Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paint pot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paint pot. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 sierpnia 2014

pierwsze podejscie do macowego paint pota ;)

 Podchodzila sroka jak pies do jeza ;)) ... tak by mozna w sumie w jednym zdanie opisac moje proby zapoznania sie z paint potami z MAC. Kupilam je (bo w sumie mam dwa) juz dosc dawno temu, po czym schowalam w szufladzie i czasami jak mi oko na nich zawisalo, to zastanawialam sie dlaczego nie zaczne w koncu uzywac. Wczoraj stwierdzilam, ze dosc tego czajenia i siegnelam po pierwszy z nich.


 Chyba nikomu nie trzeba tego produktu tak naprawde przedstawiac. Czasami mialam wrazenie, ze jestes jedyna osoba, ktora ich jeszcze nie uzywala. To znaczy kiedys mialam a wlasciwie chyba jeszcze mam z jakiejs limitki ale to w sumie tylko blink blink zatopione w przezroczystej bazie, wiec na pewno nie nadawalo sie do uzywania jako cien bazowy. A taki wlasnie mialam zamiar, zeby uzywac te kremowe cienie jako baze. W ten sposob uzywa go zreszta wiekszosc osob.


 Wybralam sobie jeden z bardziej bezpiecznych kolorow czyli Soft Ochre.


 Bezdrobinkowy, dosc porzadnie kryjacy bezowy zoltek idealnie wyrownuje kolor powieki i niweluje drobne zaczerwienienia. To chyba jest jeden z najbardziej uniwersalnych kolorow, dostepnych w regularnej sprzedazy.


 Jedyne co zauwazylam, ze trzeba z nim dosc szybko pracowac i dobrze jak powieka jest odpowiednio nawilzona.


Uzylam go wczoraj w makijazu, razem z cieniami MAC i jestem bardzo zadowolona. Nawet jezeli nie podbija specjalnie koloru, to najwiekszym plusem jest trwalosc. Trzymal sie caly dzien na powiece w niewzruszonej formie, co jest aktualnie swietnym rezultatem, dopadla mnie wscieklizna jajnikow a wtedy nic mi sie nie trzyma na twarzy tak jak powinno. Paint pot sobie z tym poradzil. Dlatego wydaje mi sie, ze sie polubimy... zobaczymy jak bedzie w przypadku innych cieni, czy tez bedzie z nimi dobrze wspolpracowal.


poniedziałek, 14 listopada 2011

bliskie spotkanie trzeciego stopnia... sroki z macowym paint potem ;)

Dla wiekszosci z was nic nowego, dla mnie to pierwsze spotkanie bo do tej pory omijajal je szerokim lukiem. Nie potrafilam sie do nich przekonac, mimo tych zachwytow dookola . Jasne kolory w ogole nie robia na mnie wrazenia. Wiele razy testowalam w sklepie ale konczylo sie zawsze na zmarszczeniu nosa i odstawieniu na stojaczek.

W aktualnej LE Glitter & Ice byly trzy do wyboru, dwa jasne i ciemny... oczywiscie z milionem drobinek. Dlatego tez na poczatku nie bylam przekonana, czy to wlasnie ten powinien zostac moim krolikiem ale jak bym sie nie zdecydowala, to pewnie dlugo bym jeszcze nad paint potami dumala.



I tak padlo na ciemny i stalam sie posiadaczka odcienia "For Effect". W opakowaniu, czyli typowym szklanym sloiczku mamy 5 g produktu. Cena to 22,00 €.

A tak prezentuje sie w swietle dziennym.



Wiadomo na zdjeciach z lampa o wiele bardziej widac drobinki.



Na skorze kolor traci sporo ze swojej czerni i pozostaje szaroscia ze sporo iloscia blink blink... ale mimo wszystko dalej mi sie podoba.



Najwazniejsze byly oczywiscie testy na slepiach. Owszem Paint Poty mozna nosic solo, w koncu sa one kremowymi cieniami ale ja glownie myslalam o uzywaniu go jako bazy. Bo to tez slyszalam, ze sie dobrze sprawdzaja jako kolorowa baza pod cienie. Do tej pory moimi faworytami w tej dziedzinie byly kredki, glownie Zoeva.




Paint Pot sam w sobie jest calkiem fajny. Mozna powiedziec, ze sie do niego przekonalam jako do samodzielnego cienia, wiadomo ze na zywo efekt byl bardziej intensywny. Trwaly i latwy jezeli chodzi o nalozenie... przede wszystkim o rownomierne nalozenie, bo z takimi kremowymi cieniami to roznie bywa. Drobinki jak na razie nie maja tendencji do migrowania po twarzy.

Przetestowalam go tez jako baze pod jedyneczke YSL i jedyne co na razie powiem,
to ze I ❤ ... czyli ochy i achy wysokiej klasy ;)