Wlasciwie mialam dzis przyjrzec sie blizej paru produktom, ktore w ostatnim czasie kupilam ale doprawdy jakos nie moglam sie za to zabrac. Do tego nagle zrobilo sie zimowo, od rana sypalo wsciekle sniegiem, wiec na tapecie byly ekstremalne sporty zimowe... odsniezanie podworka. Snieg mokry wiec ciezki bo ogolnie jest cieplo. Pol godziny po tym jak skonczylismy zaczelo lac... i leje do tej pory. Pfff...

W zwiazku z tym, po odbebnieniu paru prac domowych... stwierdzilam, ze zrobie sobie dzis dobrze i wygrzebalam z szafki slowicze gowienko. Jakby nie bylo, pedzelek do nakladania mam, wiec nie mam juz wymowek. Dla tych co nie wiedza o czym mowa zapraszam tutaj, gdzie napisalam juz pare slow o maseczce Uguisu Nightingale Poop Facial.

I pare wstepnych spostrzezen. Nie wyobrazam sobie wymieszac i nakladac to inaczej jak pedzlem, glownie z tego powodu, ze po wymieszaniu z woda, wydaje sie jakby tej maseczki bylo strasznie malo a do tego nie jest ona za gesta, wiec bez pedzla upackalabym wszystko dookola ale nie moja twarz. Z pedzelkiem jest super i moj skinfoodowy swietnie sie spisuje :)
Druga rzecza jest zapach, ktory wisi nad ta maseczka jak zmora a w przekazie ustnym i pisemnym urosl, do smrodu 200 letniej latryny. Moje drogie nie jest zle i przy niektorych indyjskich olejkach, to ten zapach to doprawdy pikus. Nie potrafie go do niczego porownac, choc jedyne z czym mi sie kojarzy to karma dla jakis stworzen... nie pamietam czy to byla ptasia, czy rybia. W kazdym razie skoro ja, jednostka dosc warazliwa na zapachy jestem w stanie to bez wiekszego problemu wytrzymac, to naprawde jest ok :) ... wrazenia z uzywania beda za jakis czas, bo trudno mi bedzie cokolwiek powiedziec po jednorazowym uzyciu.
***
W ramach dalszego dopieszczania zaraz bede farbowac kudelki. Znana wam juz z tego posta farba Liese. Tak to jest moje drugie opakowanie i jestem z niej bardzo zadowolona.

W zwiazku z tym, po odbebnieniu paru prac domowych... stwierdzilam, ze zrobie sobie dzis dobrze i wygrzebalam z szafki slowicze gowienko. Jakby nie bylo, pedzelek do nakladania mam, wiec nie mam juz wymowek. Dla tych co nie wiedza o czym mowa zapraszam tutaj, gdzie napisalam juz pare slow o maseczce Uguisu Nightingale Poop Facial.

I pare wstepnych spostrzezen. Nie wyobrazam sobie wymieszac i nakladac to inaczej jak pedzlem, glownie z tego powodu, ze po wymieszaniu z woda, wydaje sie jakby tej maseczki bylo strasznie malo a do tego nie jest ona za gesta, wiec bez pedzla upackalabym wszystko dookola ale nie moja twarz. Z pedzelkiem jest super i moj skinfoodowy swietnie sie spisuje :)
Druga rzecza jest zapach, ktory wisi nad ta maseczka jak zmora a w przekazie ustnym i pisemnym urosl, do smrodu 200 letniej latryny. Moje drogie nie jest zle i przy niektorych indyjskich olejkach, to ten zapach to doprawdy pikus. Nie potrafie go do niczego porownac, choc jedyne z czym mi sie kojarzy to karma dla jakis stworzen... nie pamietam czy to byla ptasia, czy rybia. W kazdym razie skoro ja, jednostka dosc warazliwa na zapachy jestem w stanie to bez wiekszego problemu wytrzymac, to naprawde jest ok :) ... wrazenia z uzywania beda za jakis czas, bo trudno mi bedzie cokolwiek powiedziec po jednorazowym uzyciu.
***
W ramach dalszego dopieszczania zaraz bede farbowac kudelki. Znana wam juz z tego posta farba Liese. Tak to jest moje drugie opakowanie i jestem z niej bardzo zadowolona.
A pozniej pomaluje sobie paznokcie, ktoryms z nowych lakierow, na razie ciagle nie moge sie zdecydowac ktorym :)
Wieczorem w planach relaksujaca kapiel z wkladka i pozniej padne do wyrka z bloga mysla, ze jutro nie musze wstawac bladym switem. Nie ma to jak wolny weekend.
A Wam jak mija sobota ?
:)