Seiten

środa, 17 lipca 2013

burberrek... czyli pierwsze spotkanie z Effortless Mascara


Poniewaz moje dwa tusze powoli koncza swoj zywot, to oprocz YSL postanowilam w koncu zabrac sie za burberrka. Burberry Effortless Mascara to tusz wg producenta pogrubiajacy ale nadajacy naturalny wyglad. Nic dla drama queen ale jak najbardziej dla mnie, bo ja takie tusze lubie najbardziej.

Opakowanie proste, urocze... i ma w sobie cos takiego, ze chcialo by sie wiecej. Choc musze przyzac, ze firma tez troche sepi, bo 4,5 ml to nie jest zbyt wiele. 


Midnight Black... bo jakze mogloby byc inaczej, ja po prostu lubie czarne tusze. 
Na zdjeciach jak zwykle jedna warstwa.

na ustach catricowa balsamo-kredka :P

Wiecej bede mogla powiedziec jak dojrzeje, bo mimo tego, ze nie jest specjalnie rzadki to jednak u mnie kazdy tusz musi pooddychac. Niemniej jak na swiezynke to podoba mi sie to co widze, ladnie podkresla rzesy. Standardowa szczoteczka dobrze rozczesuje rzesy. Nie ma na niej za duzo tuszu, wiec nie godzi mi posklejanie ani klumpy. Lubie tusze, ktore od razu ze mna wspolpracuja :) ... jak sobie tak pomysle, to jest on bardzo podoby do Givenchy Eye Fly, ktory bardzo lubilam... to swietny dzienny tusz, na ktroym zawsze moglam polegac.