi dobrze wspolpracowal.








