Jestem bardzo ale to naprawde bardzo zawiedziona, ze musze sie pozegnac z produktami, ktore uwazalam za najlepsze z dostepnych i przez jakis czas naprawde dobrze mi sluzyly. Fakt cienie na nich trzymaja sie u mnie najdluzej i najlepiej. Tak do konca nie rozumiem co sie z nimi stalo. Co prawda do bazy Too Faced od poczatku nie bylam tak do konca przekonana ale baza z Urban Decay towarzyszyla mi bardzo dlugo i wszystko bylo fajnie dopoki nie zmienili opakowania z tej koszmarnie nieporecznej butelczyny na tubke ale to ja juz naprawde wolalam tamta wersje, bo ta to dla mnie katastrofa :/
Nie wiem co jest nie tak... bo obie ogolnie swieze. Miniaturke UD mialam dolaczona do smoczej paletki. TF mam od jakiegos czasu ale negatywne wrazenia poglebialy sie z kazdym kolejnym uzyciem i juz mi sie wydawalo, ze moze przesadzam ale jakis czas po nia nie siegalam, wczoraj uzylam i no tak... upewnilam sie, ze ze mna wszystko w porzadku ale baza jest do dupy.

Too Faced ehhh... nie dosc, ze na poczatku nadzialam sie na podrobe, na szczescie zostalam w pore uswiadomiona i nabylam oryginal. Jezeli pamietacie ten post, to juz wtedy pisalam, ze na pierwszy rzut oka podroba miala lepsza jakosc, jednak watpliwy sklad... bo to nigdy nie wiadomo... spowodowal, ze natychmiast wyladowala w koszu. Z tym, ze ta nowa... oryginalna, jakos nie potrafila mnie przekonac. Owszem cienie sie na niej trzymaja ale jak naciskam tubke, to wylatuje mi tlusta woda, pozatym baza brzydko chemicznie pacznie i do tego robi mi od jakiegos czasu kuku. Jak naloze na powieke, to natychmiast czuje sie jakbym trzy dni z rzedu mialla makijaz na oku a do tego nie spala. Powieki mniee pieka i mam uczucie jakbym miala pod nimi piasek.Bardzo nieprzyjemne, do tego watpliwe... baza choc jest w niej wiecej jak polowa leci do kosza.

Nie wiem czy Urban Decay przypadkiem czegos nie zmienil w skladzie, bo z poprzednimi bazami mi sie tak nie robilo i bez wzgledu czy bylo to pelnowymiarowe opakowanie czy miniaturka. Do tego zauwazylam, ze ta baza na poczatku radzi sobie swietnie a z czasem traci niesamowicie na jakosci i na koniec potrafi zrujnowac makijaz, zanim sie go porzadnie nalozy. W jej przypadku najwiekszym problemem jest to, ze jak naloze, to ona mi zasycha... dosc szybko i pozostawia nierowna strukture... a juz pozamiatane jest jak trafi na jakies zalamania w skorze lub zmarszczki. Pozostawia "osad", ktory do tego jasnieje i jest niesamowicie widoczny. Cienie ani sie nie dadza na to dobrze nalozyc ani rozetrzec. Niestety w momencie nakladania tego nie widac i czesto mi sie wydywalo, ze dobrze rozprowadzialm a potem dopiero zauwazam te slady i pozbyc sie ich to nie takie proste. Probowalam to uchwycic na zdjeciu, mam nadzieje, ze cos widac.

Jestem zla i rozzalona, bo nie sa to tanie produkty i prawde mowiac nie wiem co mam uzywac a ja niestety musze miec baze pod cienie. Na razie testuje baze z Benefit, ktora mialam w zestawie i ogolnie jest fajna ale matowe cienie Sleek po ponad 8 godzinach zaczynaly miec dzis problemy. Nie wiem jak bedzie z innymi, na pewno potestuje jeszcze i wtedy napisze. Idzie tez do mnie inna baza z TooFaced... lemon cos tam... i zobaczymy, czy to moja byla jednak jakas felerna, czy jednak firma zeszla z bazami na psy. Na razie dodatkowo bede uzywac mojej kikowej i tej z Guerlain, bo nawet jak nie sa tak trwale, to przynajmniej nie robia takich numerow. A do tego bede siegac po moje kremowe cienie, bo te sobie tez niezle radza :)