Seiten

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GlySkinCare. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GlySkinCare. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

mleczko pilingujace GlySkinCare :)


 Naczytalam sie opisow tego mleczka, poogladalam online i stwierdzilam, ze tez bym chciala sprobowac. Oczywiscie dostepnosc na terenie Niemiec zerowa ale tu z pomoca przyszla mi CandyKiller... dzieki Ci dobra kobieto :*


Akurat w promocji byly zestawy z kremem (dlugotrwale nawilzajacym), 
wiec nie zaglebiajac sie w temat, wzielam zestaw. 


W buteleczce z praktyczna pompka mamy 100 ml mleczka. Nalezy pamietac, ze zawiera ona 10% kwas glikolowy, wiec mimo wszystko do takich preparatow nalezy podchodzic ostroznie. Szczegolnie jezeli ma sie wrazliwa lub delikatna skore. Mleczko uzywamy na noc a na dzien porzadny krem z filtrem. Bo zamiast pozbyc sie przebarwien, to zafundujemy sobie nowe. Zawsze mozemy zaczac od 5% stezenia ale ja jestem gruboskorna i wiedzialam, ze moge spokojnie siegnac po wieksze. Produkt przeznaczony jest do skory normalnej i tlustej. Ma zluszczac martwy naskorek, splycac zmarszczki i rozjasniac przebarwienia (sloneczne, tradzikowe, hormonalne).


 Uzywam od tygodnia i jak na razie jestem zadowolona. Spokojnie moge uzywac na cala twarz  i na cala noc... prawde mowiac w ogole nie ma u mnie tego mega luszczenia, tak zeby mi skora schodzila platami. Nakladam na oczyszczona twarz trzy pompki i jest to wystarczajaco, w koncu nie ma mi to po twarzy splywac ale ostrzezona, ze bede oblazic... czekalam i czekalam... a tu nic. Owszem widze drobne zmiany na plus, choc moja skore i tak poprawil Skinoren, wiec ten produkt nie mial specjalnie trudnego zadania ale myslalam, ze w koncu cos mnie porzadnie zluszczy. Bo do tej pory nie udalo sie to zadnego ogolnie dostepnemu produktowi. Myslalam, ze to moze faktycznie bedzie mialo kopa. A tu trudno mowic o kopniaczku. Poczekamy... moze dluzsze i regularne uzywanie przyniesie oczekiwane efekty. To co stwierdzilam... to to, ze moja skora "wciaga" wszelkie kremy i nawilzacze jakby miala kaca. Ostatnio zrobilam sobie jedna noc przerwe i nalozylam olej kokosowy. Wczesniej zanim zaczelam uzywac to mleczko, widac bylo rano, ze mialam nalozony olej. Skora wtedy ma lekki polysk. Teraz skora go wsysa, rano jest swietnie nawilzona i odzywiona ale wyglada jakby byla matowa ;)

Ogolnie chyba sie polubilismy i ciekawa jestem jakie beda wrazenia po zuzyciu calego oapakowania.


Natomiast krem... ja naprawde nie wiem co to ma byc. I kompletnie tego nie rozumiem a jeszcze mniej rozumiem te wszystkie zachwycone recenzje. Przez przypadek czytajac co tam na opakowaniach jest napisane, oko zawisnelo mi na skladzie. Ja sie tam specjalnie nie czepiam i nie analizuje, czasami sobie popatrze z czystej ciekawosci co tam w srodku mamy ale nie ma to jakiegos naprawde duzego wplywu. Jednak wymagam, zeby w srodku bylo cos wiecej jak konserwantny i wypelniacze. Ten krem to jakas pomylka i prawde mowiac nie wiem do czego moglabym go uzywac, bo na pewno nie do twarzy. 

Sklad kremu: Purified Water, Petrolatum, Mineral Oil, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Methylparaben, Propylparaben, Isopropyl Palmitate, Imidazolidinyl Urea, Phenoxyethanol, Alcohol, Diazolidinyl Urea, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract.

W skrocie dla niewprawionych w skladowej chinszczyznie: woda, parafina, oleje mineralne, emulgator ktory owszem "wygladza" ale zaden to cudowny skladnik, dalej mamy Propylene Glycol uzyskiwany z olejow mineralnych i sluzy jaki "zmiekczacz" i jest w sumie konserwantem, dalej SLS ktorego obecnosc tutaj nie potrafie sobie wytlumaczyc... chyba, ze do towarzystwa pozostalym koszmarkom, dalej mamy dwa konserwanty i kolejny na liscie  jest Isopropyl Palmitate daje poslizg i sztuczne nawilzenie, Imidazolidinyl-Urea i Phenoxyethanol to znowu konserwanty, potem mamy alkohol, Diazolidinyl Urea czyli jeszcze jeden konserwant... i na koncu mamy TADAM... ekstrat z cytryny :] WTF ?! O.o

niedziela, 13 kwietnia 2014

pare nowosci... i glamourowe szalenstwo zakupowe :)

 Dawno nie bylo takiego posta a wiem, ze wiele z was lubi i prawde mowiac sa one w jakis tam sposob przydatne, bo fakt zdaza mi sie cos przegapic i w ogole o tym nie napisac. Bo kupie... potem laduje w szafce, w ktoryms tam momencie po to siegam, uzywam i w ogole nie pojawia sie na blogu.


 Zeszly tydzien byl tygodniem z obnizkami Glamour, czyli cos co bardzo lubie, mniej lubi moj portfel a slubny to juz w ogole cierpi okrutnie ;) ... no coz, w tym miesiacu sie lekko rozbrykalam ale to tez nic nowego. Jakies zboczenie trzeba miec... raz sie zyje.


 Dwufazowki Chanel nie musze chyba przedstawiac. Najlepsza na swiecie i zawsze staram sie ja kupic z jakims rabatem, bo cene ma jaka ma ale nie wyobrazam sobie bez niej demakijazu slepi.


 UV Essentiel SPF 50+ chodzil po mnie od jakiegos czasu. Probek oczywiscie u mnie nie uswiadczysz i przez dlugi czas nie bylam pewna... nie wiem czy widzialyscie kiedys te opakowanie, jest takie malusie. Potem wytlumaczylam sobie, ze jakby nie bylo zawiera 30 ml jak wiekszosc podkladow, wiec nie jest zle. No i przestalam sie czaic, tylko wrzucilam do koszyka i bardzo jestem ciekawa. Chcialam naprawde lekki filtr pod makijaz i ten taki jest a jak sie u mnie sprawdzi to sie okaze.


 Este Lauder Perfectly Clean to taki ni pies ni wydra... czyli produkt, ktorym mozemy myc twarz ale mozna rowniez nakladac jako maseczke. Tego drugiego sposobu nie probowalam, wiec nic na ten temat nie powiem. Uzywam jako normalny zel/krem do mycia i uwielbiam. Wiem, ze tego typu produkty maja swoich przeciwnikow i w sumie nieduzo zwolennikow. Ja jestem zdecydowanie w tej drugiej grupie. Nic mi tak dobrze nie zmywa twarzy jak tego typu produkty. Kiedys mialam cos podobnego z Lancome, dostalam od xbebe, ktorej ten produkt w ogole nie podszedl a ja pokochalam od piereszego uzycia i wycisnelam do ostatniej kropelki. W przypadku EL moje mini opakowanie, ktore uzywalam do tej pory bylo czescia zestawu, kremy mi srednio podeszly... tzn. pod slepia owszem, do twarzy nie. Na koniec siegnelam po Perfectly Clean i jakze wielka byla moja radosc, jak widac zaowocowala pelnowymiarowka.


Niach niach... zeby mojej chanelowej gabrysce nie bylo smutno tak samej (tak jakby byla sama heh... ale nie wnikajmy) ... wzielam jej do towarzystwa 228 Tisse Cambon. Prawde mowiac to chyba bedzie ostatnia z nowych paletek, bo bardzo wnikliwym przeanalizowaniu tego co jeszcze jest dostepne oraz zawartosci mojej szuflady, doszlam do wniosku, ze owszem formula nowa ale kolorystyka stara i cienie sie powtarzaja.


 Nie moglam sobie darowac i w tym roku takze kliknelo mi sie male co nieco od Beka&Bell. Moja bezowa skorke pokazywalam w zeszlym roku a takze pojawiaja sie ostatnio na zdjeciach na insta. Tym razem padlo na model Glory.


 Tak tak... nie moglo tez zabraknac Pandory. Tym razem sa to dwa drobiazgi ale o nich bedzie innym razem.

***

I to byloby na tylke jezeli chodzi o glamourowe szalenstwa. Reszte kosmetykow kupilam w ostatnim czasie i z tego co kojarze, nie pokazywalam jeszcze w ogole na blogu.


 Ostatnio bardzo polubilam produkty do wlosow Alterna. Do mojego szamponu dajacego objetosc dolaczyly Bamboo Style czyli gleboko oczyszczajacy i Bamboo ColorHold+ czyli szampon do wlosow farbowanych. Z serii Caviar SeaSilk Oil Gel czyli tzw. kuracja do stylizacji i Clinical Daily Root & Scalp Stimulator Spray wzmacniajacy skore glowy i wlosy.


 Poniewaz skonczyl mi sie moj olejek do mycia twarzy z Shiseido zdecydowalam sie tym razem na cos aptecznego czyli Lierac. Bardzo jestem ciekawa jak bedzie sobie radzil.


 Kolejny produkt Lierac czyli krem pod oczy Diopticreme. Jest to typowy krem przeciw zmarszczkowy. Uzywam go juz od jakiegos czasu, wiec pewni bede konczyc opakowanie, to wam napisze co o nim mysle.


Ostatnie produkty pochodza z firmy GlySkinCare. Oczywiscie u mnie niedostepnej, wiec musialam je sciagnac z pl ale bardzo bylam ciekawa tego mleczka peelingujacego. W zdobyciu pomogla mi Candykiller za co bardzo dziekuje :*. Ogolnie glownie chodzilo mi wlasnie o mleczko, bo ma dobre opinie i taka forma zdzieraka mnie zainteresowala. Krem byl w zestawie ale prawde mowiac mam troche watpliwosci, bo sklad ma hmmm... mizerny zeby nie powiedziec, ze przerazajacy :P ... ja sie rzadko zaglebiam w sklady (szczegolnie te dlugie) i czasami nie zwracam na nie uwagi jak mi cos dobrze sluzy ale tu rzucilam okiem z ciekawosci (sklad ogolnie krotki) i kopara mi opadla, ewentulanie bede uzywac go na piety ;)