O suchych szamponach Batiste jest co jakis czas glosno w sieci. Ja o tego typu produktach juz pisalam i w sumie znalazlam juz ulubienca Lee Stafford ale kosztuje dwa razy tyle co ten a ogolnie tego typu produkty nie naleza do wydajnych. Cieplo wspominam suchy szapon Klorane ale niestety u mnie jest on niedostepny. Do tego wiadomo, jestem ciekawskie stworzenie i chcialam sie przekonac jak sie te beda sprawowac.
I tak kiedys przez przypadek w zwyklym markecie trafilam na miniaturki Batiste. W opakowaniu jest 50 ml i kosztowaly grosze... z tego co pamietam nie bylo to nawet 2€. Jak typowy suchy szampon ma odswiezac wlosy i ten dostepny jest w roznych wariacjach "smakowych".
Zlapalam takie jakie byly, czyli Original i Tropical. I niestety w przypadku tego drugiego zapach mi troche przeszkadza, co prawda jest to cos na ksztalt kokosa z owocami ale jak dla mnie to za dlugo utrzymuje sie we wlosach a ja nie chce potem po paru godzinach czuc tego zapachu.
Problem mam tez z tym, ze bardzo biela wlosy i potem trzeba dokladnie wyczesac a po tym wyczesaniu bywa, ze moje wlosy znowu sa oklapniete i nie wygladaja za dobrze. Moze przyzwyczailam sie do mojego LS, ktory na wlosach jest malo widoczny... nawet w tej standardowej wersji i wystarczy potem zmierzwic kudelki reka. Z tego co widze jest tez wersja dla ciemnowlosych... moze sie kiedys jeszcze skusze i przetestuje, ot tak zeby miec porownanie z LS ale jak na razie to mnie ten produkt zniechecil. Wiadomo uzycie takiego szamponu nie zastapi mycia ale jak juz uzywam, to chce miec widoczny efekt... ten produkt mi tego nie daje. A szkoda...
... co oczywiscie nie znaczy, ze wam nie bedzie sluzyl :P

