środa, 23 grudnia 2015

niekosmetycznie w obrazkach... wyspa tysiaca swiatyn oczami sroki cz.1

Wiem, ze pare osob czeka na te posty i bardzo mi przykro, ze tak dlugo kazalam wam czekac ale ciagle mi bylo nie po drodze a nie chcialam tez zrobic tego na odpiernicz. Bali jest tak niesamowity miejscem, ze nie daloby sie tego opisac w jednym poscie. To zupelnie inny swiat i chcialabym go wam przyblizyc najlepiej jak sie da, takze z tej praktycznej strony.

Na wstepie chcialam jeszcze zaznaczyc, ze wybierajac sie w takie miejsce nalezy zapomniec o europejskich standardach i nie porownywac... bo jest to po prostu bez sensu. Najlepiej sie otworzyc i chlonnac ta innosc, w ten sposob pozostana nam wspaniale wspomnienia i zaoszczedzimy sobie rozczarowan. Ja w ogole sie nie nastawiam i w sumie jest to dosc irytujace jak ktos wybiera sie w takie miejsce z glowa napakowana wyobrazen jak to powinno wygladac. Duzy blad. 


Moja wiedza na temat Bali byla przed wyjazdem dosc ograniczona. Co prawda zaopatrzona w przewodnik, znalam pare faktow i obrazkow ale wydawalo mi sie, ze bedzie to mniej wiecej tak jak w Tajlandii. Nic bardziej mylnego... Bali zaskoczyla mnie niesamowicie i bardzo pozytywnie, faktycznie w tej wyspie mozna sie zakochac. Nie oznacza to oczywiscie, ze wszystko jest piekne i cukierkowe... rzeczywistosc mieszkancow bywa dosc ciezka ale prawde mowiac jeszcze nigdy nie spotkalam tak pozytywnie zakreconych ludzi. 
 Jezeli chodzi o planowanie to wszystko zalezy od tego co chcemy i jakie mamy mozliwosci finansowe. Ja ze wzgledu na roznice w czasie z wygody wybralam oferte biura podrozy. Po raz kolejny skorzystalam z holidaycheck.de i moj urlop zamowilam w Neckermann Austria. Warto porownac oferty bo niemiecki Neckermann mial ten sam hotel, w tym samym czasie ale w wyzszej cenie. Jezeli chodzi o przeloty to jestem dosc fanaberyjna i wybieram z maksymalnie jedna przesiadka i do tego zalezy mi zeby przyleciec w miare wczesnie a wyleciec jak najpozniej. Niestety przeloty licza sie do naszego pobytu, wiec szkoda mi tracic czas. Oczywiscie wiaze sie ta z troche wyzsza cena ale jak dla mnie warto. Lecialam z Singapore Airlines do Singapuru i tam mialam drugi lot do Denpasar. Z lini lotniczych jestem bardzo zadowolona. Koce, poduszki i zestaw od Givenchy: skarpety i pasta do zebow ze szczoteczka. Do tego swietne jedzenie, smialam sie ze tucza nas przez te 10 godzin jak swinki przed ubojem. Karta z wyborem trzech dan na obiad i dwoch w przypadku sniadania/kolacji a do tego ciagle cos w miedzyczasie. Obsluga przesympatyczna... naprawde niczego mi nie brakowalo. No moze oprocz wiekszej ilosci miejsca na racice, choc i tak bylo w porzadku. Z tym, ze moje kolano bywa niemozliwe. Starosc nie radosc :P

Hotel to wiadomo indywidualna sprawa, w zaleznosci co kto lubi. Aczkolwiek zwracam uwage nie tylko na gwiazdki ale tez na inne rzeczy. W przypadku Bali nie chcialam hotelu przy plazy. I to nie tylko ze wzgledu na to, ze jest to rejon o duzej aktywnosci sejsmicznej a co za tym idzie mozliwoscia wystapienia tsunami. Przy plazy mamy glownie olbrzymie resorty z milionem ludzi, baseny z lezakami na ktore nastepuje atak bladym switem i tak owszem plaza aleee... nie nalezy zapominac, ze oceany maja dosc mocne przyplywy i odplywy. W zwiazku z tym moze sie potem okazac, ze owszem mozemy lezec na plazy ale jezeli chodzi o wode, to dwa kilometry w glab... mamy tak po kolana. 
Zalezy tez na jakie miasto lub region sie zdecydujemy. Kuta to typowe imprezowe miasto... glosne i pelne surferow oraz malolatow nastawionych na 24h party. Nusa Dua to luksusowe resorty, ogolnie okreslana jako miejsce dla snobow :P ... dla mnie nie wchodzilo w gre glownie dlatego, ze jest najbardziej na poludniu a ja chcialam bardziej po srodku, zeby mi latwiej bylo ustawic moje wyprawy. Zdecydowalam sie na Sanur i to byl strzal w 10. Moj hotel to The Oasis Lagoon 4* i to co mnie do niego przekonalo to pokoj z dostepnem do basenu, cos wspanialego. Polozony przy glownej ulicy ale budynki z pokojami byly w glebi, wiec ulicy nie bylo slychac. Pokoje urzadzone surowo i w drewnie... mi bardzo sie podobaly aczkowiek mialy sporo nie dociagniec. I tu wracamy do tego co napisalam wyzej... nie ma co oczekiwac, ze wszystko bedzie mialo nasze standardy. Balijczycy maja bardzo luzne podjescie co do wykonczenia i optycznego ladu. Tak samo jak nie potrafia myc wielkich powierzchni szklanych, to znaczy owszem umyc jak najbardziej ale ze pozostaja tu i tam smugi... shit happens. Nikt sie takimi drobiazgami nie przejmuje. Dla mnie bylo wazne, ze bylo czysto... a pokoj mimo tego, ze byl przy wodzie nie mial problemow z wilgocia. Lozko bylo ogromne i wygodne, koldra tak wielka, ze bez problemu nam wystarczala i kazdy mogl sie zawinac. Codziennie miala dwie buteli z woda oraz kawe i herbate. Lodowka i klima dzialay bez problemu. Pod prysznicem miejscily sie spokojnie dwie osoby i jak widac byl to prysznic z widokiem na basen. Jedzenie bylo dobre, swieze i spory wybor. Hotel nalezy do muzelmanina, wiec nie bylo wieprzowiny. Becon z krowy to jakas pomylka... tak samo szynka ale na szczescie mozna sobie darowac. Ja zawsze biore pokoj ze tylko sniadaniem... zywimy sie w setkach roznych knajp i restauracji. Tyle pysznosci bylo do sprobowania, ze naprawde szkoda inaczej. A ogolnie jedzenie nie jest drogie ale o tym bedzie innym razem.

Do samej plazy mialam 5 minut spacerkiem a do tego moj hotel mial swoj kawalek plazy z lezakami, bez problemu moglam korzystac ale prawde mowiac ani razu nam sie to nie udalo... jakos nie bylo czasu albo wody ;)

Patrzac na zdjecia w necie... glownie te reklamowe, to wszystko zawsze jest podane w takiej wyprasowanej i naciagnietej formie. Typowa ulica wyglada tak jak na zdjeciu ponizej. Ma to swoj urok... waskie chodniki, krzywe krawezniki i pierdyliard zasad, ktorych nikt nie rozumie hehe...

Taksowkarze, ktorzy doprowadzaja do szalu bo trabia za kazdym razem jak cie mijaja, czyli co pare sekund. Najlepiej jak juz korzystac z oficjalnych taksowek Blue Bird (samochody sa w jasnym niebieskim kolorze), te jezdza wg taksometru, aczkolwiek lepiej od razu sie upewnic. Bo mnie chcial taki mlody naciagnac i to niezle, wkurzylismy sie i wysiedlismy po parunastu metrach. Wynajecie auta lepiej sobie darowac, na drogach chaos i malo szyldow, wiec czasami nie wiadomo gdzie jechac i calkiem latwo sie zgubic. Slubny potrafi wszedzie jezdzic, nie straszna mu kierownica z prawej strony ale tam stwierdzil, ze pewnie by go szlag trafil, wiec lepiej sobie darowac ten stres.

Tak jak na ponizszym zdjeciu potrafia wygladac drogi gdzies w glebi wyspy. Nagle konczy sie asfalt, bo pewnie ktos sie z kims poklocil albo jakis burmistrz nie dostal wsparcia i koniec nie ma. Co do samodzielnego podrozowania, wiele razy widzialam budki gdzies przy ulicy, gdzie nasz przewodnik cos placil. Do tej pory nie wiem tak dokladnie za co i dlaczego. Placi sie tez za praktycznie wszystkie parkingi i za wiele innych rzeczy. Ja bylam szczesliwa, ze ktos to zalatwia za mnie i nie musze sobie tym glowy zawracac. 


Rzeczywistosc balijczykow nie jest taka kolorowa jak oferty urlopowe, ktore my mamy w katalogach. Takie obrazki tez sa typowe. Zreszta podjescie do wielu rzeczy jest zupelnie inne i to co dla nich jest calkiem normalne, nas moze bardzo dziwic. Na przyklad dlaczego przystanki autobusowe to metalowe konstrukcje z wieloma stopniami. Wyjasnilo sie dopiero jak zobaczylam autobus, ktory na drzwi na wysokosci metra nad ziemia (klik). Na moje pytanie dlaczego, dostalam odpowiedz... " zeby nie bylo schodow w autobusie". Yyyy... no nasze niskopodwoziowe tez nie maja, naszemu balijczykowi nie miescilo sie to w glowie, ze taki niski autobus moze jezdzic... LOL. 
 

Balijczycy produkuja bardzo duzo roznych produktow. Cale wsie maja rozne specjalizacje i kazda robi cos innego. I wszystko to odbywa sie przy ulicach, tam tez nastepowala prezentacja wyrobow. To ogolnie bardzo pracowity narod albo inaczej mowiac obrotny... bo z ta pracowitoscia to tez troche inaczej funkcjnuje jak u nas ale jakby nie bylo funkcjonuje. Wielu balijczykow pracuje na polach ryzowych jak jest czas zbiorow ale pozatym maja rozne inne zajecia i sa w tym naprawde pomyslowi.

***

To byloby tyle slowem wstepu :) ... kolejne balijskie posty juz w trakcie przygotowywania, 
wiec jakis na pewno pojawi sie jeszcze w tym roku ;). 


16 komentarzy:

  1. ech... te widoczki na wodę i piasek :) Ale bardzo dobrze, że pokazałaś też kawałek ich rzeczywistości. Mam nadzieję na jeszcze więcej w kolejnym poście ;) Bo takie obrazki plaża, woda to sobie można wygooglować, a jak tam jest naprawdę mało kto pokazuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To beda moje osobiste przezycia i w sumie o plazy nie bedzie za duzo, oprocz tego co sie moze innym przydac, czyli praktyczne informacje :)

      Usuń
  2. Lubię te Twoje wakacyjne posty a widok tych dwóch leżaków koło własnej sypialni....milutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bylo cos wyjatkowego, na dodatek nam sie udalo... to byla druga czesc basenu i bylo spokojnie. Przy takiej pogodzie basen pod nosem, to po prostu bajka :D

      Usuń
  3. Czekałam na ten wpis. Śledziłam Twoje wakacje na Instagramie i trochę też tam byłam :-) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedzie wiecej, bo w sumie nie daloby sie w jednym poscie :)

      Usuń
    2. Kolejny juz jest... a w planach jeszcze 4 albo 5 :)

      Usuń
  4. kocham ! jeszcze ! i to jak najszybciej, pleas !

    OdpowiedzUsuń
  5. Bali to moje wielkie marzenie podróżnicze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moge tylko polecic :) ... niesamowita wyspa...

      Usuń
  6. Zazdraszczam Kochana okropielnie takiej wyprawy :) marzy mi się Bali i jeszcze wiele innych zakątków świata :) u mnie jest problem taki że Mój nie lubi latać :P ale ciągle pracuję nad tym :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... jak nie lubi latac, to nie masz latwo :) ... Mi sie jeszcze tyle nowych zakatkow marzy, ze musialabym w totka wygrac :P

      Usuń
  7. Ja się Bali bardzo rozczarowałam - wszędzie brud, za wszystko trzeba płacić, ceny 10x wyższe niż to wszystko warte (mimo że i tak dużo tańsze niż u nas). Co z tego, że ludzie mili, skoro każdego białego traktują jak chodzącą górę pieniędzy. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie zaś wyspy Gili. Zaznaczam, że podróżowałam na własną rękę i nie spałam w hotelach, tylko 'na kwaterach' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam nikt nie traktowal jak gory pieniedzy a ludzie po prostu byli mili. Jedyne co mnie do szalu doprowadzalo to namolni i upierdliwi taksowkarze. Zawyzonych cen tez nie zauwazylam, tak troche nie rozumiem... normalne, ze trzeba placic... trudno zeby wszystko bylo za darmo. Moze roznica jest w tym, ze mialam hotel i wszystko porzadnie zorganizowane, wiec nikt mnie nie probowal naciagnac (oprocz taksowkarza). Nie widzialam tez brudu wszedzie, ogolnie wyglada na Bali tak jak w innych azjatyckich krajach, po prostu wyrzucaja wszystko "za rog".

      Usuń