Po raz pierwszy Carmex pojawil sie na moim blogu praktycznie rok temu. Poczytac mozna o nim tutaj. Dzieki Nulce mialam okazje przestestowac ta pomadke i mimo tego, ze z kamfora sie nie polubilam i nigdy nie polubie ale mozna powiedziec, ze sie przyzwyczailam. Z dzialania samej pomadki jestem zadowolona. Bardzo fajnie pielegnuje usta, sa gladkie i delikatne. Co prawda ja uzywam go glownie na noc, wiec w sumie nie musze miec kolorowej i moze faktycznie pozniej kupie sobie zwykla, bo oprocz tego, ze swietnie pielegnuja, to sie nie psuja w miedzyczasie... tak, ze musze potem polowe produktu wyrzucic.
W zeszlym tygodniu siegnelam po drugi ze sztyftow, tym razem w kolorze Peach.
Pomadek Carmex chyba nie trzeba nikomu przedstawiac ale skoro obiecalam, ze druga tez pokaze... to pokazuje, nawet jak troche czasu minelo. Uwazam, ze jest to jeden z lepszych sztyftow pielegnacyjnych i na pewno lepszy jak te zwykle drogeryjne, ktore przy dluzszym uzywaniu daja efekt odwrotny od zamierzonego :]
Na ustach u mnie mimo nazwy prezentuje sie dosc rozowo ale wiadomo, ta pomadka nie ma mocnego pigmentu i glownie podkresla nasz kolor ust, nie dajac mocnego koloru. Z tym, ze mi sie ten efekt podoba, wyglada bardzo naturalnie.
:)


